70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Stały w prawdzie – bp Bertalan Badalik OP

Pod koniec zeszłego roku minęła 110. rocznica urodzin i 45. śmierci bpa Bertalana Sándora Badalika OP, jednego z najwybitniejszych przedstawicieli zakonu dominikanów, zasłużonego duszpasterza i animatora życia społeczno-kulturalnego Węgier. Z tej okazji publikujemy jego portret, zwłaszcza że w Polsce jest to postać niemal zupełnie nieznana.

Bertalan Sándor Badalik urodził się w niezamożnej rodzinie rzemieślniczej w Hódmezővásárhely (dziś to południowy wschód Węgier, wtedy, przed I wojną światową, było to niemal samo centrum kraju) jako siódme dziecko Julianny i Lajosa Badalików. Z początku nic nie zapowiadało późniejszej wyjątkowości naszego bohatera: Sándor dopiero w czwartym roku życia zaczął mówić. Niemniej już w dzieciństwie i w okresie dojrzewania można było dostrzec pewne symptomy wskazujące na kształtowanie się powołania kapłańskiego Badalika. Dla przykładu jako młodzieniec codziennie o szóstej rano służył do Mszy świętej w klasztorze sióstr dominikanek odległym o pięć kilometrów od domu, w którym mieszkał. Grywał też, jako uczeń szkoły podstawowej, w czasie nabożeństw na fisharmonii. Do gimnazjum, prowadzonego przez norbertanów, uczęszczał w położonym na zachodzie kraju Szombathely. W samej szkole uczyło jednak wielu dominikanów i to właśnie w klasztorze dominikanów w Grazu, zaraz po maturze, w sierpniu 1908 roku, przyszły biskup rozpoczął nowicjat, otrzymując imię Bertalan (Bartłomiej). Nikomu nie przychodziło chyba wówczas do głowy, że w trzydzieści lat później, w roku 1938, kiedy rewindykowana zostanie samodzielna Prowincja Węgierska (na miejsce istniejącej od 1704 roku Prowincji Austro-Węgierskiej), to właśnie Bertalan Badalik będzie ostatnim prowincjałem austro-węgierskim i – jednocześnie – pierwszym przełożonym dominikanów we własnej ojczyźnie.

Święcenia kapłańskie Bertalan Badalik przyjął latem 1914 roku. Z Grazu wyszedł ze znakomitą znajomością nie tylko łaciny i niemieckiego (co w ówczesnych Austro-Węgrzech było czymś normalnym), lecz także języka francuskiego. Później nauczył się także angielskiego (co przydało mu się w czasie dwóch podróży do USA w latach dwudziestych i trzydziestych).

Miejscem pierwszej asygnaty, czyli przydzielenia do klasztoru, stał się dla niego Budapeszt z powstającą wówczas świątynią przy Thököly út, położoną w środowisku zlaicyzowanej arystokracji i inteligencji. To tam zaczęła się duszpasterska kariera o. Bertalana, trwająca do roku 1929 (gdy został przeorem i proboszczem w Szombathely). Tu był też świadkiem rychłego – bo już w 1915 roku – poświęcenia kościoła, którego proboszczem został cztery lata później. Dodajmy – proboszczem niezwykle aktywnym: Badalik redagował ukazujące się od tego samego 1915 roku pismo „Rózsafüzér Királynéja” („Królowa Różańca”), utworzył chór mieszany i powołał do życia wiele różnych wspólnot i organizacji, na przykład inteligenckie Aquinói Szent Tamás Társulat (Towarzystwo św. Tomasza z Akwinu), ale także tzw. Trzeci Zakon czy kółka dla młodzieży obojga płci.

Za jego kadencji przeora i proboszcza w Budapeszcie obok plebanii zbudowano kuchnię dla ubogich, z której korzystało regularnie około stu potrzebujących, a naprzeciw klasztoru stworzono także dom kultury razem z kinem, co w tamtych czasach – lata dwudzieste – było dowodem rzadko spotykanego wśród duchowieństwa (nie tylko węgierskiego) zrozumienia dla znaczenia nowoczesnych środków przekazu w dziele duszpasterzowania.

O. Badalik należał do znakomitych konferencjonistów i kaznodziejów. Przez dwadzieścia cztery lata głosił rekolekcje wielkopostne w budapeszteńskiej bazylice pod wezwaniem św. Stefana Króla oraz przygotowywał regularne pogadanki i kazania w radiu (także w języku niemieckim, wszak w kraju mieszkała liczna mniejszość niemiecka wyznająca katolicyzm – Szwabowie węgierscy).

Jak bardzo cenionym był mówcą, niech świadczy fakt, że w 1916 roku powierzono mu wygłoszenie kazania z okazji koronacji ostatniego Habsburga na tronie Węgier – Karola IV (beatyfikowanego w 2004 roku przez Jana Pawła II), a później także podczas złotego jubileuszu kapłaństwa prymasa Jánosa Csernocha oraz jego pogrzebu w sierpniu 1927 roku.

W Szombathely, do którego trafił w 1929 roku, Badalik został najpierw proboszczem, a potem pierwszym przeorem miejscowego konwentu dominikańskiego. Nadal był niezwykle aktywny. W krótkim czasie stworzył tam wiele różnych wspólnot, mając na uwadze zwłaszcza podatnych na wpływ rozmaitych izmów przedstawicieli inteligencji oraz absolwentów uczelni wyższych, którym Kościół węgierski (i nie tylko węgierski!) nie miał często do zaproponowania nic poza ludowymi kazaniami.

Badalik nawiązał też współpracę z księżną Erzsébet Battyányi, właścicielką okolicznym majątków, która pomogła mu zorganizować przy klasztorze hospicjum dla biednych. Przy okazji, warto przypomnieć, że krewnym księżnej był także dr László Battyányi-Strattmann – lekarz społecznik beatyfikowany później przez Jana Pawła II.

Zostawszy prowincjałem, o. Bertalan stworzył osobny (a więc już nie w Grazu) nowicjat w Budapeszcie, powołał również do życia Studium, w którym uczył między innymi najwybitniejszy węgierski znawca św. Tomasza – o. Sándor Horváth OP (do 1948 roku dziekan wydziału teologicznego stołecznego uniwersytetu).

Dziełem o. Badalika było także stworzenie biblioteki Studium liczącej kilkadziesiąt tysięcy woluminów. Jej księgozbiór został ukryty w roku 1950, w znakomitej większości w jednej z dwu wież kościoła dominikańskiego w Sopron, częściowo przejęty też przez inne biblioteki, głównie archidiecezjalną bibliotekę w Esztergom. Na początku XXI wieku księgozbiór prawie w całości został odzyskany i dziś stanowi skarb ośrodka naukowego w nieprzejętym jeszcze przez Zakon klasztorze w Vasvár.

W trudnych latach czterdziestych o. Badalik nie przestał działać. Wręcz przeciwnie! Trzeba pamiętać, że wojna na Węgrzech – mimo udziału wojsk węgierskich w walkach na froncie wschodnim – zaczęła być odczuwana dopiero od okupacji kraju przez Wehrmacht w marcu 1944 roku. Wtedy też Niemcy rozpoczęli rabunek gospodarki Węgier, a alianci przystąpili do odwetowych bombardowań, wtedy także doszło do eksterminacji węgierskich Żydów. Jako prowincjał dominikanów Badalik przyczynił się do uratowania wielu rodzin żydowskich, udzielając im schronienia w piwnicach domu parafialnego przy Thököly út 56.

Badalik nie ustawał także w innych pracach. To głównie dzięki jego zabiegom wielusetletnie starania nie tylko lokalnych dominikanów, ale i całego Kościoła węgierskiego, o to, by błogosławioną Małgorzatę z domu Árpádów ogłosić świętą, zostały uwieńczone sukcesem. Stało się to 19 listopada 1943 roku, kiedy to papież Pius XII zaliczył Małgorzatę do grona świętych.

Po zakończeniu wojny Badalik kontynuował swoją działalność kaznodziejską i radiową do czasu, gdy późną wiosną 1948 roku, ze względu na zaostrzającą się cenzurę, zrezygnował z przygotowywania audycji radiowych. Od roku 1946 pełnił funkcję szefa Akcji Katolickiej i z tego powodu zaczął być obecny na posiedzeniach episkopatu.

Gdy w kwietniu 1949 roku zmarł ordynariusz diecezji Veszprém, bp László Bánáss (kardynał Mindszenty krytykował go za zbyt wielką spolegliwość wobec komunistów), papież Pius XII jego następcą mianował właśnie o. Badalika. Konsekracji w budapeszteńskim kościele dominikanów przy Thököly út udzielił 24 sierpnia 1949 roku ówczesny przewodniczący episkopatu Węgier abp József Grősz. Kardynał Mindszenty nie mógł być obecny – od lutego tego roku odsiadywał wyrok dożywotniego więzienia. Po podniosłej uroczystości z udziałem biskupów, duchowieństwa i świeckich, o. Badalik postanowił uhonorować przede wszystkim ubogich, którym tyle lat służył: w domu parafialnym ugościł trzystu najbardziej potrzebujących. Posługę w diecezji objął 30 sierpnia.

Dewiza nowego ordynariusza Veszprém brzmiała: Firmitas in veritate (Stałość w prawdzie). Swój program pasterski zawarł natomiast w dwóch najistotniejszych myślach wyrażonych w pierwszym, biskupim już, kazaniu. Jedna z nich to: „Jeśli ktoś odłączy się od Rzymu, jeżeli ktoś wyrzeka się łączności z Ojcem Świętym (…) odgrywa rolę Judasza”. Druga zaś: „(…) wierność ideałom rodziny chrześcijańskiej nawet za cenę największych ofiar”.

Badalik bezpośrednio nie wdawał się w politykę (jak prymas przed swym aresztowaniem i skazaniem), otwarcie natomiast sprzeciwiał się zawartemu w sierpniu 1950 roku „porozumieniu” między węgierskim episkopatem a Węgierską Republiką Ludową.

Gdy latem owego 1950 roku z węgierskich klasztorów wyrzucono około 10 tysięcy zakonnic i zakonników przyjmował kogo tylko mógł do pałacu biskupiego. Przyjął m.in. swoich współbraci dominikanów, wykładowców budapesztańskiego Studium, którym zlecił dydaktykę w seminarium diecezjalnym. Jak się zdaje, dwa lata później stało się to jednym z pretekstów do likwidacji seminarium i uwięzienia wszystkich wykładowców i kleryków.

Od roku 1950 sytuacja Badalika znacząco się pogarszała. Zdarzało się, że po 23 w sypialni biskupa zjawiali się „oni”, wrzeszcząc: „won z łóżka!”, po czym ustawiali go pod ścianą, opluwali i obrzucali niecenzuralnymi wyzwiskami. Nie odgrażał się, tylko jeszcze bardziej zamykał w sobie, nie mogąc ufać narzuconym przez państwo kurialistom: wikariuszowi generalnemu i kanclerzowi. Ponadto – zwyczajem komunistów węgierskich – przydzielono biskupowi dwóch „bezpieczniaków” (na Węgrzech zwanych „wąsatymi biskupami”), kontrolujących w kurii i w pałacu dosłownie wszystkich i wszystko. Jeden był górnikiem, drugi – aparatczykiem szczebla powiatowego.

Biskup nie stronił jednak od zwykłych ludzi, swoich diecezjan: codziennie odbywał spacery po mieście. Dla przygnębionych i zastraszonych był to sygnał, że jest z nimi. W domu zaś starał się chodzić w habicie, od roku 1950 „stroju zabronionym”, dając w ten sposób nadzieję, że nie wszystko i nie na zawsze jest stracone.

Dwukrotnie został aresztowany. Pierwszy raz w związku z procesem abpa Grősza, w roku 1951 skazanego na 15 lat więzienia (na wolność wyszedł w maju 1956 roku na podstawie aktu „łaski” Rady Prezydialnej WRL). Drugie aresztowanie miało miejsce zaraz po stłumieniu powstania (październik – listopad 1956), podczas którego bp Badalik jasno i wyraźnie dał do zrozumienia, po której stoi stronie, pozbywając się ze swej kurii „księży pokoju”. Wprawdzie szybko go wypuszczono, ale utracił wpływ na kierowanie diecezją. „Księża pokoju” wrócili na swoje czasowo utracone urzędy, a biskup wraz ze swym najbliższym otoczeniem wycofał się do skromnego domku w Felsőörs, gdzie diecezja miała winnice. Stąd też 15 sierpnia 1957 roku zawieziono go do Veszprém i zmuszono do przekazania rządów diecezją jednemu z wyznaczonych przez reżim dziekanów.

Biskupa Badalika internowano następnie we wsi Hejce, na północny wschód od Miszkolca, blisko granicy czechosłowackiej, czyli w pilnie strzeżonej strefie nadgranicznej. Mieszkał tam już uwięziony wcześniej bp József Pétery, ordynariusz Vác. Dom, w którym przebywali, był szczelnie obstawiony przez „bezpieczniaków” i poza podwórkiem hierarchom nie wolno było nigdzie się ruszać. Dla bpa Badalika ta bezczynność stanowiła największą męczarnię.

To właśnie tu przyszło mu przeżywać dzieło Soboru, o którym dowiadywał się ze skąpych informacji, tutaj także święcił pięćdziesięciolecie swego kapłaństwa, a telegram wysłany doń przez papieża Pawła VI, datowany w Watykanie na 10 lipca 1964 roku, sprawił staremu biskupowi wielką radość: nie zapomniano o nim! Wielkim smutkiem natomiast napełniła go wiadomość podana zarówno w prasie, jak i w radiu, że w połowie września tegoż roku rząd WRL i Stolica Apostolska, reprezentowana przez abpa Agostino Casarolego, podpisały tak zwane częściowe porozumienie. Watykan w ramach swej Ostpolitik sankcjonował poczynania komunistów węgierskich, godząc się na obsadę diecezji przez księży – rychło podniesionych do godności biskupiej – będących tajnymi współpracownikami bezpieki, o czym tacy ludzie jak bp Badalik doskonale wiedzieli.

Latem i wczesną jesienią 1965 roku Bertalan Badalik nie czuł się już zbyt dobrze. Pozwolono mu pojechać do szpitala w stolicy, a przy tej okazji sprytna lekarka „przeszmuglowała” go do kościoła przy Thököly út – Badalik chciał się pożegnać ze swą świątynią. Zmarł 10 października. Odszedł cicho, słuchając z płyty Ave Maria Vico Torrianiego. Władze nie zgodziły się na pochówek w Budapeszcie ani tym bardziej w Veszprém, tylko w miejscu urodzenia – Hódmezővásárhely. W pogrzebie mimo czynionych przez komunistów różnych (na ogół komunikacyjnych) trudności wzięło udział czterech biskupów i wielu księży.

W zapiskach ukochanej, zmarłej niedawno bratanicy bpa Badalika, wybitnego pedagoga i dominikanki, s. Jácinty Badalik zawarta jest informacja nigdzie indziej nie spotykana. Pisze ona, że gdy w 1945 roku zmarł książę prymas Jusztinián Serédi, prymasostwo wraz z kapeluszem kardynalskim proponowano o. Badalikowi. Miał odmówić, czując się niegodnym. Jeśli tak było, to należy wyrazić żal, bo – być może – Kościół węgierski, kierowany przez duszpasterza a nie polityka, za jakiego uważał się kardynał Mindszenty, miałby inną historię.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata