70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kapłaństwo jako wychowywanie do rozumnej wolności

Naszym wielkim narodowym kłopotem duszpasterskim jest lansowanie „pobożności serca” z jednoczesną marginalizacją „pobożności myśli”. W ten sposób serce już od najwcześniejszych lat zostaje wypełnione wzniosłymi uczuciami, rozum zaś pozostaje niejako religijnie pusty.

Myślenie o kapłaństwie służebnym (sakramentalnym) powinno oznaczać głęboki namysł nad zadaniami księdza w Kościele i w świecie. Kończący się właśnie Rok Kapłański, ogłoszony przez papieża Benedykta XVI, stał się okazją do podjęcia wielu debat, z których większość dotyczyła jednakże problemów naszego (księżowskiego) życia, stylu jego przeżywania, psychologicznego profilu bycia księdzem etc. Sprawę na domiar złego skomplikowały coraz bardziej nagłaśniane przypadki przestępstw i nadużyć popełnianych przez księży. W tej sytuacji refleksja na temat przyszłości kapłaństwa została zepchnięta na dalszy plan, utonęła w morzu innych spraw i problemów. Trzeba jednak koniecznie do niej powrócić.

Owa refleksja nad kapłaństwem, której pilnie (jestem co do tego głęboko przekonany) potrzebuje Kościół, może przyjąć formę myślenia o dziele, do którego zostaje wezwany ksiądz – prezbiter. Wedle klasycznej zasady metafizycznej działanie postępuje za byciem (agere sequitur esse): prawda bycia (to, czym coś lub ktoś jest) odsłania się w działaniu. Prawda kapłańskiego bycia staje się więc jawna właśnie w kapłańskim dziele. Problem ten jest poważny: dotyczy nie tyle samego kapłaństwa, co w ogóle Kościoła. Misja prezbitera jest bowiem ściśle związana z misją Kościoła.

A co tak naprawdę jest misją Kościoła? Często odpowiedź na to pytanie bywa krótka: jest nią duszpasterstwo. Czym jednak jest duszpasterstwo? Pasieniem duszy? „Troską o duszę” czy może bardziej troską o całego człowieka i jego integralny wzrost w człowieczeństwie? A może jest ono jedynie przyzwyczajaniem do takich czy innych praktyk religijnych? Uroczyste zakończenie Roku Kapłańskiego wydaje mi się dobrą okazją do postawienia tych fundamentalnych kwestii, bez których nie można, moim zdaniem, zrozumieć ani Kościoła, ani księdza.

Jaki jest cel działania Boga?

Celem działania Kościoła nie może być nic innego jak tylko cel działania Boga. Ten zaś został doskonale wyrażony przez świętego Tomasza z Akwinu. Na początku moralnej części Sumy teologicznej myśliciel ten stwierdza:

Człowiek, jak mówi święty Jan Damasceński, został stworzony na obraz Boży, a to znaczy, że ma umysł, wolną wolę oraz przysługującą mu z natury zdolność panowania. Dlatego po rozprawie o Prawzorze, czyli o Bogu, oraz istotach, które wyszły z wszechmocy Bożej na skutek Jego woli, należy przystąpić do omówienia obrazu, czyli człowieka, pod tym kątem widzenia, że jest on źródłem swych czynów dzięki wolnej woli i zdolności panowania nad swoim postępowaniem (STh I-II, Wprowadzenie).

Po tym następują stwierdzenia zasadnicze: „Szczęście uchodzi za ostateczny cel życia ludzkiego”. Tak – zdaniem Akwinaty – widzi sprawę człowieka Bóg, który stworzył nas podobnymi do siebie (to znaczy: rozumnymi i wolnymi) abyśmy mogli uczestniczyć w Jego szczęściu i być po ludzku spełnionymi.

Oto wybuchowa mieszanka rozumności, wolności i szczęścia. Pojęcia te są dziś w dużej mierze wydziedziczone ze swego historycznie chrześcijańskiego podłoża. Tomasz z Akwinu dobitnie przypomina i nam, współczesnym, że celem ludzkiego życia, nadanym człowiekowi przez Boga u zarania stworzenia, jest bycie szczęśliwym. Ludzkie szczęście to Jego wynalazek. Bóg działa w człowieku tak, aby rzeczywiście mógł on dojść do szczęścia, mógł stać się szczęśliwy. Szczęście człowieka to zatem cel Boskiego działania w świecie. Zaś darami, którymi Bóg fundamentalnie, od początku, obdarza człowieka w celu realizowania owego celu, są rozum i wolność.

Mądrość Tomasza pochodzi z uważnego studium tradycji Kościoła wyrażonej w soteriologii Ojców. Ci zdawali sobie sprawę, że możliwość bycia szczęśliwym jest istotnie związana z wychowaniem do szczęścia. Prawdopodobnie dlatego właśnie pierwotne próby teologicznego opisania istoty zbawczych wydarzeń są ściśle powiązane z ideą Boskiej paidei. Zbawienie człowieka w dużej mierze polega na jego stopniowym wychowywaniu przez Boga. Historia święta, a w szczególny sposób historia samego Kościoła, to dzieje Boskiego wychowywania człowieka.

Widać tu wyraźne zapatrzenie się w ideały kultury greckiej z jej naciskiem położonym na pełne wykształcenie, wychowanie człowieka do wartości i do życia społecznego. Jak dowodzą Werner Jaeger i Pierre Hadot[1], kultura grecka z jej filozofią i teorią społeczną to wielki zamysł wychowawczego ćwiczenia ludzkiego ducha. Starożytni filozofowie stawiają sobie wyraźnie za cel wychowywanie. Kultura antyczna to kultura wychowania.

Pedagogiczny moment historii świętej zdaje się dobrze wpisywać w całość objawienia w jego międzytestamentalnej ciągłości. Ojcowie Kościoła doskonale o tym wiedzieli. Stąd źródeł starożytnej paidei chrześcijańskiej należy doszukiwać się nie tylko i nie pierwszorzędnie w greckiej paidei, ale raczej w biblijnej idei Boga wychowawcy. Prezentuje się On w historii świętej jako ojciec, który wychowuje dzieci, karci je, pociesza, wskazuje prawdę i zasady postępowania. Bóg wychowuje człowieka nade wszystko do zdolności szukania i słuchania. Uczy człowieka używania rozumu i wolności. Rozumny i wolny człowiek jest gotów na spotkanie z Bogiem; jest gotów na szczęście. W swej rozumności i wolności człowiek spotyka Boga wolnego i rozumnego. W Nim zaś napotyka początek, model i cel swojej własnej rozumnej wolności. Bóg to pierwszy wychowawca, prowadzący człowieka do szczęścia. Właśnie dlatego On sam nie tylko daje, ale i kształtuje ludzką rozumność i wolność.

Jak Kościół może uczestniczyć w Boskiej paidei? Co oznacza wychowywanie człowieka do rozumnej wolności? – oto pytania zasadnicze dla księdza zapatrzonego w Pana Boga, szczęśliwego wychowawcę ludzi szczęśliwych.

Wychowanie do otwartej rozumności

Jednym z najpilniejszych zadań stojących dziś przed Kościołem jest odbudowanie więzi łączącej wiarę i rozum. Jesteśmy spadkobiercami oświeceniowej „teorii podejrzeń”, podług której rozum wyklucza wiarę, ta zaś walczy z rozumem. Pułapek takiego myślenia nie uniknęli nawet najwięksi spośród dwudziestowiecznych filozofów. Religia jako taka – i to co najmniej od dwustu lat – znajduje się w ogniu fundamentalnej krytyki ze strony racjonalności: jako źródło przednaukowego obrazu świata utożsamia się ją z czystą irracją, która pcha do przemocy. Nowożytność stworzyła bowiem i propaguje ideę racjonalności zamkniętej, pozytywistycznie redukującej prawdę i pewność do tego, co empiryczne i immanentne.

Problem rozdzielenia rozumu i wiary daje o sobie znać także w duszpasterstwie, które żywi się często mitami mówiącymi o konieczności upraszczania skomplikowanych prawd bądź lekceważy zdobycze nauki. Naszym wielkim narodowym kłopotem duszpasterskim jest lansowanie „pobożności serca” z jednoczesną marginalizacją „pobożności myśli”. Uważa się niejednokrotnie, że duszpasterstwo winno kształtować nade wszystko serce i odwoływać się do uczucia. A że prawdy wiary są zbyt trudne, aby mogły być pojęte – dlatego nie ma co zbytnio wchodzić w intelektualne dywagacje. W ten sposób serce już od najwcześniejszych lat zostaje wypełnione wzniosłymi uczuciami, rozum zaś pozostaje niejako religijnie pusty. Kiedy młody człowiek wzrasta, tworzy sobie obraz świata coraz bardziej precyzyjny z punktu widzenia nauki. W tym samym czasie jego rozumienie wiary pozostaje często infantylne. Taki stan rzeczy może prowadzić zarówno do racjonalistycznego odrzucenia wiary, jak i do czystej postaci fideizmu.

Duszpasterz napotyka obie te postawy: redukcjonistyczny racjonalizm i redukcjonistyczny fideizm. Właśnie dlatego bycie księdzem dzisiaj oznacza – bardziej niż kiedykolwiek – bycie człowiekiem dialogu wiary i rozumu.

W sprawie relacji łączących wiarę i rozum ze strony Kościoła pojawiły się w ostatnich latach dwa ważne głosy, zdecydowanie odrzucające i fideizm, i racjonalizm. Myślę tu o encyklice Jana Pawła II Fides et ratio oraz o ratyzbońskim wykładzie Benedykta XVI. Teksty te – pomimo zawartych w nich fragmentów kontrowersyjnych – stanowią świetną „mapę drogową” dla duszpasterskiej działalności współczesnego Kościoła. Ich autorzy przypominają bowiem o wadze związku wiary i rozumu – i o tym, że nie może być mowy o zdrowej religijności tam, gdzie uśpiony jest rozum. Ten, kto kształci wiarę, musi więc również wychowywać rozum, ów „Boski zmysł” prowadzący człowieka do Boga[2].

Nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że kwestia wiary ma zasadnicze znaczenie dla kwestii rozumu. W epoce sceptycyzmu, „słabych racjonalności”, „słabego myślenia” i „słabych teologii” to właśnie wiara broni godności rozumu. I kiedy filozofia zaczyna wątpić w sensowność racjonalności, to Kościół przypomina i uczy o wartości ludzkiego rozumu. Ta obrona rozumu rodzi się z przekonania, że wiara musi być rozumna. Jeśli bowiem upadnie rozum, niechybnie upadnie i wiara, ustępując miejsca gnostyckiej ezoteryce.

Co więcej: zadaniem duszpasterza jest nie tylko własne rzetelne przygotowanie teologiczne, poparte dobrą lekturą. Zadaniem tym jest dzisiaj proponowanie światu właściwej koncepcji racjonalności. Moim zdaniem, nikt tak dobrze jak mądry ksiądz – który, niczym uczony w Prawie, „wydobywa ze skarbca rzeczy nowe i stare” – nie potrafi jej naszkicować. Chodzi tu bowiem o taką racjonalność, która nie jest redukcjonistyczna i nie zamyka się dogmatycznie na doświadczenie wiary. Chodzi o racjonalność otwartą. Prezbiter, spełniając swe podstawowe zadanie, jakim jest szeroko pojęte głoszenie słowa, może uczyć takiej racjonalności, kiedy czerpie zarówno z głębokiej tradycji Kościoła, jak i ze zdobyczy filozofii i współczesnej nauki. Musi on być zatem jednocześnie człowiekiem Boga i swojego czasu – tylko wtedy będzie zdolny przenieść w ten czas Boga i Jego prawdę.

Rozumna, czyli słuchająca wolność

Racjonalistyczna nowożytność stworzyła pojęcie autonomii równie redukcjonistyczne jak ona sama. Być wolnym oznacza: nie słuchać nikogo. Z drugiej strony nie mniej redukcjonistyczny fideizm zatruwa u samych korzeni sens ludzkiej wolności i jej słusznej autonomii przyznanej przez samego Boga. Być wolnym oznacza tu odrzucić siebie.

Wyraźnie widać, że koncepcja racjonalności tworzy koncepcję wolności. Jaki masz rozum, taką masz wolność; jak rozumiesz swój rozum, tak rozumiesz swoją wolność. Tylko dialogiczny rozum pozwala więc wykształcić dialogiczną postać wolności. Kształtowanie racjonalności otwartej służy kształtowaniu i wychowywaniu otwartej wolności, która potrafi słuchać. Taka wolność nie ulegnie szybko złudzeniu służenia jedynie sobie samej i będzie potrafiła znaleźć złoty środek pomiędzy autonomią i heteronomią.

Zadaniem Kościoła i zadaniem duszpasterza jest wychowywanie ludzkiej wolności. W tym względzie wciąż otwarte pozostaje dziedzictwo Józefa Tischnera – filozofa i księdza. Z lektury jego Sporu o istnienie człowieka można wyciągnąć wniosek, że ów spór z jednej strony polega na kwestionowaniu ludzkiej wolności, z drugiej zaś – na jej obronie. Jest to spór tych, którzy odrzucają ludzką wolność jako istotny składnik człowieczeństwa, z tymi, którzy tej wolności i jej faktycznego istnienia bronią. Albo człowiek jest wolny, albo w ogóle go nie ma. Takie myślenie rodzi się ze spotkania Tischnera filozofa z komunizmem odbierającym człowiekowi jego wolność. Rodzi się ono również w spotkaniu Tischnera duszpasterza z człowiekiem wierzącym, który nie potrafi sobie poradzić z „nieszczęsnym darem wolności”.

Dramat ludzkiej wolności to także dramat Kościoła: łatwo bowiem przekazać wiedzę etyczną, łatwo nauczyć podstawowych formuł modlitewnych – niełatwo jednak wychować do mądrej, słuchającej, otwartej wolności. Niełatwo wychować do takiej wolności, która zaczyna żyć łaską w świecie spontanicznie afirmowanego dobra oraz przekracza dialektykę chcę i muszę. Dramat ludzkiej wolności to chyba najbardziej podstawowa przestrzeń działalności księdza. Nie dlatego, że wolność jest w człowieku najważniejsza, ale dlatego, że bez niej nie ma człowieka szczęśliwego i zdolnego do wiary, nadziei i miłości. Ksiądz jest po to, aby człowiek mógł stawać się wolnym, bo tam, gdzie pojawia się autentyczna wolność, tam zawsze zostaje otwarta ścieżka do Boga. Zadaniem duszpasterza jest wskazywanie na ten model wolności, jaki wskazał nam Chrystus, który był posłuszny, to znaczy słuchający Ojca. Ale ksiądz nie tylko wskazuje – on również sakramentalnie komunikuje wolność, jaką ofiarował nam Chrystus.

Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy duszpasterstwem moralizującym i wychowującym do wolności. Prowadzenie do wolności wymaga bowiem uprzedniego zrozumienia i założenia, że oferta wyzwalania wolności kieruje się do człowieka w jakiś przynajmniej podstawowy sposób wolnego (nawet jeśli jest on wolny błędnie i nie w pełni). Prowadzenie do wolności zakłada szacunek dla niej (co, oczywiście, nie oznacza szacunku i tolerancji dla zła). Celem działania księdza jest ukształtowanie człowieka, który spontanicznie, zgodnie ze swą najgłębszą naturą rozpoznaje dobro i je wybiera. Nie idzie tu o wychowywanie niewolników wartości, bo prawdziwe wartości nigdy nie zniewalają. Najgłębszym sensem istnienia prezbitera jest wychowanie człowieka, który na mocy swojej własnej, niczym nie umniejszonej wolności, inspirowanej łaską, poszukuje i pragnie Boga.

Podobnie istnieje różnica pomiędzy wychowywaniem do wolności i szacunkiem dla niej a fałszywą tolerancją. Kapłan to ten, który w celu kształtowania wolności nachodzi człowieka i przekazuje mu „dobrą nowinę” „w porę i nie w porę”.

Unikanie moralizmu i przesadnego narzucania wartości to jedna strona medalu. Drugą pozostaje wskazywanie prawdy o wolności, nieustanne przypominanie, że nie jest ona najważniejsza i że nie może być wartością samą w sobie. Wolność zawsze czemuś służy. Jej prawdą jest możliwość przyjęcia lub odrzucenia oferty Boga. Wolność została nam dana, abyśmy mogli przeżyć siebie dla drugiego, żebyśmy mogli odnaleźć siebie w Bogu i Boga w sobie. Kto choć raz wierzył, kochał i miał nadzieję, ten wie, o czym tu mowa. Właśnie dlatego nie każde użycie wolności jest dobre, nie każde prowadzi do celu, nie każde pomnaża wolność. Są takie wybory naszej wolności, które niechybnie pchają ją na drogę samozagłady. Wtedy dramat ludzkiej wolności staje się tragedią. Zadaniem księdza w tym względzie jest stałe odsłanianie przed ludźmi godności ich wolności, ale także ryzyka, jakie się z nią wiąże. Głosząc prawdę wolności, jako możliwości bycia z Bogiem, trzeba przypominać o innej możliwości wolności, jaką jest grzech, czyli wolna odmowa bycia dla Boga i dla drugiego na rzecz bycia tylko dla siebie. Z tej odmowy wyłania się niewola. „Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” – przypomina święty Paweł, a przecież, „do wolności wyswobodził nas Chrystus”. Stąd prezbiter zachęca: bądź wolny, ale bądź również otwarcie rozumny.

Kapłan to ten, który odsłania przed ludzkim rozumem prawdę objawiającego się w wolności Boga. To objawienie, wypływające z głębin Boskiej trynitarnej miłości, opiera się na rozumności i wolności Boga. Bóg chce się objawić: będąc wolnym, chce nam powiedzieć prawdę o sobie i zaprosić nas do bycia ze sobą. Tylko ta miłująca wolność i rozumność Boga otwierają i wyzwalają w człowieku rozumność i wolność. Kapłan jest świadkiem i narzędziem tego otwarcia. W ten sposób wskazuje on człowiekowi drogę do Boga – drogę do w pełni ludzkiego szczęścia.

Wolność jest w nas – ikona księdza Jerzego Popiełuszki

Przykładem duszpasterza wychowującego rozumność i wolność jest ks. Jerzy Popiełuszko. Wydaje się, że jego wyniesienie na ołtarze stanowi czytelny znak dla współczesnego duszpasterstwa. Działalność Księdza Jerzego nie była bowiem żadnym politykierstwem, ale fundamentalną pracą u podstaw; pracą nad wychowaniem rozumności i wolności. Oba pojęcia i obie rzeczywistości były dlań fundamentalnym przedmiotem kapłańskiej troski. Stąd zamiast zakończenia proponuję dwa cytaty z jego homilii:

Prawdziwa wolność jest pierwszą cechą człowieczeństwa. Ona jest szczególnym znakiem obrazu Bożego w człowieku. Ona została nam ofiarowana przez Boga. Ofiarowana nie tylko nam, ale i naszym braciom. Stąd też obowiązek upominania się o nią dla tych, którzy są jej niewinnie pozbawieni

oraz „Prawda kosztuje dużo, lecz wyzwala” . Tych słów nie można zbytnio kontekstualizować, odnosić jedynie do realiów komunistycznego totalitaryzmu. Te słowa i zawarta w nich prawda są uniwersalne: bardziej niż o wolności zewnętrznej, mówią one o wartościach wewnętrznych, o krajobrazach ludzkiej wewnętrzności, o geografii ludzkiej duszy.

Byłoby dobrze, gdyby Ksiądz Jerzy został patronem naszego polskiego duszpasterstwa: jego przykład może nam wiele powiedzieć nie tylko w kwestii męczeństwa i świadectwa, lecz nade wszystko w sprawie jakości i formy naszej współczesnej, ale i zanurzonej w nurcie tradycji „troski o duszę”.


[1] Zob. W. Jaeger, Paideia. Formowanie człowieka greckiego, tłum. M. Plezia, H. Bednarek, Warszawa 2001; W. Jaeger, Wczesne chrześcijaństwo i grecka paideia, tłum. K. Bielawski, Kraków 2002; P. Hadot, Filozofia jako ćwiczenie duchowe, tłum. P. Domański, Warszawa 2009

[2] Por. A.N. Williams, The Divine Sense. The Intellect in Patristic Theology, Cambridge 2009, s. 1–20.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter