70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Człowiek w żółtym pulowerze

Początkowo nic nie zapowiadało, że Genscher zrobi bezprecedensową karierę polityczną: 32 lata w Bundestagu, 11 lat szefostwa w FDP, 18 lat sprawowania funckji wicekanclerza w RFN i w zjednoczonych Niemczech. Pomocna w tym okazała się ukształtowana specyficzną biografią jego formacja duchowo-polityczna.

Kanclerz RFN Helmut Kohl i jego minister spraw zagranicznych Hans-Dietrich Genscher siedzą przy stole na bankiecie u królowej brytyjskiej. W pewnym momencie Genscher szepcze szefowi do ucha: „Spójrz, Helmut, jakież oni tu mają sztućce! Twoja Hannelore na pewno by się ucieszyła z takiego prezentu“. „Jasne”, odpowiada Kohl, „ale, do diabła, nie wiem, jak to zrobić“. „Całkiem prosto”, ripostuje Genscher, dyskretnie chowając sztućce do kieszeni swojej marynarki. Kohl chce zrobić to samo, ale niezgrabnie trąca ciężką ręką o szklankę z winem. I zwraca uwagę wszystkich gości na siebie. Za pośpieszną radą Genschera wyraźnie speszony Kohl życzy obecnym przy stole „smacznego“. A do swojego ministra syczy: “Do diabła, przy deserze spróbuję jeszcze raz”. Podczas podawania deseru Kohl ponownie nerwowo upycha sztućce w kieszeni, ale i tym razem zawadza o kieliszek z winem. „Cholera“, przeklina pod nosem. Wszyscy goście jak jeden mąż wlepiają w niego wzrok. „Aha”, rozlega się pomruk na sali, „kanclerz Niemiec chce pewnie wygłosić jakąś mowę“. Kohl wstaje ociężale i mówi: „Na cześć królowej i ku rozbawieniu obecnych tu gości chciałbym zaprezentować magiczną sztuczkę. Otóż włożę sztućce do kieszeni mojej marynarki, a wyciągnę je z fraka Genschera“.

Polityczny tandem Kohl–Genscher wrył się w kolektywną świadomość Niemców i Europejczyków z siłą, z jaką w 1908 roku w syberyjską ziemię wbił się meteoryt tunguski. Co w mniejszym stopniu wynikało z imponująco długiego okresu sprawowania urzędów w systemie demokratycznym. Kohl piastował godność kanclerza 16 lat. Genscher pobił już rekord świata, funkcję ministra spraw zagranicznych sprawując przez lat 18. Przy czym dla Niemców nie ulega(ło) najmniejszej wątpliwości, że największy polityczny sukces Kanclerza, zjednoczenie Niemiec, a zarazem Europy, w jeszcze w większym zakresie jest zasługą jego ministra spraw zagranicznych. Intelektualną sprawnością, politycznym instynktem i elastycznością działania o głowę przewyższał swojego szefa, dyskontującego później rezultaty jego pracy – co wyraża powyższa anegdotka. To właśnie Genscher zachęcał Kanclerza do wsparcia Gorbaczowa i jego pierestrojki, kiedy Kohl nie dostrzegł tu jeszcze przełomu w polityce radzieckiej. Dlatego też Kanclerz, by zachować wyłącznie dla siebie splendor płynący z autorstwa zjednoczenia Niemiec i Europy, odmówił wygłoszenia przemówienia w 80. rocznicę urodzin Ministra, którego popularność w zjednoczonych Niemczech biła wszystkie rekordy. Nawet szeroko rozpowszechnione nad Renem krasnale ogrodowe miały głowę Genschera. Podobnie jak gumowe korki do zatykania wanny. Ale też to Minister, nie Kanclerz, użyczył swojego nazwiska dla zadomowionego już na dobre w politologii pojęcia genscheryzmu. Termin ten tylko zewnętrznie charakteryzował się wielkimi uszami jego ojca chrzestnego i stale przez niego noszonym żółtym pulowerkiem, kolorem partii wolnych demokratów (FDP), którym przez lata przewodził. Genscheryzm w polityce zagranicznej wspierał się na opanowanej do wirtuozerii konwergencji, kompromisie jako metodzie dyplomatycznych rokowań. Esencjonalnie natomiast celował w strategię odprężenia między wolnym światem pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych a blokiem radzieckim w istniejącym po 1945 roku dwubiegunowym układzie sił.

Początkowo nic jednak nie zapowiadało, że Genscher zrobi bezprecedensową karierę polityczną: 32 lata w Bundestagu, 11 lat szefostwa w FDP, 18 lat sprawowania funckji wicekanclerza w RFN i w zjednoczonych Niemczech. Pomocna w tym okazała się ukształtowana specyficzną biografią jego formacja duchowo-polityczna, charakteryzująca się żelazną wytrwałością w pokonywaniu trudności, bezlitosną konsekwencją w działaniu, parciem na sukces, łączącym się jednak z wyborem metod konwergencji, nie podziału. Zdolność do kompromisu stała się jego polityczną busolą. Tą cechą sytuował się na antypodach polaryzującej polityki polskich Kurskich i Palikotów.

Urodzony w 1927 roku w Halle Genscher należał do pokolenia, które podczas wojny było za młode na wcielenie do Wehrmachtu, a które dorosło jedynie do uzupełnienia szeregów pomocniczych w artylerii przeciwlotniczej, broniących kraju przed zmasowanymi nalotami alianckimi w ostatniej fazie wojny. Ci 13-, 14-latkowie z Flakhelfer-Generation, ośmieszani przez hitlerowskich weteranów walk bądź dyszących nazistowskim żarem Niemców, mieli jednak po 1945 roku cechy niezwykle przydatne. Gardzili wielkimi ideologiami, byli pragmatyczni, prozaiczni, nastawieni na konkretne sukcesy. U Genschera doświadczenie pokolenia Flakhelfer sprzęgało się jeszcze z konstytuującymi go indywidualnymi wyzwaniami, które w latach młodości rzucił mu pod nogi los, wyposażając w ambicję i niebotyczny zapał do pracy. Kiedy miał 10 lat, zmarł mu ojciec. Chcąc nie chcąc musiał dorosnąć. Ale niedługo przyszło mu zmierzyć się z kolejnym ciosem od losu – gruźlicą. Większość czasu między 20. a 30. rokiem życia spędził w szpitalach i sanatoriach. Kiedy ostatecznie pokonał chorobę, musiał nadrobić „stracony” czas i dogonić kolegów. Pracował ciężej i dłużej niż inni. Studiując prawo, dorabiał na życie w sądzie w Halle. Kiedy natomiast po podziale Niemiec znalazł się w NRD, zdecydował się w 1954 roku na ucieczkę do RFN. W Hamburgu jako ponowny spóźniony rzucił się w wir pracy, by nadrobić straty. Najpierw kontynuował studia prawnicze w Hamburgu, potem prowadził kancelarię adwokacką w Bremie. Jednocześnie na drugim etacie pracował w FDP. Zapał do pracy – ta cecha wyróżniała go potem jako pierwszego dyplomatę RFN. Przesiadał się z samolotu na samolot, by zdążyć na niekończące się spotkania, jakby raz jeszcze chciał udowodnić, że nie jest gorszy od innych. A jednocześnie lękał się, że owoce swoich trudów w każdej chwili może stracić. Dlatego nie należał do hazardzistów. Preferował ostrożność i roztropność. Raczej wyczekiwał swojej szansy, co najwyżej ją generował. Dysponował przy tym niezawodną zdolnością tych, którzy w pocie czoła dochodzą do sukcesów: dostrzegania słabych punktów przeciwnika i uderzania w nie z ukrycia.

Nim został szefem niemieckiego MSZ, przeszedł przez wszystkie szczeble partyjne, doświadczając ciężkiej szkoły polityki. I opanowując instrumentarium sztuki władzy. Stojąc później na czele FDP, partii indywidualistów i zwalczających się frakcji, sztukę zawierania kompromisów posiadł do perfekcji. Zdolność Genschera do zachowania kilku opcji w zasięgu ręki zadecydowała, że jego FDP, zdobywająca kilkanaście procent w wyborach parlamentarnych, mogła wejść w koalicje z wielkimi partiami chadeków czy socjaldemokratów. W 1969 roku został ministrem spraw wewnętrznych w gabinecie socjaldemokraty Brandta. Kiedy następny socjaldemokratyczny kanclerz Schmidt w 1974 roku powierzył mu tekę ministra spraw zagranicznych, Genschera mimo to ogarnęły obawy. Bez znajomości angielskiego, bez doświadczenia dyplomaty? Krajowy polityk – jak dziś Komorowski – na czele MSZ? Genscher jednak dociągnął do 1982 roku i jako szef FDP zmienił koalicjanta. Na CDU Kohla, z którym jako przywódcą opozycji przez wszystkie te lata utrzymywał świetne stosunki. Bo trzeba było mieć zawsze drugą opcję pod ręką.

Drugą albo nawet trzecią opcję trzymał zawsze pod ręką, negocjując na obszarze największej geopolityki. Liberalne wartości partii wolnych demokratów, „wolność i samostanowienie”, niczym gwiazdy przyświecały jego dyplomatycznym zabiegom. Dlatego w 1992 roku opowiedział się za suwerennością Chorwacji i Słowenii. Paradoksalnie, nie realizował w pierwszej linii „niemieckich interesów”, tylko triadę ponadnarodowych celów: umocnienie paktu atlantyckiego, integrację Unii Europejskiej oraz odprężenie ze Wschodem, w tym z ZSRR. Owocem zbliżenia z komunistyczną Rosją najpierw dogmatyka Breżniewa, a potem reformatora Gorbaczowa było nie tylko zwołanie KBWE w 1975 roku w Helsinkach, ale zjednoczenie Niemiec w roku 1990.

Nieprzypadkowo też on, urodzony i wychowany w Halle, 30 września 1989, po negocjacjach z rządzącymi komunistami w Pradze i radzieckim ministrem spraw zagranicznych, kilka tygodni po ciężkim zawale serca, ogłosił uciekinierom z NRD, którzy przez ambasadę RFN w stolicy Czechosłowacji pragnęli dostać się do Niemiec Zachodnich, „że podróży ich życia nic nie stoi na przeszkodzie”. Pamiętnego lata 1989 roku masy uciekinierów z NRD liczących na wyjazd do RFN znajdowały schronienie w zachodnioniemieckich ambasadach w Pradze i Budapeszcie. Ale reżim NRD zabraniał komunistycznym rządom w Czechosłowacji i na Węgrzech wydania zgody na wyjazd uciekinierów na Zachód. Słynne zdanie wygłoszone z balkonu ambasady RFN: „przybyliśmy tu po to, by ogłosić wam…”, zginęło zagłuszone euforią tłumów. Wynegocjowany wyjazd uciekinierów z NRD do RFN dał początek zjednoczeniu Niemiec. Rok później Genscher bez wahania podpisał układ graniczny z Polską, respektujący w imieniu zjednoczonych Niemiec granicę na Odrze i Nysie. Kanclerz Kohl miał tu pewne problemy. Wolał wysłać swojego ministra.

Dlaczego ustąpił w 1992 roku? Z pewnej perspektywy przyznał się, że do podjęcia takiej decyzji skłonił go człowiek lodu, który 3 000 lat przed naszą erą zamarzł w alpejskiej, leżącej w południowym Tyrolu dolinie Ötz. Znaleziony we wrześniu 1991 roku, wyciągnięty ze szczeliny lodowej i przeniesiony do ocieplanego szałasu, otworzył oczy i zapytał: „Czy Genscher jest jeszcze ministrem spraw zagranicznych?“.

Na politycznej emeryturze nie łowi ryb, tylko doradza kolejnym ministrom spraw zagranicznych Niemiec, tradycyjnie rodem z FDP: w latach 90. Kinkelowi, teraz Westerwelle. Zresztą obecny szef MSZ w rządzie Angeli Merkel pierwszą swoją podróż zagraniczną odbył do Warszawy właśnie za namową Genschera. Dzisiejszy 83-latek żywo komentuje bieżące wydarzenia polityczne. Tak podsumował skupiający na sobie uwagę świata, a wywołany przez banki kryzys finansowy: „Kiedy dziś myślę o bankach, przypomina mi się Krzysztof Kolumb, który wyjechał, nie widząc dokąd płynie; dopłynął, nie wiedząc gdzie; i wrócił, nie potrafiąc powiedzieć, gdzie był. A wszystko za pieniądze innych”.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter