Proustowska pamięć, kafkowskie sny
ELIZA KĄCKA
"W najpiękniejszych dziełach Benjamina filozofia, nabrawszy niejako przejrzystości, usuwa się w cień cudownie gęstego języka humanistyki, objawiając sie w jego zdaniach już tylko jako aura" (G. Scholem). Aura filozofowania niechętnego pojęciowym abstrakcjom otacza także Berlińskie dzieciństwo na przełomie wieków. Nie ona jednak przesądza o wyjątkowości książki finezyjnego eseisty, eksploratora tajemnic dzieciństwa i kolekcjonera słów.
Komponowany latami i niedomknięty zbiór tekstów - mały traktat o języku, poznaniu i świecie - dedykował Benjamin zagadnieniu dziecięcej percepcji albo fenomenowi dziecięcego widzenia i nasłuchiwania. W kolejnych esejach powtarza krytyk dyskretną próbę odtworzenia rajów dzieciństwa - rajów hermetycznych i kruchych, bo przeżytych przez życiowego "rozbitka" o "saturnowym spojrzeniu". Z czułością rozpina przed nami Berlin własny i magiczny, który znalazł się po drugiej stronie lustra - ocalony i stracony jednocześnie. Emocjonalna ambiwalencja związana z tą dwoistością popycha go ku rekonstrukcji odprysków świata przełomu wieków, w której delikatność spotyka się z chłodem precyzji, entuzjazm z melancholią. Stąd - mimo siły projekcji i barwy detali - subtelny smutek autonomicznych odprysków-obrazów: od Kolumny Zwycięstwa po klocki z literami.
Więcej na łamach lutowego „Znaku”
Share
Zamów numer