Krótki kurs
radykalnej ortodoksji (fragment)
SIMON OLIVER
Radykalna ortodoksja głosi, że narodziny świeckości rozpoczynają
się wraz ze zmianami teologicznymi, które zaszły wiele wieków temu
i nie mogą być traktowane jedynie w sensie czystego ludzkiego postępu
czy też rozbrojenia religii narzędziami nowych nauk lub racjonalności.
„Dawniej nie było nic »świeckiego«”. To pierwsza teza książki Johna Milbanka Theology and
Social Theory. Praca rozpoczynająca się tym stwierdzeniem jest uznawana za początek pewnego
rodzaju teologicznej wrażliwości, która przybrała miano radykalnej ortodoksji. Obecnie
radykalna ortodoksja stała się prawdopodobnie najszerzej dyskutowanym i pobudzającym
nurtem teologii anglosaskiej. Biorąc pod uwagę, że prace z tego nurtu często usiłują
objąć szeroki zakres zagadnień i problemów, angażując zarówno klasyczną, jak i współczesną
myśl w celu teologicznego odczytania znaków naszych czasów, stajemy wobec rozległej
przestrzeni. Niniejsze wprowadzenie ma za zadanie przybliżyć podstawowy ogląd niektórych
kluczowych tematów, zanim staniemy twarzą w twarz z samą radykalną ortodoksją.
Zamierzam tu wykorzystać wspomnianą tezę Milbanka jako mój własny punkt wyjścia.
Co zatem oznacza twierdzenie, że kiedyś „nie było nic świeckiego”? Jak teologia, która ma
się za radykalną i ortodoksyjną, rozwija intuicję zawartą w tym zdaniu?
Powstanie sekularyzmu
To, że żyjemy w zeświecczonym społeczeństwie – głównie (co, rzecz jasna, nie znaczy, że
jedynie) w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej – często uznaje się za oczywiste. Przywykliśmy
do dziennikarskich tekstów mówiących nam, że Europa wraz z nieustannym spadkiem regularnie praktykujących chrześcijan jest postchrześcijańska, a Stany Zjednoczone,
mimo posiadania najwyższego w świecie zachodnim wskaźnika religijności (także
w wymiarze jej praktykowania), konstytucyjnie oddzielają politykę od religii. Społeczeństwo
świeckie możemy rozumieć jako takie społeczeństwo, w którym publiczny wymiar
polityki, biznesu i prawa nie ma żadnego odniesienia do Boga czy transcendencji.
Resztki praktyk religijnych i powszechnej modlitwy, pozostałe w sferze publicznej, są jedynie
dalekim echem dawno zapomnianego świata, w którym wiara w Boga oddziaływała
na każdy aspekt ludzkiej egzystencji, tak publicznej, jak i prywatnej. Dziś wydaje
się, że praktyki religijne ograniczają się do sfery prywatnej, w której jednostki mogą oddawać
się własnym przekonaniom, póki poglądy te nie naruszają powszechnie bronionych
praw innych ludzi. Jeśli rozumiemy zeświecczenie jako zamykanie religii i teologii
w indywidualnej przestrzeni „osobistych przeświadczeń”, możemy także uznawać, że
świeckość dotyczy przesunięcia akcentów i interpretacji na pozycje, z których możliwe
jest udzielanie odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące natury i człowieczeństwa
bez odesłania do Boga czy jakiejkolwiek transcendencji bądź celu.
W A Secular Age, pracy, która w wielu aspektach współgra z pismami nurtu radykalnej
ortodoksji, kanadyjski filozof Charles Taylor proponuje jeszcze inny sposób rozumienia
świeckości. Zgodnie z nim świeckość polega na przejściu od stanu, w którym
wiara w Boga jest właściwie niepodważalną regułą kierującą ludzkim życiem, do sytuacji,
gdzie wiara staje się zaledwie jedną spośród wielu równoważnych opcji. Staje się
kolejnym „światopoglądem”. To zaś – wskazuje Taylor – sugeruje, że pomimo najwyższych
wskaźników religijności Stany Zjednoczone są przykładem kraju zeświecczonego:
religia przeistacza się w typowy produkt, którym na wolnym rynku kupczą rozliczni
„handlarze” rozprowadzający swoje wizje Boga.
Większość uczestników debaty dotyczącej genezy i tożsamości sekularyzmu zgadza
się, że nawet jeśli świeckość zapuściła korzenie już wieki temu, to jednak jest stosunkowo
młodym zjawiskiem w historii naszego rozwoju intelektualnego, częścią narodzin
nowożytności. W pełni średniowiecza, aż do piętnastowiecznego zwrotu, w prawie całej
Europie wszystkie działania polityczne i społeczne były zogniskowane wokół chrześcijańskich
świąt i postów, ziemia podzielona była na kościelne parafie postrzegane
przede wszystkim jako wspólnoty modlitwy, natomiast władca sprawował rządy z boskiego
nadania. Panowało powszechne przekonanie, że społeczeństwo jest uformowane
tak w ciele, jak i przez ciało Chrystusa – Kościół. Naturę i środowisko ludzkie rozumiano
jako istotnie związane ze sobą – jako stworzenia stojące w obliczu Boga. W praktyce
było to dalekie od utopii – świat oczywiście uległ upadkowi, lecz społeczeństwo
opierało się na wierze, że przemoc i cierpienie nie są naturalnymi stanami człowieka
(co mieli później sugerować nowożytni teoretycy polityki), lecz zakłóceniami ładu. Wierzyło ono, że wspólnego pokoju oraz rozwoju należy szukać w nadziei i uczestnictwie
w „społeczności Bożej”.
Więcej na łamach wakacyjnego „Znaku”
Share
Zamów numer