Przed teorią nie ma ucieczki (fragment)
Z HENRYKIEM MARKIEWICZEM rozmawia Łukasz
Tischner
Możliwe, iż dla ludzi mojego pokolenia nowe teorie są trudne do
zrozumienia. Jeśli idzie o mnie, zdarza się, że po uważnej lekturze
dochodzę do przekonania, iż daną myśl można było wyrazić znacznie
prościej i że po takim przekładzie okazuje się banałem
albo arbitralnym paradoksem
Czemu mają służyć nauki humanistyczne? Jak Pan Profesor broniłby dzisiaj nauk humanistycznych
przed zarzutem, że są już społecznie nieużyteczne, a może nawet szkodliwe?
Zadał mi Pan pytanie, na które można by odpowiedzieć całą książką. Ponadto wymagałoby
ono odpowiedzi zbiorowej. Nauki humanistyczne mają przecież zróżnicowany
charakter – inne są zadania nauk filologicznych, inne socjologii czy psychologii.
Skupmy się zatem na nauce o literaturze.
Dziękuję za to zawężenie, bo częściowo uwalnia mnie od zarzutu intelektualnego
hochsztaplerstwa. Choć i w przypadku literaturoznawstwa moje kompetencje są ograniczone
– któż dziś może ogarnąć całość produkcji literaturoznawczej! I choćby tylko
w Polsce, nie mówiąc o spojrzeniu w perspektywie szerszej.
Ale poczyniwszy to zastrzeżenie, do którego dodałbym jeszcze takie, że moje poglądy
wydadzą się pewnie wielu czytelnikom staroświeckie, powiedziałbym, że literaturoznawstwo,
a zwłaszcza historia literatury proponuje pewien wybór z dziedzictwa
i współczesności literackiej, który uważa za szczególnie wartościowy, ucząc zarazem
lepszego zrozumienia i korzystania z niego. Literatura – jak wiadomo – może służyć celom różnym: upodobaniom
estetycznym, swoistemu poznawaniu
rzeczywistości i jej projektowaniu, zaspokajaniu
potrzeb ludycznych, rozrywkowych.
Oczywiście wszystko to
bierze się z potencjału samej literatury,
a nie nauki o literaturze, ale ta
ostatnia otwiera ku temu drogi.
Pan Profesor wspominał o wyborze
spośród dziedzictwa. Ellis wskazuje, że
krytycy, których zalicza do szkoły „rasa-
gender-klasa”, zarzucają tego rodzaju
wyborowi ideologiczne skonstruowanie.
W konsekwencji walczą z tym,
co jest nazywane literackim kanonem,
i przekonują, że historia literatury –
pośrednio lub wprost – ma służyć polityce,
ma być wehikułem treści ideologicznych
danego czasu (obecnie – walce
z wszelką opresją). Czy Pan Profesor
podziela ich przekonanie?
Badania literackie są w wielu wypadkach obciążone tym skrzywieniem ideologicznym,
ale można je zaobserwować i zminimalizować. Poza tym w odróżnieniu od przedstawicieli
tej nieszczęsnej trójcy wielu teoretyków i praktyków literatury wskazywało na to,
że można również czerpać satysfakcję literacką z utworów o ideologii obcej…
…lub nawet niebezpiecznej. Przypomina się choćby Ezra Pound.
Wiele znanych sformułowań, na przykład Eliota czy – by odwołać się do polskiej tradycji
– Wacława Borowego podkreśla możliwość względnego zautonomizowania oceny
literackiej utworu od preferencji ideologicznych badacza. Zapewne, wszystko to
dzieje się w pewnych granicach. Wydaje mi się, że istnieją dzieła o ideologii tak obcej
i wrogiej danemu badaczowi, że trudno mu abstrahować od tego wymiaru omawianego
dzieła literackiego.
Więcej na łamach październikowego „Znaku”
Share
Zamów numer