70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Autobiografia – projekt niemożliwy

W ostatnich dwóch dziesięcioleciach doczekaliśmy się wzmożonego zainteresowania pisarstwem Aleksandra Wata. Zainteresowania jak najbardziej zasłużonego. Mamy bowiem do czynienia z wybitnym poetą i niezwykłym intelektualistą, o czym przekonują nas pozycje książkowe, jakie ukazały się w ostatnich latach w różnych ośrodkach naukowych. Wymieńmy tylko niektóre: Pamięć głosów.

O twórczości Aleksandra Wata, pod red. Wojciecha Ligęzy, Kraków 1992; Tomas Venclova, Aleksander Wat – obrazoburca, Kraków 1997; Jarosław Borowski, „Między bluźniercą a wyznawcą”. Doświadczenie sacrum w poezji Aleksandra Wata, Lublin 1998; Adam Dziadek, Rytm i podmiot w liryce Jarosława Iwaszkiewicza i Aleksandra Wata, Katowice 1999; Józef Olejniczak, W-Tajemniczanie – Aleksander Wat, Katowice 1999; Krystyna Pietrych, O „Wierszach śródziemnomorskich” Aleksandra Wata, Warszawa 1999; Edyta Molęda, Mowa cierpienia. Interpretacja poezji Aleksandra Wata, Kraków 2001. Pośród bogatej już dziś bibliografii przedmiotowej, którą zaledwie naszkicowaliśmy w tym skromnym wyborze, pracy Przemysława Rojka należy się miejsce znaczące. „Historia zamącana autobiografią” jest rozprawą erudycyjną na wielu różnych poziomach – od wszechstronnej znajomości całego dorobku poety po wnikliwe rekonstrukcje rozlicznych kontekstów kulturowych i religijnych, w jakie uwikłane jest dzieło Wata.

Niepodobna w krótkiej recenzji podjąć wszystkich ważniejszych tematów, które porusza Rojek, tym bardziej odnieść się do większości analizowanych przez niego wierszy. Rezygnując więc z drobiazgowego przedstawienia całości w jej wieloaspektowym ujęciu, zamierzam skupić się na kilku najbardziej wyeksponowanych tezach, na nakreśleniu najważniejszych opozycji i ukazaniu znaczących konkluzji. Moja prezentacja ma więc charakter wybitnie subiektywny i wybiórczy.

Pośród wielu pytań, do których prowokuje pisarstwo Wata, jedno z najistotniejszych dotyczy problemów wiary, religii, relacji człowiek–Bóg. Wielokrotnie powracało i powraca ono w refleksji badaczy. Nie bez przyczyny, Wat bywa przecież nazywany homo religiosus. Pytania natury religijnej, z którymi zmagał się przez całe życie, stanowią doniosły składnik jego tożsamości jako człowieka i artysty. Podejmując je, Rojek nie jest szczególnie oryginalny. Ale nie o taką oryginalność tu chodzi. Autor „Historii zamącanej autobiografią” nie szuka zagadnień dotychczas nieanalizowanych (byłoby o nie trudno w przypadku Wata). Raczej stara się świeżym okiem spojrzeć na kwestie rozpoznane przez krytyków. Widać to dobrze w znakomitych rozważaniach dotyczących religijności poety. Jak przekonuje „Historia zamącana autobiografią”, Wat nigdy nie porzucił ostatecznie judaizmu. Gdyby jednak tylko na tym poprzestać, byłoby to truizmem. Rojek pokazuje złożony i niemożliwy do jednoznacznego określenia związek Wata z judaizmem i chrześcijaństwem – pełen napięć, nierozstrzygniętych dylematów, nieukończonych projektów. A przede wszystkim wskazuje i dowartościowuje tradycję żydowską, którą – szczególnie gdy odwołujemy się do późnej twórczości Wata – nieco spłaszczano na rzecz chrześcijaństwa. Tymczasem sprawa jest bardziej złożona. Tradycja żydowska – odrzucona i zanegowana w młodości w epoce zachłyśnięcia się awangardą i ideologią komunistyczną – nie daje się ostatecznie wyrugować. Rojek uczula na kluczowy dla judaizmu nakaz pamiętania. Zarazem też akcentuje inny doniosły element. Poszukiwanie żydowskiej tożsamości, „owo pragnienie pamięciowego odzyskania przeszłości”, nie może być ukończone, gdyż nieuchronnie wdziera się w to chrześcijaństwo, z kolei chrześcijaństwo staje się niemożliwe do bezwarunkowego zaakceptowania z tej racji, że wymaga całkowitego odrzucenia religii przodków Wata. Ich głos wciąż rozbrzmiewał w uszach poety. Być może jednak jeszcze ważniejszy jest inny powód. Oto żydowska tradycja religijna okazuje się najbardziej odpowiednia do wyrażenia dwóch wielkich dylematów, przed jakimi stanął autor Dziennika bez samogłosek: jednego z dziedziny biografii, drugiego z obszaru historii. (Przy czym nie wolno zapominać, że tak sformułowane rozgraniczanie tych dwóch sfer w poezji Wata jest sztuczne i przeciwne myśli samego twórcy). Judaizm, w którym nigdy nie deprecjonowano ciała, pamiętając, iż jest ono uświęcone na tej samej zasadzie, na jakiej uświęcona jest cała materia pochodząca od Stwórcy i zawierająca w sobie Jego tchnienie, daje szansę uwznioślenia cielesnego wymiaru bólu bez uruchamiania perspektywy duchowej i pozaziemskiej. I tu pojawia się temat niezwykle ważny, warty osobnych studiów. Jest nim obraz Chrystusa porzucającego myśl o zmartwychwstaniu. Taka wizja Jezusa staje się najbliższa nieuleczalnie choremu Watowi. Historia Chrystusa zatrzymuje się w niej na gehennie Wielkiego Piątku i cierpieniach na krzyżu. Tam też – stwierdza Rojek – kończy się chrześcijaństwo Wata, który odrzuca ideę przebóstwienia ciała poza ciałem.

Ten sam judaizm pozwala Watowi uporać się z poczuciem absurdalności historii i spojrzeć na nią z pozycji zamiarów Jahwe. Losy świata są częścią Jego niedocieczonego planu, którego zwieńczeniem ma być wizja mesjańskiego zbawienia. Tym samym zostaje uchylona obawa, jaką rodzi podejrzenie o bezsensowności historii, jej absolutnej przypadkowości. Wat pragnął zobaczyć ból (którego co dzień doświadczał, a który pojmował jako karę za swój udział w demonicznej historii XX wieku) w kategoriach ekspiacji, prywatnego zbawienia. Swój mariaż z komunizmem pojmował jako coś przygodnego, choć zarazem coś, na czym odcisnęła własne piętno logika dziejów.

Najbardziej innowacyjne, odkrywcze na tle dotychczasowej refleksji o autorze Mojego wieku są wywody Rojka, które prowadzą do określenia Wata mianem homo rhetoricus. Z bogatej tradycji rozumienia retoryki badacz wybiera pojęcie retoryczności znamienne dla dyskursu nowoczesnego. Jego wyznacznikiem czyni szeroko pojmowaną figuratywność, jako właściwość nie tylko dzieł stricte literackich, ale i – do pewnego stopnia – języka codziennej komunikacji. Tak pojęta retoryczność ma kilka zadań do spełnienia. Wśród nich jest perswazyjność zarówno skierowana do czytelnika, jak i będąca rodzajem samozwrotnej autosugestii, utwierdzania się podmiotu w dokonanych identyfikacjach, a tym samym elementem konstytuującym jego tożsamość. Wymienione tu procesy zakładają i warunkują inny – rozumienie. Ma on dwa podstawowe wymiary – pierwszy jest odmianą autokomunikacji, drugi wiedzie do nawiązania kontaktu z odbiorcą. De facto nie sposób ich oddzielić od siebie, jeden jest bowiem wariantem drugiego. Retoryczność w poezji Wata ma też dać odczucie pełni, zidentyfikować podmiot z porządkiem uniwersalnym.

Rozważając kwestię retoryczności, Rojek omawia erudycyjnie i z wnikliwością bogaty arsenał mitologicznych postaci i wątków, jakie zaludniają choćby Wiersze śródziemnomorskie. Oczywiście mitologiczny sztafarz nie ma nic wspólnego z ornamentyką ani z pustym popisem elokwencji. Idzie o sprawę podstawową – zakotwiczony w kulturze Zachodu mit oferuje siatkę znaczeń i odniesień umożliwiających intelektualne opanowanie świata. „Postaci literackie, historyczne, mitologiczne – w tym również te zaczerpnięte z kręgu wyobrażeń biblijnych – zdają się służyć temu, by wyprowadzić (…) doświadczenie egzystencjalne z zaklętego, błędnego koła jego partykularności w wielkie koło hermeneutyczne uniwersalnej tradycji narracyjnej Zachodu”. Ich obecność podyktowana jest nadzieją na rozpoznanie przez „ja” liryczne sensu własnego doświadczenia, na zakomunikowanie go potencjalnemu odbiorcy jako uczestnikowi tego samego uniwersum kultury. To również – jak dowodzi Rojek – rodzaj terapii duszy chorej na fragmentaryzację. Orfeusz z Wierszy somatycznych „daje autobiografowi poczucie, że jego niepełność możliwa jest do uzupełnienia w opowieści wyższego rzędu, świętej historii wielkiego, kulturowo konstytutywnego bohatera”.

Za jeden z prymarnych wyróżników tożsamości nowoczesnej Rojek przyjmuje doznanie niewczesności, często eksplorowane w poezji Wata. To paraliżujące przekonanie, że nasze życie rozpięte jest między za wcześnie i za późno, że zawsze jesteśmy zarazem niedojrzali i spóźnieni wobec tego, co nas spotyka. Rodzi się więc w podmiocie przekonanie, że prawdziwa rzeczywistość jest niepochwytna. Oto jak przedstawia się ta straszliwa aporia: „Kiedy wydarzenie się wydarzyło, było za wcześnie, czyli przed-rozumieniem; kiedy wydarzenie się rozumie, jest już za późno, czyli po-wydarzeniu”. Skutkiem tego jest doznanie grozy nietożsamości – kolejnego z kluczowych wyznaczników modernistycznego podmiotu. Projekt zbudowania spójnej autobiografii okazuje się jedynie projektem, dziełem in statu nascendi, nigdy niemożliwym do sfinalizowania. Dlaczego? Odpowiedź, jakiej udziela Rojek, łączy się z przywołanym już pojęciem niewczesności, z rozejściem się dróg rozumienia i doświadczenia: „historia, która miała stać się tworzywem autobiograficznej opowieści, w swej istocie wydarzyła się za wcześnie w stosunku do momentu podjęcia opowieści lub też (…) opowieść narodziła się zbyt późno, by móc powiedzieć cokolwiek o przeszłości”. Nigdy nie uzyskały finalnego kształtu utwory takie jak Ucieczka Lotha czy szkic o Stalinie.

Projekt autobiograficzny – choć niemożliwy do ukończenia – zmusza do ustawicznego powrotu do tego, co minione, do nieustannej autoanalizy, nicowania pamięci w poszukiwaniu odpowiedzi na zasadnicze pytania egzystencjalne. Do nich należy dręczący Wata do śmierci problem zaangażowania w komunizm. Metoda jest taka sama jak w przypadku rozwiązywania innych dylematów, przed którymi staje bohater wierszy Wata: poprzez refleksję nad tym, co jednostkowe, subiektywne, do namysłu nad tym, co ogólne. Jest to próba zrozumienia komunizmu z perspektywy indywidualnego doświadczenia. Nie są to jednak dywagacje intelektualisty z dystansu spoglądającego na błędy młodości. Przeciwnie, każdorazowe przywołanie swego akcesu do komunizmu, wszelka próba intelektualnego i myślowego zmierzenia się z nim – nawet jeśli punktem wyjścia nie jest własna biografia – wywołuje u Wata fizyczną udrękę. Może więc być odczytywana jako trauma, która – choć wiąże się z bólem i cierpieniem – musi być powtarzana. Towarzyszy temu przeświadczenie, że historia przeżywana i historia opowiadana to dwa różne porządki.

Aporii w dziele Wata jest znacznie więcej. Można by rzec, iż jest ono zbiorem niemożliwych do pogodzenia obrazów i sensów. Twórczość tę należy pojmować w kategoriach „ciągłego agonu wielorakich, pozornie nieuzgadnialnych, niejednokrotnie wzajem się krzyżujących i znoszących opozycji, które dają się uśrednić do generalnego kształtu napięcia między tym, co historyczne, i tym, co autobiograficzne”. Krakowski badacz, ukazując niemożliwość zbudowania spójnej narracji, w której dałoby się pogodzić prawdę o samym sobie z tym, co zewnętrzne wobec podmiotu, zmierza do stwierdzenia, że to właśnie sprzeczności i dialektycznie, dynamicznie rozumiana tożsamość stanowią istotę opowieści, którą chce nam przedstawić Wat w swych esejach i tekstach poetyckich. Dla oddania jej sedna Rojek uruchamia pojęcie podmiotu dialektycznego, czyli takiego, „wewnątrz którego zmagają się tożsamość i nietożsamość, uobecnianie i różnica”. Rozważając z tego punktu widzenia centralną dla Wata kategorię biografii i autobiografii, należy – z jednej strony – wskazać na ich wzajemne przenikanie się, z drugiej zaś – na konieczność tego stanu rzeczy, gdyż żadna z tych kategorii nie jest samoistna i nie może funkcjonować bez swojego dopełnienia. Tak oto powstaje tożsamość autobiograficzna i uhistoryczniona zarazem.


Przemysław Rojek, „Historia zamącana autobiografią”. Zagadnienia tożsamości narracyjnej w odniesieniu do powojennej liryki Aleksandra Wata, Kraków 2009.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter