70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Opłacalna bezinteresowność

Zaufanie rodzi zaangażowanie. Jest to prawda stara jak świat, a do tego tak oczywista, że rzadko kto się nad nią zastanawia. Mechanizm ten pozwala budować przyjaźnie, dobre relacje ze współpracownikami, a czasem nawet organizować lokalne społeczności. Mniej więcej tyle może zdziałać w Polsce. A wygląda na to, że mógłby o wiele więcej, gdyby nie fakt, że odsetek osób ufających innym jest w naszym kraju od wielu lat jednym z najniższych w Europie.

Zaufanie z samej swojej definicji nie opiera się na pewnikach, ale zakłada ryzyko, że może zostać zawiedzione, dlatego nieufnych trudno do niego przekonać. Jednak socjologowie tworząc określenie kapitału społecznego zawarli w nim przekonanie, że zaufanie i współpraca opłacają się społeczeństwu, i to w sensie jak najbardziej dosłownym. Profesor Janusz Czapiński w raporcie Diagnoza Społeczna 2009 pisze, że „[p]ojęcie kapitału społecznego nie jest ściśle zdefiniowane. Jest za to bardzo pojemne; mieści się w nim wszystko to, co decyduje o zdrowych relacjach społecznych, dbaniu o dobro wspólne i współpracy”. Korzyści z niego płynące nie kończą się jednak na tak ogólnych i optymistycznych wizjach. Socjolog wylicza: kapitał społeczny „ułatwia negocjacje, obniża koszty transakcji, skraca proces inwestycyjny (zmniejsza prawdopodobieństwo zaskarżania kolejnych decyzji władz administracyjnych), zmniejsza korupcję, zwiększa rzetelność kontrahentów, sprzyja długoterminowym inwestycjom i dyfuzji wiedzy, zapobiega nadużywaniu dobra wspólnego i zwiększa solidarność międzygrupową, a także poprzez rozwój trzeciego sektora sprzyja społecznej kontroli działania władz”, a to już przelicza się na konkretne, wymierne korzyści. Szybko można zauważyć, że zaufanie, o którym mówią socjologowie przy okazji dyskusji o kapitale społecznym, wychodzi poza granice zwykłych relacji przyjacielskich. Jest raczej optymistycznym założeniem dotyczącym obcych nam ludzi, urzędników, polityków, usługodawców. Wielu pewnie zapyta, czy nie jest to raczej naiwność.

Z punktu widzenia jednostki zaufanie obcym nie musi być jednoznacznie korzystne, ponieważ prawdopodobieństwa, że druga strona wybierze uczciwą współpracę a nie podstęp, nie da się zawsze jasno ustalić. Ale gdyby spojrzeć na sytuację z perspektywy całego społeczeństwa, więcej zyskują grupy, w których większość stanowią osoby skłonne do kooperacji, zaufania, a niekiedy wyrzeczeń. Takie społeczności mogą liczyć na wymieniane przez Czapińskiego korzyści i ułatwienia, a także zmniejszenie kosztów przeznaczanych na kontrole, kary i nadzór konieczne w sytuacji, gdy większość stanowią jednostki nieskore do współpracy, albo gdy zaufanie chce się zastąpić procedurami.

Według socjologów można zauważyć, że kapitał społeczny przyczynia się nawet do rozwoju gospodarczego społeczeństw, a wręcz że jest jego nieodzownym warunkiem. Może więc dziwić, że w Polsce mogliśmy dotychczas obserwować wzrost gospodarczy mimo niskiego poziomu zaufania. Tłumaczy się to tym, że kapitał społeczny jest konieczny dopiero po przekroczeniu pewnego progu rozwoju mierzonego przez poziom Produktu Krajowego Brutto przypadającego na osobę. Ten próg jest tuż przed nami. Kiedy go przekroczymy, społeczeństwo nie będzie mogło się dalej rozwijać w oparciu jedynie o rosnące bogactwo odmawiających współpracy jednostek, bez wiary obywateli, że wybory władz są naprawdę decyzją, która będzie miała jasne konsekwencje; bez wiary, że mogą brać w swoje ręce los swoich osiedli i szkół swoich dzieci; bez przekonania, że warto poświęcać wolny czas na oddolną organizację swoich społeczności.

Którędy do zaufania?

Pewnym przekłamaniem byłoby stwierdzenie, że w Polsce kapitał społeczny nie istnieje. Pesymistyczna ocena dotyczy głównie zaufania do ludzi innych niż my, nieznajomych. Ale jest też typ kapitału społecznego, który promuje współpracę w obrębie grup bliskich sobie osób, takich jak członkowie rodziny czy znajomi z parafii. Ten rodzaj relacji jest wśród Polaków dobrze zadomowiony. Z jednej strony jego istnienie to ogromna wartość. Z drugiej nie do końca wiadomo, jak można to zaufanie rozwijać i czy niesie ono jakieś korzyści dla społeczeństwa jako wspólnoty, a nie tylko zbioru jednostek, czy nawet rodzin.

Społeczeństwu jako wspólnocie najpotrzebniejsza jest wiara obywateli w to, że współpraca przynosi wymierne korzyści. Niestety wiele instytucji wiąż utrwala przekonanie o wyższości rywalizacji nad kooperacją. Zaczyna się od szkoły. Profesor Anna Giza-Poleszczuk w wywiadzie dla Gazety Wyborczej wskazuje, że nawet niewinne, acz powszechne stwierdzenia nauczycieli „nie mogą wszyscy mieć piątek” wpajają dzieciom przekonanie o nieuchronności hierarchii, a więc i o ciągłej konkurencji między jednostkami, żeby swoją pozycję utrzymać. Natomiast profesor Czapiński w wywiadzie dla Polityki stwierdza, że nasz system edukacji „hoduje patologicznych indywidualistów niezdolnych do kooperowania”, ponieważ z niewiadomych przyczyn uparcie pielęgnuje tradycję zlecania najróżniejszych zadań pojedynczym uczniom. W ten sposób nauczyciele, bardziej lub mniej świadomie, przekazują komunikat, że praca w grupie ułatwia życie osobom leniwym, za co większym wysiłkiem zapłacą pracowici i utalentowani. Innymi słowy – pedagodzy uczą, że kooperacja przeczy zasadom sprawiedliwości, która swój wyraz znajduje jedynie w systemie opartym na rywalizacji jednostek. To rozwiązanie ma niezaprzeczalnie swoją logikę, ale nie jest jedynym słusznym wyjściem. Profesor Czapiński proponuje dalej, żeby uczniowie pracowali zespołowo, ale w grupach, które utworzą się dobrowolnie. Kiedy skład zespołu nie będzie ustalany odgórnie, zachowany zostanie korzystny wpływ rywalizacji na etapie „rekrutacji” – bo kto chciałby być odrzucony przez wszystkie grupy, jako zupełnie zbędny? – przy jednoczesnym uczeniu się współpracy i uzupełniania nawzajem w grupie.

Innym polem, na którym utrwalany jest stereotyp, że rywalizacja przynosi większe korzyści niż kooperacja, jest polityka. Wystarczy poszukać w historii ostatnich lat przykładów konstruktywnej współpracy między partiami, żeby przekonać się, jak niespotykane to zjawisko. Według profesora Czapińskiego ta sytuacja również wypływa z braku zaufania. We wspomnianym wywiadzie mówi on, że politycy „wolą stracić korzyści z kooperacji, niż ryzykować, że ktoś ich oszuka”. Skojarzenia polityki z nieufnością i sporami są tak silne, że w kampanii wyborczej zaczyna się używać sloganów mających pokazać, że dla danego kandydata ważniejsza od polityki jest konstruktywna (współ)praca. Tak było na przykład w serii haseł „Nie róbmy polityki. Budujmy mosty” (w innych wersjach: „Budujmy szkoły”, „Budujmy Polskę” etc.). Mimo że tak zaprojektowana kampania ma całkiem pozytywny, zachęcający do współdziałania przekaz, to szkoda, że u jej podstaw leży przekonanie, że polityka nie może być kontekstem sprzyjającym kooperacji. A przekonanie polityków zdają się podzielać wyborcy, którzy z coraz mniejszym entuzjazmem podchodzą do swoich obywatelskich obowiązków.

Zapewne można byłoby przytoczyć jeszcze inne obszary i mechanizmy sprzyjające nieufności Polaków. Mediom, Kościołowi i rodzinie w najlepszym wypadku zarzuca się grzech zaniedbania. Gdzie w takim razie szukać dobrych wzorców? Skoro zaufanie rodzi zaangażowanie, to najprawdopodobniej ufających można znaleźć wśród zaangażowanych.

Którędy do zaangażowania?

Raporty z badań przeprowadzanych na zlecenie Stowarzyszenia Klon/Jawor pokazują, że poglądy wolontariuszy dotyczące zaufania, mocy sprawczej obywateli i zaangażowania w życie społeczne rzeczywiście odbiegają od średniej krajowej. Wolontariat jest przez autorki raportu – Annę Baczko i Agnieszkę Ogrocką – definiowany za Stowarzyszeniem Centrum Wolontariatu jako „bezpłatne, dobrowolne, świadome działanie na rzecz innych, wykraczające poza więzi rodzinno–koleżeńsko–przyjacielskie” . Jednak, jak piszą w rozdziale poświęconym przekonaniom, wolontariat to również „postawa życiowa i deklarowane wartości” . Według raportu na rok 2007 w grupie wolontariuszy było o 14% więcej osób przekonanych, że większości ludzi można ufać, niż wśród ogółu społeczeństwa. Na pytanie o to, czy „zwykli obywatele, działając wspólnie z innymi mogą pomóc potrzebującym lub rozwiązać problemy swojego środowiska, osiedla, wsi lub miasta” twierdzących odpowiedzi było o 19% więcej wśród wolontariuszy w porównaniu z ogółem obywateli. Natomiast w możliwości wywierania wpływu na władze lokalne wierzy 41% wolontariuszy i tylko 27% ogółu Polaków. Osoby pracujące na zasadach wolontariatu częściej też niż ogół społeczeństwa są przekonane o tym, że dobry obywatel powinien aktywnie działać w organizacjach, stowarzyszeniach lub innych formach samoorganizacji społecznej – zgadzało się z tym stwierdzeniem odpowiednio 83% i 61% badanych.

Z przytoczonych liczb wynika, że zaufanie i zaangażowanie rzeczywiście idą w parze. Ale czy to znaczy, że wolontariat zmienia postawy czy raczej, że postawy manifestują się przez tego typu działalność? Na ten temat możemy tylko spekulować. Być może obie drogi są jednakowo prawdopodobne. Zapewne wielu wolontariuszy świadomie szukało pola, na którym mogliby wyrażać swoje przekonania i żyć według przyświecających im wartości. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że największy odsetek osób zaangażowanych w nieodpłatną pracę dla innych rekrutuje się z Polaków w przedziale wiekowym 36-45 lat, można założyć, że ich wybory najczęściej nie były przypadkowe. W drugiej pod względem liczebności (w latach 2003-2004 najliczniejszej) grupie wiekowej wśród wolontariuszy, czyli osób poniżej 25. roku życia, o wiele łatwiej podejrzewać, że pierwotną motywacją była chęć zrobienia czegoś wspólnie z przyjaciółmi, ciekawość świata, w przypadku wolontariatu zagranicznego – możliwość poznania języka i kultury innego kraju. Za pewną przypadkowością przemawiają tendencje, które można zaobserwować wśród wolontariuszy rekrutujących się z młodzieży w Niemczech. Do niedawna obowiązkowa dla młodych mężczyzn była tam dziewięciomiesięczna (wcześniej dziesięciomiesięczna) służba wojskowa, którą można było zastąpić wolontariatem. Z tego powodu różne organizacje europejskie pracujące z wolontariuszami przez wiele lat miały zapewniony stały napływ zgłoszeń. Co ciekawe, wyjeżdżający chłopcy często inspirowali do podejmowania takich wyzwań również wiele swoich koleżanek. Z chwilą skrócenia tego okresu do sześciu miesięcy, automatycznie spadła ilość zgłoszeń tak kandydatów, jak i kandydatek. Płynie z tego wniosek, że o ile osoby decydujące się na działalność wolontarystyczną mogą wprawdzie mieć mniejsze lub większe predyspozycje do bycia aktywnym członkiem społeczeństwa, to nie muszą wcale tą droga ostatecznie podążać. Być może więc to sam wolontariat, niekiedy wybrany przypadkowo, takie tendencje wzmacnia i działa jako swoisty inkubator postaw obywatelskich.

Nie ma przy tym różnicy, czy chodzi o społeczeństwo na poziomie lokalnym, czy też europejskim lub globalnym. Współpraca między nieznającymi się ludźmi tworzy więzy zaufania i zaangażowania niezależnie od tego, ile kilometrów dzieliło te osoby zanim się poznały. Zdaje się o tym wiedzieć Komisja Europejska, która w swoich działaniach integrujących obywateli ze wszystkich państw wspólnoty obok programów wymiany uczniów, studentów, pracowników naukowych stworzyła też wiele ułatwień dla wolontariuszy chcących pracować w innym państwie.

Wolontariusze stanowią istotny element rozwijającego się społeczeństwa obywatelskiego nie tylko dlatego, że są swego rodzaju awangardą w myśleniu o roli obywatela i zaufaniu międzyludzkim. Za promocją wolontariatu przemawiają też argumenty czysto matematyczne – wolontariusz jest takiego społeczeństwa koniecznym budulcem. Jak pisze profesor Czapiński w raporcie Diagnoza społeczna 2009: „Jedyny efektywny scenariusz ratujący demokrację i gwarantujący zrównoważony rozwój to budowa trzeciego sektora. Ale to wymaga spełnienia co najmniej dwóch warunków definiujących kapitał społeczny w rozumieniu Putnama: wzajemnego zaufania ludzi i znacznego udziału wolontariatu w populacji osób aktywnych zawodowo. Wolontariat, czyli nieodpłatna działalność na rzecz wspólnoty, jest bowiem konieczną podstawą rozwoju organizacji pozarządowych (…), czyli właśnie trzeciego sektora” .

Rozpoczynający się rok został ogłoszony Europejskim Rokiem Wolontariatu. Miejmy nadzieję, że dzięki temu kolejne osoby uwierzą w realną wartość współpracy.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter