70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Poeta nie pamięta

Pisze Marek Skwarnicki, że moja recenzja Ceny przetrwania? jest „galicyjsko-łagodna i chrześcijańsko-ostrożna” i w związku z tym „niewystarczająca”. No cóż, jestem recenzentem, a nie czyimkolwiek adwokatem (jak rozumiem, Skwarnicki oczekiwał ode mnie obrony i „świętego oburzenia”) – i w swoim tekście starałem się pokazać zarówno to, co w książce Romana Graczyka uważam za wartościowe, jak i to, z czym nie mogę się zgodzić. Gdybym był „chrześcijańsko-ostrożny”, jak mówi (z ironią) Skwarnicki, po prostu nabrałbym wody w usta, żeby się nikomu nie narazić.

Doskonale rozumiem, że Skwarnicki czuje się przez Graczyka niesłusznie pomówiony o współpracę z SB. Ma on prawo do obrony dobrego imienia, niemniej nie wolno mu zaprzeczać faktom. A fakty są takie, że wielokrotnie spotykał się z funkcjonariuszami SB poza biurem paszportowym, najprawdopodobniej w kawiarni lub restauracji, i rozmawiał z nimi bynajmniej nie zdawkowo (przyznaje to nawet w swoim tekście, kiedy pisze o rezygnacji Bohdana Cywińskiego: „z kompilacji dwóch rozmów − ze mną i…”; „oficer sporządzający łączny raport z rozmów ze mną i…”. Dlaczego Skwarnicki, spotykając się wyłącznie, jak twierdzi, w „sprawach paszportowych”, mówił o Cywińskim?!), a oni to, o czym opowiadał, uznawali za informacje cenne. Z punktu widzenia Służby Bezpieczeństwa to była zatem „współpraca”, choć osoby w ten sposób „współpracujące” mogły te kontakty traktować inaczej (na przykład jako „rozmowy polityczne”).

Graczyk widzi, oczywiście, różnicę między różnymi rodzajami współpracy z SB. Współpraca osób opisanych w książce jako „przypadki osobne” miała według niego „zasadniczo inny charakter niż tajna współpraca delatorów (…). W książce podkreślam to do znudzenia, że to jest inna kategoria. Niemniej termin »współpraca z SB« wydaje mi się na miejscu. Nie ma lepszego słowa na opisanie tej rzeczywistości”.

Problem w tym, że słowo „współpraca” ma charakter nie tylko opisujący, zaś czytelnik (zwłaszcza ten, który poznaje książkę Graczyka wyłącznie na podstawie jej medialnych omówień) nie ma głowy do takich subtelnych rozróżnień. Z tego powodu wolałbym, żeby autor spróbował jednak znaleźć dla „przypadków osobnych” jakieś inne określenie. Ba, ale jakie?!

Ciekawa jest linia obrony, jaką wybrał dla siebie Skwarnicki. Nie próbuje on pokazać rozmów z SB jako elementu koniecznej, jego zdaniem, strategii środowiska „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku” („ceny przetrwania” właśnie), ale generalnie podważa sens pracy historyków związanych z IPN-em (pyta na przykład, „jak można dążyć do prawdy na podstawie materiałów SB, które nie gwarantują prawdziwości i powstawały w oparciu o donosy ludzi przestraszonych, którzy brali za to pieniądze”) i dyskredytuje Graczyka. Bo: nie jest on zawodowym historykiem, druzgocącą opinię o jego książce (i autorze) wydały liczne autorytety (profesorowie Friszke, Paczkowski, Król i Romanowski), sam Graczyk zaś jest „antyklerykałem”, który pisał „swą książkę ze złą wolą i jakąś niechęcią (o ile nie nienawiścią) do szeregu redaktorów »Tygodnika Powszechnego« starszej generacji”. Co więcej, są w tej publikacji „zmyślenia, wyraźnie ujawniające nie tylko chęć obalenia pomnika, ale jeszcze bicia w niego młotem pomówień”.

No cóż. Roman Graczyk rzeczywiście nie ukończył studiów historycznych, ale takich studiów nie ma również Władysław Bartoszewski (który studiował polonistykę, a nie historię – informację tę podaję za Wikipedią). I co z tego wynika? – pytam. Przecież Graczyk od kilku lat pracuje w IPN, a w badaniu i interpretacji „teczek” wspierają go zawodowi historycy. Taka praktyka bywa czasem bardziej owocna niż wyższe studia.

Różnimy się zasadniczo z Markiem Skwarnickim w ocenie tekstów Marcina Króla we „Wprost” i Andrzeja Romanowskiego w „Gazecie Wyborczej”, ale de gustibus… Czytelników odsyłam do obu tych artykułów – niech sami sprawdzą, który z nas ma rację. Tekst Króla mówi, moim zdaniem, sam za siebie, artykuł Romanowskiego natomiast warto uzupełnić lekturą polemiki, jaką podjęli z nim redaktorzy „Tygodnika” ks. Adam Boniecki i Piotr Mucharski.

Z kolei wymierzony w Romana Graczyka zarzut, jakoby kierował się niechęcią („o ile nie nienawiścią”) do redaktorów „TP”, musi upaść po lekturze Ceny przetrwania?, która jest napisana z pewną dozą sympatii do niektórych jej bohaterów − zwłaszcza rozdział o Mieczysławie Pszonie, ale także o Marku Skwarnickim, o którym Graczyk pisze jako o „człowieku ciepłym, niepozbawionym dystansu do spraw tego świata i do siebie”. I dalej: „Może Skwarnicki jako poeta metafizyczny (…) ma w sobie siłę i spokój, płynące z tamtej, zaświatowej perspektywy?”.

Przykro mi, że wrażliwy artysta w swoim tekście co najmniej dwukrotnie mija się z prawdą. Po pierwsze bowiem, Graczyk nigdzie nie sugeruje, że „Pszon współpracował z SB w zamian za butelki jugosłowiańskiego koniaku” – to bardzo brzydka sugestia, ale to nie Roman Graczyk jest jej autorem. Po drugie, nieprawdą jest, że „oficer [SB] (…) jako przyczynę [braku solidarności z Cywińskim] podał, »że zebrani przestraszyli się o swoje stołki i stchórzyli«”. Było nieco inaczej: ów oficer napisał, że redaktorzy „TP” „nie aprobują decyzji Cywińskiego o udziale w głodówce, jednak w chwili obecnej nie mogą się od niego odciąć w sposób spektakularny ze względów psychologicznych i moralnych. Taka postawa w opinii publicznej byłaby odczytana jako »tchórzostwo i dbałość o własne stołki i etaty«”.

Staram się zrozumieć powody, dla których Marek Skwarnicki odmówił autoryzacji wywiadu, jaki przeprowadził z nim Roman Graczyk, niemniej uważam tę jego odmowę za błąd. Takie rzeczy trzeba, moim zdaniem, do końca wyjaśniać i na pytania odpowiadać − zamiast unosić się świętym oburzeniem. Na swoje usprawiedliwienie Skwarnicki wyjaśnia, że ów wywiad przypominał mu przesłuchanie. Tym bardziej więc należy go teraz upublicznić – niechże czytelnicy sami się przekonają, jaki miał charakter.

Jeśli chodzi o „legendę »Tygodnika«”, zgadzam się z Markiem Skwarnickim, że powstała ona spontanicznie i żywiołowo, zaś u jej podstaw leży szczególna rola, jaką to pismo odegrało w PRL. Ale prawdą jest również, iż redaktorzy „TP” legendę tę zaakceptowali i z czasem tak się do niej przyzwyczaili, że jakiekolwiek „trudne” pytania stawiane ludziom „Tygodnika” zaczęli traktować jak zamach na pomnik. A przecież Roman Graczyk – wbrew temu, co pisze o nim Skwarnicki – wcale nie zamierzał tego pomnika obalać. Chciał jedynie pokazać, iż rzeczywistość nie była czarno-biała, że – także w „Tygodniku” – istniały różne odcienie szarości, a przede wszystkim, że funkcjonowanie takiego pisma w rzeczywistości państwa komunistycznego miało swoją cenę. O tym właśnie mówi książka Graczyka.

W tekście Marka Skwarnickiego uderzająca jest nieobecność jakichkolwiek wątpliwości i wyrzutów sumienia, iż kontakty z SB mogły być (co najmniej) jakąś nieostrożnością. Były redaktor „TP” nie widzi nic niestosownego nawet w tym, że w 1969 (rok po Marcu!) uczestniczył w pochodzie 1-majowym, co ostro skrytykował wówczas Tadeusz Żychiewicz, ani w tym, że w roku 1974 przyjął od władz PRL wysokie odznaczenie państwowe. Szkoda też, że Skwarnicki nie ustosunkowuje się do tych fragmentów mojej recenzji, w których pytam o milczenie redaktorów „TP” i ich obojętność wobec losów „Tygodnika Warszawskiego” (kiedy mówię o „milczeniu”, nie mam na myśli, rzecz jasna, lat czterdziestych ani pięćdziesiątych, ale na przykład… lata dziewięćdziesiąte XX wieku). Albo też kiedy zastanawiam się nad elitarnością tegoż środowiska.

Pod moim adresem Marek Skwarnicki pisze, że „żyję w symbiozie z obecną redakcją »TP«”. Nie wiem, co mają oznaczać te słowa, i − rzecz jasna − nie zamierzam się od redakcji „TP” (obecnej ani przeszłej) dystansować, niemniej gwoli prawdy zwracam uwagę, że symbioza to zjawisko „ścisłego – regularnego i trwałego − współżycia”, a ja do „Tygodnika” pisuję sporadycznie (ostatnio głównie listy) i nie figuruję w stopce redakcyjnej nawet jako współpracownik.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter