Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 NAPISZ DO REDAKCJI

 

GRUDZIEŃ 2009, NUMER 655

Strona główna


 

REPORTAŻ




Samek i Wikingowie z Puszczy

Niepołomickiej
(fragment)

WOJCIECH WENDLAND



Władysław Pawełek okres międzywojenny spędził początkowo w Żywcu, następnie zaś w Milówce, gdzie jego ojciec, zawodowy policjant, tworzył posterunki.

To właśnie w Milówce pierwszy raz zetknął się z zagadnieniem stosunków polsko- żydowskich, kiedy jako zastępowy organizował harcerzom wycieczki górskie.

– Pewnego razu – wspomina – w czasie jednej z wycieczek zapragnęliśmy wody. Akurat wyrosła przed nami góralska chata, zaszliśmy więc do środka: a tam izba wylepiona gliną, na jej środku duża misa pełna gotowanych ziemniaków, z której pięcioro dzieci w koszulinach jadło je łyżkami – nic więcej, tylko te ziemniaki. Ich ojciec tłumaczył nam, że bieda. Będę pamiętał tę scenę do końca życia.

Region żywiecki był wówczas opanowany przez endecję. Poglądy antysemickie szerzyły się przede wszystkim za pośrednictwem bractw hallerczykowskich. Z racji ciężkiej sytuacji miejscowej ludności znajdowały podatny grunt: głoszono, że jedną z przyczyn biedy są Żydzi. Posiadali oni własną gminę religijną, bożnicę i cmentarz, byli właścicielami większości drobnych przedsiębiorstw. Autorytet hallerczyków wzmacniał dodatkowo fakt, iż poszczególne oddziały związku w regionie zwykł był wizytować sam generał Haller. Przyjechał także do Milówki. Zjazdowi bractw hallerczykowskich towarzyszyła aura zarówno niezwykłości, jak i awanturnictwa. Kiedy bracia, ubrani w błękitne płaszcze symbolizujące związek z Armią Hallera, schodzili tłumnie z gór, wzniecali przy tym kłęby kurzu, które unosząc się nad ziemią, tworzyły wokół nich szarobłękitną poświatę. Spotkanie z Hallerem odbyło się na pastwiskach Milówki. Generał siedział przy stoliczku, liczna młodzież hallerczykowska wznosiła okrzyki „precz z policją!”. Do Hallera pielgrzymował okoliczny lud, ze łzami w oczach błagając go o ulżenie w ciężkiej doli. Pan Władysław oglądał to widowisko, gdyż jego ojciec zabezpieczał je jako policjant.

Gorycz przepełniająca podjudzanych przez hallerczyków mieszkańców Milówki wylała się pewnej nocy 1934 roku.

– Nagle w nocy słyszę krzyk i wzburzony ojciec wbiega do domu, wołając na cały głos, że jest atak i pogrom Żydów – mówi pan Władysław. – Okoliczne chłopstwo w całej swej masie ruszyło na Żydów, rozpoczęło się niszczenie żydowskich sklepów. Jeden z Żydów bronił się, zastrzelił kogoś.

Policja, wraz z ojcem pana Władysława, chroniła Żydów, dokonując rozprawy z rebeliantami.

Przysiółek, Wisła i bimber

W drugiej połowie sierpnia 1939 roku pan Władysław zgłosił się do pełnienia służby wartowniczej w Żywcu. Po klęsce wrześniowej jego ojciec, przeprowadziwszy likwidację miejscowego posterunku Policji Państwowej, zorganizował transport uzbrojenia, które postanowił przechować. Razem z synem udali się na wschód. Była to podróż pełna przygód i niebezpieczeństw.

Kiedy w końcu dotarli na skraj Puszczy Niepołomickiej, osiedlili się w domu babci, Marianny Biernat, w przysiółku Tarnówka stanowiącym część wsi Wola Batorska. Była to duża nieforemna wieś z wieloma przysiółkami i osiedlami. Gospodarstwo babci było położone samotnie wśród pól niedaleko Wisły i około dwóch kilometrów od puszczy. Jej sąsiedztwo okazało się zresztą atrakcyjne dla wielu uciekinierów: urzędników, policjantów, nauczycieli, a nawet wojskowego kapelana. Puszcza – niegdyś teren łowny królów polskich – wywodzi swą nazwę od staropolskiego słowa oznaczającego rzecz twardą, niemożliwą do pokonania. Leśne ostępy stworzyły doskonałe warunki dla działalności partyzanckiej. Pierwsze, korzystając z zamętu wojny, posłużyły się nimi jednak bandy rabusiów, nękając okolicznych mieszkańców. Mnożyły się kradzieże, napady, gwałty i morderstwa.

Więcej na łamach grudniowego „Znaku”

Share

Zamów numer

WOJCIECH WENDLAND, historyk, doktorant na Uniwersytecie Łódzkim.



W następnym numerze:

ŚWIĘCI NA CO DZIEŃ I OD ŚWIĘTA

POCZĄTEK STRONY

 

 

 


© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.