70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ciemna strona wsi

Pisanie o tragicznym losie Żydów na polskiej wsi nie należy do łatwych. Stanisław Obirek zdaje relację z tego, jak z tym zadaniem poradziła sobie profesor Barbara Engelking-Boni.

Nie jest łatwo czytać o ciemnej stronie wsi, zwłaszcza komuś, kto tak jak ja łączy z wsią najpiękniejsze wspomnienia dzieciństwa. Nie jest też łatwo o tym pisać, zwłaszcza w kontekście Zagłady polskich Żydów. Od słynnego eseju Biedni Polacy patrzą na getto Jana Błońskiego, ogłoszonego na łamach „Tygodnika Powszechnego” w 1987 roku, wiemy, że to temat, z którym sobie nie radzimy. Każda próba zmierzenia się z tym problemem przypomina wejście na pole minowe i wymaga od śmiałka niezwykłej ostrożności. Dlatego nawet omówienie poświęconej tej problematyce książki chcę zacząć od kilku niezbędnych, jak mi się wydaje, dookreśleń. Są one konieczne, byśmy sobie zdali sprawę, o czym tak naprawdę mówimy, piszemy lub czytamy.

Jest bowiem faktem, że chętniej zatrzymujemy się przy jasnych, heroicznych i martyrologicznych wymiarach polskiej historii. A kiedy myślimy o wsi, to zwykliśmy się zachwycać jej wyjątkowym pięknem, rozpisywać o jej specyficznie polskim charakterze: wieś jako ostoja tradycji, gwarant wartości, które gdzie indziej już dawno się ulotniły. Wieś to ulubiony teren eksploracji etnografów i antropologów, szczególny temat literacki. Wystarczy przywołać jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy współczesnych Wiesława Myśliwskiego, którego powieści, łącznie z wydanym w 2006 roku Traktatem o łuskaniu fasoli, stanowią jeden wielki hymn pochwalny na cześć polskiej wsi. Pisarz w 2004 roku opublikował esej Kres kultury chłopskiej[1], w którym napisał: „Na początek konstatacja, a może nawet prowokacja. Inteligent polski, poza wyjątkami, niewiele wie o kulturze chłopskiej i nigdy nie chciał wiedzieć więcej”[2], a opisując wyznaczniki kultury chłopskiej, zwrócił uwagę na trzy elementy: chłopski los, świadomość narodową chłopów i na rolę doświadczenia w ich życiu: „[chłop] wiedział, jaki jest jego los. To ów los, w którym skumulowała się pełnia doświadczenia ludzkiego, i jednostkowego, i zbiorowego, był fundamentem tej kultury. Szczególne znamię temu losowi nadawała wielowiekowa historia samotności, wieki niewoli i niedoli, cierpienia i milczenia, izolacji od narodu i od państwa”[3]. Podstawą zaś chłopskiego spojrzenia na świat było nagromadzone przez wieki i przekazywane doświadczenie: „Doświadczenie było fundamentem tej kultury, doświadczenie – jeśli można tak powiedzieć – pionowe, to znaczy pokoleń, i poziome, to znaczy wspólnoty, wśród której człowiek mieszkał. Było to nade wszystko doświadczenie dotkliwości bytu i w tym planie można bez przesady mówić o egzystencjalnej pełni”[4]. Ono określało jej tożsamość i odmienność od innych. To wspólnota losu sprawiała, że było się chłopem.

Ten los został świetnie udokumentowany, a opis polskiej wsi należy do największych osiągnięć światowej socjologii. Wystarczy przywołać poświęconą wsi Żmiąca monografię Franciszka Bujaka z 1903 roku[5], która zainspirowała japońskiego ekonomistę Etosu Yoshino do napisania książki o Polskich chłopach w XX wieku[6], czy wielotomowe studia Floriana Znanieckiego i Wiliama I. Thomasa[7], kontynuowane przez Józefa Chałasińskiego[8]. Do tej listy można dodać wiele innych książek. To wszystko Barbara Engelking w swojej książce sumiennie odnotowuje we wprowadzeniu. Jej zamysł jest jednak odmienny, o czym za chwilę.

Nie sposób nie odnotować mniej nobliwych aspektów życia wsi, których doświadczył bohater dramatu Karola Huberta Rostworowskiego Niespodzianka. Został przez swych gospodarzy brutalnie zamordowany, a jego jedyną winą było to, że miał pieniądze. Jak się później okazało, był to syn morderców, który chciał im sprawić tytułową niespodziankę, zatajając – na swoją zgubę – własną tożsamość. Dramat Rostworowskiego, opublikowany w 1929 roku, był wielkim wstrząsem i przypominał o innym dramacie wsi galicyjskiej, tym z 1846 roku, dramacie, którego tłem była również nędza polskiej wsi.

Dlatego trzeba pamiętać, że książka Barbary Engelking nie jest jeszcze jedną monografią poświęconą polskiej wsi, raczej należy do nurtu rejestrującego jej dramat i nędzę. Jest ona zapisem i analizą zbrodni popełnionych na polskich Żydach ukrywających się w latach 1942–1945 na polskiej wsi. Tożsamość większości ofiar i większości morderców jest trudna do określenia. Powiedziałbym nawet, że jej ustalenie nie jest sprawą najważniejszą, choć autorka podkreśla, że jej celem jest właśnie obdarzenie ofiar ich indywidualnym głosem. Chodzi raczej o przypomnienie bandytyzmu, który był faktem, a którego ofiarami byli przede wszystkim ukrywający się Żydzi, choć zdarzało się, że mordercy nie oszczędzali chroniących ofiary Polaków. Podobnie jak z akt sądowych nie sposób nakreślić całościowego i obiektywnego obrazu dzisiejszego życia Polaków, tak nie sposób na podstawie zachowanych akt procesowych zrekonstruować ostatnich lat wojny na polskiej wsi. Niemniej jednak podobnie jak dzisiejsze protokoły sądowe wiele mówią o patologiach społecznych, tak i analizowane w książce zeznania – zarówno katów, jak i ofiar – stanowią ważne źródło do poznania patologicznych zachowań mieszkańców polskiej wsi w omawianych latach.

Lektura tych zeznań może w poważnym stopniu zmienić nasze nazbyt idealistyczne wyobrażenie o sobie samych. Stanowią one fragment badań polskich historyków nad tzw. trzecią falą Holokaustu, do której doszło już po największych i najlepiej znanych zbrodniach niemieckich dokonanych w latach 1939–1942 na polskich i europejskich Żydach. O tym ostatnim okresie wiemy najmniej. I to bynajmniej nie dlatego, że brakuje dowodów, czy z powodu zawodnej ludzkiej pamięci. Wprost przeciwnie. Dowodów jest aż nadto, a pamięć nabrzmiała milczeniem. Nadszedł czas, by je przerwać, ale nie po to, by polską wieś obciążać za grzechy popełnione przez jej niektórych przedstawicieli, ale by tym wyraźniej dostrzec walor tych, którzy zbrodni nie ulegli.

Książka „Jest taki piękny słoneczny kraj…” Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942–1945 stanowi fragment szerszych badań poświęconych polskiej wsi „Ludność wiejska Generalnego Gubernatorstwa wobec Zagłady i ukrywania się Żydów 1942–1945”, których wyniki powinny się ukazać niebawem. Czekając na ten szerszy obraz, spróbujmy się przyjrzeć losom Żydów w świetle dokumentów sądowych i relacji tych, którzy przeżyli. Już teraz warto jednak przywołać zdanie z artykułu Włodzimierza Mędrzeckiego, zamieszczonego w książce poświęconej Społeczeństwu polskiemu w XX wieku. Otóż Mędrzecki, pisząc o chłopach w czasie II wojny światowej, stwierdził: „Nie można też nie zauważyć, że warunki okupacji sprzyjały ujawnianiu się zjawisk patologicznych. Największy, nieomal powszechny zasięg miało pijaństwo. (…) Zdarzały się też na terenie wiejskim zjawiska bandytyzmu, »szmalcownictwa« i żerowania na ludzkiej krzywdzie”[9]. Jak te zachowania wyglądały in concreto, pokazuje interesująca nas książka Barbary Engelking. Jej lekturę radzę zacząć od zakończenia. Choć krótkie i zwięzłe, zwraca uwagę na rzecz, jak mi się wydaje, najistotniejszą. Mówi bowiem wiele zarówno o głównym zamyśle autorki, jak i o sposobie podejścia do tematu: „po zakończeniu pracy pozostaje więcej pytań niż odpowiedzi. Pomimo wszystkich mniej lub bardziej adekwatnych wyjaśnień, lepszych czy gorszych interpretacji, które przedstawiłam, mam poczucie, że istota problemu wymyka się rozumieniu i pozostaje mroczna, niedookreślona, niepoznawalna. Nadal pozostaję bezradna zarówno wobec zagadki czynienia zła, jak i tajemnicy doznawania cierpienia” (s. 211). Bezradny pozostaje również czytelnik, przyzwyczajony przecież do lektury książek poświęconych bohaterstwu Polaków, skłonnych raczej poświęcić własne życie dla ratowania innych niż mordować. A jeśli już zabijają, to tylko ze szlachetnego porywu serca i patriotycznego uniesienia, nigdy lub rzadko z niskich pobudek. Tymczasem lektura całości zmusza do rewizji tego nazbyt chętnie przyjmowanego uogólnienia. Ale nawet po przeczytaniu tej trudnej, a nawet nieprzyjemnej książki nie możemy tracić z oczu podstawowego przecież faktu: „Odpowiedzialność za eksterminację Żydów w Europie ponoszą hitlerowskie Niemcy. Nie można im odmówić autorstwa samej idei, perfekcji planowania, systematyczności działania i precyzji wykonania. Niemniej na peryferiach Zagłady znalazło się miejsce dla mniej lub bardziej dobrowolnych współpracowników niemieckiego przedsięwzięcia. Polscy chłopi byli woluntariuszami w dziele wymordowania Żydów” (s. 209). Słowa twarde, dla wielu niesprawiedliwe. By zrozumieć ich wymowę, trzeba przeczytać całą książkę, nawet jeśli nie raz chciałoby się, by nigdy nie została napisana. A jednak to nie autorkę trzeba obwiniać za jej treść, tylko tych, którzy stanowią jej mroczne źródło.

Opowiedziana historia rozegrała się w pejzażu rodzimym, znanym, budzącym ciepłe wspomnienia z wakacji u dziadków, znajomych, przyjaciół. To nasza polska wieś. A jednak ta wieś nie do końca jest znana, skrywa bowiem zazdrośnie tajemnice, których ślady zachowały się w 391 relacjach żydowskich zachowanych w Żydowskim Instytucie Historycznym, w 82 relacjach z Yad Veshem, w 300 procesach sądowych. To znikomy fragment zapisu ogromu ludzkiego cierpienia, jakie miało miejsce w okupowanej Polsce w latach 1942–1945. To, co się z tych dokumentów wyłania, to „historia nocna, mroczna, trudna, historia, którą niełatwo przyjąć do wiadomości i której nie sposób zaakceptować, a której już całkiem nie można zrozumieć. Ta historia opowiada o egzystencjalnym doświadczeniu pustyni ludzkiej – bezskutecznego, zakończonego niepowodzeniem poszukiwaniem ratunku przed Zagładą” (s. 15). Ta historia została przedstawiona w dwóch odsłonach. Najpierw mowa jest o sposobach ukrywania się żydowskich uciekinierów i dramatycznych zwrotach ich tragicznego losu, następnie o różnych, najczęściej niezwykle bestialskich, sposobach ich uśmiercania. Takiej książki nie czyta się łatwo, ale zapewne jeszcze trudniej takie książki się pisze. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest oddanie głosu ofiarom. Barbara Engelking, nawet tytuł książki zaczerpnęła z zachowanego zapisu. Odnajduję w tym niezwykły gest pokory wobec przedstawianych losów ofiar żydowskich.

Myślę, że dopiero teraz możemy przystąpić do lektury, nie obawiając się zafałszowania intencji autorki, która zresztą wielokrotnie podkreśla, że jest to pierwsza i wcale niewyczerpująca próba spojrzenia na ten trudny temat. Książka dzieli się na dwie części. Pierwsza zatytułowana „W ukryciu” opisuje różne strategie przetrwania ukrywających się Żydów, którym towarzyszył strach przed… Polakami. Taki właśnie obraz wyłania się z setek relacji: „Strach przed Polakami miał inny charakter, inną gęstość niż strach przed Niemcami. Ten strach był zrozumiały i uzasadniony – to Polacy mogli ich rozpoznać i wydać, doprowadzić do zguby lub uratować. (…) Ten strach nie był wymyślony czy wyolbrzymiony, miał solidne podstawy w codziennych doświadczeniach ukrywających się Żydów” (s. 102).

Te solidne podstawy są pokazane na dziesiątkach przykładów, których nie sposób w krótkim omówieniu przywoływać. Nieczęsto zdarzały się przykłady rozwiewające strach, ale z tym większym utęsknieniem wyczekiwane: „Trochę współczucia, ludzkie traktowanie, szacunek dla cudzego cierpienia – te cechy były w czasie okupacji tak rzadkie, że wykazujących się nimi Polaków czyniły w oczach prześladowanych Żydów prawdziwymi aniołami” (s. 110). A skoro o aniołach mowa. Chciałoby się więcej przeczytać o Kościele, o roli księży. Autorka jest świadoma tego braku i tak oto go komentuje po przywołaniu ostrej opinii na ten temat dra Symchy Hampela („Ksiądz z ambony niejednokrotnie mówił o Żydach i gorąco dziękował Panu Bogu za to, że pozbawił nas raz na zawsze od tych pasożytów. Wdzięczni byli Hitlerowi za tę brudną robotę”, s. 104): „Jest to jedna z nielicznych wzmianek o Kościele, które pojawiają się w tej książce. Kościół okazuje się bowiem »wielkim nieobecnym« – prawie nie istnieje w analizowanych przeze mnie źródłach” (s. 104). Gdy czytam książkę „Jest taki piękny słoneczny kraj…” Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942–1945, Kościół katolicki po raz czternasty obchodzi uroczyście Dzień Judaizmu. Szkoda, że przez te wszystkie lata historycy nie mają możliwości skonfrontowania dostępnego materiału z zawartością archiwów kościelnych. Rację ma bowiem Barbara Engelking, gdy zastanawiając się nad znikomością śladów obecności Kościoła, zauważa w przypisie: „Być może jest to kwestia specyfiki źródeł – procesy sądowe koncentrują się na czynach dokonanych i złych; jeśli były miejscowości, w których np. jakiś ksiądz powstrzymał mieszkańców od wydania czy zamordowania Żydów – nie mamy stamtąd oczywiście »sierpniówki«” (s. 104). Przypomina się tutaj inna sprawa związana z Kościołem i jego stosunkiem do Żydów w czasie wojny – postawa Piusa XII. W tej kwestii Kościół również zazdrośnie strzeże swoich zasobów archiwalnych, prowokując różne domysły. Otwarcie ich dla historyków ucięłoby wszelkie spekulacje.

A jest to temat tym pilniejszy, że istniejące ślady wpływu Kościoła w omawianym okresie budzą niepokój. Ot, choćby w drugiej części zatytułowanej krótko „Zguba”, gdy mowa jest o tzw. obławach, czyli polowaniach na ukrywających się Żydów, to mówi się, że dochodziło do nich w okresie Wielkiego Tygodnia, a więc nie sposób nie łączyć ich z „przeżyciami religijnymi” wyniesionymi z kościoła. Jak wynika z rozprawy karnej Franciszka Merosa, do obławy doszło w powiecie Dąbrowa Tarnowska: „W wiklinowej kępie nad brzegiem Wisły ukrywały się dwie rodziny żydowskie – rodzeństwo Mordków oraz Fertigowie: Mojżesz oraz jego siostra z mężem i dzieckiem. Dorośli Żydzi zostali wyłapani przez mieszkańców Toni po nabożeństwie w Wielkim Tygodniu 1943 r. – wezwano Niemców, którzy ich zabili na miejscu. Synek siostry Fertiga, Aron, uciekł, ale po kilku dniach, w Wielką Sobotę, został złapany przez Józefa Kaczora i przekazany niemieckiemu żandarmowi, który zawiózł chłopca na pobliską łąkę i tam zastrzelił” (s. 116). Chciałoby się zrównoważyć tę relację pozytywnym wpływem Kościoła, kazań piętnujących zbrodnie, zachęcających do okazywania pomocy, miłosierdzia. Dopóki Kościół będzie uparcie bronił dostępu do swych archiwów, jesteśmy skazani na domysły. Jak na razie nie są to domysły przemawiające na korzyść Kościoła i hierarchii katolickiej. Choć wiadomo, że było różnie. Ostatnio, przy okazji XIV Dnia Judaizmu, Katolicka Agencja Informacyjna podała wiadomość opartą na ankietach przeprowadzonych w zakonach żeńskich, że w czasie wojny w zakonach uratowało się ponad 700 Żydów, w większości dzieci[10]. Równie jasny obraz wyłania się ze wspomnień wielu uratowanych w czasie wojny Żydów, by wspomnieć choćby książkę Cezarego Gawrysia Ścieżki ocalenia, omawiającą dramatyczne losy dzieci żydowskich uratowanych w Turkowicach, w zakładzie dla sierot prowadzonym przez zakonnice[11]. W omawianej książce pojawia się zagadkowe zdanie: „U księdza w Sulisławicach (powiat sandomierski) ukrywało się podobno 12 Żydów, między innymi rabin: zadenuncjował ich inny ksiądz – »wzięto wszystkich i zastrzelono«” (s. 125). Nie sposób więc uogólniać.

Lektura tej drugiej część budzi zgrozę. Pojawiające się od czasu do czasu odautorskie komentarze w rodzaju: „ta zgoda na śmierć Żydów była wówczas w Polsce zjawiskiem powszechnym” (s. 137), czy przywołane zdanie Jankiela Rubina o tym, że „była ogólna opinia okolicznych mieszkańców, że Hryciowie i Kamiński trudnili się mordowaniem i rabowaniem ludności żydowskiej” (s. 186), budzą opór i sprzeciw. A jednak zgromadzony materiał dowodowy nie pozostawia wątpliwości, że są one wiarygodne. Wspomnienia o polskich dzieciach wydających ukrywających się Żydów (s. 140) brzmią wprost niewiarygodnie, a jednak i one są prawdziwe…

Aż trudno uwierzyć, że „przytoczone przykłady dotyczą tylko niewielkiej części zamordowanych Żydów. Szczątki wielu innych – nigdy nie poznamy ich nazwisk i okoliczności śmierci – nadal spoczywają pod polskimi płotami, oborami, w lasach, na polach i łąkach” (s. 207). A jednak, nawet jeśli trudno nam w to uwierzyć, to wiemy, że właśnie tak było. Książka Barbary Engelking tę wiedzę znacznie poszerza.

Barbara Engelking, „Jest taki piękny słoneczny kraj…” Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942–1945, Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN, Warszawa 2011.


[1] W. Myśliwski, Kres kultury chłopskiej, „Twórczość”, kwiecień 2004, nr 4 (701), s. 53–61.

[2] Tamże, s. 53.

[3] Tamże, s. 55.

[4] Tamże, s. 57.

[5] F. Bujak, Żmiąca, wieś powiatu limanowskiego: stosunki gospodarcze i społeczne, Kraków 1903.

[6] E. Yoshino, Polscy chłopi w XX wieku. Podejście mikrodeskryptywne, Warszawa 1997.

[7] W.I. Thomas, F. Znaniecki, Chłop polski w Europie i Ameryce, t. 1–5, Warszawa 1976.

[8] J. Chałasiński, Młode pokolenie chłopów. Procesy i zagadnienia kształtowania się warstwy chłopskiej w Polsce, t. 1–4, Warszawa 1938.

[9] W. Mędrzecki, Chłopi, w: Społeczeństwo polskie w XX wieku, red. J. Żarnowski, Warszawa 2003, s. 143.

[10] http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x22973/zakonnice-ratowaly-zydow/.

[11] C. Gawryś, Ścieżki ocalenia, Warszawa 1997.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter