|
POWIĘKSZENIA: ŚWIAT

Stan państwa po zapaści
(fragment)
TADEUSZ JAGODZIŃSKI
Skala tego, co wydarzyło się na Haiti,
przekracza zdolności wyobraźni. To trochę
tak, jakby po serii historycznych nieszczęść
osłabiony nimi kraj doświadczył
trwającego niecałą minutę – ale za to
z pełnią skutków! – czegoś w rodzaju Powstania
Warszawskiego.
Kataklizm zdziesiątkował
szeregi miejscowych elit: prezydent
i premier wprawdzie ocaleli, ale
wśród ofiar znaleźli się ministrowie i czołowi
politycy opozycji, wielu lekarzy,
policjantów… W jednym tylko miejscu
zginęło kilkuset nauczycieli uczestniczących
w branżowej konferencji. Konsekwencje
tych strat będą odczuwalne
przez całe lata. W pierwszej kolejności
musiano jednak skoncentrować się na
akcji ratowniczej i zaspokojeniu najpilniejszych
potrzeb mieszkańców. Telewizje
całego świata pokazywały chaos na
pokrytych pyłem ulicach Port-au-Prince,
przyloty zagranicznych ekip ze sprzętem
specjalistycznym do wydobywania ludzi
spod gruzów, niewydolność infrastruktury,
zaimprowizowane szpitale, w których
ranni umierali w milczeniu, na próżno
oczekując fachowej pomocy medycznej.
Doniesienia o budujących przykładach
solidarności i ocalenia przeplatały się z informacjami
o gwałtach i plądrowaniu, grasujących gangach i próbach przemycania
osieroconych dzieci za granicę…
I chociaż najpoważniejszym zagrożeniom
udało się chwilowo zapobiec (ogromna
w tym zasługa brazylijskich sił z misji stabilizacyjnej
ONZ, a także żołnierzy USA
i Kanady), do powrotu normalności jest
wciąż bardzo daleko, tym bardziej że haitańska
normalność ostatnich lat pozostawiała
tak wiele do życzenia.
Jakie są zatem szanse na to, by Haiti
podniosło się po tak potężnym ciosie?
Nikt dziś nie zna odpowiedzi na to pytanie.
Nawet sama kwestia odbudowy Port-
-au-Prince pozostaje niewiadomą. Cytowany
wcześniej Wyclef Jean postuluje, aby
przejściowe obozy, w których znalazły
schronienie dziesiątki tysięcy ludzi zmuszonych
opuścić stolicę, przekształcić
w nowoczesne, sprawnie funkcjonujące
miasta, co może brzmieć idealistycznie,
ale pomysł zbudowania wszystkiego od
nowa ma coraz więcej zwolenników.
Z pewnością nie obędzie się bez wydatnego
wsparcia z zewnątrz. Być może jednak
społeczność międzynarodowa – świadoma
skutków, do jakich doprowadziły dziesięciolecia
zaniedbań na Haiti – nie odwróci
się teraz od tego kraju. Nawet jeśli
miałaby to robić z niekoniecznie najczystszych
pobudek, choćby w obawie przed
wzrostem imigracji ze zdewastowanej wyspy
albo wykorzystaniem jej przez zorganizowaną
przestępczość…
Więcej na łamach marcowego „Znaku”
Share
Zamów numer
TADEUSZ JAGODZIŃSKI, dziennikarz,
b. pracownik
Sekcji
Polskiej BBC,
absolwent
London
School
of Economics
and Political
Science.
W następnym numerze:
POLSKA, ROSJA – CZAS POJEDNANIA?
POCZĄTEK STRONY |