70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Po co nam Gross?

Bardzo chętnie robimy rachunki sumienia za innych. Żądamy od Rosjan rozliczenia Katynia. Od Niemców potępienia działalności Eriki Steinbach. Sami zaś mamy problemy z otwartą dyskusją o trudnych momentach naszej przeszłości. Uważamy, że jako naród ponieśliśmy ofiarę, która zamyka dyskusję o winie. Czy bowiem ofiara może być winna? Czy powinna myśleć o oczyszczeniu? Czy może mieć na rękach krew innych ofiar?

„Zgrossa!” – napis takiej oto treści pojawił się niedawno na bramie Wydawnictwa Znak. Także na stronach niektórych prawicowych portali, na przykład www.narodowcy.net, www.prawica.net, a nawet na Facebooku publikowano wezwania do bojkotu Grossa i Znaku z powodu wydania nowej książki Jana Grossa i Ireny Grudzińskiej-Gross pt. Złote żniwa. Nie należy się temu dziwić. Wojna, jaka rozpętuje się przy okazji premier takich książek, towarzyszy także innym kontrowersyjnym wydarzeniom: paradom równości, debatom o in vitro, aborcji czy legalizacji związków partnerskich. Można zatem uznać, że reakcje na tę publikację wpisują się w standard społecznych zachowań, charakterystycznych zresztą nie tylko dla Polski. Z drugiej jednak strony – każą się zastanowić, czy nawoływanie do bojkotu nie jest w gruncie rzeczy jakąś formą cenzury, podobnie jak chęć uniemożliwienia organizowania parady wolności? Inną sprawą jest pytanie, jak wygląda drugi nurt reakcji na Grossa, czyli pogłębiona debata toczona na łamach opiniotwórczych czasopism. To właśnie jakość tej debaty, a nawet sama zdolność do jej prowadzenia obrazuje poziom dojrzałości naszego społeczeństwa.

Tradycje demokracji deliberatywnej, kładącej nacisk na rozmowę jako narzędzie podejmowania wspólnotowych decyzji i szukania społecznych kompromisów, nie jest w Polsce zbyt silna. Nie chodzi tylko o to, że większość debat, również tych prowadzonych przez polityków przed kamerami, nie spełnia podstawowych wymogów racjonalnego dyskursu, w ramach którego racje prezentowane przez uczestników powinny być  formułowane w zrozumiałym, intersubiektywnie komunikowalnym języku i mieć charakter merytoryczny, a nie emocjonalny czy czysto retoryczny. Zasadniczy problem dotyczy raczej kwestii granic dopuszczalnej rozmowy. Wydaje się, że demokracja tym właśnie różni się od innych ustrojów, że nie wyznacza z góry granic dla debaty jako sposobu wypracowywania społecznego kompromisu. Nie zakłada tematów tabu, obszarów wyłączonych z dyskusji, z którymi dojrzałe społeczeństwo nie mogłoby się zmierzyć.

Płaszczyzny debaty

Obecna odsłona dyskusji o Złotych żniwach rozgrywa się na trzech płaszczyznach. Pierwsza z nich to rozmowa o wynikach badań nad trzecią fazą zagłady Żydów. Jak wiadomo, Złote żniwa w części faktograficznej opierają się na materiałach zgromadzonych przez badaczy skupionych wokół Centrum Badań nad Zagładą Żydów. Są to przede wszystkim ogromne ilości zeznań z przesłuchań, sprawozdań z procesów sądowych, notatek z wizji lokalnych, wypisów z dzienników, wspomnień, spisanych opowieści naocznych świadków tamtych wydarzeń. Trudno owe źródła zignorować. Wyłaniający się z nich obraz ogromu cierpienia, okrucieństwa, strachu, upodlenia, którego doświadczyli Żydzi, jest wstrząsający.

Choć samych faktów nikt już dziś nie neguje, pojawiają się inne pytania: „Dlaczego wracamy do tej sprawy tak późno? Po tak wielu latach? Czy jest jeszcze sens odgrzebywać te sprawy?” (Piotr Semka, Biedny Polak patrzy na Grossa, „Rzeczpospolita”, 26 stycznia 2011, s. A12). „Właściwie dlaczego dopiero 65 lat po wojnie Gross stawia tezę, że Polacy byli współuczestnikami Holokaustu? Obrońcy pisarza wskazują, że najpierw musieliśmy wyjść z zamrażarki komunizmu, aby można było rozpocząć uczciwe badania i naruszyć pewne tabu. Zapewne. Ciekawe tylko, że ten sam okres nie rozbudził jakoś debat skierowanych przeciw innym pomocnikom w czasie innej okupacji. Jakoś nie słychać o próbach otwarcia dyskusji o tym, w jakim stopniu łapankom i deportacjom NKWD towarzyszyła gorliwa pomoc sąsiadów – Białorusinów, Ukraińców, Żydów i Polaków. Nie próbuje się wyliczyć, ilu polskich policjantów, leśników, osadników wojskowych wymordowano, zanim zjawili się Sowieci. Ile dworów splądrowano? Jaka była skala donosów na ukrywających się oficerów czy policjantów? (…) Im dalej od wojny, tym więcej bolesnych rozdziałów współżycia z sąsiadami staraliśmy się raczej zamykać, niż z hukiem otwierać” (tamże).

Mam wątpliwości, czy postulat Piotra Semki dotyczący zamykania trudnych tematów jest prawdziwy. Wszak jeśli chodzi o inne bolesne karty naszej historii, na przykład zbrodnię katyńską, nie szczędzimy sił, by nie zamknąć ich przedwcześnie. Badania nad stosunkami polsko-ukraińskimi, nad rzezią wołyńską wciąż się toczą, organizowane są konferencje z udziałem uczonych polskich i ukraińskich. Argumenty Semki mają więc charakter retoryczny, a nie merytoryczny. Jeśli niektóre ważne tematy historyczne nie są podejmowane, to zapewne z braku chętnych, by się nimi zająć. Czy to powinno odbierać Grossowi prawo głosu? Poza tym co w ocenie roli Polaków w zagładzie Żydów zmienia skala donosów na ukrywających się oficerów? To są różne zjawiska i choć mogą za nimi stać podobne przyczyny, nie zmienia to wydźwięku pytań o relacje polsko-żydowskie.

Druga i w zasadzie najważniejsza płaszczyzna to spory o metodę stosowaną w Złotych żniwach. Książki Grossa nie są pracami historycznymi w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Są to raczej historyczne eseje czerpiące z wielu dziedzin: tradycyjnej historiografii nastawionej na badanie faktów, socjologii, psychologii, literatury, antropologii, etnologii. Fakt ten jest jednak rozmaicie interpretowany. Przez niektórych traktowany jest jako ułomność autora, który nie będąc zawodowym historykiem, jest skazany na „żerowanie” na wynikach badań prowadzonych przez innych, a braki warsztatowe nadrabia oryginalnością wniosków i ich kontrowersyjnością.

Z drugiej strony trzeba brać pod uwagę, że w badaniach nad trzecią fazą zagłady Żydów nigdy nie uzyskamy pełnych danych ilościowych. Mimo że zgromadzono bardzo dużo materiału, jest on niepełny. Nie można na jego podstawie budować opisów czysto ilościowych, pokazujących, jaki procent Polaków Żydów ratowało, jaki zachowywało obojętność, jaki zaś brało czynny udział w ich mordowaniu lub wydawaniu Niemcom, jaka była średnia wartość majątku przejmowanego przez Polaków w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Dlatego musimy szukać innych metod budowania wiedzy o tym, co się wydarzyło. Równocześnie warto by postawić pytanie, czy w takich badaniach można w ogóle mówić o pełnym obrazie sytuacji.

Do tego wszystkiego należałoby także dodać pytanie, czy Grossa w ogóle interesują prace czysto historyczne. W Złotych żniwach pisze przecież wprost, że chodzi mu nie tyle o sam opis przypadków mordów, ile o zrozumienie tego, co wydarzyło się pomiędzy Polakami i Żydami mieszkającymi na wsi. Gross opiera swe analizy na opisach zachowań społeczności wiejskich. Jego badania skoncentrowane są na poszukiwaniu sensu. „Rozumienie” i „poszukiwanie sensu” są jednak kategoriami z innego porządku myślenia – hermeneutycznego. Dlatego Gross nieprzypadkowo konstruuje swe analizy, opierając się na metodzie zaczerpniętej z antropologii i socjologii. Gęsty opis – bo o nim mowa – polega na takim opisie zachowania człowieka albo grupy ludzi oraz kontekstu ich zachowań, który pozwala odsłonić uniwersalny wzorzec zachowań badanej społeczności.

Twórcą pojęcia gęstego opisu jest Clifford Geertz, który w znanej książce Interpretacja kultur (The Interpretation of Cultures) pokazał, że większości ludzkich zachowań nie da się analizować czysto funkcjonalnie, gdyż ich znaczenie zmienia się wraz z kontekstem. Gross, analizując materiał źródłowy, stara się zatem uchwycić, w jaki sposób dokonywano mordów na Żydach. Zakłada bowiem, że jeśli poszczególne opowieści o tym, jak ginęli Żydzi, ujawniają cechy wspólne, to uzyskamy podstawę dla zrozumienia tego, co się w ogóle wydarzyło między Żydami i ludnością wiejską.

Zrozumienie to jest możliwe, ponieważ – jak zakłada Gross – społeczeństwo posiadające wspólną historię, obyczaje i instytucje ma również pewien stopień wewnętrznej spójności. Można zatem uznać, że jeżeli opisy mordów pochodzące z różnych rejonów dawnej Rzeczypospolitej zdradzają jakieś cechy wspólne, to te właśnie cechy opisują typowe i powszechne zachowania społeczności wiejskich w tamtym okresie. A zatem nawet jeżeli nie dysponujemy pełnymi i dokładnymi badaniami ilościowymi, gęsty opis konkretnych wydarzeń pozwala uzyskać wiedzę ogólną na temat zachowań i postaw społeczności wiejskiej i uznać, czy dane zachowania były uznaną praktyką społeczną na wsi, czy nie.

Analizując metodę „gęstego opisu” stosowaną przez Grossa, należy pamiętać, że sam Geertz podkreślał niemożność dotarcia do absolutnej prawdy, uwikłanie badacza w proces tworzenia opisu i problemy komunikacji międzykulturowej. Są to zresztą ograniczenia każdej hermeneutyki. To wszystko sprawia, że nasza wiedza na temat innych kultur jest zawsze niekompletna i fragmentaryczna, przez co pełne zrozumienie zachowania danej społeczności jest w zasadzie niemożliwe. Inną sprawą jest pytanie, czy z punktu widzenia celów, które postawił sobie Gross, taki poziom wyjaśnienia problemu – z natury rzeczy obarczony pewnym stopniem hipotetyczności wniosków – jest wystarczający?

Cechą istotną metody gęstego opisu jest uwzględnienie kontekstu zdarzeń, dlatego wielu komentatorów stara się pokazać, że Gross w swych analizach pominął kilka istotnych aspektów sprawy. Zwracają oni uwagę przede wszystkim na fakt, że nie można mówić o zagładzie Żydów na wsi, abstrahując od szczególnej sytuacji chłopów na polskiej wsi. Marcin Zaremba w artykule Biedni Polacy na żniwach pisze, że Złote Żniwa należałoby uzupełnić o szczegółowe analizy polskiej wsi. Pozwoliłyby one krytycznie przyjrzeć się zasadności twierdzeń, że polska wieś była katolicka, antysemicka, a mordy na Żydach były motywowane przez chciwość. Zdaniem Zaremby katolicyzm przedwojennej społeczności wiejskiej był zrytualizowany, płytki, na pograniczu pogaństwa, chciwość wynikała zaś ze skrajnej nędzy. Antysemityzm był wyrazem ogólnej niechęci do obcych, a agresja wobec obcych i zwyrodnienie moralne, charakterystyczne dla czasów wojny, miały swe źródła w ubóstwie i analfabetyzmie.

Nie można także pomijać sytuacji Polaków w czasie okupacji. Za ukrywanie Żydów groziła kara śmierci, a jakiekolwiek otwarte formy sprzeciwu wobec prześladowań Żydów również wiązały się z narażeniem życia. Pomoc Żydom i otwarty sprzeciw wobec prześladowań to dwie różne postawy. Ta druga faktycznie była raczej niemożliwa. Jeśli jednak idzie o możliwości pomagania Żydom, to Gross stara się dowieść, że nie było tu mowy o jakikolwiek automatyzmie zachowań – ukrywasz-giniesz, ale że przy ocenie sytuacji w grę wchodziły różne interesy ludności miejscowej. Gross stara się zatem wziąć pod uwagę kontekst, podważając przekonanie, że byliśmy na tyle sterroryzowani przez Niemców, że możliwości pomocy Żydom, zwłaszcza na wsi, były de facto ograniczone do minimum. Uznanie takiego stanu rzeczy pozwala nam się postawić poza dyskusją o winie i odpowiedzialności.

Trzecią płaszczyzną debaty o książce Grossa są polemiki dotyczące konkretnych wniosków formułowanych przez autorów Złotych żniw. Można je streścić następująco: a) mordy na Żydach miały przede wszystkim podłoże rabunkowe; b) rabunek żydowskiej własności był zjawiskiem rozpowszechnionym i ugruntowanym przez społeczne normy; c) mordy na Żydach dokonywane były zupełnie otwarcie, publicznie, w obecności wielu osób i później szeroko dyskutowane; d) po zakończeniu wojny w społecznościach, w których doszło do mordowania Żydów, panowało solidarne milczenie; e) zabójcami byli zwykli ludzie, często członkowie lokalnych elit, których status w grupie pozostawał później nienaruszony; f) tropienie i wskazywanie ukrywających się Żydów było częstszym zachowaniem niż niesienie im pomocy; g) mordowanie Żydów było zjawiskiem na tyle powszechnym, że traktowano te czyny jako swoistą, szokującą co prawda, ale normalność.

Wnioski wyłaniające się ze Złotych żniw bazują nie tyle na liczbach, co na określonej wizji kondycji ludzkiej. Grossowie stawiają bardzo mocną tezę o człowieku i zachowaniach społecznych w określonych warunkach, wielokrotnie porównując zachowania Polaków do zachowań innych narodów w podobnych okolicznościach czy też w tym samym kontekście dziejowym. Szkoda tylko, że – jaki pisze Michał Bilewicz w tekście  opublikowanym w tym numerze miesięcznika „Znak” – w książce Grossów brakuje „wyjaśnienia procesu, który w oczach okupowanych narodów Europy przekształcił poznawczo Żydów w »żywe wieszaki«, w depozytariuszy »mienia pożydowskiego«”.

Dokąd zmierza ta debata?

Trudno uznać, że Złote żniwa to precyzyjna robota pojęciowa. Choć autorzy wiele miejsca poświęcają rozważaniom nad metodą, to jednak w wielu momentach argumenty mają charakter bardziej emocjonalny niż racjonalny. Sposób prowadzenia narracji jest często literacki, powoduje, że odczuwamy ból, samotność i strach ofiar. Emocjonalnie stajemy po ich stronie. Taki sposób budowania książki pozwala osiągnąć efekt wstrząsu. Jednak gdy emocje opadną, może sprzyjać zaprzeczeniom, budzić podejrzliwość. Czy aby na pewno nie mamy do czynienia z jakimś rodzajem manipulacji? A gdzie druga strona tego obrazu? Dlaczego Grossowie formułują takie a nie inne hipotezy? Czy to, o czym piszą, było powszechne, czy też – jaki pisze Barbara Engelking-Boni – powszednie? Jak należy rozumieć sformułowanie „trzecia faza zagłady Żydów”? Czy sugeruje ono, że Polacy włączali się w plan eksterminacji? Dla sformułowania oceny takie „drobiazgi” mają istotne znaczenie.

Obrana strategia obraca się chwilami przeciwko autorom. Spycha bowiem debatę o książce na emocjonalne, nieraz nawet histeryczne tory. Wszystkie argumenty mówiące o tym, że jest to książka „antypolska”, „obraźliwa dla Polaków”, że być może „przygotowuje grunt dla żydowskich roszczeń majątkowych wobec Polaków”, sprawiają, że zamiast uczciwej debaty mamy znów do czynienia z histeryczną wojną polsko-polską.

Jeśli jednak weźmiemy powyższy aspekt sprawy w nawias, dostrzeżemy, że rozmawiając o Złotych żniwach, jesteśmy już w innym miejscu, niż byliśmy podczas debat o poprzednich książkach Grossa. Nikt już w zasadzie nie zaprzecza, że mordy na Żydach miały miejsce i były zjawiskiem dość powszechnym. Nawet jeżeli niektórzy, jak na przykład Piotr Skwieciński, wyrażają wątpliwość, czy czyny można określić mianem środowiskowej normy, nie podważają oni powszechności tych zdarzeń. Różnimy się pod względem ocen przyczyn, okoliczności i zasięgu wydarzeń, zasadniczo jednak nikt już dziś nie kwestionuje czynnej roli Polaków.

Pokazuje to, że dyskusja o relacjach polsko-żydowskich, toczona z przerwami od 1987 roku, czyli od czasu publikacji słynnego eseju Jana Błońskiego Biedni Polacy patrzą na getto, przynosi owoce. Błoński, pisząc o winie Polaków, miał na myśli jej wymiar symboliczny, a nie realny, bowiem w 1987 nikt nie mógł powiedzieć, że niemało Polaków brało czynny udział w zagładzie Żydów. W 2001 roku, po publikacji książki Sąsiedzi, pojawiały się głosy, że choć w mordzie w Jedwabnem uczestniczyli Polacy, tymi, którzy zorganizowali całą zbrodnię, pełnili w niej funkcję kierowniczą, posługując się Polakami, byli Niemcy.

Debaty toczone wokół Strachu i Złotych  żniw pokazują, że coraz lepiej radzimy sobie z tą bolesną wiedzą o naszej przeszłości. Obrazują także, jaką rolę odegrały te książki w budowaniu naszej pamięci historycznej. Rację mają ci, którzy twierdzą, że Gross nie mówi nam w gruncie rzeczy niczego nowego. Jednak sposób, w jaki opowiada o historii relacji polsko-żydowskich, sprawia, że jest słuchany. To dobrze, ponieważ jak pisał Jan Błoński: „Jesteśmy sobą tylko dzięki pamięci o przeszłości. Tą przeszłością nie możemy dowolnie rozporządzać, chociaż – jako jednostki – nie jesteśmy za tę przeszłość bezpośrednio odpowiedzialni. Musimy nosić ją w sobie, chociaż bywa to przykre czy bolesne. I winniśmy dążyć do tego, aby ją oczyścić”. Oczyszczeni rozmową o tamtych czasach, świadomi, że w większości z nas płynie chłopska krew, być może w bardziej dojrzały i odważny sposób przyjrzymy się innym mrocznym zakątkom naszej polskiej duszy.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter