70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Sezon bynajmniej nie ogórkowy

Zakończony w czerwcu Rok Kapłański miał być dla Kościoła rzymskokatolickiego czasem szczególnej modlitwy w intencji prezbiterów. I był, co – ze względu na głęboki kryzys, jaki dotyka dziś Kościół (zwłaszcza stan kapłański) – okazało się dlań błogosławieństwem, prawdziwym „kołem ratunkowym” na czas kataklizmu.

Albo też – jak mawiają ludzie pobożni – „ataku złego ducha” na Kościół. Bo „właśnie w tym roku – mówił Benedykt XVI – wyszły na światło dzienne grzechy kapłanów, przede wszystkim nadużycia wobec najmniejszych [pedofilia], w których kapłaństwo jako troska Boga o człowieka obrócone zostało w swoje przeciwieństwo”.

Dla mnie symbolem tego kryzysu stała się nagłośniona ostatnio sprawa ks. Marciala Maciela Degollado z Meksyku, założyciela legionistów Chrystusa. Jeszcze niedawno widziano w nim świadka Ewangelii, już za życia otoczonego nimbem świętości. Dziś wiemy, że był to pozór: ów „charyzmatyk” okazał się oszustem, przestępcą seksualnym i karierowiczem, który w ogóle nie wierzył w Boga. W tym kontekście trudno nie postawić pytania: jak to możliwe, że hierarchia kościelna przez tyle lat dawała się aż tak oszukiwać?!

Straszne jest to, że prawdę o ks. Macielu już dawno znało wielu ludzi Kościoła – pierwsze zarzuty przeciwko niemu dotarły do Watykanu w roku 1956 (!). Wtedy sprawę dość szybko zatuszowano – i tak było przez kolejnych pięćdziesiąt lat. Petycje i listy nie trafiały do adresatów (na przykład do papieża), postępowania kanoniczne umarzano, doniesieniom medialnym nie dawano wiary… Przyczyniali się do tego również – w większości Bogu ducha winni – legioniści Chrystusa. „Fałszywie pojęte przekonanie, że nie należy szkodzić dobru, które czynił Legion, nierzadko prowadziło do tworzenia wokół niego mechanizmu obronnego, który przez wiele lat zapewniał mu [tj. ks. Macielowi] nietykalność” – głosi oficjalny komunikat Stolicy Apostolskiej. Dokument ten, oddając sprawiedliwość Legionowi Chrystusa, pokazuje też zło, które może się zagnieździć w strukturach powołanych do służby Bogu i wspólnocie. Mowa w nim o „systemie relacji zbudowanym przez ks. Maciela, który potrafił zręcznie tworzyć sobie alibi, pozyskiwać zaufanie, zapewniać milczenie i dyskrecję otaczających go osób i umacniać swoją rolę charyzmatycznego założyciela”. I dalej: „Niebezpieczne i obiektywnie niemoralne postępowanie ks. Maciela (…) miało poważne konsekwencje w życiu i strukturze Legionu”. Wszechobecne było tam na przykład „klerykalne kłamstwo” (polegające na przypisywaniu zwyczajnym” słowom i czynom osób duchownych statusu „prawdy objawionej”) i mentalność quasi-korporacyjna, a gwarancję bezkarności dawał dodatkowy ślub milczenia o tym, co dzieje się w zgromadzeniu.

Przysłowie powiada: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Może zatem teraz lepiej zobaczymy, na czym polega działalność Antychrysta, o którym od wieków wiadomo, że będzie małpował (a nie naśladował) Chrystusa? Może uda się nam na nowo przemyśleć kwestię grzesznych struktur w Kościele? Bo stara formuła mówiąca o „świętym Kościele grzesznych ludzi” niewystarczająco opisuje problem ks. Maciela Degollado i jego legionistów… Może wreszcie to, co się wydarzyło, stanie się dla Kościoła – także w Polsce – wstrząsem moralnym i impulsem do nawrócenia.

Wstrząs taki przeżył, bez wątpienia, papież Benedykt XVI. To dlatego jego kazanie wygłoszone na zakończenie Roku Kapłańskiego miało tak osobisty charakter. „Usilnie prosimy o przebaczenie Boga i osoby poszkodowane – mówił Biskup Rzymu – i obiecujemy, że uczynimy wszystko, co w naszej mocy, aby już nigdy więcej nie doszło do takich nadużyć”. Jakby na potwierdzenie tej obietnicy Kongregacja Nauki Wiary opublikowała wkrótce list do biskupów zawierający nowe, surowsze niż dotąd, normy postępowania kanonicznego w przypadku nadużyć seksualnych osób duchownych wobec nieletnich, a także „najcięższych przestępstw” przeciwko wierze i sakramentom. Jednak opinia publiczna przyjęła ów dokument dość powściągliwie: oczekiwano bowiem o wiele więcej (zasady „zero tolerancji”, obowiązku zgłaszania przestępstw świeckiemu wymiarowi sprawiedliwości, kary za tuszowanie nadużyć etc.). Za szczególnie kontrowersyjną uznano samą listę „przestępstw”, gdzie z pedofilią i pornografią dziecięcą sąsiaduje… próba udzielenia święceń kapłańskich kobietom. Jak widać, Kościół musi się jeszcze wiele nauczyć. Dziś już nie można wydawać takich dokumentów bez konsultacji z ludźmi spoza kościelnej „branży”. Kto uważa inaczej, grzeszy według mnie arogancją.

W Polsce trwa wojna o krzyż pod Pałacem Prezydenckim. 3 sierpnia rozegrała się jej pierwsza bitwa: w „obronie” krzyża odbyła się demonstracja de facto polityczna, a przybyłych na plac księży obrzucono wyzwiskami, sugerując ich zdradę. Krzyż stał się znakiem podziału i narzędziem walki. Zaprzeczeniem miłości.

Nie ośmielę się wskazywać zwycięzców tej bitwy, bo – moim zdaniem – takowych nie ma, a ci, którzy myślą, że wygrali, odnieśli pyrrusowe zwycięstwo. Wielki jest za to zastęp przegranych. Na jego czele stoi Kościół, który nie potrafił wyciągnąć wniosków z toczącego się w latach 90. sporu o krzyż na oświęcimskim żwirowisku, teraz zaś nie uczynił nic, żeby zapobiec awanturze, i już dawno odpuścił sobie katechezę (tzn. pogłębienie wiary) dorosłych. Milczenie Konferencji Episkopatu (jej władz) wobec tak ewidentnej instrumentalizacji krzyża uważam za karygodne, choć trzeba przyznać, że mądrze głos na ten temat zabrało już kilku hierarchów, w tym arcybiskup Kazimierz Nycz. Ten ostatni, jak się zdaje, próbuje naprawić w ten sposób swoje błędy: początkowy dystans do całej sprawy i nieobecność pod Pałacem Prezydenckim w dniu, w którym krzyż miał być przeniesiony do kościoła św. Anny.

Obawiam się jednak, że najmądrzejsze nawet słowa metropolity warszawskiego mogą już dziś okazać się niewystarczające; że protestujący nie zechcą ich wysłuchać (zwłaszcza że mają własne autorytety religijne). Być może nadeszła właśnie pora na jakiś profetyczny gest ze strony Kościoła…

A swoją drogą: ciekawe, kiedy Kościół w Polsce zaprosi nas, wierzących, do wspólnej modlitwy w intencji zakończenia tej wojny?

6 sierpnia 2010

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata