70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Chodzi nie tylko o relacje państwo-Kościół

We wrześniu w dalszym ciągu ważne miejsce w polskiej debacie publicznej zajmowała sprawa relacji pomiędzy państwem, a kościołem.

Sojusz Lewicy Demokratycznej nadal prowadził swoją kampanię, zmierzającą do „przywrócenia świeckości państwa”, co w praktyce oznacza zamiar usunięcie religii ze sfery publicznej i traktowanie jej jako prywatnej sprawy obywateli. Nie chodzi wyłącznie o ułożenie nowych relacji pomiędzy państwem i kościołem. Takie postulaty lewicy, jak wprowadzenie dopuszczalności aborcji na życzenie kobiety, usunięcie nauki religii ze szkół czy prawne usankcjonowanie związków partnerskich pomiędzy osobami tej samej płci, w przypadku ich spełnienia, zmieniłyby przecież w sposób bardzo istotny relacje pomiędzy sferą wartości moralnych i obyczajowością a systemem prawnym. Ugrupowanie dominujące na polskiej lewicy obecnie w mniejszym stopniu określa swą tożsamość poprzez program społeczno- gospodarczy. To, co przede wszystkim stanowi jego specyfikę to dążenie, aby być w awangardzie przemian obyczajowych i prawnych, których domagają się radykalne środowiska antyklerykalne, feministyczne i homoseksualne.

Ostatnio szczególną niechęć tych środowisk wzbudza minister Elżbieta Radziszewska, pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania. Burzę wywołała jej rzeczywiście niefortunna wypowiedź , zwracająca uwagę na seksualną orientację jej oponenta w dyskusji telewizyjnej. Tego pani minister nie powinna robić. Jednak kampania środowisk mniejszości seksualnych, radykalnych feministek i w konsekwencji SLD skierowana przeciwko minister Radziszewskiej nie ogranicza się do tej sprawy. Minister Radziszewska ośmieliła się powiedzieć w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego”, że szkoła katolicka ma prawo nie zatrudniać nauczycielki lesbijki! Grzegorz Napieralski w imieniu SLD zażądał dymisji pani minister przy aplauzie sporej części mediów, w tym „Gazety Wyborczej”.

Trudno jest mi oceniać, czy minister Radziszewska jest mocnym punktem ekipy rządowej. Jest jednak dla mnie sprawą oczywistą, że kampania skierowana przeciwko niej wynika z faktu, iż nie podziela ona poglądów i postulatów aktywistów radykalnych środowisk lewicowych, domagających się bezwarunkowej akceptacji dla ich punktu widzenia. W postawie tych rzekomych obrońców tolerancji, najmniej jest właśnie tolerancji. Wyznacznikami nowoczesności stają się dla nich relatywizm moralny i wyrzeczenie się przez państwo preferencyjnego traktowania tradycyjnej rodziny.

Do licytacji z SLD stanął Janusz Palikot, zapowiadający stworzenie własnej partii, która także zamierza walczyć o świeckie państwo, swobodę aborcji, usunięcie religii ze szkół i prawne uznanie homoseksualnych związków partnerskich. Zjazd jego zwolenników w Sali Kongresowej Pałacu Kultury, który odbył się 2 października wzbudził duże zainteresowanie mediów. „W sobotę w Sali Kongresowej powiało świeżością” napisała z aprobatą komentatorka „Gazety Wyborczej” Renata Grochal. Czyżby? Postulaty Janusza Palikota dotyczące relacji państwo- kościół i przywrócenia wolności dokonywania aborcji na życzenie stanowią powtórzenie postulatów sformułowanych wyraźnie wcześniej przez SLD. Za nowość można jedynie uznać to, że Palikotowi udało się przyciągnąć na swoje zgromadzenie 3-4 tysiące ludzi, z aplauzem reagujących na krytykę Kościoła, nierzadko formułowaną w niewybredny sposób.

Szybką i dziwną ewolucję przeszedł wydawca katolickiego „Ozonu”, później specjalizujący się w krytykowaniu braci Kaczyńskich. Sądzę, że dla Platformy Obywatelskiej to dobrze, że odchodzi z tego ugrupowania. Styl Palikota już dawno nie powinien być akceptowany przez jego środowisko polityczne. Jego obecne poglądy ideowe ( bo nie ekonomiczne) sytuują go na skrajnej lewicy, a nie w partii liberalno- konserwatywnej, za jaką przedstawia się PO.

Podtrzymuję pogląd, który już wyrażałem na łamach „Znaku”: przez Polskę nie przelewa się wielka antyreligijna, czy antykościelna fala. Nie sądzę, aby zdołał ją wywołać Palikot, SLD, czy nawet wpływowe media. Ich przesłanie jest atrakcyjne dla zdecydowanej mniejszości Polaków, chociaż ta powiększa się, nie bez winy ludzi Kościoła.

Pomimo to nie należy lekceważyć zjawiska, którego przejawem było zgromadzenie zwolenników Palikota w Sali Kongresowej. Przede wszystkim z dwóch powodów. Po pierwsze: wyobraźmy sobie przez chwilę, że postulaty antykościelnej lewicy zyskują znaczne poparcie społeczne i wchodzą w fazę realizacji. Zacząłby się wówczas nie tylko konflikt państwa z kościołem, ale być może wielki, dramatyczny konflikt rozdzierający nasz naród. Bardzo wielu Polaków nie zaakceptowałoby próby wypchnięcia religii ze sfery publicznej i stawiłoby opór. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku niewiele nam brakowało do wybuchu „zimnej wojny” religijnej. Także teraz warto „dmuchać na zimne”.

Jest także drugi powód: W przypadku realizacji postulatów antyreligijnej lewicy Polska byłaby gorsza i uboższa. Obecność religii i kościołów w przestrzeni publicznej jest wartością. Wzbogaca nasze życie. Prawna ochrona ludzkiego życia od momentu poczęcia jest wymogiem sumienia i zdrowego rozsądku. Uwrażliwia nas na wartość ludzkiego życia. Także zwolennicy liberalizacji tzw. ustawy aborcyjnej przyznają, że aborcja jest złem.

Potrzebujemy tolerancji. Mają prawo oczekiwać jej mniejszości seksualne. Realizacja ich prawno- obyczajowych żądań, energicznie wspieranych przez lewicę, to jednak coś znacznie więcej niż tolerancja. To uznanie przez państwo i społeczeństwo, że wszystkie modele związków dorosłych osób są tak samo wartościowe i zasługujące na propagowanie. Znika wówczas preferencja państwa dla tradycyjnej rodziny.

Nie warto wkraczać na drogę proponowaną przez rzeczników „świeckiego i nowoczesnego państwa.” Warto bronić modelu, którego dopracowaliśmy się w III Rzeczpospolitej. Nie jest on zły.

4 października 2010

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata