|
REFLEKSJE

Leszek (fragment)
KAROL TOEPLITZ
Miał Leszek Kołakowski
nieprawdopodobny dar wygłaszania
całego wykładu na dopiero co zadany
temat. Każdy temat wywoływał u Niego
głęboką refleksję, a Profesor wyjawiał
ją bez opierania się na
usystematyzowanych notatkach,
luźnych kartkach bądź wcześniej
przygotowanych punktach.
Pisanie tego tekstu nie przychodzi mi łatwo.
Nie będzie to omówienie kolejnych
wielkich dzieł Profesora, bardziej: osobista
relacja z długoletnich kontaktów, jakie
zawiązaliśmy mnóstwo lat temu. Znaliśmy
się z Leszkiem od 1962 roku, a więc ponad
47 lat. I nie piszę o Nim po imieniu dlatego,
że po śmierci panuje taki „zwyczaj”.
Nie, to On sam zaproponował mi przejście
na „ty” gdzieś pod koniec lat siedemdziesiątych.
Nie wiem nawet, czym sobie na
to zasłużyłem. Potem pisał o mnie „stary
przyjaciel”. Byłem jednym z pięciu doktorów
wypromowanych w Polsce przez Mistrza
– tak Go nazywałem od wielu dziesięcioleci.
Byliśmy rozrzuceni po całej
Polsce: Warszawa, Łódź, Poznań, Kraków
i Sopot; cała piątka, dzisiaj profesorowie
zwyczajni, nigdy się nie spotkała razem
w jednym miejscu i w jednym czasie, nawet
na pogrzebie…
A mimo to „coś” nas łączy. Łączy też
z wieloma innymi, którzy przyznają się do
tego, że s ą (nie byli, lecz są) Jego uczniami.
Leszek nie stworzył klasycznej szkoły
filozoficznej, jak na przykład Platon czy
Arystoteles, a jednak wpoił nam jakieś zasady
myślowe i dał wskazówki postępowania,
które pozwalają mówić: „My od Leszka”.
(Zwłaszcza teraz ten zwrot zacznie
znaczyć więcej niż dotychczas, będziemy,
bardzo liczne grono osób, rozpoznawalni).
Dała temu wyraz między innymi Barbara
Labuda, kiedy – jako reprezentantka
prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego
– odczytawszy (z okazji nadania
Profesorowi w 1997 roku najwyższego tytułu
naukowego, doktoratu honoris causa
Uniwersytetu Gdańskiego, który to fakt
zbiegł się z 70. tą rocznicą Jego urodzin)
list Prezydenta RP, dołączyła doń własną
wypowiedź:
…zjechałam z Warszawy żeby oddać ten
dług… od tych ludzi należących do liberalnej kosmopolitycznej inteligencji, dla której był
Pan Mistrzem, sprzeciwiającej się totalitaryzmowi…
Pańskie postępowanie, sposób rozumowania,
także „prześcipność”1 i poczucie
humoru – to wszystko przyczyniło się także
do mojej osobistej drogi życiowej… Należałam
do pokolenia zbuntowanych młodych ludzi,
którzy organizowali wiece sprzeciwu na
Uniwersytecie Poznańskim… Oddaję zatem
dług, dług karmiczny, chciałoby się rzec, który
mam wobec Pana.
Podobnych wypowiedzi i postaw można
znaleźć nie tylko w Polsce i nie tylko
w Europie Wschodniej, ale na całym cywilizowanym
świecie nieskończenie wiele.
Dlaczego piszę o świecie i czy jest to
uzasadnione? Pośród niezliczonej liczby
wyróżnień chciałbym w tym kontekście
wspomnieć o uzasadnieniu przyznania
Leszkowi włoskiej nagrody „Ninio”
(1997): „Dla Mistrza naszych czasów, za
oryginalność, która uwidocznia się w opozycji
przeciwko wszelkiemu dogmatyzmowi
[!], totalitaryzmowi oraz w solidarności
wobec tych, którzy cierpią fizycznie
i moralnie [!]”. Sapienti sat.
Więcej na łamach wrześniowego „Znaku”
Zamów numer
KAROL TOEPLITZ, prof. dr hab.,
filozof, uczeń
i przyjaciel
Leszka
Kołakowskiego.
W następnym numerze:
HUMANISTYKA NA ROZDROŻU
POCZĄTEK STRONY |