70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Konkurencja jest wskazana w polityce

Wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego potwierdziły zdecydowaną hegemonię Platformy Obywatelskiej na polskiej scenie politycznej. PiS – główne ugrupowanie opozycyjne – pozostaje daleko w tyle i dodatkowo pozbawione jest „zdolności koalicyjnych”. Trudno się temu zresztą dziwić, zważywszy na doświadczenia jego koalicjantów z poprzedniej sejmowej kadencji. Taka, zdawałoby się komfortowa, sytuacja wcale jednak nie musi w dłuższej perspektywie służyć ugrupowaniu będącemu liderem rankingów. Dlaczego?

Może bowiem prowadzić do zbytniej pewności siebie, arogancji, a nawet pychy. Takie postawy można było zauważyć u niektórych polityków Platformy w stosunku do środowisk twórczych, krytykujących forsowaną przez PO ustawę medialną. Zarzucanie twórcom – w tym tak wybitnym (i znanym z nonkonformistycznej i obywatelskiej postawy) jak Agnieszka Holland – że ich krytyczna postawa wynika z osobistej czy grupowej interesowności, świadczy co najmniej o zawrocie głowy od sukcesów, który to stan stał się udziałem prominentnych polityków tej partii. W ich postawach i wypowiedziach odczytać można komunikat przeznaczony dla wyborców, zwłaszcza dla inteligencji: jesteście na nas skazani, bez względu na to, jacy jesteśmy i co zrobimy, gdyż jedyną alternatywą dla naszych rządów jest PiS, a tego przecież nie chcecie za żadną cenę.

To w tym kontekście należy oceniać polityczną inicjatywę Andrzeja Olechowskiego i Pawła Piskorskiego. Chociaż sondaże nie dają jej na razie większych szans, nie lekceważę jej i sądzę, że może odegrać w polskiej polityce pozytywną rolę. Zdrowe życie polityczne wymaga konkurencji ugrupowań, programów i  politycznych osobowości. Tymczasem od wyborów 2007 roku, a może nawet od wyborów prezydenckich 2005, nasze życie polityczne podporządkowane jest logice plebiscytu: albo PiS, albo PO. Tertium non datur. Nie wiem, czy odnowione SD zdoła spełnić rolę tego trzeciego czynnika, przełamującego dotychczasowy – praktycznie bipolarny – układ polityczny. Z pewnością jednak pojawienie się ugrupowania z takimi ambicjami i ze znanym politykiem, mającym prezydenckie aspiracje, jest wyzwaniem przede wszystkim dla PO. Powinno ono zmusić ją do większego wysiłku i wyrwać ze stanu samozadowolenia i stanowczo nadmiernej pewności siebie. Andrzej Olechowski i Paweł Piskorski będą przede wszystkim zabiegać o pozyskanie dotychczasowych wyborców Platformy. Skonstruowanie przez nich spójnego programu nie jest jednak prostą sprawą. Obaj politycy dali się poznać jako zwolennicy liberalnych rozwiązań gospodarczych, w tym wprowadzenia w Polsce niskiego podatku liniowego. Tymczasem zarówno ich własne deklaracje, jak i wypowiedzi polityków, zainteresowanych tą inicjatywą, wskazują, że Stronnictwo Demokratyczne zajmie miejsce na centrolewicy. Trudno w tej chwili przewidzieć, jak z tego dylematu wybrną obaj jego liderzy.

Platforma Obywatelska pozostaje ugrupowaniem liberalno- konserwatywnym. Jednak nie ulega żadnej wątpliwości, że polityczne kierownictwo sprawuje w nim środowisko wywodzące się z dawnego KLD, skupione wokół Donalda Tuska. Tym, co musi niepokoić w PO – a co pozostaje charakterystyczne także dla PiS-u – jest zupełny brak wewnętrznej debaty ideowopolitycznej.

W znacznej mierze wynika to z faktu, że główne polskie partie polityczne stały się karnymi, hierarchicznymi strukturami, w których – z wyjątkiem wewnętrznych wyborów – władza płynie z góry do dołu. Są one zdominowane przez zawodowych polityków i w coraz większym stopniu odseparowane od społeczeństwa obywatelskiego i jego żywotnych sił skupionych w inicjatywach społecznych i organizacjach pozarządowych. Bardzo daleko odeszliśmy od modelu ruchów politycznych II Rzeczypospolitej, w której duże stronnictwa polityczne – narodowe, ludowe i socjalistyczne – były zwieńczeniem różnych autentycznych przedsięwzięć społecznych.

Wodzowski charakter partii i brak wewnętrznych debat powodują, że ideowa tożsamość (miały ją wszystkie partie, które pozostawiły trwały ślad w historii), staje się czymś ulotnym, niedookreślonym i mało znaczącym w praktyce działania. Może to mieć niebezpieczne konsekwencje. Piotr Zaremba słusznie zwrócił niedawno na łamach „Dziennika” uwagę na fakt, iż w Europie Zachodniej  trwa wyraźna ofensywa środowisk  podważających tradycyjny model rodziny, domagających się preferencji dla mniejszości seksualnych, parytetów w wyborach według kryterium płci i legalizacji eutanazji. Prawicowe formacje polityczne, które nie mają wyrazistej tożsamości ideowej, nie potrafią wyraźnie przeciwstawić się tym tendencjom i często im ulegają. Zaremba ma rację, stwierdzając, że ten los może spotkać także PO. Wodzowska partia, w której nie toczą się dyskusje i debaty ideowe, może przekształcić się w pragmatyczną partię władzy, która swe stanowiska polityczne w drażliwych kwestiach moralnych i obyczajowych uzależnia nie od przekonań swoich członków, tylko od wyników sondaży. Nie chciałbym takiego obrotu spraw. Także dlatego pojawienie się na scenie politycznej SD, i to w miejscu niezbyt odległym od PO, jest faktem pozytywnym, wymuszającym – ze względu na konkurencję pomiędzy tymi partiami – debatę na ważne tematy.

Prezydent Lech Kaczyński po raz kolejny zmienił szefa swojej kancelarii. Mniej więcej po roku sprawowania tej funkcji najwyraźniej sfrustrowanego Piotra Kownackiego zastąpił sympatyczny, sprawiający dobre wrażenie Władysław Stasiak. Komuś z zewnątrz trudno ocenić, czy rzeczywiście w prezydenckiej kancelarii – nie bez winy najwyższej osoby w państwie – panował chaos. Oczywiste jest natomiast to, że najpoważniejszym problemem szkodzącym prezydentowi jest co innego: polityczna identyfikacja z PiS-em oraz intelektualne i emocjonalne uzależnienie od brata, będącego w tym ugrupowaniu panem i władcą. Nie sądzę, aby to mogło się zmienić. A szkodzi to jakości prezydentury, wizerunkowi głowy państwa – i zmniejsza do minimum szanse Lecha Kaczyńskiego na reelekcję.

29 lipca 2009

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata