|
REFLEKSJE

Miłosz i wiek sekularny (fragment)
ŁUKASZ TISCHNER
Miłosz najwyraźniej tęskni do
„porowatego ja”, bo pozwala mu
ono wglądnąć w zakryty przed
„ja opancerzonym” wyższy ład,
który zakłada hierarchię czasów,
fundamentalną wspólnotę
ponad strukturą oraz – last but
not least – niedoskonałość
ludzkich projektów politycznych.
Temat mojego artykułu zdaje się dość wyczerpująco
opisany, w dodatku sam Miłosz
wielokrotnie podejmował go w swej poezji
i esejach. Wystarczy wspomnieć Ziemię
Ulro, w której badał przyczyny erozji wyobraźni
religijnej, czy ostatni tom wierszy
wydany za jego życia – Drugą przestrzeń,
z Traktatem teologicznym na czele. Do jego
ponownego podjęcia skłoniła mnie jednak
lektura fundamentalnej monografii Charlesa Taylora A Secular Age, która w ciągu
roku od wydania zdołała już zyskać miano
klasycznej. Warto nadmienić, że wybitny
kanadyjski filozof przywołuje w niej
Ziemię Ulro, choć Miłosz nie gości często
na jej stronach.
Książka Taylora jest nieocenionym
przewodnikiem po labiryncie idei, które
wyznaczają horyzont religijnych i ateistycznych
intuicji człowieka XX wieku.
Taylor z niezrównaną jasnością pokazuje
ich genealogię, odmitologizowując zarazem
wiedzę na temat „wieku sekularnego”.
Wstępne rozróżnienia Taylora pozwolą
mi uporządkować rozległe pole
badawcze i zapytać, dlaczego Miłosz zdaje
się pisać przeciwko duchowi sekularnego
czasu. Wydaje się bowiem, że powodują
nim racje nie tylko konfesyjne. W moich
siłą rzeczy zdawkowych uwagach przywołam
kilka utworów poetyckich, które pomogą
zrozumieć powody jego buntu.
Ja porowate i ja opancerzone
Zacznijmy od kilku generalnych ustaleń.
W ślad za Taylorem będę mówił o wieku
sekularnym (czyli – z grubsza biorąc –
okresie od końca I wojny światowej do dzisiaj)
jako o epoce, w której radykalnie zmieniły
się warunki wiary. Religia nie jest już
wpisanym w porządek prawno-polityczny
aksjomatem, lecz stała się jedną z możliwych
opcji. Co znamienne, w wieku sekularnym
jest do pomyślenia unieważnienie
wszelkich innych celów poza samym ludzkim
rozwojem. Różnicę między dawnymi
epokami a czasami współczesnymi wyznaczają
przemiany w trzech obszarach: po pierwsze, zjawiska przyrody przestały
być postrzegane jako przejawy Bożego
działania, po wtóre, Bóg przestał być gwarantem
porządku społeczno-politycznego,
po trzecie zaś, dokonał się proces, który
za Maksem Weberem nazywamy „odczarowaniem”
(Entzauberung). Taylor zwraca
uwagę na znamienny rys owego „odczarowania”.
W świecie „zaczarowanym”
nie istniała wyraźna linia podziału między
działaniem sił osobowych i nieosobowych.
Relikwie świętych mogły przynieść
uzdrowienie chorym lub przekleństwo złodziejom,
którzy poważyli się po nie sięgnąć.
Świat pełen był najrozmaitszych sił i mocy,
które miały dostęp do ludzkiego wnętrza.
Konkludując, Taylor stwierdza, że
w świecie „zaczarowanym” istniało „ja
(self) porowate”, w wieku sekularnym
zaś „ja” (self) jest – jak powiada – chronione
buforami, opancerzone. „Ja porowate”
było ranliwe, wystawione na działanie
sił zewnętrznych – jak przez sito przenikały
do jego wnętrza zagadkowe treści,
czy nawet duchy, „ja opancerzone” z kolei
polega wyłącznie na sile własnego umysłu,
ustala znaczenia rzeczy, z którymi
się zderza. „Ja opancerzone” ma skłonność
do separowania się od tego, co leży
poza granicami jego umysłu – od świata
natury oraz innych ludzi. Jest nieranliwe
i wolne od lęku przed tym, co przychodzi
z zewnątrz. A jednak, argumentuje, Taylor,
„porowate ja” – choć niewątpliwie zabobonne
i „niepełnoletnie” – pod pewnymi
względami było lepiej wyposażone niż
jego współczesny potomek. Jak się zdaje,
także Miłosz z sympatią spogląda na owo
archaiczne ja, przewrotnie widząc w nim pewniejsze medium prawdy o świecie, do
czego jeszcze powrócimy.
Więcej na łamach wakacyjnego „Znaku”
Zamów numer
ŁUKASZ TISCHNER, dr, polonista,
redaktor
miesięcznika
„Znak”,
wykładowca
Wydziału
Polonistyki UJ.
W następnym numerze:
SPÓR O II WOJNĘ ŚWIATOWĄ
POCZĄTEK STRONY |