70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kościół otwarty, Europa – nie bardzo…

Bardzo różne były reakcje na konstytucję apostolską Benedykta XVI Anglicanorum coetibus (podpisaną 4 listopada 2009 roku), szeroko otwierającą drzwi Kościoła katolickiego dla tych wspólnot anglikańskich, które zechcą nawiązać pełną jedność z Biskupem Rzymu.

W niektórych katolickich komentarzach (zwłaszcza w środowiskach tradycjonalistycznych) dominował ton triumfalny: że oto skruszeni schizmatycy wracają wreszcie do „prawdziwej wiary”. Z kolei inni komentatorzy, tacy jak radykalny krytyk papiestwa Hans Küng, rozdzierali szaty, pisząc o zerwaniu z posoborowym dialogiem ekumenicznym i „imperialnych zapędach” Benedykta XVI. W tej sytuacji ewidentnego pomieszania pojęć i brania za rzeczywistość tego, co nią nie jest, trzeba przyjrzeć się faktom.

Po pierwsze, konstytucja Anglicanorum coetibus została ogłoszona w odpowiedzi na „liczne prośby, przedłożone Stolicy Apostolskiej przez grupy duchownych i wiernych anglikańskich”. Niektórzy o zgodę na przyłączenie się do Kościoła katolickiego prosili od dawna. Na przykład: członkowie Tradycyjnej Wspólnoty Anglikańskiej (skupiającej ok. 400 tys. wiernych) czy stowarzyszenia Forward in Faith (należy doń ok. tysiąca duchownych). Powodów ich dystansowania się od Kościoła anglikańskiego jest sporo: zaczęło się od ordynacji kobiet (i obejmowania przez nie funkcji biskupich), potem doszło do tego wyświęcanie aktywnych gejów i lesbijek (w Stanach Zjednoczonych zostają oni nawet biskupami) oraz błogosławienie par homoseksualnych. Wielu konserwatywnych anglikanów mówi o tym otwarcie: wolą jedność z papieżem aniżeli „zsuwanie się w liberalną otchłań” i „rozbicie się na skałach sekularyzmu”. Trudno jednak w tym kontekście atakować Kościół katolicki i Benedykta XVI za to, że zareagował na prośbę anglikanów. To nie był akt prozelityzmu – raczej konsekwencja zasady wolności religijnej.

Po drugie, sami anglikanie traktują ów watykański dokument jako wyraz wielkoduszności Papieża. Ich „powrót” nie oznacza bowiem odwrócenia się od anglikanizmu: jest raczej przyjęciem tradycji anglikańskiej (po akceptacji prymatu Biskupa Rzymu) do wspólnoty Kościoła katolickiego. Konstytucja apostolska traktuje tę tradycję jak „cenny dar, (…) skarb, którym można się dzielić z innymi”. W Kościele katolickim znajdą się zatem całe anglikańskie diecezje (będą one miały status ordynariatów personalnych – czyli diecezji osobowych, bez granic terytorialnych); duchowni anglikańscy będą mogli przyjąć święcenia kapłańskie (możliwe to będzie nawet w przypadku żonatych księży – jednak nie jako reguła, ale jako wyjątek) i biskupie (wyłącznie dla celibatariuszy, jednocześnie możliwe będzie pełnienie funkcji ordynariusza bez sakry biskupiej); liturgię w nowych ordynariatach będzie można sprawować według ksiąg liturgicznych właściwych tradycji anglikańskiej; przewiduje się nawet istnienie osobnych seminariów duchownych. Przyznaję, że przypomina to zarzuconą w posoborowym Kościele praktykę uniatyzmu. Ale uniatyzmem nie jest, co podkreśla kard. Levada, prefekt Kongregacji Nauki Wiary. Anglikanie nie będą bowiem odrębnym „Kościołem zachodnim” (na podobieństwo katolickich Kościołów wschodnich). Kto wie, może jesteśmy właśnie świadkami rodzenia się jakichś form pośrednich?

Szacuje się, że do Kościoła katolickiego przejdzie ok. pół miliona anglikanów. Mam nadzieję, że ta ich konwersja ma charakter trwały i głęboki i że jej źródłem nie jest tylko niechęć do doktrynalnej i obyczajowej liberalizacji w Kościele anglikańskim. Dość dosadnie ujął to kard. Kasper, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan: „Nie zostaje się katolikiem tylko dlatego, że jest się przeciwnym decyzjom swego wyznania”. Tym, którzy przychodzą, życzę zatem, żeby w Kościele rzymskokatolickim poczuli się jak w domu. Żeby naprawdę odkryli więź z Piotrem i żeby ich pobożność ożywiał ten sam duch, który w 2008 roku pozwolił kilkusetosobowej grupie anglikanów na czele z arcybiskupem Canterbury Rowanem Williamsem pielgrzymować do Lourdes.

Kościołowi katolickiemu z kolei życzę ekumenicznej wrażliwości, która wymaga, by o dokumencie tej rangi wcześniej poinformować honorowego zwierzchnika anglikanów – arcybiskupa Canterbury, a tego, zdaje się, nie uczyniono. Na szczęście wkrótce zostało to naprawione – jeszcze w listopadzie doszło do rozmowy abp. Williamsa z papieżem Benedyktem XVI. Pasterzom i wyznawcom mojego Kościoła życzę również, ażeby obce im były pokusy prozelityzmu – tak jak są one obce Ojcu Świętemu, który (jeszcze jako Joseph Ratzinger) wyraźnie mówił: „Nie myślimy o jakimkolwiek modelu przyłączania, lecz o rozwoju pod przewodnictwem Pana, który zna drogę. I któremu się powierzamy”. A także: żeby Kościół łaciński zaczął dla siebie odkrywać skarby tradycji anglikańskiej, w tym wartość, jaką może stanowić dlań obecność księży – mężów i ojców rodzin.

Kościołowi anglikańskiemu natomiast życzę, ażeby wprowadzając reformy przyjęte przez większość, pamiętał również o mniejszości, dla której są one „kamieniem zgorszenia”. Oraz żeby naśladował wielkoduszną postawę abp. Rowana Williamsa, który zachował się w tym kontekście jak prawdziwy „dobry pasterz”. Taki, który woli, by jego owce znalazły się w zagrodzie sąsiada, niż żeby miały błąkać się samopas.

 

Zarówno Papież, jak i Arcybiskup Canterbury dali w tych dniach dowody tolerancji i szacunku dla zasady wolności religijnej. Jest paradoksem, że w tym samym czasie Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał orzeczenie domagające się usunięcia krzyży z włoskich szkół publicznych. Trudno się dziwić, iż wielu wierzących dostrzegło w tym znak nietolerancji wobec wiary w Boga. A nawet wyraz totalitarnych zapędów tzw. religii świeckiej – laïcité.

Trybunał Praw Człowieka to zaledwie jedna europejska instytucja, a nie cały kontynent (nie można więc w tym kontekście mówić o Europie), jednak tendencja do rugowania ze sfery publicznej tego, co święte, i „mocnych” (czytaj: katolickich) przekonań w sprawach uznanych za kontrowersyjne staje się tu ostatnio dosyć widoczna, niestety.

6 grudnia 2009

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata