Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 NAPISZ DO REDAKCJI

 

PAŹDZIERNIK 2009, NUMER 653

Strona główna


 

TEMAT MIESIĄCA

BANKRUCTWO HUMANISTYKI?



Przed teorią nie ma ucieczki
(fragment)

Z HENRYKIEM MARKIEWICZEM rozmawia Łukasz

Tischner


Możliwe, iż dla ludzi mojego pokolenia nowe teorie są trudne do zrozumienia. Jeśli idzie o mnie, zdarza się, że po uważnej lekturze dochodzę do przekonania, iż daną myśl można było wyrazić znacznie prościej i że po takim przekładzie okazuje się banałem albo arbitralnym paradoksem


Czemu mają służyć nauki humanistyczne? Jak Pan Profesor broniłby dzisiaj nauk humanistycznych przed zarzutem, że są już społecznie nieużyteczne, a może nawet szkodliwe?

Zadał mi Pan pytanie, na które można by odpowiedzieć całą książką. Ponadto wymagałoby ono odpowiedzi zbiorowej. Nauki humanistyczne mają przecież zróżnicowany charakter – inne są zadania nauk filologicznych, inne socjologii czy psychologii.

Skupmy się zatem na nauce o literaturze.

Dziękuję za to zawężenie, bo częściowo uwalnia mnie od zarzutu intelektualnego hochsztaplerstwa. Choć i w przypadku literaturoznawstwa moje kompetencje są ograniczone – któż dziś może ogarnąć całość produkcji literaturoznawczej! I choćby tylko w Polsce, nie mówiąc o spojrzeniu w perspektywie szerszej.

Ale poczyniwszy to zastrzeżenie, do którego dodałbym jeszcze takie, że moje poglądy wydadzą się pewnie wielu czytelnikom staroświeckie, powiedziałbym, że literaturoznawstwo, a zwłaszcza historia literatury proponuje pewien wybór z dziedzictwa i współczesności literackiej, który uważa za szczególnie wartościowy, ucząc zarazem lepszego zrozumienia i korzystania z niego. Literatura – jak wiadomo – może służyć celom różnym: upodobaniom estetycznym, swoistemu poznawaniu rzeczywistości i jej projektowaniu, zaspokajaniu potrzeb ludycznych, rozrywkowych. Oczywiście wszystko to bierze się z potencjału samej literatury, a nie nauki o literaturze, ale ta ostatnia otwiera ku temu drogi.

Pan Profesor wspominał o wyborze spośród dziedzictwa. Ellis wskazuje, że krytycy, których zalicza do szkoły „rasa- gender-klasa”, zarzucają tego rodzaju wyborowi ideologiczne skonstruowanie. W konsekwencji walczą z tym, co jest nazywane literackim kanonem, i przekonują, że historia literatury – pośrednio lub wprost – ma służyć polityce, ma być wehikułem treści ideologicznych danego czasu (obecnie – walce z wszelką opresją). Czy Pan Profesor podziela ich przekonanie?

Badania literackie są w wielu wypadkach obciążone tym skrzywieniem ideologicznym, ale można je zaobserwować i zminimalizować. Poza tym w odróżnieniu od przedstawicieli tej nieszczęsnej trójcy wielu teoretyków i praktyków literatury wskazywało na to, że można również czerpać satysfakcję literacką z utworów o ideologii obcej…

…lub nawet niebezpiecznej. Przypomina się choćby Ezra Pound.

Wiele znanych sformułowań, na przykład Eliota czy – by odwołać się do polskiej tradycji – Wacława Borowego podkreśla możliwość względnego zautonomizowania oceny literackiej utworu od preferencji ideologicznych badacza. Zapewne, wszystko to dzieje się w pewnych granicach. Wydaje mi się, że istnieją dzieła o ideologii tak obcej i wrogiej danemu badaczowi, że trudno mu abstrahować od tego wymiaru omawianego dzieła literackiego.

Więcej na łamach październikowego „Znaku”

Share

Zamów numer

HENRYK MARKIEWICZ, polonista, historyk i teoretyk literatury, emerytowany profesor UJ.



W następnym numerze:

CZY KATOLICY PRZEGRYWAJĄ WALKĘ Z CZASEM?

POCZĄTEK STRONY

 

 

 


© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.