|
ROZMOWY ZNACZĄCE
Putin się nie czerwieni (fragment)
Z KRYSTYNĄ KURCZAB-REDLICH rozmawiają
Katarzyna Syska i Marcin Żyła
Takich osób jak Krystyna Kurczab-Redlich
powinno być w czterdziestomilionowej
Polsce znacznie więcej – pomogłoby
to nam dostrzec skomplikowanie
i wieloznaczność świata, podłoże zjawisk,
motywy stojących za nimi ludzi.
Bohaterka pierwszych „Rozmów znaczących”
i tak czyni dla nas wiele: pomaga
zrozumieć „siódmy kontynent
świata”, Rosję, w której przez czternaście
lat mieszkała i pracowała jako
korespondentka wielu redakcji. Prawniczka
z wykształcenia, swój materiał
dowodowy o przemianach rosyjskiej
świadomości zawarła w dwóch książkach:
Pandrioszka i Głową o mur Kremla,
oraz w filmach dokumentalnych, które
realizowała w niszczonej wojną
Czeczenii. Czyta i ogląda się je zawsze
tak samo: z niedowierzaniem,
chęcią wyparcia ze świadomości tragicznych
faktów – oraz z podziwem dla
odwagi autorki. Ta zaś, nazywana często
„polską Politkowską”, spośród wielu
nagród najbardziej sobie ceni wyróżnienie
przyznane jej przez czeczeńską
organizację Echo Wojny – zgłoszenie do
Pokojowej Nagrody Nobla.
Złem wcielonym, które spotkała
w Rosji, jest dla niej Władimir Putin.
To on, jej zdaniem, na powrót zniewolił
Rosjan, uprawomocnił przemoc i kłamstwo,
spowodował śmierć wielu obywateli
własnego kraju. Ostrość tych sądów
niech nie przysłoni prawdy najstraszliwszej:
każde ze swych oskarżeń Krystyna
Kurczab-Redlich popiera dowodami.
Bezkompromisowość, ale także własny,
oryginalny pomysł na wyjaśnianie świata
– to cechy, którymi będziemy się kierować,
przedstawiając bohaterów kolejnych
odcinków „Rozmów znaczących”.
Cieszymy się, że zaczynamy od Pani
Krystyny.
Od wielu już lat opisuje Pani Rosję z perspektywy obywatelki kraju wolnego i demokratycznego,
a w porównaniu z rzeczywistością Wschodu również takiego, w którym
po prostu żyje się łatwiej. Dlaczego nie zdecydowała się Pani na pracę w kraju, który
odpowiadałby jej nieco bardziej?
Zachód jest mniej ciekawy niż Rosja. Nie ma tam zjawisk, których nie mogłabym
wytłumaczyć. A Rosja to cały konglomerat zagadek: ciągłe wyzwanie dla dziennikarza.
Zresztą, to nie ja wybrałam Rosję, ale ona mnie. W 1987 roku przyjechałam do
Moskwy, w której pracował mój mąż. W tamtych czasach codziennością Związku
Radzieckiego mało kto się u nas interesował. Mnie ona zaciekawiła. Gdy w 1990 roku
męża ponownie wysłano jako korespondenta TVP do Rosji pojechałam tam znowu
– i zostałam kilkanaście lat, czyli jeszcze długo po jego powrocie do kraju.
Z początku był szok: na przykład sklepy warzywne przy Prospekcie Lenina, czy
nawet na Arbacie, w których robiło się niedobrze od smrodu. Albo stały, ciężki odór
uryny w klatkach schodowych wielu kamienic – mojej też… Poraziły mnie niespodziewane różnice bytowe między – siermiężną przecież wtedy – Polską, a ówczesnym
Związkiem Radzieckim, zaskoczyła ogromna różnica w kulturze bycia, którą
odczułam zaraz po przejechaniu Bugu. Za tą rzeką jest inny świat.
Powoli pojmowałam, skąd wzięła się ta różnica, powoli docierał do mnie dramat
historii Rosji rozumiany jako dramat samych Rosjan: poczynając od najazdu
Mongołów, poprzez okrucieństwa Iwana Groźnego, okrutny – niepodobny do europejskiego
– feudalizm, a skończywszy na XX wieku, ten naród stale, jakby celowo,
utrzymywano na „granicy rozwoju”, by uczynić z niego łatwą do kontrolowania
masę.
Kiedy w Pandrioszce opisałam swoją moskiewską klatkę schodową, niektórzy pytali:
„czy u nas takich nie ma?”. Bywają, oczywiście, ale nie aż z taką „gęstością woni”,
i nie tak masowo. No i w Polsce – prędzej czy później – klatki schodowe są porządnie
myte. To, że u nas rzadko ktoś wchodzi do windy, żeby potraktować ją jako
toaletę, wynika może z faktu, że nie wychowaliśmy się w tak trudnych warunkach,
w jakich dorastała większość Rosjan. Brud jest do dziś immanentną częścią tamtej
rzeczywistości, jeśli nie w centrum Moskwy, to na pewno – poza nią.
Uważam, że trzeba przypominać, jak straszliwą historię mają za sobą Rosjanie –
tkwią w niej zresztą do dziś. Łatwo nam przychodzi pokpiwać z ich odmiennej kultury
bycia, ale jakież możliwości rozwoju miał choćby rosyjski chłop, którego brano
na dwadzieścia lat do wojska? W jakim innym kraju zaistniała na przykład tak
okrutna – wobec własnych ludzi – arakczejewszczyzna czy opricznina?
Spróbujmy też zrozumieć głębię nieszczęść Rosjan, odwieczny strach, bezprawie,
stałe poniżenia czy choćby już samo odebranie ludziom urody życia. Dorośli
Polacy mówią często, że tym, co najbardziej im doskwierało w PRL, była szarość.
Wyobraźcie sobie teraz tę szarość spotęgowaną wielokrotnie: to Związek Radziecki.
Pamiętam, że w 1987 roku w Moskwie zwracał uwagę każdy kolorowy szalik w autobusie.
Metamorfoza, jakiej od tamtego czasu uległa Rosja, jest niesamowita. To
zasługa wolnego rynku i pierestrojki, ale również samych Rosjan. W Polsce rzadko
mówi się o tym, jak bardzo są pracowici. Gdyby ten naród miał możliwość swobodnego
rozwoju, byłby dziś potężny dzięki silnej gospodarce, jaką by stworzył. Bogactwem
Rosji byłyby nie tylko surowce, ale i rezultaty pracy i inwencji jej obywateli.
Tę możliwość jednak Rosjanom odebrano: drobnych przedsiębiorców jest stosunkowo
niewielu i muszą się zmagać z potworną biurokracją oraz korupcją.
Będąc na miejscu, obserwowała Pani ostatnie lata Związku Radzieckiego, a później dwie
różne Rosje – tę Jelcyna i tę Putina. Rosję Władimira Putina opisuje Pani wręcz jako państwo
zbrodnicze, którego aparat działa wyłącznie na rzecz Kremla.
Wiem, że Rosja, którą zobaczyłam w 1987 roku, nie mogła być inna. Z drugiej jednak
strony, władza nie korzystała ze sklepów z gnijącymi warzywami, takich jak ten przy
Prospekcie Lenina, lecz z całego systemu uprzywilejowanych usług. Kreml zawsze gardził
narodem. Ja tylko obserwuję ten kraj, raczej obiektywnie piszę o tym, co widziałam,
a zjawiska staram się uzasadnić. Bo najtrudniejsza jest zawsze odpowiedź na pytanie:
„dlaczego?” Mnie interesuje właśnie eksplikacja faktów, a nie samo ich opisywanie.
A odpowiedź na to „dlaczego?” wymaga trudnej, żmudnej i bardzo czasochłonnej
pracy. Bardzo chciałabym kiedyś odpowiedzieć na pytanie: „jak Rosja stawała się szczęśliwsza?”.
Nie tylko ja twierdzę, iż strach jest dodatkowym genem każdego Rosjanina – genem,
do którego rzadko się on przyzna, gdyż sam nie wie o tym, że się boi: zżył się z tym uczuciem
i uważa je za normalne. Strach przed milicjantem, urzędnikiem, administratorem
domu, czyli przed władzą, jest wpisany w rosyjską mentalność. Lew Gumilow pisze, że
to panowanie mongolskie zdeprawowało mentalność Rosjanina, kształtując ją wyłącznie
w obszarach strachu. Ale carowie znakomicie kontynuowali utwierdzanie strachu
w poddanych: takiego „wewnętrznego” okrucieństwa, jakie stosowała władza wobec
narodu w Rosji, nie było chyba nigdzie w Europie.
Władimir Putin wepchnął Rosjan w obszary przemocy administracyjnej i siłowej,
a więc w obszary strachu. Unicestwił opozycję i zarodki prawdziwego społeczeństwa
obywatelskiego, zawrócił Rosję z drogi rzeczywistych swobód obywatelskich, cofnął
ją także o kilkadziesiąt lat w rozwoju nauki, technologii, infrastruktury przemysłowej,
rolnictwa, nawet badań kosmicznych... To, co zrobił, jest więc zbrodnią wobec własnego
narodu. Borysowi Jelcynowi można wiele zarzucić, ale za jego rządów istniała całkowita
wolność słowa w mediach, nie prześladowano dziennikarzy, nie zamykano stacji
telewizyjnych i tytułów prasowych…
W 1994 roku Jelcyn rozpoczął jednak pierwszą wojnę czeczeńską…
Największym nieszczęściem Jelcyna był alkoholizm i ciężka choroba serca. Gdyby był
zdrowy i trzeźwo patrzył na rzeczywistość, szybko spostrzegłby, jak jest manipulowany
przez klikę związaną z Aleksandrem Korżakowem i Michaiłem Borsukowem, którzy
razem z kliką „siłowików” wmówili mu, że wojna jest konieczna. To oni – mimo milionowych
łapówek – nie dopuścili do rozmowy Jelcyna z Dżocharem Dudajewem, pierwszym prezydentem Czeczenii. Rozmowy tłumaczącej, że nie chce on dla swojego kraju
niczego poza autonomią, że nie chce wojny. Ale „mała wojenka” była wtedy tamtym
panom potrzebna.
Więcej na łamach styczniowego „Znaku”
Share
Zamów numer
KRYSTYNA KURCZAB-REDLICH, dziennikarka,
wieloletnia
korespondentka
polskich
mediów w Rosji,
laureatka m.in.
Nagrody im.
ks. Tischnera.
W następnym numerze:
NIEOBECNOŚĆ KOŁAKOWSKIEGO
POCZĄTEK STRONY |