70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Głos postnowoczesności. Wspomnienia o Bohdanie Pocieju (1933–2011)

3 marca 2011 roku zmarł Bohdan Pociej – muzykolog i krytyk, jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy muzycznych XX wieku. Pozostawił nie tylko kilkaset artykułów i recenzji zamieszczanych między innymi na łamach „Tygodnika Powszechnego”, „Twórczości” i „Ruchu Muzycznego”, ale także wielu audycji radiowych. Za najważniejsze książki Pocieja uważa się Jan Sebastian Bach – muzyka i wielkość (1972), Lutosławski a wartość muzyki (1976) oraz Mahler (1992). Publikujemy wspomnienia o pisarzu oraz wybrane fragmenty jego esejów drukowanych w „Znaku”.

Tomasz Cyz

Książki (a może szerzej: pisarstwo) Bohdana Pocieja były dla mnie szkołą słuchania muzyki, pisania o niej. Idea, dźwięk, forma (1972), Szkice z późnego romantyzmu (1978) czy wreszcie Mahler (1992) otwierały nieznane fascynujące światy, odsłaniały ich tajemnice (te pierwsze, które są jak kod, i te kolejne, dzięki którym tworzy się własne szyfry).

Do dziś po lekturze tych książek pozostał mi zeszyt notatek zawierający całe przepisywane z Pocieja akapity, których uczyłem się niemal na pamięć. „Atrybutami formy kuli są równowaga, symetria, proporcjonalność, harmonia; wszak z środka kuli mamy jednakową odległość do wszystkich punktów na jej powierzchni”. „Romantyzm muzyczny rodzi się ze szczególnego rodzaju schorzenia, »choroby« (Mann), którą wstępnie można określić jako »zatrucie« pierwiastkiem egotyzmu, nadmiarem czy przerostem własnego »ja«”. Mógłbym tak jeszcze długo.

Lubiłem (i wciąż lubię i będę lubić!) czytać Pocieja. Fascynowały mnie jego skojarzenia, sposób prowadzenia myśli, szukania kontekstów, stawiania pytań, budowania opozycji, konstruowania siatki pojęć, nasycania dramaturgii. Tekst pod jego palcami przestawał być tylko zbiorem słów, układem słów, grą. Pociej pokazywał, że pisanie o muzyce może być równie pasjonujące jak jej słuchanie. Świetnie panował nad językiem, rytmem, nad frazą (melodyjność!), która brzmiała jak Wagnerowska unendliche Melodie. Barwna, rozświetlona, rozkołysana (taneczność!), gęsta, harmonijna, falująca.

Jego pisarstwo rodziło się z muzyki, znajdując swoje źródło w chorałowej melizmatyce (ornamentyka i kwiecistość słowa), renesansowej polifonii (kontrapunktyczność, wielowątkowość – wszystko podporządkowane tematowi, głównej myśli), w barokowej wariacyjności i klasycznym przetworzeniu (ach, te Pociejowe odmiany!), w romantycznym (mistycznym) olśnieniu-objawieniu. I może najważniejsze: Pocieja interesuje muzyka zawsze w kontekście, zawsze wobec – filozofii (przede wszystkim), innych sztuk, samej siebie.

Pisał z pozycji człowieka wierzącego w przemieniającą moc muzyki.

Na Pociejową filozofię muzyki składały się przede wszystkim: idealizm („Muzyka, poprzez swe istnienie i działanie, uświadamia nam rzeczywistość wyższej harmonii świata idealnego”); chrześcijaństwo (Bóg jako stały i niezmienny punkt odniesienia); otwartość na wymiar duchowy muzyki („powołaniem muzyki jest uobecnianie w dźwiękach Tajemnicy”); zakorzenienie w europejskiej (śródziemnomorskiej) tradycji kultury – sięgającej do myśli greckiej (muzyka jako liczba, jako nauka, Platon, Pitagoras), średniowiecznej (święty Tomasz z Akwinu, Mikołaj z Kuzy), nowożytnej (Spinoza, Kartezjusz, Leibniz, Kant, Hegel) i współczesnej (Husserl, Heidegger, Ingarden, Stróżewski).

W szkicu o Lutosławskim Pociej przypomina słowa kompozytora, wypowiedziane do niego w połowie lat siedemdziesiątych i zamykające książkę Lutosławski a wartość muzyki z 1976 roku. „Jestem pewien – mówił wówczas Lutosławski – że trzeba myśleć, mówić i pisać o muzyce. Nie wierzę, że komuś uda się kiedyś zgłębić jej istotę, ale nawet błądzenie wokół jakiegoś zjawiska nierozszyfrowanego, niemożliwego do pełnego zrozumienia, ale błądzenie przybliżające, przeczuwające, odgadujące – ma swój głęboki sens”. Bohdan Pociej był do tych słów głęboko przywiązany. A nawet głęboko w nie wierzył.

 

TOMASZ CYZ, redaktor naczelny „Dwutygodnik.com”, eseista, krytyk muzyczny, reżyser operowy.


Leszek Polony

Bohdan Pociej był jednym z głosów epoki. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, kiedy następowały znaczące zmiany w polskiej muzyce, jako pierwszy postulował odejście od tak zwanej wielkiej awangardy i zwrot w stronę tradycji. Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że był to głos postnowoczesności, przy czym Bohdana nie pociągało manipulowanie kliszami przeszłości. Z myślą postmodernistyczną, poststrukturalistyczną nie miał nic wspólnego. Żył przekonany, że świat jest kosmosem, a nie chaosem.

Bohdan był postacią niedocenianą, zwłaszcza w środowisku muzykologicznym. Jego twórczość spotykała się często z krytyką, którą przeżywał bardzo boleśnie. Uważano, że pisze nienaukowo, literacko, że jego pisarstwu brak  podstaw w analizie. A przecież jego znakomita eseistyka była czymś więcej niż muzykologią. Słuchacz, czytelnik docierał za pomocą słowa do tego, co w muzyce najistotniejsze. Krzysztof Szwajgier, osoba o odmiennej, awangardowej orientacji, powiedział kiedyś o książce Pocieja o Lutosławskim, że „wywołuje stałą obecność muzyki w wyobraźni czytelnika”. Trudno o lepszą recenzję pracy muzykologa.

Przełomowym momentem w twórczości Bohdana były Szkice z późnego romantyzmu (1978), które rozpoczął od wyznania, że coraz mniej podoba mu się muzyka współczesna. Swój muzyczny raj odkrył w romantyzmie. W utworach Mahlera, Brucknera usłyszał podstawowe problemy ludzkiego losu.

Pociej debiutował na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, należał więc do pokolenia Pendereckiego, Kilara, którzy rewolucjonizowali polską muzykę po 1956 roku. Pisał wówczas bardzo awangardowe teksty. Stefan Kisielewski nazwał go nawet kiedyś z tego powodu hippisem. Zwrot ku tradycji, która przez pierwszą i drugą awangardę XX wieku została całkowicie zakwestionowana, nastąpił po analogicznym zwrocie w twórczości Góreckiego czy Pendereckiego.

Pociej był krytykiem empatycznym. Zapamiętałem go jako człowieka niesłychanie przyjaznego, życzliwego, prostolinijnego, szczerego. Łagodny charakter przejawiał się również w jego pisarskiej działalności. Niechętnie pisał negatywne recenzje z koncertów. Wielkie utwór sakralizował w jego przekonaniu wykonawcę.

Bohdana poznałem na początku lat siedemdziesiątych. Dla mnie, młodego, poszukującego krytyka, stał się jednym z najważniejszych autorytetów. Spotykaliśmy się festiwalach muzycznych. Nasze kontakty zacieśniły się, gdy bywałem w Warszawie na zajęciach w ramach studium doktoranckiego w Akademii Muzycznej. Podczas tych zjazdów Bohdan organizował w swoim domu w Podkowie Leśnej spotkania muzyczne. Nazywaliśmy je „pociejadami” albo „mahleriadami” (rzesłuchaliśmy wówczas wszystkie symfonie Mahlera). Do małego mieszkania Bohdana przyjeżdżała elita intelektualna Warszawy. Poznałem tam między innymi Jana Garewicza i jego małżonkę Hannę Buczyńską-Garewicz oraz Ewę Bieńkowską. Tematem rozmów były nie tylko sprawy sztuki, ale także aktualna sytuacja Polski.

 

LESZEK POLONY, profesor Akademii Muzycznej w Krakowie.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata