Od powietrza, głodu, ognia
i wojny… (fragment)
ZBIGNIEW W. KUNDZEWICZ, PIOTR MATCZAK
Istnieje wiele czynników wpływających na wzrost ryzyka katastrof
naturalnych. Rośnie potencjał strat i ekspozycja. Liczne katastrofy
naturalne mają związek z ekstremami pogodowymi i klimatycznymi.
Stąd wielkie zainteresowanie zmianami klimatu i wpływem tych
zmian na zjawiska ekstremalne.
Szczęśliwe pokolenie
Słowa starej pieśni błagalnej „Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas, Panie”
wydają się odległe od realiów współczesnej Europy. Wprawdzie podczas pierwszej połowy
XX wieku dwie wojny światowe oraz komunizm pochłonęły setki milionów ofiar,
to jednak w ciągu ostatnich 64 lat Europejczycy żyli w warunkach pokoju, a nawet – poza
blokiem sowieckim – szybko rosnącego dobrobytu.
Systematyczna i wydajna praca w dobrze funkcjonującym systemie politycznym
i ekonomicznym przynosiła pożądane efekty. W dwunastu najbogatszych krajach Europy
po 1945 roku wartość dochodu na głowę mieszkańca ciągle rosła, z niewielkimi
zachwianiami na początku lat siedemdziesiątych (kryzys paliwowy) oraz na początku
lat dziewięćdziesiątych. Mieszkania, a potem domy i samochody, stabilna i godziwie
wynagradzana praca, opieka zdrowotna na wysokim poziomie, zabezpieczenie na starość
i na wypadek kalectwa – wszystko to stawało się dostępne rosnącej liczbie mieszkańców
krajów uprzemysłowionych Europy Zachodniej, ale także Ameryki Północnej,
Japonii czy Australii. Bezrobotnych nie było wielu, mogli oni liczyć na pomoc państwa, a osoby starsze – na godne emerytury pozwalające na podróże po świecie. Renesansowe
hasło carpe diem stało się bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Bogate społeczeństwa
zaspokoiły podstawowe potrzeby materialne, przykładając coraz większą wagę do indywidualnego
rozwoju osobistego, samorealizacji, ochrony środowiska.
Nie dostrzegamy miecza Damoklesa
Szczęśliwe pokolenia ostatniego półwiecza bagatelizowały zagrożenia wynikające
z działania sił natury lub człowieka. „Najczęstszy ludzki błąd – pisał Machiavelli – nie
przewidzieć burzy w piękny czas”. Zagrożenia istnieją i dziś. Wzrasta nawet ich skala
i zasięg.
Aktywna obecność 6,7 miliarda ludzi „rozpychających się” w środowisku naturalnym2,
niesie zagrożenia. Przed 10 tysiącami lat zamieszkiwało naszą planetę zaledwie
5–10 milionów ludzi, a więc mniej niż dziś mieszka tylko w jednym z 26 megamiast,
o liczbie mieszkańców przekraczającej 10 milionów.
Jeszcze silniejsza od dynamiki wzrostu liczby ludności okazała się dynamika wzrostu
produktu globalnego brutto, produkcji energii czy emisji dwutlenku węgla. Człowiek,
jak jeszcze nigdy dotąd, ma wpływ na sprawy globalne – na procesy przenoszenia
energii i materii, na skład atmosfery, na bieg rzek, na wielkoskalowe pokrycie powierzchni
ziemi. Za sprawą człowieka nie tylko rośnie potencjał strat, które mogą być
wywołane naturalnymi kataklizmami, ale też ryzyko ich wystąpienia. Laureat Nagrody
Nobla Paul Crutzen zauważył, że Ziemia przestała być systemem naturalnym. Ludzkość
stała się „geologiczną” siłą sprawczą, porównywalną z takimi naturalnymi procesami
jak erozja czy erupcje wulkanów. Crutzen ochrzcił więc obecną epokę terminem
„antropocenu”.
Wiele współczesnych zagrożeń ma globalny zasięg – nie można przed nimi uciec, nawet
jeśli przyczyny leżą geograficznie bardzo daleko3. Skażenie środowiska w następstwie
katastrofy w elektrowni jądrowej w Czarnobylu dostrzeżono w całym świecie, nawet
wiele tysięcy kilometrów od miejsca wybuchu. Fala tsunami na Oceanie Indyjskim,
która zdewastowała wybrzeża południowo-wschodniej Azji, spowodowała śmierć tysięcy
Europejczyków spędzających Boże Narodzenie w egzotycznych stronach. Polacy również podróżują po całym świecie, bardziej niż kiedykolwiek w historii, nierzadko
stając się ofiarami katastrof i klęsk żywiołowych.
Więcej na łamach wakacyjnego „Znaku”
Zamów numer