70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kompromis i krach

Po ogłoszeniu nominacji na kluczowe stanowiska w UE wynotowuję nagłówki z europejskich gazet: przeważają lamenty nad anonimowością Prezydenta Unii i Wysokiej Przedstawicielki ds. Polityki Zagranicznej.

„Herman kto?”, pytała retorycznie szwedzka „Dagens Nyheter”, w Hiszpanii „El País” utyskiwała, że przywódcy są „nudni i mało rozpoznawalni”, zaś brytyjskie „Daily Mail” i „The Guardian” z zadziwiającą jednomyślnością (obie gazety mają przeciwstawne profile) pisały o „europejskiej manipulacji szytej grubymi nićmi”. Rzeczywiście, po kilkumiesięcznych spekulacjach na medialnej giełdzie, w których przewijała się między innymi kandydatura Tony’ego Blaira, a więc pierwszoplanowej postaci z ogromnym doświadczeniem na arenie międzynarodowej (zaś w dyskusjach powracał wątek konieczności uwiarygodnienia Europy – wobec Waszyngtonu czy Pekinu – mocnym i renomowanym liderem), triumf polityków „z głębokiej rezerwy” mógł się wydawać co najmniej zastanawiający. Ale zważywszy na często podnoszony argument o demontażu Europy narodów, tworzeniu super-państwa wbrew woli wyborców czy demokratycznych niedoskonałościach traktatu z Lizbony, który stworzył ramy prawne dla nowych stanowisk, wybór Hermana Van Rompuya i Catherine Ashton nosi przede wszystkim znamiona wielopoziomowego kompromisu.

Przywódcy „E27” najwyraźniej uznali, że po wieloletnich debatach na temat politycznej tożsamości Unii Europejskiej przychodzi czas na konsolidację, czemu powinny sprzyjać postaci sprawnych zakulisowych mediatorów, a nie gwiazdorów sceny politycznej, skłonnych do narzucania swych wyrazistych wizji i poglądów. Zarówno Van Rompuy, jak i Ashton wydają się spełniać ten warunek, co przy okazji pozwala świecić pełnym blaskiem szefom rządów poszczególnych państw członkowskich. Zadbano też o równowagę sił między centrolewicą (Ashton), a centroprawicą (Van Rompuy), o kadrową obecność przedstawicieli mniejszych państw (Belgia), kobiet i „tradycyjnie” eurosceptycznej Wielkiej Brytanii (Ashton) w strukturach najwyższych władz UE. Oczywiście, jak wszystkie decyzje kompromisowe na tym poziomie także i te nominacje mają w sobie coś z politycznego minimalizmu. Ale czy tak wieloczłonowa i niesłychanie zróżnicowana pod względem interesów i przekonań wspólnota 500 milionów obywateli mogła dziś zdobyć się na silniejsze i bardziej spójne przywództwo?

Jednak nawet w przypadku tak ostrożnie dobranej i pod wieloma względami dokładnie „prześwietlonej” pary Ashton – Van Rompuy pojawiają się wątpliwości dotyczące zdecydowanych deklaracji przeciwko potencjalnemu członkostwu Turcji w UE (Van Rompuy) czy budzących dyskomfort na unijnym Wschodzie doniesień o zaangażowaniu Ashton w Kampanię na rzecz Rozbrojenia Nuklearnego (CND) w czasach, gdy organizację tę mniej lub bardziej otwarcie wspierała Moskwa. Można sobie tylko wyobrazić, co by się działo, gdyby prezydenturę powierzono na przykład Blairowi, którego negatywny elektorat, choćby z racji jego osobistego zaangażowania w konflikt iracki, daleko wykracza poza geograficzne granice Wysp Brytyjskich. Teraz jednak, gdy klamka zapadła, roztrząsanie argumentów dotyczących przeszłości nowego prezydenta UE oraz koordynatorki jej polityki zagranicznej zdecydowanie schodzi na plan dalszy, a bardzo szybko zastąpią je bieżące odpowiedzi na pytania o skuteczność postulowanego przez nich „dyskretnego przywództwa” i „cichej dyplomacji”.

Od kilku dni znów wieje finansową grozą. Wprawdzie już przeszło rok „przerabiamy” upadki wielkich koncernów i niedoszacowane długi, które zamiast w milionach należy księgować w dziesiątkach miliardów, jednak doniesienia o widmie krachu kolejnych potentatów czy państw wciąż skutecznie elektryzują światowe media. Tym razem chodzi o Dubaj, kluczową część Zjednoczonych Emiratów Arabskich, która w ciągu ostatniego ćwierćwiecza stała się jedną z najdynamiczniejszych gospodarek świata, symbolizującą aspiracje naftowych szejkanatów. Dubaj zdecydowanie postawił na inwestycje i dywersyfikację, próbując uciec od jednowymiarowego modelu gospodarki naftowo-gazowej, tym bardziej że akurat jego zasoby tych surowców były znikome w porównaniu ze złożami w sąsiednim Abu Zabi.

Postawił skutecznie, gdyż rozwinął handel i turystykę, osiągając status najważniejszego centrum finansowego między Singapurem a Europą, a jego port lotniczy stał się jednym z najruchliwszych lotnisk świata. Ultranowoczesne wieżowce, ekskluzywne osiedla, markowe samochody – wszystko to stało się stylem życia „perły emiratów” (do tego tytułu pretenduje prawie każdy z szejkanatów, ale to odrębna kwestia), która przyciągała setki tysięcy obcokrajowców obietnicami wolnych od podatku zarobków. Gastarbeiterzy ściągali zewsząd: Brytyjczycy czy Australijczycy do pracy w sektorze finansowym, Pakistańczycy i Chińczycy zatrudniali się na budowach, Lankijki i Filipinki najczęściej jako pomoc domowa, a dziewczęta z republik postsowieckich tłoczyły się w miejscowych klubach nocnych w poszukiwaniu zamożnych klientów…

Światowy kryzys nie ominął jednak szejkanatu Mohammeda al-Maktouma i już latem tego roku tempo robót na budowach w Dubaju drastycznie spadło, ceny nieruchomości poszybowały w dół, aż z końcem listopada światowe giełdy zatrzęsły się od informacji o wstrzymaniu spłat kredytów przez państwowy konglomerat Dubai World (chodziło o transzę rzędu 3,5 mld dolarów, całość długu ocenia się na ok. 80 mld). We współczesnym globalnym systemie finansowym wydarzenia tej rangi błyskawicznie przekładają się na wymierne straty inwestorów w najodleglejszych zakątkach globu, stąd ogromna nerwowość autorytarnych władz Dubaju, które w akcie desperacji usiłowały wstrzymać dystrybucję gazet z nieprzychylnymi sobie artykułami. Trudno w tej chwili przewidzieć skutki dubajskiego tąpnięcia. Abu Zabi, najbogatszy z szejkanatów, raczej nie dąży do bankructwa swego „rozrzutnego” partnera (miałoby to fatalny wpływ na wizerunek całych Emiratów Arabskich), choć z drugiej strony – niespieszno mu do wystawiania czeków in blanco… Najpewniej więc wysłanników obu szejków czekają długie i niekoniecznie dobrosąsiedzkie negocjacje.

5 grudnia 2009

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata