70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Gniew zorganizowany

Wydarzenia, które doprowadziły do przewrotu w Kirgistanie, rozegrały się w zdumiewającym tempie. Antyrządowe rozruchy wybuchły najpierw w mieście Tałas (6 kwietnia) pod hasłami sprzeciwu wobec drastycznych podwyżek cen energii oraz korupcji władz. Dzień później zamieszki dotarły do stolicy kraju Biszkeku.

Z niezależnych relacji wynikało, że ich uczestnicy byli zdeterminowani i nieustępliwi. W centrum miasta do panicznej ucieczki zmusili całą kompanię policji, a następnie przypuścili szturm na budynki rządowe. Siły bezpieczeństwa użyły broni, demonstranci nie pozostali dłużni, odpowiadając kamieniami i ogniem. Ogółem zginęło ponad 80 osób, zaś – według ministerstwa zdrowia – około tysiąca odniosło rany. Przy okazji splądrowano liczne sklepy i biura. Mimo atmosfery niepewności na ulicach Biszkeku w sensie politycznym wszystko było właściwie jasne w 48 godzin od wybuchu buntu. Władzę przejął rząd tymczasowy z Rozą Otunbajewą, byłą szefową kirgiskiego MSZ, na czele, a prezydent Kurmanbek Bakijew po krótkiej próbie organizowania oporu pod Dżalalabadem (w pobliżu granicy z Uzbekistanem) dość szybko wyemigrował przez Kazachstan na Białoruś. W ten sposób domknął się pełen cykl „tulipanowej rewolucji”, która wyniosła go do władzy w 2005 roku na fali protestu przeciwko korupcji i nepotyzmowi poprzednika.

W Tajlandii, której stolicę przez cały kwiecień paraliżowały uliczne protesty, rozwój wydarzeń nie miał tak błyskawicznego charakteru, ale też nie obyło się bez dramatycznej eskalacji. Konflikt w Bangkoku zdawał się narastać stopniowo. Jeszcze w marcu do centrum miasta zaczęli ściągać poubierani w czerwone koszule demonstranci ze Zjednoczonego Frontu Demokracji Przeciwko Dyktaturze (jedno z poprzednich wcieleń tego ugrupowania nosiło równie wyrazistą nazwę: „Tajowie kochają Tajów”), domagając się ustąpienia rządu premiera Abhisita Vejjajivy (absolwent uniwersytetu w Oksfordzie, symbolizujący – w opinii manifestantów – przepaść między dworską arystokracją i warstwami średnimi a mieszkańcami wsi i ubogich prowincji Tajlandii) i szybkiego rozpisania nowych wyborów. Tajska polityka wciąż odczuwa skutki wojskowego puczu (z 2006 roku), który odsunął od władzy populistycznego premiera Thaksina Shinawatrę (potentat biznesowy, pod względem posiadanych niegdyś aktywów w świecie mediów i sportu porównywalny z Silvio Berlusconim), a później – już w „cywilnych” warunkach, przy pomocy sądów i zakulisowych knowań, a w końcu także protestów ulicznych – obalił rząd zwolenników Thaksina. Obecne manifestacje stanowią w gruncie rzeczy kontynuację tej samej walki „ludu” ze „starymi elitami”, które najwyraźniej są coraz bardziej podzielone i zdezorientowane rozwojem sytuacji. Podjęta 10 kwietnia przez władze próba siłowego rozwiązania konfliktu kosztowała życie 20 osób (ponad 800 odniosło rany), a co gorsza – z punktu widzenia rządu – spełzła na niczym, umacniając tylko demonstrantów w przekonaniu o słuszności ich sprawy i kompletnie delegitymizując władze w oczach społeczeństwa. Od tamtej pory Tajlandia wydaje się nieustannie balansować na krawędzi wojny domowej, a na ulicach Bangkoku, wciąż okupowanych przez „czerwone koszule”, zapanował pat.

Bez wnikania w słuszność argumentów podnoszonych przez obie strony tych konfliktów (Bakijew deklaruje w Mińsku, że prawowitym prezydentem przestanie być dopiero, gdy umrze), zarówno w przypadku Tajlandii, jak i Kirgistanu warto poświęcić chwilę uwagi mechanizmom podsycania tamtejszych sporów i samej organizacji ulicznych wystąpień. Niewątpliwie to władze sprowokowały w jakiejś mierze protesty, podejmując decyzje o 200-procentowej podwyżce cen gazu czy sprzedaży państwowych przedsiębiorstw „krewnym i znajomym królika” (Kirgistan Bakijewa) albo rozwścieczając zwolenników popularnego – mimo emigracji – polityka orzeczeniem sądu o przepadku jego mienia (Tajlandia). Sęk w tym, że aby zmobilizować tysiące Tajów do wielotygodniowej okupacji kluczowych punktów Bangkoku, zapewnić im na miejscu wyżywienie, przygotować do konfrontacji z siłami bezpieczeństwa, a wcześniej zorganizować masowy transport do stolicy, potrzeba było niebagatelnych funduszy i politycznej woli, by sprawę postawić na ostrzu noża. W tym sensie ambicje i liczony w setkach milionów dolarów majątek Thaksina Shinawatry wydają się wiele wyjaśniać, choć liczni obserwatorzy uważają, że mimo oczywistych związków byłego premiera z ostatnimi wydarzeniami, nie jest on w stanie sprawować kontroli nad tym, co się dzieje w Bangkoku, z Dubaju, gdzie go ponoć ostatnio widywano, czy choćby z Phnom Penh w sąsiedniej Kambodży (skądinąd również skonfliktowanej z rządem Tajlandii), gdzie mianowano go specjalnym doradcą władz do spraw finansowych. Abstrahując jednak od stopnia zaangażowania Thaksina, w Tajlandii uruchomione zostały procesy, które bardzo trudno będzie powstrzymać, a remis w boju o polityczną przyszłość tego kluczowego kraju południowo-wschodniej Azji raczej nie zadowoli żadnej ze stron.

W przypadku Kirgistanu domysły na temat wspierania przewrotu z zewnątrz pojawiły się, jeszcze zanim zdołano posprzątać splądrowane sklepy i ministerstwa. Wpływowy ośrodek analityczny Stratfor jednoznacznie wskazał na udział Rosji w przygotowaniu rozruchów, pomimo kategorycznych zaprzeczeń Kremla. Podkreślano przy tym motyw odzyskiwania wpływów w dawnych granicach ZSRR, strategiczne położenie Kirgistanu (kontrola nad Kotliną Fergańską) oraz – jako metody – wstrzymanie pomocy finansowej dla Biszkeku przed zamieszkami, emisję programów dokumentujących nadużycia kirgiskiego reżimu przez rosyjskie stacje telewizyjne i wreszcie podniesienie przez Moskwę cen gazu, które wymusiło na rządzie Bakijewa podwyżki opłat za energię. Wszystko to jednak tylko poszlaki, więc z definitywnym sądem trzeba się będzie wstrzymać przynajmniej do publikacji konkretnych dowodów, jeśli takowe istnieją. W międzyczasie jednak nie zaszkodzi baczne przyglądanie się temu, co nowe władze Kirgistanu zrobią z amerykańską bazą wojskową Manas pod Biszkekiem.

5 maja 2010

 

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata