70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Religie dla pokoju

Począwszy od 1987 roku, rzymska Wspólnota Sant’Egidio w różnych miejscach Europy organizuje coroczne spotkanie międzyreligijne – i jest to wyraźne nawiązanie do Światowego Dnia Modlitwy o Pokój, jaki z inicjatywy Jana Pawła II odbył się w Asyżu (1986).

Warto pamiętać, że jedno z pierwszych takich spotkań – w roku 1989, w 50. rocznicę wybuchu II wojny światowej – miało miejsce w Warszawie. Dwadzieścia lat później, we wrześniu 2009 roku – w odpowiedzi na zaproszenie kardynała Dziwisza – Wspólnota i jej goście ponownie przybyli do Polski: do Krakowa i na teren byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.

W tym kontekście jedną rzecz trzeba powiedzieć głośno: kardynał Dziwisz okazał się nonkonformistą. Człowiekiem Kościoła w Polsce, który złamał „świętą” zasadę, żeby się „nie wychylać”. Zresztą uczynił to nie po raz pierwszy: w tym roku złożył już wizytę w synagodze, a następnie (w trakcie sesji ku czci ks. Stanisława Musiała) wygłosił ważne przemówienie na temat dialogu chrześcijańsko-żydowskiego, za które, jak sądzę, uhonorowano go ostatnio Nagrodą Orła Jana Karskiego. Kardynał musiał wiedzieć, że w polskim (a może nawet i krakowskim) Kościele nie przysporzy mu to zbyt wielu przyjaciół. Tym większy jest dla niego mój podziw.

Trudno nie doceniać wagi takich spotkań, jak to krakowskie, i szansy, jaką ze sobą niosą: dla otwarcia umysłów i serc, dla nawiązania osobistych i serdecznych relacji, dla zaświadczenia, że „nie samym chlebem żyje człowiek”, a religie są – powinny być! – zaczynem pokoju, nie wojny.

Najważniejszym dniem „kongresu dla pokoju” był bez wątpienia wtorek (8 września) – rozpoczęty pokutną pielgrzymką do Auschwitz, wypełniony modlitwą i postem, a zakończony niezwykle poruszającą ceremonią, która odbyła się wieczorem na krakowskim Rynku. Kiedy tam stałem, słuchałem przemówień, modliłem się i przekazywałem znak pokoju, myślałem o tym, co powiedział rabin Michael Schudrich: „Kiedy ojciec widzi, że jego dzieci są razem, jest szczęśliwy. Dzisiaj nasz Ojciec, Bóg, jest szczęśliwy”.

Z drugiej strony jednak nie można nie zauważyć, że takim spotkaniom – podobnie jak mającym o wiele dłuższą tradycję tygodniom ekumenicznym – towarzyszy pewne ryzyko. I nie chodzi mi wcale o zastrzeżenia natury teologicznej, o „armaty”, które przeciwko ekumenizmowi i dialogowi międzyreligijnemu wytaczają uczniowie arcybiskupa Lefebvre’a. Chodzi mi raczej o niebezpieczeństwo rutyny. O to, że owe spotkania, kiedyś żywe i twórcze narzędzia Ducha Świętego, w każdej chwili mogą zamienić się w „imprezy”, które trzeba zorganizować i zaliczyć. Albo o to, że – wbrew pierwotnym założeniom – staną się ekskluzywne, przeznaczone dla wybrańców, nie dla „ludzi z ulicy”.

Patrząc z tej perspektywy, zgłaszam do organizatorów „Asyżu w Krakowie” kilka zastrzeżeń.

Po pierwsze, krakowska impreza miała, moim zdaniem, charakter zamknięty, a włoscy organizatorzy jedynie w minimalnym stopniu byli zainteresowani udziałem w niej zwykłych (niebędących VIP-ami) mieszkańców Krakowa. Zapomniano o informacji; o budowaniu wspólnoty; o tym, że ceremonię zakończenia powinien współprowadzić ktoś, kto mówi po polsku; o zaproszeniu do wspólnej modlitwy… Osoby nieposiadające odpowiedniego identyfikatora (czerwonego, niebieski nie wystarczał) odsyłano z kwitkiem spod ogromnego przecież kościoła Mariackiego, w którym gromadzili się chrześcijanie. Owszem, na Rynku stał telebim, ale nikt nie zatroszczył się o polskie tłumaczenie nabożeństwa, odbywającego się w świątyni, ani o włączenie zbierającego się pod ratuszem tłumu do wspólnej modlitwy. Można było odnieść wrażenie, że „nasza” (tj. zwykłych ludzi) modlitewna prośba o pokój jest – poniekąd z definicji – mniej skuteczna i nie warto o nią zabiegać.

Po drugie, dyskusje panelowe (raczej krótkie monologi na zadany temat, bo jak ognia unikano jakichkolwiek kontrowersji) w ogromnej większości mogłyby odbyć się w każdym czasie i każdym miejscu na ziemi. A przecież tu, w Polsce, powinniśmy chyba także porozmawiać o wyzwaniu, jakim jest „etyka solidarności”, o tym, jak budowano pojednanie polsko-niemieckie, jak po Jedwabnem prowadzić dialog polsko-żydowski, i co robić, kiedy głębokie podziały pojawiają się w łonie jednego Kościoła… Ponadto zdumienie budziło zaproszenie niektórych osób do udziału w tych akurat, a nie innych panelach. Jest dla mnie na przykład tajemnicą, dlaczego w debacie o „dialogu wiary i kultury” wystąpił (jako jedyny Polak!) Aleksander Gudzowaty.

Po trzecie (i to jest kamyczek do ogródka archidiecezji krakowskiej, która kongres współorganizowała), zabrakło duchowego przygotowania wiernych do tego spotkania. Warto pamiętać, że kiedy Jan Paweł II w 1986 roku zapowiedział Światowy Dzień Modlitw o Pokój, najpierw przez kilka miesięcy tłumaczył jego sens, a o modlitwę w tej intencji prosił cały Kościół. Zgoda, kardynał Dziwisz ogłosił list pasterski o kongresie, ale uczynił to dopiero w połowie sierpnia i chyba nie dość zatroszczył o to, by towarzyszyło mu rozlegające się z terenu całej archidiecezji wołanie o pokój i jedność.

Swoją drogą ciekaw jestem, jakie będą owoce tych dni dla Polski i dla Krakowa. Co po nich zostanie? Do kogo dotrze wygłoszony w Krakowie „Apel o pokój”, zawierający wezwanie, by „cierpliwie i z odwagą budować dialog, łączący tych, którzy się nienawidzą, i tych, którzy się ignorują…”? Ilu – również w Kościele! – potraktuje to poważnie i spróbuje spojrzeć na drugiego jak na brata?

Jedno nie ulega dla mnie wątpliwości: trzeba takie spotkania – i taką refleksję – kontynuować. Tak jak w Gdańsku, gdzie międzyreligijne spotkania modlitewne, o charakterze lokalnym, odbywają się regularnie już od kilku lat.

Przykładem aktywności religijnej na rzecz pokoju jest wspólne oświadczenie Episkopatu Polski i Niemiec wydane z okazji 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Warto też wspomnieć, że z inicjatywy Kościołów (rzymsko- i greckokatolickiego) od kilku lat toczy się trudny proces jednania polsko-ukraińskiego. Pytanie, czy do takiego spotkania dojrzeli już chrześcijanie z Polski i z Rosji. I co w tym kierunku czynimy – jako Kościół?

9 września 2009

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata