|
ZDARZENIA – KSIĄŻKI – LUDZIE

Gułag
a sumienie
Zachodu (fragment)
HENRYK SIEWIERSKI
Dariusz Tołczyk
Gułag w oczach Zachodu
Prószyński i S-ka, Warszawa 2009
W czasie zeszłorocznego wakacyjnego pobytu
na plaży dalekiego Zachodu zwróciła
moją uwagę wytatuowana na piersiach
młodego mężczyzny dziwnie znajoma
twarz. W pierwszej chwili przypomniały
mi się postacie Blemmjów, mitologicznych
potworów, ludzi bez głów, z ustami
i oczami na klatce piersiowej, ale ten obraz
okazał się jeszcze potworniejszy, kiedy
rozpoznałem, czyj to wizerunek z morskich
wyłonił się pian. Ta sama twarz patrzy
na mnie teraz z okładki książki Gułag
w oczach Zachodu Dariusza Tołczyka.
1. Zdawać by się mogło, że temat Gułagu
można już dzisiaj włożyć między dobrze
znane i przetrawione zagadnienia najnowszej
historii. Jak by nie było, od ukazania
się summy Gułagu Sołżenicyna minęło
już trzydzieści lat, a od uwolnienia z łagrów
wszystkich więźniów politycznych
przez Gorbaczowa dwadzieścia dwa lata.
Samo słowo weszło do języków świata już
nie jako skrót Głównego Zarządu Obozów
(Gławnoje Uprawlenije Łagieriej), ale nazwa
własna w archipelagu największych
zbrodni ludzkości. W Polsce, gdzie świadectwa
z tamtego „innego świata” dwadzieścia
lat temu przeszły z drugiego do
pierwszego i jedynego już obiegu, temat
ten zyskał swoje miejsce w powszechnej
świadomości, ale też chyba uległ pewnej
banalizacji, może dlatego że przykłady
pogłębionej refleksji towarzyszącej tym
i innym publikacjom świadectw z „nieludzkiej
ziemi” były stosunkowo nieliczne.
Gułag w oczach Zachodu Dariusza Tołczyka,
książka ukazująca historię reakcji
Zachodu na sowieckie zbrodnie od czasów
bolszewickiej rewolucji, nie tylko przynosi
bogatą dokumentację tych zbrodni i reakcji
na nie, nie tylko pobudza do pogłębionej
refleksji nad Gułagiem, ale sama jest
też jej przykładem i dowodem na to, jak
wciąż aktualny to temat, jak ciągle trudno
sobie z nim poradzić. Tak trudno, że na samym początku autor stawia pytanie
o sens podejmowania go. Czy nie lepiej
w imię budowania lepszej przyszłości zamknąć
raz na zawsze ten wstydliwy dla rodzaju
ludzkiego rozdział historii? Gdyby
jeszcze pamięć błędów i zbrodni pozwalała
ich uniknąć w przyszłości… Ale przecież
nie ma na to żadnej gwarancji, a znajomość
historii nakazuje tu daleko idący
sceptycyzm. Więc może raczej zapomnienie
daje szansę przezwyciężenia historycznego
zła? W wypadku totalitarnego
zła XX wieku zapomnienie byłoby jednak
zdradą, a opcję na rzecz pamięci uzasadnia
wystarczająco imperatyw moralny poczucia
solidarności z ofiarami:
Nie chodzi tu o ofiary po obu stronach, poniesione
w walce, lecz o ludobójstwo, zniewolenie,
poniżanie i prześladowanie niewinnych ludzi
przez wszechwładne potęgi. W takim przypadku
zapominanie o ofiarach można uważać
za formę moralnego współdziałania z ich
oprawcami (…) za niedopuszczalny akt zdrady
(s. 10–11).
Więcej na łamach styczniowego „Znaku”
Share
Zamów numer
HENRYK SIEWIERSKI, historyk
literatury,
eseista, tłumacz,
prof. literatury
porównawczej
na Universidade
de Brasília.
W następnym numerze:
NIEOBECNOŚĆ KOŁAKOWSKIEGO
POCZĄTEK STRONY |