70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Po tragedii. Przed wyborami

Skończyła się oficjalna żałoba po smoleńskiej tragedii. Jednak bardzo wielu Polaków wciąż ją przeżywa, choć coraz bardziej oddalają się w czasie ostatnie pogrzeby ofiar katastrofy rządowego Tupolewa.

Przeżyliśmy najtragiczniejsze wydarzenie w historii III Rzeczypospolitej. Sądzę, że tak właśnie czuje zdecydowana większość Polaków. W tych trudnych dniach i tygodniach zdaliśmy chyba egzamin jako wspólnota zjednoczona wokół ideału Ojczyzny: z szacunkiem i bólem oddaliśmy cześć swoim reprezentantom, którzy nie powrócili z narodowej i państwowej misji. Zdarzało się jednak, że nastrój powagi i żałoby zakłócały głosy, w których wyczuwało się niestosowny i zły ton.

Jakie to były głosy? Na przykład te, które dzieliły ofiary tragedii pod Smoleńskiem na „bohaterów narodowych” i osoby, którym „nie powinno” poświęcać się aż tyle uwagi. Również głosy dzielące Polskę na dwie części: tę, która pozostaje wierna swoim szczytnym tradycjom, i tę drugą, która zasługuje na pogardę. Dalej: były to opinie odmawiające przeciwnikom politycznym prawa do żałoby.

Ofiar katastrofy pod Smoleńskiem nie można dzielić. Oni stanowili reprezentację państwa i narodu: najwyższych władz RP, wszystkich kierunków politycznych obecnych w Sejmie, wojska, duchowieństwa i żywych struktur społecznych, takich jak Rodziny Katyńskie. Nie można też zapominać o „zwyczajnych” funkcjonariuszach państwa ani o załodze samolotu. Im wszystkim winni jesteśmy szacunek i cześć. Ich trumny powinny nas jednoczyć, a nie dzielić.

Po tej tragedii państwo polskie zdało egzamin. Nie zostaliśmy osieroceni. Sprawnie zadziałały mechanizmy konstytucyjne. Wysocy i szeregowi urzędnicy i funkcjonariusze państwa z poświęceniem, taktem i empatią w stosunku do rodzin ofiar katastrofy wypełniali swoje zadania. Trzeba to powtórzyć z naciskiem: po tragedii smoleńskiej nasze państwo zdało egzamin. Ale czy zdało go także w okresie poprzedzającym katastrofę? Dziś czekamy jeszcze na odpowiedź na to pytanie.

Premier Tusk ma rację, okazując powściągliwość w wypowiadaniu się o trwającym śledztwie i odmawiając snucia rozważań na temat rozmaitych hipotez dotyczących przyczyn katastrofy. Zajmuje taką postawę pomimo nacisku mediów i oczekiwań części opinii publicznej. Słowa wypowiadane przez premiera i innych wysokich urzędników państwowych w tak ważnej i bolesnej sprawie muszą ważyć. Prokurator generalny również musi zachować powściągliwość, dopóki trwa śledztwo. Należę do tych Polaków, którzy są gotowi cierpliwie czekać na jego wynik i na raport właściwej komisji rządowej. Oczekuję jednak na przekazanie nam na końcu rzetelnej i pełnej informacji, nawet gdyby była ona bolesna. Może się przecież okazać, że do tragedii przyczyniła się beztroska jakichś funkcjonariuszy państwa, improwizacja czy awaria przestarzałego sprzętu, który dawno już powinien być wymieniony. Prawda o przyczynach katastrofy należy się nie tylko rodzinom ofiar, których prawem jest wiedzieć, dlaczego zginęli ich bliscy. Ta prawda potrzebna jest Rzeczypospolitej.

W cieniu tragedii rozpoczyna się prezydencka kampania wyborcza. Kiedy piszę te słowa, jest ona stonowana. Wiemy już, że wystąpi w niej dziesięciu kandydatów reprezentujących szerokie spektrum polityczne: od skrajnej lewicy po tradycjonalistyczną prawicę. Nie sądzę jednak, by zmienił się podstawowy czynnik określający tę kampanię. Jest nim wyraźna przewaga dwóch kandydatów wysuniętych przez najsilniejsze partie polityczne: PO i PiS. Tę tendencję wskazują wyraźnie sondaże opinii publicznej. Uważam, że jest stanowczo zbyt wcześnie, by na tej podstawie prognozować, iż polska scena polityczna nieuchronnie zmierza do modelu dwubiegunowego. Jednak w tych najbliższych wyborach splot okoliczności – przede wszystkim tragicznych – zadecydował o tym, że ogromna większość Polaków chce wybierać pomiędzy reprezentantami dwóch obozów, od pięciu lat dominujących w polskiej polityce.

Bronisław Komorowski jest kandydatem wyrażającym dumę z osiągnięć III Rzeczypospolitej. Współtworzył ją w pracy państwowej od roku 1989. Utożsamia się z państwem, które budował i w którym pełnił szereg ważnych funkcji. Obecnie to dojrzały polityk, godnie odnajdujący się w trudnej roli tymczasowej głowy państwa. Sądzę, że wiem, czego się mogę po nim spodziewać w trakcie kampanii wyborczej i wówczas, gdy zostanie wybrany na najwyższy urząd w państwie.

Pewną niewiadomą stanowi postawa Jarosława Kaczyńskiego, który na razie wypowiada się bardzo oszczędnie. Ta powściągliwość jest w pełni zrozumiała. Przeżył przecież wielką osobistą tragedię. Stracił ukochanego brata i wielu bliskich współpracowników. Znaliśmy go jako twardego polityka: krytyka III RP, tropiciela układu rozkładającego Polskę i herolda IV RP. Uprawione jest pytanie o to, czy i w jakim stopniu odmieniła go – jako polityka właśnie – tragedia pod Smoleńskiem. Na twarze swojej kampanii wybrał polityków umiarkowanych, wzbudzających szacunek u politycznych konkurentów. Rzecz w tym, że dotychczas to nie oni nadawali ton temu ugrupowaniu. Nie bardzo też przystają do linii politycznej realizowanej dotąd przez Jarosława Kaczyńskiego. Uprawnione jest zatem pytanie, czy mamy do czynienia z posunięciem o charakterze taktycznym, czy też lider PiS naprawdę się zmienia. Nie chcę teraz przedstawiać swojej opinii w tej sprawie. Bez wątpienia łatwiej będzie ją sformułować po kilku tygodniach kampanii wyborczej, gdy bieżący numer „Znaku” znajdzie się już w rękach Czytelników.

Jedno jest pewne. Byłoby dobrze, gdyby kampania prezydencka przyniosła poważny, ale prowadzony z powagą i z szacunkiem dla konkurentów spór o wizję Polski. Stałoby się natomiast bardzo źle, gdyby ta kampania dała okazję do podjęcia kolejnej próby wykopania przepaści pomiędzy Polakami. Nie wiem, jak będzie. Nie ulega jednak wątpliwości, że tragedia pod Smoleńskiem oraz żałoba narodowa, jaką po niej przeżyliśmy, zwiększają szansę, iż znajdziemy się bliżej tego pierwszego wariantu. Oby tak się stało!

9 maja 2010

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter