Wciąż jesteśmy dzicy (fragment)
PAWEŁ ŁUCZECZKO
Zdolność do myślenia mitologicznego,
a tym samym tworzenia mitów, nie została
zarezerwowana li tylko dla „dzikich”, ale
stanowi naturalne wyposażenie każdego
człowieka, również tego „nowoczesnego” –
miłośnika croissantów i porannej prasy.
Mit jest terminem, który chyba jak
żaden inny przywodzi na myśl
odległe kulturowo przestrzenie
– budzi skojarzenia ze światami starożytnymi,
z kulturami egzotycznymi. Trudno
o pojęcie bliższe naszemu wyobrażeniu
o tym, co w ludzkiej kulturze
tradycyjne, pierwotne czy wręcz, pardon,
prymitywne. W głowie nowoczesnego
„miejskiego” człowieka na długo utknęło
(a w wielu głowach tkwi do dziś) etnocentryczne
przeświadczenie o wyższości (tak
właśnie – wyższości, a nie odmienności)
naszej – zachodniej – kultury nad kulturami
nienowoczesnymi, kulturami typu
tradycyjnego. Mit zaś, obok magii czy rytuału,
stanowił jedno z tych pojęć, które
pozwalały w sposób zdecydowany i precyzyjny
przeprowadzać linię demarkacyjną
pomiędzy tym, co „nasze – racjonalne”,
i tym, co „nie nasze – pierwotne”, bo przecież
w kulturze Zachodu miejsca na takie
przejawy dzikości nie było. Przekonanie
o przewadze rozumnej kultury Zachodu
stało się tak samo silne i trwałe jak przeświadczenie
o prymitywizmie myślenia
tzw. tubylców. Wszak, dajmy na to, francuski
urzędnik rozpoczynający dzień od
croissanta i lektury tygodnika „Paris
Match” to intelektualne antypody dla dzikiego,
który zaczyna swój dzień od kopania
manioku i iskania współmałżonka.
Naukowych źródeł owego przekonania
o naszej intelektualnej supremacji powinniśmy
szukać w jednym z ważniejszych dzieł francuskiej antropologii – książce
zatytułowanej Czynności umysłowe w społeczeństwach
pierwotnych Luciena Lévy-
-Bruhla. Badacz ów stawia na początku XX
wieku tezę o odmienności procesów myślowych
ludzi Zachodu i członków społeczności
tradycyjnych. Rekonstruowana
przez niego mentalité primitive różni się
zasadniczo od umysłowości człowieka doby
industrialnej. Dziki, choć myśli oczywiście
przyczynowo-skutkowo, wiąże przyczynę
ze skutkiem w sposób dla białego
człowieka zadziwiający – można by
rzec „racjonalny inaczej” czy też, jak mówi
sam Lévy-Bruhl, prelogiczny. Wskazuje
więc francuski antropolog specyficzne
cechy myślenia prelogicznego: mistyczny
charakter wyobrażeń zbiorowych, skłonność
do myślenia afektywnego – poprzez
emocje, dostrzeganie pomiędzy zjawiskami
czy przedmiotami głębokich zależności
tylko ze względu na ich podobieństwo
fizyczne, a także skłonność do absolutnej
animizacji świata natury. Atrybuty te pozwalają
wyróżnić specyficzny typ umysłowości,
wyposażony w jakże odmienną od
naszej logikę, można by rzec mito-logikę –
wyposażony w świadomość mityczną.
Koncept Lévy-Bruhla, choć przemawiał
do potocznej wyobraźni, wzbudził niemałe
wątpliwości wśród samych antropologów.
Do trwającej lata dyskusji włączył się
wreszcie sam Claude Lévi-Strauss, dokonując
radykalnych rozstrzygnięć. W Myśli
nieoswojonej, jednej ze swoich najciekawszych
książek, udowodnił, że logika mitologiczna,
choć oparta na odmiennych regułach,
nosi wszelkie znamiona „pracy intelektualnej”
– jest zdolna do uogólnień,
potrafi też być niezwykle konkretna, tworzy
klasyfikacje i analizuje rzeczywistość.
Co więcej, klasyk antropologii zwrócił uwagę,
że zdolność (a nawet skłonność) do myślenia
mitologicznego, a tym samym tworzenia
mitów nie została zarezerwowana li
tylko dla „dzikich”, ale stanowi naturalne
wyposażenie każdego człowieka, również
tego „nowoczesnego” – miłośnika croissantów
i porannej prasy.
Takim postawieniem sprawy popchnął
Lévi-Staruss z łatwością (jak to
mają w zwyczaju wielcy inspiratorzy) całe
zastępy naukowców ku poszukiwaniom
przejawów myślenia mitycznego w kulturze
nowoczesnej. Zadanie nie było jednak
łatwe – trzeba było bowiem wpierw odejść
od wypracowanego przed laty i utrwalonego
również w potocznej świadomości
podziału: „my racjonalni” – „oni mityczno-magiczni”.
Więcej na łamach marcowego „Znaku”
Share
Zamów numer