Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 NAPISZ DO REDAKCJI

 

STYCZEŃ 2010, NUMER 656

Strona główna


 

ROZMOWY ZNACZĄCE



Putin się nie czerwieni
(fragment)

Z KRYSTYNĄ KURCZAB-REDLICH rozmawiają

Katarzyna Syska i Marcin Żyła


Takich osób jak Krystyna Kurczab-Redlich powinno być w czterdziestomilionowej Polsce znacznie więcej – pomogłoby to nam dostrzec skomplikowanie i wieloznaczność świata, podłoże zjawisk, motywy stojących za nimi ludzi. Bohaterka pierwszych „Rozmów znaczących” i tak czyni dla nas wiele: pomaga zrozumieć „siódmy kontynent świata”, Rosję, w której przez czternaście lat mieszkała i pracowała jako korespondentka wielu redakcji. Prawniczka z wykształcenia, swój materiał dowodowy o przemianach rosyjskiej świadomości zawarła w dwóch książkach: Pandrioszka i Głową o mur Kremla, oraz w filmach dokumentalnych, które realizowała w niszczonej wojną Czeczenii. Czyta i ogląda się je zawsze tak samo: z niedowierzaniem, chęcią wyparcia ze świadomości tragicznych faktów – oraz z podziwem dla odwagi autorki. Ta zaś, nazywana często „polską Politkowską”, spośród wielu nagród najbardziej sobie ceni wyróżnienie przyznane jej przez czeczeńską organizację Echo Wojny – zgłoszenie do Pokojowej Nagrody Nobla.


Złem wcielonym, które spotkała w Rosji, jest dla niej Władimir Putin. To on, jej zdaniem, na powrót zniewolił Rosjan, uprawomocnił przemoc i kłamstwo, spowodował śmierć wielu obywateli własnego kraju. Ostrość tych sądów niech nie przysłoni prawdy najstraszliwszej: każde ze swych oskarżeń Krystyna Kurczab-Redlich popiera dowodami. Bezkompromisowość, ale także własny, oryginalny pomysł na wyjaśnianie świata – to cechy, którymi będziemy się kierować, przedstawiając bohaterów kolejnych odcinków „Rozmów znaczących”. Cieszymy się, że zaczynamy od Pani Krystyny.


Od wielu już lat opisuje Pani Rosję z perspektywy obywatelki kraju wolnego i demokratycznego, a w porównaniu z rzeczywistością Wschodu również takiego, w którym po prostu żyje się łatwiej. Dlaczego nie zdecydowała się Pani na pracę w kraju, który odpowiadałby jej nieco bardziej?

Zachód jest mniej ciekawy niż Rosja. Nie ma tam zjawisk, których nie mogłabym wytłumaczyć. A Rosja to cały konglomerat zagadek: ciągłe wyzwanie dla dziennikarza.

Zresztą, to nie ja wybrałam Rosję, ale ona mnie. W 1987 roku przyjechałam do Moskwy, w której pracował mój mąż. W tamtych czasach codziennością Związku Radzieckiego mało kto się u nas interesował. Mnie ona zaciekawiła. Gdy w 1990 roku męża ponownie wysłano jako korespondenta TVP do Rosji pojechałam tam znowu – i zostałam kilkanaście lat, czyli jeszcze długo po jego powrocie do kraju.

Z początku był szok: na przykład sklepy warzywne przy Prospekcie Lenina, czy nawet na Arbacie, w których robiło się niedobrze od smrodu. Albo stały, ciężki odór uryny w klatkach schodowych wielu kamienic – mojej też… Poraziły mnie niespodziewane różnice bytowe między – siermiężną przecież wtedy – Polską, a ówczesnym Związkiem Radzieckim, zaskoczyła ogromna różnica w kulturze bycia, którą odczułam zaraz po przejechaniu Bugu. Za tą rzeką jest inny świat.

Powoli pojmowałam, skąd wzięła się ta różnica, powoli docierał do mnie dramat historii Rosji rozumiany jako dramat samych Rosjan: poczynając od najazdu Mongołów, poprzez okrucieństwa Iwana Groźnego, okrutny – niepodobny do europejskiego – feudalizm, a skończywszy na XX wieku, ten naród stale, jakby celowo, utrzymywano na „granicy rozwoju”, by uczynić z niego łatwą do kontrolowania masę.

Kiedy w Pandrioszce opisałam swoją moskiewską klatkę schodową, niektórzy pytali: „czy u nas takich nie ma?”. Bywają, oczywiście, ale nie aż z taką „gęstością woni”, i nie tak masowo. No i w Polsce – prędzej czy później – klatki schodowe są porządnie myte. To, że u nas rzadko ktoś wchodzi do windy, żeby potraktować ją jako toaletę, wynika może z faktu, że nie wychowaliśmy się w tak trudnych warunkach, w jakich dorastała większość Rosjan. Brud jest do dziś immanentną częścią tamtej rzeczywistości, jeśli nie w centrum Moskwy, to na pewno – poza nią.

Uważam, że trzeba przypominać, jak straszliwą historię mają za sobą Rosjanie – tkwią w niej zresztą do dziś. Łatwo nam przychodzi pokpiwać z ich odmiennej kultury bycia, ale jakież możliwości rozwoju miał choćby rosyjski chłop, którego brano na dwadzieścia lat do wojska? W jakim innym kraju zaistniała na przykład tak okrutna – wobec własnych ludzi – arakczejewszczyzna czy opricznina?

Spróbujmy też zrozumieć głębię nieszczęść Rosjan, odwieczny strach, bezprawie, stałe poniżenia czy choćby już samo odebranie ludziom urody życia. Dorośli Polacy mówią często, że tym, co najbardziej im doskwierało w PRL, była szarość. Wyobraźcie sobie teraz tę szarość spotęgowaną wielokrotnie: to Związek Radziecki. Pamiętam, że w 1987 roku w Moskwie zwracał uwagę każdy kolorowy szalik w autobusie. Metamorfoza, jakiej od tamtego czasu uległa Rosja, jest niesamowita. To zasługa wolnego rynku i pierestrojki, ale również samych Rosjan. W Polsce rzadko mówi się o tym, jak bardzo są pracowici. Gdyby ten naród miał możliwość swobodnego rozwoju, byłby dziś potężny dzięki silnej gospodarce, jaką by stworzył. Bogactwem Rosji byłyby nie tylko surowce, ale i rezultaty pracy i inwencji jej obywateli. Tę możliwość jednak Rosjanom odebrano: drobnych przedsiębiorców jest stosunkowo niewielu i muszą się zmagać z potworną biurokracją oraz korupcją.

Będąc na miejscu, obserwowała Pani ostatnie lata Związku Radzieckiego, a później dwie różne Rosje – tę Jelcyna i tę Putina. Rosję Władimira Putina opisuje Pani wręcz jako państwo zbrodnicze, którego aparat działa wyłącznie na rzecz Kremla.

Wiem, że Rosja, którą zobaczyłam w 1987 roku, nie mogła być inna. Z drugiej jednak strony, władza nie korzystała ze sklepów z gnijącymi warzywami, takich jak ten przy Prospekcie Lenina, lecz z całego systemu uprzywilejowanych usług. Kreml zawsze gardził narodem. Ja tylko obserwuję ten kraj, raczej obiektywnie piszę o tym, co widziałam, a zjawiska staram się uzasadnić. Bo najtrudniejsza jest zawsze odpowiedź na pytanie: „dlaczego?” Mnie interesuje właśnie eksplikacja faktów, a nie samo ich opisywanie. A odpowiedź na to „dlaczego?” wymaga trudnej, żmudnej i bardzo czasochłonnej pracy. Bardzo chciałabym kiedyś odpowiedzieć na pytanie: „jak Rosja stawała się szczęśliwsza?”.

Nie tylko ja twierdzę, iż strach jest dodatkowym genem każdego Rosjanina – genem, do którego rzadko się on przyzna, gdyż sam nie wie o tym, że się boi: zżył się z tym uczuciem i uważa je za normalne. Strach przed milicjantem, urzędnikiem, administratorem domu, czyli przed władzą, jest wpisany w rosyjską mentalność. Lew Gumilow pisze, że to panowanie mongolskie zdeprawowało mentalność Rosjanina, kształtując ją wyłącznie w obszarach strachu. Ale carowie znakomicie kontynuowali utwierdzanie strachu w poddanych: takiego „wewnętrznego” okrucieństwa, jakie stosowała władza wobec narodu w Rosji, nie było chyba nigdzie w Europie.

Władimir Putin wepchnął Rosjan w obszary przemocy administracyjnej i siłowej, a więc w obszary strachu. Unicestwił opozycję i zarodki prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego, zawrócił Rosję z drogi rzeczywistych swobód obywatelskich, cofnął ją także o kilkadziesiąt lat w rozwoju nauki, technologii, infrastruktury przemysłowej, rolnictwa, nawet badań kosmicznych... To, co zrobił, jest więc zbrodnią wobec własnego narodu. Borysowi Jelcynowi można wiele zarzucić, ale za jego rządów istniała całkowita wolność słowa w mediach, nie prześladowano dziennikarzy, nie zamykano stacji telewizyjnych i tytułów prasowych…

W 1994 roku Jelcyn rozpoczął jednak pierwszą wojnę czeczeńską…

Największym nieszczęściem Jelcyna był alkoholizm i ciężka choroba serca. Gdyby był zdrowy i trzeźwo patrzył na rzeczywistość, szybko spostrzegłby, jak jest manipulowany przez klikę związaną z Aleksandrem Korżakowem i Michaiłem Borsukowem, którzy razem z kliką „siłowików” wmówili mu, że wojna jest konieczna. To oni – mimo milionowych łapówek – nie dopuścili do rozmowy Jelcyna z Dżocharem Dudajewem, pierwszym prezydentem Czeczenii. Rozmowy tłumaczącej, że nie chce on dla swojego kraju niczego poza autonomią, że nie chce wojny. Ale „mała wojenka” była wtedy tamtym panom potrzebna.

Więcej na łamach styczniowego „Znaku”

Share

Zamów numer

KRYSTYNA KURCZAB-REDLICH, dziennikarka, wieloletnia korespondentka polskich mediów w Rosji, laureatka m.in. Nagrody im. ks. Tischnera.



W następnym numerze:

NIEOBECNOŚĆ KOŁAKOWSKIEGO

POCZĄTEK STRONY

 

 

 


© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.