70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wobec współczesności

Pielgrzymka Benedykta XVI do Republiki Czeskiej (26–28 września) stanowiła prawdziwe „laboratorium wiary” – zwłaszcza jeśli chodzi o spotkanie Kościoła (i szerzej: chrześcijaństwa) ze światem współczesnym, który jest – dodajmy – mocno zlaicyzowany.

Bo w Czechach katolicyzm – i w ogóle: chrześcijaństwo – pozostaje w zdecydowanej mniejszości. W ciągu dziesięciu lat wolności (w latach 1991–2001) liczba katolików zmalała o 1,2 mln, choć wcześniej – przed rokiem 1989 – Kościół i ludzie wierzący byli poddawani represjom władz komunistycznych. Dziś swą więź z katolicyzmem deklaruje 2,8 mln osób (ok. 30%; przed wojną – 80%), ale jedynie 4% uczestniczy w niedzielnej Mszy świętej, zaś socjologowie religii mówią, że w Czechach mamy do czynienia z religijnym analfabetyzmem (aż 59% mieszkańców to osoby „bezwyznaniowe”).

W tym kontekście, jeszcze na pokładzie samolotu lecącego do Pragi, papież Benedykt powiedział, że czeski Kościół musi być „twórczą mniejszością, zdolną wpływać na przyszłość na drodze dialogu z agnostykami”. I sam ten dialog konsekwentnie podejmował. Na przykład w czasie spotkania z przedstawicielami świata polityki i życia społecznego, gdzie mówił o wartościach: „Prawda jest normą przewodnią wolności, a dobroć jest doskonałością wolności” (jak zauważyli komentatorzy, w trakcie tego przemówienia Biskup Rzymu ani razu nie odwołał się do Biblii, a jedyny cytat pochodził z Etyki nikomachejskiej). Albo wtedy, kiedy przemawiał do ludzi nauki.

Oba te wystąpienia przypominały mowę świętego Pawła na ateńskim Areopagu. Papież, mówiąc (do polityków) o wartościach i cnotach społecznych, odkrywał ich chrześcijańskie korzenie. Zwracał się przy tym już nie tylko do Czechów: „Czyż nie tego właśnie ducha [ducha przebaczenia, pojednania i współpracy, którego fundamentem jest chrześcijaństwo – przyp. J.P] potrzebuje dzisiejsza Europa?”. Zaś kierując swoje słowa do ludzi nauki, podkreślał rolę rozumu i jego powołanie do szukania prawdy, które przenikać powinno kulturę, także tę współczesną. I przeciwstawiał się „nowej dyktaturze: relatywizmu połączonego z panowaniem techniki”.

Przemawiając do agnostyków, Benedykt XVI nie próbował nikogo nawracać, ale też nie ukrywał swego głębokiego przekonania, że „rozum nie kończy się na tym, co widzi oko, lecz jest raczej przyciągany do tego, co leży poza nim, do tego, za czym głęboko tęsknimy…”. I pokazywał, iż Kościół –więcej: chrześcijaństwo! – jest sojusznikiem człowieka i jego obrońcą.

O tej roli chrześcijaństwa Papież mówił szczególnie mocno podczas spotkania ekumenicznego. Co więcej, ukazywał absolutnie uniwersalny sens zbawienia: „wyraża [ono] coś fundamentalnego, (…) dotyczącego ludzkiej tęsknoty za szczęściem i pełnią. Nawiązuje do żarliwego pragnienia pojednania i komunii, które spontanicznie wypływa z głębi ludzkiego ducha”. Z kolei przemawiając do katolików – na przykład w trakcie Mszy w Brnie (uczestniczyło w niej ok. 150 tys. wiernych), spotkania z młodzieżą w Starym Bolesławcu czy nieszporów w praskiej katedrze – Ojciec Święty wzywał ich do zaangażowania „na rzecz umacniania wartości duchowych i moralnych”, co można zrealizować jedynie poprzez pogłębienie relacji z Bogiem i świadectwo miłości. Kościół w Czechach, choć tak niewielki i zmarginalizowany, może nadal oddziaływać na otoczenie – zdawał się mówić Benedykt XVI. Podobnie czynił Kościół starożytny; pisał o nim Tertulian, „że poganie byli poruszeni miłością, która łączyła chrześcijan”. Nie na darmo hasłem tej pielgrzymki były słowa pełne nadziei, że „Miłość Chrystusa jest naszą siłą”.

I jest to – powinna być – jedyna siła, jaką rozporządza Kościół.

W Polsce w ostatnim czasie rozgorzała dyskusja na temat wyroku wydanego w procesie, który Alicja Tysiąc wytoczyła redaktorowi naczelnemu „Gościa Niedzielnemu” ks. Markowi Gancarczykowi i archidiecezji katowickiej jako wydawcy tygodnika. Jak wiadomo, sąd zobowiązał redakcję „GN” do zamieszczenia przeprosin i wypłacenia powódce 30 tys. zł odszkodowania. Poszło o to, że ks. Gancarczyk publicznie: 1) stwierdził, iż Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał wyrok korzystny dla pani Tysiąc „za to, że bardzo chciała zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono” (tymczasem decyzja Trybunału dotyczyła tego, iż „w Polsce nie można […] zakwestionować decyzji lekarskiej”), oraz 2) porównał powódkę (która chciała dokonać aborcji, powołując się na względy zdrowotne – co jest w Polsce legalne) do zbrodniarzy hitlerowskich (gwoli prawdy porównanie to dotyczyło raczej sędziów Trybunału, a nie Alicji Tysiąc).

Ze sprawą łączy się kilka problemów. Po pierwsze: problem prawny. W Polsce obowiązuje ustawa dopuszczająca w określonych okolicznościach możliwość aborcji. Jak zapewnić kobiecie prawo do legalnej aborcji, nie łamiąc przy tym prawa lekarzy do sprzeciwu sumienia? Ponadto – czy nam się to podoba, czy nie – prawo zezwalające na pewien czyn musi gwarantować procedury umożliwiające kontrolę decyzji odmownej.

Po drugie: problem dotyczący głoszenia Ewangelii, tak by nie ranić ludzi. Czy piętnując grzech, wolno rzucać kamieniem w grzesznika?! Czy wolno drwić z jego nazwiska, poniżać jego godność?

Po trzecie, problem dotyczący wolności słowa i prawa do nazywania zła złem, nawet jeśli pozostaje to niezgodne z tzw. poprawnością polityczną. Czy wyrok katowickiego sądu oznacza, że aborcji (konkretnie, a nie tylko ogólnie) nie wolno już nazywać zabójstwem? I że należy przemilczać to, co naprawdę chciała uczynić Alicja Tysiąc?

Jest rzeczą niepokojącą, że sprawa Alicji Tysiąc stała się pretekstem do wytoczenia bitwy Kościołowi. No bo jak inaczej traktować jej wizytę w Sejmie (na zaproszenie SLD)? Co powiedzieć o wielkim tytule na pierwszej stronie wysokonakładowego dziennika: Kościół piętnujący (tak skomentowano oświadczenie Prezydium Konferencji Episkopatu, w którym – jako żywo – żadnego piętnowania nie ma)? Inna rzecz, iż osoby utożsamiające się z Kościołem również nie stronią od demagogii…

Obu stronom warto przypomnieć, o co tak naprawdę chodzi: o człowieka. Nie o ideologię.

6 października 2009

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata