70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Prawo do kultury prawem do rozwoju

Dzisiaj zagrożenie może wynika z sytuacji, w której z braku możliwości rozwijania własnej kreatywności będziemy niemalże wyłącznie sięgali po cudzą tożsamość i pomysły innych, co może oznaczać utrzymywanie pozycji peryferium cywilizacyjnego rozwoju. Mówiąc inaczej, będziemy dodawani do czegoś, zamiast dokładać do czegoś od siebie, będziemy dostarczycielami prostej pracy i surowca, a nie kreacji i innowacji.

Max Weber w swoim klasycznym studium Etyka protestancka i duch kapitalizmu zwrócił uwagę, że kapitalizm nie rozwinąłby się bez norm i wartości składających się na etos ciężkiej i sumiennej pracy. Luc Boltanski wskazuje na przemianę kapitalizmu i jego ducha. Współcześnie opisałabym etos, wymieniając cechy takie jak: indywidualizm, niezależność, ciągły rozwój, elastyczność. Identycznie przedstawia się charakterystyka kreatywnych pracowników. Czy stąd waga kapitału kreatywnego we współczesnej gospodarce?

Od Webera wiemy, że kultura ma bardzo istotne znaczenie dla rozwoju gospodarki, gdyż ta potrzebuje instytucjonalnej obudowy. Gospodarka rynkowa nie działa, jeśli owej społecznej otoczki nie ma. Część owej obudowy stanowi „podglebie kulturowe”. Dla mnie jest jasne, że są pewne specyficzne typy podłoża kulturowego w większym stopniu sprzyjające rozwojowi gospodarki rynkowej, a z drugiej strony występują takie, które nie mają tak pozytywnego wpływu.

Z tym że Weber i inni wielcy myśliciele społeczni przełomu XIX i XX wieku wyrażali przekonanie, że świat można opisać, odnosząc się do wizji stabilnego ładu, a wszelka zmiana przebiega stopniowo i harmonijnie. Dzisiaj podobne myślenie nie ma sensu – zdajemy sobie sprawę, że najpewniejszą rzeczą jest ciągła zmiana. I tak jak wszechświat się rozszerza, tak również zasięg świata społecznego obejmuje coraz to nowsze przestrzenie. Nie mam na myśli tylko globalizacji, ale także na przykład istnienie równoległych światów: „realu” i rzeczywistości wirtualnej, w której krążą artefakty i informacje.

Żyjemy w dynamice i choć możemy odnieść wrażenie, że wiele rzeczy dokonuje się w małych skalach czasowych, część z nich powinniśmy postrzegać w dłuższej perspektywie. Przykładem jest dyskusja o efekcie cieplarnianym, który jest wynikiem działalności człowieka. Nie chcę rozstrzygać, czy zwolennicy teorii owego efektu mają rację, natomiast przyjąłbym, że mogą ją mieć, i dlatego należy przedsięwziąć odpowiednie środki ostrożności. Dzisiaj czynimy coś, co może zostawić trwały ślad i wielkie obciążenie dla przyszłych pokoleń. Pytanie, czy dysponować one będą zasobami, które pozwolą im z tym obciążeniem sobie radzić.

Żyjemy w świecie, którego nie można utrzymywać w bezruchu. Zarazem musimy szukać czegoś, co będzie stabilizowało naszą sytuację wobec nieuchronnej zmiany, na którą mamy pewien, jednak ograniczony wpływ.

Co może być stabilizatorem?

Właśnie kultura, która nie jest dziś jedynie podłożem rozwoju, ale także w coraz większym stopniu jego czynnikiem: jest niezbędna, byśmy mogli sobie radzić z dynamiką i niepewnością otaczającej nas rzeczywistości. Nie jesteśmy w stanie opanować dokonujących się zmian, natomiast potrzebujemy kultury, która wskaże nam wartości i wyznaczy nam punkty orientacyjne w tym niestabilnym i niepewnym świecie. Pod pojęciem kultury rozumiem te postawy, kompetencje i działania, które umożliwiają wyznaczanie, uzgadnianie i rozwijanie wartości, według których działamy. Stajemy również wobec nowych wyzwań, jakie z pewnością niosą ze sobą biotechnologie lub na przykład poznanie genomu ludzkiego, i wobec możliwości, które przed nami się dzięki tym odkryciom otwierają. Nie jesteśmy w stanie zahamować postępu technologicznego i w związku z tym powstaje pytanie, jak sobie z tym radzić. Dla mnie odpowiedzią jest kultura, która uruchamia i angażuje naszą wyobraźnię.

Czyli chodzi o myślenie długoterminowe?

Tak, ale chciałabym zaznaczyć, że nie jest to myślenie mesjanistyczne. Możemy natomiast wyznaczać sobie swoiste kamienie milowe, określając pożądany kierunek zmiany społecznej i patrząc tak daleko, jak nam horyzont pozwala. Zatem powinniśmy stawiać przed sobą cele społeczne, które są możliwe do osiągnięcia i pozwalają nam na zmianę, nie zapominając o istocie tego, że jesteśmy ludźmi, żyjemy na Ziemi i jesteśmy częścią wszechświata. Jak ową istotę interpretujemy, jak ją rozumiemy, to jest inna sprawa, ale miejmy świadomość, że jesteśmy częścią większej całości. Dzisiaj powinniśmy zdawać sobie sprawę z naszej odpowiedzialności za Ziemię i za naturę, gdyż mając takie możliwości, by zniszczyć środowisko naturalne, tym bardziej powinniśmy wiedzieć, że za nie wspólnie odpowiadamy. Możliwość radzenia sobie z tak rozumianą niepewnością daje właśnie etyka odpowiedzialności, a jej podstawą jest kultura.

Zatem idea zrównoważonego rozwoju wypływa ze sfery wartości. Do tej idei dostosowuje się dziś wiele polityk gospodarczych w Unii Europejskiej. Czy chce Pan powiedzieć, że kultura wyznacza kierunek rozwoju?

Tak. Dzisiaj kultura nie jest tylko fundamentem, stała się także siłą napędową naszego rozwoju. Jest to związane z przejściem od cywilizacji przemysłowej do cywilizacji informacyjnej – od dóbr materialnych do dóbr symbolicznych, niematerialnych. Przedtem głównie przetwarzaliśmy surowce, teraz naszym surowcem staje się informacja. Oczywiście dóbr symbolicznych nie można widzieć w oderwaniu od dóbr materialnych. Patrząc na przykład na ten dyktafon, można przypuścić, że wartość informacji, którą można w nim zgromadzić, wielokrotnie przewyższa jego wartość. Sens temu urządzeniu nadaje treść, którą Pani rejestruje. Ważne, że właśnie dzięki niemu otrzymujemy możliwość rejestrowania, przetwarzania i przesyłania informacji. Cywilizacja informacyjna potrzebuje innego rodzaju zasobów i mechanizmów, które umożliwiałyby sprawne zarządzanie i rozwój. Do koniecznych zasobów należą obecnie te, które wiążą się z ludzką kreatywnością, czyli wyobraźnią, a tutaj kultura jest absolutnie niezbędna.

Warto w tym miejscu podkreślić dwa silnie złączone ze sobą aspekty kultury, mianowicie możliwość przypisania człowieka do danego społecznego usytuowania, ale i szansę wyzwolenia z niego. Dzięki wartościom zawartym w kulturze budujemy tożsamość, a zarazem przezwyciężamy ramy identyfikacyjne, które przyjęliśmy bądź które zostały nam narzucone. Dzięki kulturze możemy zarazem postępować autonomicznie i podmiotowo, czyli kreujemy siebie z siebie, a jednocześnie jesteśmy zdolni do współdziałania z innymi.

Czy kultura i związana z nią kreatywność są remedium na wykluczenie społeczne?

Nowe technologie skracają jedne dystanse, ale wytwarzają nowe. Tak jak kiedyś byli ludzie, którzy nie potrafili czytać i pisać, a jeszcze jakiś czas temu nie wszyscy mieli dostęp do telewizji i rozumieli język mediów, tak dziś mówimy o wykluczeniu cyfrowym. Nowe technologie z jednej strony przełamują bariery przestrzenne i umożliwiają wymianę informacji na niespotykaną skalę, natomiast z drugiej – wytwarzają podziały między użytkownikami technologii za sprawą zróżnicowania kompetencji komunikacyjnych poszczególnych jednostek czy grup społecznych. Dziś często żyjemy w jednej przestrzeni materialnej, ale w zupełnie różnych przestrzeniach komunikacyjnych. W związku z tym pojawia się ponownie pytanie: jak sobie z tym poradzić? I znowu odpowiedzią jest kultura, tutaj rozumiana przez pryzmat rozwijania indywidualnych kompetencji, umiejętności, osobowości, czyli jako kreatywność. Aby w skali społecznej pobudzać ludzką kreatywność, muszą zostać spełnione określone warunki. Na pewno potrzebne są więzi społeczne, tak aby ludzie wzajemnie sobie ufali, komunikowali się i współdziałali. Niezmiernie ważna jest edukacja, dająca możliwość nabycia koniecznych kompetencji językowych i komunikacyjnych. Nie mniej istotny jest dostęp do kapitału finansowego, kredytu niezbędnego, by móc zrealizować swój własny projekt, rozwijać przedsiębiorczość.

Kto ma te warunki zapewnić?

Budowanie odpowiedniej infrastruktury dla kreatywności jest podstawowym obowiązkiem nowoczesnego państwa. O ile kiedyś państwo, wzorowane na organizacjach wojskowych, miało przede wszystkim zapewniać swoim obywatelom bezpieczeństwo, o tyle dziś akcent w jego funkcjonowaniu przenosi się na pobudzanie w społecznej skali kreatywności i innowacyjności. Jeśli państwo tego nie robi, to nie pełni skutecznie funkcji rozwojowej, a to ona współcześnie zaczyna dominować nad funkcją administracyjną. Dzisiaj zagrożenie może wynika z sytuacji, w której z braku możliwości rozwijania własnej kreatywności będziemy niemalże wyłącznie sięgali po cudzą tożsamość i pomysły innych, co może oznaczać utrzymywanie pozycji peryferium cywilizacyjnego rozwoju. Mówiąc inaczej, będziemy dodawani do czegoś, zamiast dokładać do czegoś od siebie, będziemy dostarczycielami prostej pracy i surowca, a nie kreacji i innowacji.

Odwołam się teraz do sytuacji Polski i do jej kierunku rozwoju. Czy jest tak, że by dokonała się zmiana w naszym kraju, musimy przejść po kolei etapy rozwoju wyznaczone przez kraje, które chcemy dogonić? Czy może Polska ma szansę, by wejść do gry poza swoją kolejnością i zmienić położenie w globalnej gospodarce?

Zrozumienie problemu polega na uświadomieniu sobie, że każde pokolenie staje wobec nowych wyzwań. Historia nie jest realizacją czyjegoś planu i formuje się pod wpływem wielu procesów. Każde społeczeństwo w określonych warunkach ma szansę wybicia się na własny rozwój. Polska taką szansę ma. Uzyskała ją po 1989 roku. Pierwsza faza w procesie skracania dystansu od centrum cywilizacyjnego rozwoju polega na tym, że potrzebne rozwiązania głównie się importuje. Wówczas mamy do czynienia z innowacyjnością naśladowczą. Polska przez dwadzieścia lat otworzyła się na świat. Mamy za sobą wielki proces transformacji i modernizacji, który przebiegł bardzo dynamicznie za sprawą właśnie kupowania urządzeń, technologii, wzorców organizacyjnych – za sprawą innowacyjności naśladowczej. Użyliśmy dobrego silnika, który wyciągnął nas na pewien pułap rozwoju. Natomiast dziś widać, że zaczynamy tracić prędkość wznoszenia.

Jesteśmy w sytuacji, w której jeżeli chcemy wejść na wyższy pułap, to innowacyjność naśladowczą musimy uzupełnić kreatywnym elementem. Mogłoby to wyglądać tak, że w dalszym ciągu kupujemy rozwiązania od innych, bo są one nowocześniejsze, natomiast sami musimy je zaadaptować twórczo do naszych warunków, czyli je rozwinąć.

Nasi inżynierowie, menedżerowie, przedsiębiorcy i uczeni muszą potrafić dodać znaczące własne elementy do cudzych rozwiązań. Zatem potrzebny jest potencjał kreatywny. Wówczas można wznieść się na wyższą trajektorię.

Czy jesteśmy właśnie na tym poziomie rozwoju?

Po części tak, bo jednak poziom wykształcenia i kwalifikacji wciąż rośnie. Nasz kapitał ludzki jest ciągle pomnażany. Czy to jednak wystarczy? Proszę popatrzeć na niektóre zagraniczne inwestycje w Polsce, te skupione w największych miastach. Zarządza się nimi z zewnątrz, poprzez z góry dane algorytmy postępowania. Centra strategicznych decyzji i innowacyjności pozostają na zewnątrz. Takie podmioty zagraniczne tworzą sporo miejsc pracy, także dla absolwentów szkół wyższych, ale nie sposób call centre uznać za ośrodek kreatywności i innowacyjności. Jest to nowoczesność w dużym stopniu importowana, a nie kreowana. W ten sposób nowoczesność nie wypchnie nas już bardziej w górę.

Jeśli nasze ambicje i aspiracje odnosimy do państw najwyżej rozwiniętych, to trzeba dysponować wyższym potencjałem kreatywności bazującym na wykorzystaniu głównie „kompetencji miękkich”, czyli tych, które wiążą się ze współdziałaniem, komunikowaniem, z zaufaniem – czyli z kapitałem społecznym, a tego w Polsce, jak wiemy, bardzo brakuje. Dopiero miękkie kompetencje znacznie podnoszą wartość dostępnych czynników materialnych i kapitału ludzkiego. Kapitału społecznego nie można kupić ani importować, musimy go wykreować sami!

W jaki sposób?

Do tego potrzebny jest odpowiedni system edukacji i przestrzeń aktywności obywatelskiej, dzięki którym będziemy mogli kształtować miękkie kompetencje. I żeby była jasność: tego się nie da uzyskać za sprawą zaawansowanych technologii, w tym technologii informacyjnych, o wiele ważniejsze są strategiczna wyobraźnia i odpowiedzialność. Musimy również zrozumieć, że polityka nie może się sprowadzać do pokonania przeciwnika i narzucenia swojego punktu widzenia, że polityka, która w barbarzyński sposób przepoławia społeczeństwo, wyklucza budowanie kapitału społecznego.

Część domeny politycznej musi być przestrzenią pluralizmu partyjnego i rywalizacji o władzę, co jest niezbędnym składnikiem demokracji parlamentarnej. Natomiast pozostała jej część powinna być obywatelska. W tej przestrzeni ma być miejsce swobodne dla inicjatywy i aktywności obywatelskiej, w której to przestrzeni rodzą się klimat zaufania i energia wspólnego działania na rzecz rozwiązania określonych problemów lub zaspokojenia określonych zbiorowych potrzeb.

Czyli kapitał społeczny?

Właśnie tak. I znowuż, aby kreować kapitał społeczny, potrzebujemy kultury. Konflikt jest czymś nieuniknionym, co tyczy się również i naszych wewnętrznych konfliktów, kiedy musimy wyważać nasze różne aspiracje, cele, gdy musimy dokonać trudnego wyboru. W takiej sytuacji zawsze potrzebujemy zewnętrznych odniesień, jakichś reguł, którymi się kierujemy, i wartości, na które się orientujemy. Podobnie jest w życiu publicznym. Nie unikniemy konfliktów. I mamy dwa wyjścia: spór rozstrzygamy poprzez narzucone przez jedną ze stron rozwiązanie bądź dochodzimy do tego rozwiązania przez mediację i porozumienie. Społeczeństwo nie może poprzestawać na współobecności, rozwój wymaga współdziałania. Kultura mediacji i rozwiązywania konfliktów jest sposobem, który daje społeczeństwu siłę i energię. Do tego potrzebujemy kultury, która tworzy ramy aksjologiczne. Muszą one również wynikać z naszej tradycji.

Czy tradycja nie jest hamulcem?

Ależ nie musi być hamulcem. Wszystko zależy od tego, jak zinterpretujemy tradycję. Możemy wydobywać z naszego dziedzictwa to, co nas dzieli, lub to, co nas łączy, co dawało nam w przeszłości siłę, by się rozwijać i iść do przodu. Nie ma sensu wchodzić dziś bezpośrednio w historyczne role uczestników sporu między romantyzmem a pozytywizmem. Warto jednak zdobyć się na krytyczną i samodzielną refleksję o naturze tego sporu, aby odnajdywać nowe ścieżki rozwoju. Dziedzictwo jest w nas. Można powiedzieć, że jesteśmy nim obarczeni, ale trzeba je zreinterpretować, by służyło przyszłości.

Kreatywność jest szansą poradzenia sobie z coraz bardziej skomplikowaną rzeczywistością na poziomie jednostki. Czy jest to również możliwe w wymiarze społeczeństwa?

Tak, wtedy gdy potrafimy stworzyć warunki do tego, aby jak najwięcej osób zachowywało się w sposób kreatywny. Co to znaczy? Mam na myśli, po pierwsze, korzystanie z wyobraźni. Dzięki niej jesteśmy w stanie przewidywać konsekwencje naszych działań. Po drugie, kreatywność to poszukiwanie rozwiązania – nowego lub lepszego. Przez nią rozumiem również krytyczną refleksję poświęcaną własnym działaniom, czyli pytanie: czy muszę robić tak, czy może warto zrobić to inaczej. Po trzecie, kreatywność polega na umiejętności dokonywania syntezy. Jeśli zatem mam na myśli potencjał kreatywny, to chodzi mi i o jednostki, i o otoczenie społeczne, które decyduje o tym, że ludzie mogą się kreatywnie zachowywać.

Czy dokument Polska 2030 jest sygnałem, że klasa polityczna dostrzegła wagę kapitału kreatywnego dla rozwoju gospodarczego naszego kraju?

Odebrałem pojawienie się opracowania Polska 2030 bardzo pozytywnie. Jednakże kierując się własnym doświadczeniem pracy w rządzie, obawiałem się od początku, że ten raport może stać się jedynie pustym gestem. Jest to z pewnością najbardziej zaawansowany dokument strategiczny, jaki opracowano w polskiej administracji rządowej. Ale widzę ogromną przepaść pomiędzy propozycją i poglądami Michała Boniego i jego zespołu doradców a gotowością oraz zdolnością rządu i jego agend do takiego działania.

Dlatego uważam, że nie powinniśmy i nie musimy czekać inicjatywę rządu i polegać wyłącznie na niej. Jeżeli nasze państwo ma ograniczone kompetencje, to trzeba sięgnąć po zasoby obywateli, a nie jest ich mało. Jeśli konieczne zmiany nie są inicjowane od góry, to trzeba je wywoływać i wymuszać od dołu. Dobrym tego przykładem jest ruch Obywateli Kultury, który podjął starania o zawarcie z rządem porozumienia społecznego, zwanego Paktem dla Kultury. To ruch dążący do tego, by państwo zagwarantowało faktycznie każdemu prawo i dostęp do kultury, co jest dla mnie równoznaczne z prawem do rozwoju – dla każdego i dla wszystkich.


JERZY HAUSNER, profesor zwyczajny, kierownik Katedry Gospodarki i Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Ma w swym dorobku ponad 300 publikacji naukowych. W latach 90. pełnił funkcję szefa zespołu doradców wicepremiera do spraw gospodarczych, pełnomocnika rządu do spraw reformy zabezpieczenia społecznego. W latach 2001–2005 był posłem na Sejm RP. W gabinecie Leszka Millera był ministrem pracy i polityki społecznej, ministrem gospodarki, pracy i polityki społecznej, także wicepremierem Rady Ministrów. W rządzie Marka Belki był wicepremierem i ministrem gospodarki i pracy. Od stycznia 2010 w składzie Rady Polityki Pieniężnej.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata