70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nieoswojona teologia Jerzego Nowosielskiego

21 lutego 2011 roku zmarł w Krakowie Jerzy Nowosielski – jeden z najwybitniejszych polskich malarzy i niezwykły teolog ekumenizmu. „Ponadwyznaniowość” myśli artysty, śmiałości jego intuicji oraz otwarcie na bogactwo różnych religii – zauważa Krystyna Czerni – stanowi wyzwanie dla duchowego konformizmu naszych czasów i prowokuje do osobistych poszukiwań. 

„Z upodobania i natury jestem heretykiem – mówi Nowosielski. – Mnie się wydaje, że kontrowersja pomiędzy ortodoksją i herezją to jedna z najpiękniejszych kontrowersji, jakie mogło przynieść doświadczenie religijne człowieka. Gdyby była tylko ortodoksja, to byłby jeden wielki trup religii, a gdzie by była tylko herezja, to byłby jeden wielki chaos. A ten ciągły, nieustający dialog i kontrowersja pomiędzy ortodoksją i herezją stanowią o prawdziwym życiu religijnej świadomości człowieka”.

teologia negatywna

Dziś nie ulega wątpliwości, że Jerzy Nowosielski był jednym z najciekawszych współczesnych myślicieli teologicznych. Jego publikowane w latach osiemdziesiątych rozmowy ze Zbigniewem Podgórcem czy eseje z tomu Inność prawosławia weszły do kanonu klasyki polskiej myśli religijnej. Gdy powstawały, niełatwo było je opublikować, tak bardzo szokowały zuchwałością myśli i brakiem katechizmowej poprawności. Teologia Nowosielskiego zbudowana jest jednak na rzetelnej wiedzy – mało kto może się z nim równać, jest w równym stopniu teologicznym erudytą, co znawcą doktryn ezoterycznych, religii pozachrześcijańskich i całej historii filozofii. „Ogromnie cenię w myśleniu Nowosielskiego szerokość spojrzenia – napisze ojciec Wacław Hryniewicz. – On rzeczywiście myśli, spoglądając na boki, na wszystkie strony”.

„Szerokość spojrzenia” i uczciwość w zgłębianiu tajemnic wiary doprowadzą artystę do wypracowania postawy, która odrzuca sztywne ortodoksje, piętnuje duchowy konformizm i wzywa do wysiłku osobistego myślenia. W polskim środowisku teologicznym – jeśli takie istnieje – Nowosielski jest wyjątkiem. Warto prześledzić drogę jego formacji duchowej, dla której kluczowe okazują się właśnie lata pięćdziesiątych – z ich bezdomnością i wykorzenieniem, tumultem sumienia i huśtawką emocji. To wtedy formuje się jego niezwykła, duchowa suwerenność, odwaga w formułowaniu myśli i samodzielności sądów. Wtedy także rodzi się Nowosielski monumentalny, świetnie radzący sobie z sakralną przestrzenią.

Na początku droga prowadzi przez pustynię. Jako typowy homo religiosus Nowosielski wszystko przeżywa religijnie, nawet własny ateizm, „najbardziej podstawowe doświadczenie metafizyczne”. „Taki absolutny ateizm, doświadczenie nieistnienia Boga – tłumaczy po latach – jest przeżyciem głęboko mistycznym, to jest przecież teologia negatywna, apofatyczna. Ja wtedy uwolniłem się od obrazu Boga, który był prawdopodobnie projekcją ojca – Jung by to nam najlepiej wytłumaczył. Uwolniłem się od tych projekcji i wyszedłem na wolność. Dopiero wolny człowiek może coś zrozumieć naprawdę”.

Okres ateizmu Nowosielskiego przypada na lata 1943–1954. Sam malarz będzie sobie cenił ten etap biografii, dzięki któremu przejdzie na wyższy, dojrzalszy poziom myślenia o Bogu. Nawet w okresie wiary „w niebyt Boga” nie zrywa kontaktu z Cerkwią, z powodu „wielkiej poezji tych obrzędów”. Jako zdeklarowany ateista chodzi więc na nabożeństwa i ma towarzyski kontakt ze środowiskiem prawosławnych. „I kiedyś przyszło olśnienie – mówi po prostu Nowosielski. – Wiosną 1954 roku w Łodzi, idąc ulicą, spojrzałem na cerkiew katedralną, którą często odwiedzałem, i nagle, w tym momencie wszystko mi się odwróciło, to była pewność. Są rzeczy, które się bardzo dobrze pamięta. Powróciłem do wiary, ale zupełnie innymi drzwiami, niż do niej wszedłem”.

W sztuce Nowosielski czerpie z wielu źródeł, jest po trosze samoukiem. W praktykowaniu teologii miał mistrza: religijną wyobraźnię rozbudził w nim ks. Jerzy Klinger, prawosławny teolog, filozof i poeta. „W kontakcie z Nim – będzie po jego śmierci wspominał malarz – człowiek zaczynał rozumieć, że wszelka ortodoksja »statyczna«, to tylko lenistwo duchowe i intelektualne, to po prostu zwykły konformizm!” Trudno oprzeć się wrażeniu, że opisując przyjaciela, Nowosielski formułuje własne credo i zobowiązanie do kontynuacji jego drogi.

jurodiwy

Trzeba przyznać, że Nowosielski otrzymał solidną teologiczną formację już w młodym wieku. Spośród czytanych wtedy lektur wymienia pisma Ojców Kościoła, literaturę ascetyczną w języku starosłowiańskim, na przykład Drabinę duchową św. Jana Klimaka i dzieła z historii Kościoła prawosławnego. Pytany o najważniejsze lektury, zawsze jednak na pierwszym miejscu wymienia Biblię – pierwszą w całości przeczytaną książkę w młodości – a w niej ukochane księgi Starego Testamentu: Genesis, Pieśń nad pieśniami, Księgę Hioba. „Z ksiąg Nowego Testamentu nie daje mi spokoju Apokalipsa – dodaje. – Gdy byłem młody, bardzo sugestywnie oddziaływała na moją wyobraźnię. (…) Biblia jest bardzo piękną literaturą, to jest historia literatury żydowskiej. Tam jest wszystko. Tam jest poezja, mitologia, historia, erotyka, kryminał – wszystko!”

Teologiczna pasja artysty jest zaraźliwa, do wspólnych lektur i dyskusji wciąga najbliższych przyjaciół. Mieczysław Porębski wspomina, jak czytali wspólnie Listy do Erazma z Rotterdamu Lutra, który przeciwstawił się Kościołowi rzymskiemu i zaproponował osobiste przeżywanie religii, powrót do źródeł, do czytania Biblii – wartości bliskich prawosławiu. „Czytał mi także etiopskie teksty liturgiczne. To były wizje raju, Sądu Ostatecznego, wyobraźnia niespokojna, zmysłowa, bliższa Koranowi niż Staremu Testamentowi – obraz ważniejszy niż słowo”.

W teologicznym rozbudzeniu Nowosielskiego niebagatelny udział ma także środowisko miesięcznika „Znak”. Pierwszy, fundamentalny artykuł: Uwagi o roli malarstwa w Kościele wschodnim (nr 10/1959), uzbrojony w aparaturę uczonych przypisów – artysta pisze na zamówienie redaktor Hanny Malewskiej. To prawdziwie pionierska publikacja: polska literatura przedmiotu jest wtedy żadna, cała uzupełniająca artykuł bogata bibliografia jest obcojęzyczna. Erudycyjny esej o ikonach i bizantyńskiej liturgii zapoczątkuje wieloletnią współpracę z miesięcznikiem. To właśnie dla „Znaku” Nowosielski sformułuje swoje najważniejsze, teologiczne wypowiedzi: artykuły Mistagogia malowanego wyobrażenia Ukrzyżowania Pańskiego (nr 12/1964), Ucieczka na pustynię (nr 4/1966), czy Między Kaabą i Parthenonem (nr 7–8/1968). Na łamach miesięcznika ukażą się także pierwodruki najważniejszych rozmów Zbigniewa Podgórca z malarzem, na tyle bulwersujące, że opatrzone na wszelki wypadek przez redakcję „glosami” w postaci artykułów Ryszarda Przybylskiego czy Jacka Salija OP. Zebrane w tomach Wokół ikony (1985) i Mój Chrystus (1993), a także wydane ponownie przez Znak w 2009 roku, uzupełnione o znaczące inedita – będą miały niezwykle szeroki i żywy oddźwięk, stając się zaczynem teologicznych dysput, choć także źródłem kontrowersji i zgorszenia. „Nieoswojoną teologię” Nowosielskiego komentują kapłani, wybitni myśliciele i filozofowie.

„Ponadwyznaniowość” myśli Nowosielskiego, śmiałość jego intuicji, absolutne otwarcie na bogactwo innych religii – intrygują największych sceptyków. Krzysztof Teodor Toeplitz, oddalony od spraw Kościoła, lecz zafascynowany odwagą duchowych dociekań malarza, zobaczy w nim heretyka w znaczeniu niemal średniowiecznym. „Tak jak Nowosielski mówili heretyccy prorocy. Tak mówią też »jurodiwi«, nawiedzeni religijnie wędrowcy, częsty element kultury prawosławnej. Otarcie się o to doświadczenie jest szokiem”.

Teologia Nowosielskiego rozwija się niezależnie, niejako „obok” jego religijnych konfesji, jakby ponad osobistym wyznaniem wiary. Wokół tożsamości religijnej malarza narosło zresztą wiele nieporozumień. „Przyznaje się” do niego kilka Kościołów, on sam nie tyle zmienia poglądy, ile inaczej rozkłada akcenty w swoich wyznaniowych deklaracjach. Z biegiem czasu coraz bardziej wznosi się ponad kościelne struktury, ubolewając, że Kościół i chrześcijaństwo, miast być wydarzeniem – staje się coraz bardziej instytucją, urzędem.

milczenie o Bogu

Wracając po okresie ateizmu do Kościoła wschodniego, artysta wybiera – jak sam mówi – „rozszerzone prawosławie”. Przeżywa okres wielkiej gorliwości, właśnie wtedy odnawia małżeńskie śluby w cerkwi, przez moment marzy nawet o stanie duchownym, rozważając poważnie przyjęcie święceń diakonatu. Wejście na drogę życia konsekrowanego odradza mu ostatecznie ks. Klinger – znający wszystkie słabości, ale także niezależność przyjaciela. Bo Nowosielski nie mógłby podporządkować się jakiejkolwiek kościelnej strukturze i dyscyplinie. Pozostanie teologiem-amatorem, w najpiękniejszym znaczeniu słowa amator: miłośnik, entuzjasta. Przez całe życie będzie nieustannie poszerzać swoją wiedzę, odpowiedzi na dręczące go pytania szukając także daleko poza granicami Kościoła – w buddyzmie, hinduizmie, wśród różnych sekt i odszczepieńców. Niektóre idee szczególnie zajmą jego uwagę, wciąż będzie do nich wracał w tekstach i wywiadach: apokatastaza, czyli nadzieja powszechnego zbawienia; teoria „metahistorii” wzięta od Bułhakowa; wizja „katastrofy kosmicznej” i buntu aniołów; idea sofiologii Sołowjowa; wreszcie nauka o Bożym Miłosierdziu według objawień siostry Faustyny, ale także według tradycji mariawitów i objawień mateczki Kozłowskiej – pierwszej kobiety wyklętej imiennie przez Kościół rzymskokatolicki.

Gdy krakowscy franciszkanie zaproszą Nowosielskiego na konferencję Mówić o Bogu, odpowie: – Czy nie przystojniej o Bogu milczeć? – Ulubionym tekstem artysty staje się wykład teologii mistycznej Pseudo-Dionizego Areopagity, podsunięty mu jeszcze przez Klingera – prawdziwa, ciągnąca się przez kilka stron, litania określeń, którymi nie da się opisać Boga: „Bóg nie jest ani duszą, ani inteligencją, nie ma ani wyobraźni, ani pojęcia, ani rozumu, ani pojmowania; on nie jest ani słowem, ani myślą, (…) nie jest ani liczbą, ani porządkiem; wielkością ani małością, równością ani nierównością, podobieństwem ani niepodobieństwem. (…) Nie można wypowiedzieć o Nim ani absolutnego twierdzenia, ani negacji absolutnej…”. Według Dionizego – Bóg jest całkowicie poza myślą i językiem, ponad wszelką afirmacją, ale także ponad wszelką negacją. Jesteśmy bezsilni wobec Pierwszej Osoby Boskiej, która przed naszą świadomością jest i prawdopodobnie przez całą wieczność pozostanie zakryta.

Teologia Nowosielskiego oprze się jednak na paradoksie: połączy głębokie przekonanie o niedostępności Boga – z zuchwałością szukania do Niego dróg, tropienia Jego śladów w świecie. To tylko pozorna sprzeczność. Swoją teologię artysta wyprowadza z prawosławnej myśli św. Grzegorza Palamasa i tradycji hezychastów, którzy mówią o całkowitej transcendencji, niemożności opisania istoty Boga – a zarazem o działaniu „niestworzonych, boskich energii”, poprzez które Bóg objawia się światu. Według św. Grzegorza – jak pisze Leonid Uspienski w Teologii ikony: „Istota i energia są dwoma przejawami istnienia Boga, toteż samo imię Boga odnosi się zarówno do istoty, jak i do energii. (…) Bóg, nierozpoznawalny w swej naturze, komunikuje się z człowiekiem przez swoje działanie”. Drogi do Ojca są dwie: chrystologiczna – przez Jezusa Chrystusa, który wcielił się w ludzką postać (kto widzi Syna – widzi Ojca), i sofiologiczna – szukająca śladów boskiego zamysłu świata (Sofii niebiańskiej, przedwiecznej) w grzesznej rzeczywistości ziemskiej (Sofii upadłej). Wszystkie religijne intuicje Nowosielskiego będą krążyć właśnie między tymi dwiema drogami – między uznaniem Chrystusa za osobistego Zbawiciela, a szukaniem świętości w każdym najmniejszym okruchu upadłej materii. O swych poszukiwaniach będzie opowiadał pasjonująco i dramatycznie – zarówno językiem mitu, jak i malarskich, poetyckich wizji.

Zasada „milczenia o Bogu”, mówienia zaś o Chrystusie i niebiańskiej Sofii – uzbroi Nowosielskiego w swoisty immunitet broniący przed posądzeniem o nadmierną zuchwałość czy bluźnierstwo. „Być z Chrystusem, a być chrześcijaninem – to są dla mnie dwa różne pojęcia” – powtarza.

W swoich poszukiwaniach intelektualnych i teologicznych Nowosielski jest coraz bardziej wymagający, przenikliwy, trudno mu znaleźć godnych partnerów. Gdy w listopadzie 1994 roku w redakcji „Znaku” odbędzie się dyskusja Unde malum – „Skąd zło?”, mimo udziału intelektualnych autorytetów będzie rozczarowany. „Myślę, że ortodoksje kościelne nie rozwinęły należycie teologicznej refleksji nad pierwotną katastrofą kosmiczną, którą był bunt duchów subtelnych – pisze do Przybylskiego. – Nie rozwinęły refleksji nad skutkami rozdwojenia świadomości na dobro i zło, spod drzewa kuszenia, od czego cierpi cała tradycyjna teologia moralna. Myślę, że to jest właśnie do zrobienia w naszym pokoleniu. (…) Ostatnio byłem w »Znaku« na takiej dyskusji na te tematy, z udziałem Miłosza, Kołakowskiego i o. Kłoczowskiego m.in. Muszę przyznać, że wyszedłem zawiedziony. To były tylko komentarze do istniejących już nurtów w historii religii. I nic więcej. Od siebie nikt nic nowego nie powiedział. Ponieważ problemy te są naprawdę bardzo trudne, czuję się w swoich myślach o nich bardzo osamotniony i zagubiony”.

Kościół pierwszych chrześcijan

Największą fascynacją Nowosielskiego pozostanie jednak literatura patrystyczna: świadectwa pierwszych Ojców Kościoła, wizja kościoła niepodzielonego, sprzed schizmy.

Przywiązanie do tradycji pierwszych wieków chrześcijaństwa sprawia, że Nowosielski jakby nie przyjmuje schizmy do wiadomości. Uznaje, że dotyczy ona zaledwie powierzchni, że nie jest dramatem, ale raczej oczyszczeniem: „W moim wewnętrznym rozumieniu chrześcijaństwo jest jedno. Nie wierzę w podział chrześcijaństwa. Dostrzegam podział chrześcijaństwa jako zjawisko, które obiektywnie istnieje, ale wewnętrznie w realność tego podziału nie wierzę”. Stąd sympatia artysty do wszelkich liturgii i Kościołów starożytnych: Maronici, Kościół melchicki, koptyjski, ormiański – Nowosielski zna wszystkie ryty liturgii, znajdując w archaicznych obrządkach wyjątkowe piękno i prawdę źródeł Kościoła. W czasach, gdy dla niektórych fundamentalistów największą współczesną herezją jawi się ekumenizm – artysta prezentuje niejako ekumenizm idealny. Wierząc w jeden mistyczny Kościół Chrystusowy, głosi zasadniczą jedność odłamów chrześcijaństwa i pozytywny aspekt historycznych podziałów, odsłaniający się w idei „przepływu charyzmatów”. Oto dawne grzechy Kościoła – herezje i schizmy – zaczynają dobrze owocować. Nowosielski idzie jeszcze dalej: przewiduje w przyszłości swoisty „panekumenizm”, czyli „ochrzczenie Orientu” – przyswojenie przez chrześcijaństwo pewnych duchowych wartości religii orientalnych. Czymże innym był bowiem Pokłon Trzech Magów, którzy przybyli do Betlejem ze Wschodu?

„Ekumenizm to sprawa eschatologii – będzie tłumaczyć Zbigniewowi Podgórcowi. – A to, że pojawiają się te nasze teksty, czy to nie jest ekumenizm? To jednak przenika do świadomości społeczeństwa polskiego i robi więcej niż wszystkie konferencje czy sympozja. A to, że ja w kościołach zrealizowałem kilkanaście tego typu polichromii, czy to nie ekumenizm? Przecież to wymiana wartości duchowych! To jest realna ekumenia”.

rekolekcje zamknięte

Oskarżony o heretyzm Mikołaj Bierdiajew odpowiadał: „Nie jestem heretykiem, jestem wierzącym wolnomyślicielem”. Pod taką deklaracją mógłby się podpisać także Jerzy Nowosielski. Uprawia teologię jak sztukę, z fantazją i determinacją. W jego osobie połączenie teologii ze sztuką znajduje podwójny wymiar – jest nie tylko wybitnym malarzem, ale także „artystą myśli”. Jego oryginalne, odważne przemyślenia są niezwykle kreatywne, mają wielką intelektualną urodę. Do legendy przejdą słynne teologiczne monologi artysty, które mają wymiar niemal dadaistycznego happeningu. Pełne imponującej erudycji, żarliwego dyskursu i odwagi w stawianiu pytań Bogu i samemu sobie. Przy całej erudycji autora te porywające wywody nie mają charakteru spójnego systemu, raczej walor intelektualnej prowokacji. Piętrząc szalone teologiczne koncepcje i surrealne herezje, Nowosielski najwyraźniej świetnie się bawi: ignorancją słuchaczy, ale i własną zuchwałością. Nikt za nim nie nadąża, słucha się tego jak poezji, to jest szalenie artystyczne. Widać wyraźnie, że przyjmując pozę teologicznego skandalisty, artysta zachowuje równocześnie gdzieś u spodu dziecięcą, niewzruszoną wiarę, religijną pewność, która pozwala mu na rodzaj dystansu i nonszalancji. Jest w stanie wybaczyć wszystkie słabości i grzechy: sobie, Kościołowi, światu. Cały zanurzony w liturgii, zachowuje się tak, jakby Kościół nie był mu potrzebny, jakby miał jakieś bezpośrednie łącza z samym Panem Bogiem.

We wspomnieniach przyjaciół i pomocników przy malowaniu polichromii powraca obraz artysty dyskutującego zawzięcie z duchownymi, głoszącego nierzadko tezy, które wprawiają słuchaczy w konfuzję. „On miał zadziwiającą wiedzę – przyznaje Paweł Różewicz, który pomagał artyście przy polichromii cerkwi w Lourdes – byłem świadkiem takiej rozmowy w Paryżu, w parafii Aleksandra Newskiego, głównej cerkwi emigracji rosyjskiej. Akurat trafiliśmy na wesele, był biskup prawosławny Paryża, zresztą Niemiec i wykładowca teologii – i wywiązała się dyskusja na temat chrztu, do której włączył się Jurek. Ksiądz biskup się przy czymś upierał, a Jurek – dyskretnie i delikatnie – upierał się przy swoim. W końcu ksiądz proboszcz Czapiuk nie wytrzymał, wstał i pozwolił sobie przy księdzu biskupie sięgnąć do jednej z tych strasznych, monstrualnych rozmiarów encyklopedii, odszukał tę informację – chodziło o jakieś historyczne fakty czy daty – i okazało się, że Jurek miał rację. Ksiądz biskup się tylko uśmiechnął i przeprosił”.

Swoim artystycznym i suwerennym stylem uprawiania teologii Nowosielski budzi podziw i przyciąga do siebie wiele nietuzinkowych osób. Tadeusz Różewicz jeździ do niego na „rekolekcje zamknięte”: „To były normalne rozmowy o życiu – mówi poeta – o wszelkich aspektach życia, od erotyzmu począwszy, poprzez teologię, zbawienie. Rozmowy z nim zależały od tego, jaką książkę wyciągnął. Jak to była książka o sektach w Rosji – chyba ją zresztą potem od niego pożyczyłem i nie oddałem – to opowiadał mi o starowierach, tołstojowcach, chłystach, rzezańcach, on to wszystko znał od A do Z. Często u Jurka odbywało się czytanie książek teologicznych, w których ja nie byłem oblatany. (…) On znał takich, których znałem tylko ze słyszenia, różnych proroków, filozofów rosyjskich, Ojców Kościoła – całą teologię Wschodu. Czytał ich na głos i komentował. Uczył mnie. (…) czasem dzielił się jakimiś wątpliwościami, miał przecież okresy, kiedy właściwie znalazł się w ateizmie, potem wracał. Nie rozumiałem tych jego przejść… Próbowaliśmy ustalić, czym się różni człowiek wierzący od niewierzącego. Aleśmy się wzajemnie nie nawracali! Myśmy tylko mówili o stanie naszej świadomości”.

Z biegiem czasu Nowosielski – teolog stanie się coraz bardziej radykalny i bezkompromisowy, wyostrzy sądy, jakby celowo przyjmując pozę heretyka. „Czytam »szatańskie wersety« Jurka – pisze po lekturze Mojego Chrystusa Tadeusz Różewicz.Zastrzelić to Cię nie zastrzelą, ale mogą rzucić klątwę… jak na Tołstoja”. Artysta coraz częściej mówi o Szatanie, nie o Bogu, jego przeczucia i myśli są coraz bardziej mroczne – z końca lat 90. pochodzą najbardziej przejmujące, dramatyczne wypowiedzi artysty. W tym czasie jego teologia zdecydowanie zbliży się do doktryny protestanckiej, idei Chrystusa – osobistego Zbawiciela. Spotkanie Chrystusa – poza strukturą jakichkolwiek Kościołów i religii – staje się jedyną nadzieją malarza, ostatnią „deską ratunku” chroniącą przed rozpaczą. Sam przeżył kiedyś chwilę pewności, swoją „noc Pascala”, ale o tym akurat mówi niechętnie: „Miałem tę minutę zrozumienia. Trudno ją opisać. Zdarzyła mi się właściwie we śnie”. Na tym momencie, który nazwie impulsem chrystologicznym, zawiesi teraz całą swoją wiarę. Przyznaje się otwarcie do rozpaczy, lęków, zwątpienia – ale zawsze zostaje mu Chrystus.

Mówimy odruchowo: „bój się Boga!”, słyszymy czasem: „nikogo się nie boję, tylko Pana Boga”. A Nowosielski to odwróci i powie: „Wszystkiego na świecie się boję, nie boję się tylko Chrystusa. Bo jest moim osobistym Zbawcą”. Czyli: Świat jest piekłem, ludzie są źli, wszyscy toniemy w grzechu, nikomu nie można wierzyć. Zaufać można tylko Chrystusowi.

Zapewne właśnie ten osobisty – i osobowy – wymiar, w którym wiara staje się po prostu Spotkaniem, sprawi, że religia nigdy nie okaże się dla Nowosielskiego zniewoleniem czy ograniczeniem. Zawsze będzie ją umiał pogodzić z wewnętrzną wolnością. „Kiedy malowaliśmy cerkiew w Lourdes – wspomina Paweł Różewicz – Jurek prowadził się wzorowo, Zosia się bardzo cieszyła. Kiedyś wieczorem poszliśmy do groty, z której nagle wybiegła do nas dzika kotka i dała się pogłaskać. I Jurek taki szczęśliwy mówi: Boże, to przecież widomy ślad Łaski Boskiej! Więc Zosia od razu, a ja jej do pomocy: Jurku, może w związku z tym coś byś postanowił, może byś złożył jakieś śluby… Jurkowi tylko oczka się zaświeciły i mówi: – A guzik! To wy, rzymscy katolicy wszystko na monetę chcecie przerobić, a my nie! Nam wystarczy Łaska. A co z nią zrobimy, to już jest sprawa między nami a Panem Bogiem”.

 

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter