Jaka przyszłość dla chrześcijaństwa? (fragment)
Z JEANEM DELUMEAU rozmawiają
Henryk Woźniakowski i Dorota Zańko
Ze wszystkich religii w świecie to chrześcijaństwo w pewnym
sensie daje globalizacji największe możliwości, ponieważ jego
przesłanie czyni naród wybrany z całej ludzkości, bez różnic
rasowych, klasowych ani żadnych innych. Myślę, że trzeba
wykorzystać szansę, jaką jest globalizacja, żeby lepiej pokazać
chrześcijaństwo światu.
Czy historycy często odczuwają pokusę zajmowania się futurologią?
Nieuchronnie. Przynajmniej w obszarze wiary. Jeśli bowiem historyk zajmuje się wiarą
chrześcijańską, jak to jest w moim wypadku, musi oczywiście stawiać sobie pytania na
temat przyszłości. Zajmujemy się więc przyszłością, porównując ją z przeszłością. To
wydaje mi się normalne.
W mojej karierze, ponieważ pisałem o religijnej historii Zachodu, musiałem zadać
sobie pytanie na temat sytuacji obecnej, pomagając sobie wiedzą, jaką miałem na temat
przeszłości Europy Zachodniej w tym aspekcie. Zająłem się kwestią aktualności
i przyszłości chrześcijaństwa w trzech książkach: Le christianisme va-t-il mourir? („Czy
chrześcijaństwo umrze?”), w Ce que je crois („To, w co wierzę”), która ukazała się w serii
o takim samym tytule, i w Guetter l’aurore („Wyczekiwać jutrzenki”), wydanej w roku
2003.
Stosunkowo niewielu historyków ma jednak odwagę wypowiadać się na ten temat pisemnie.
Niezupełnie. Na przykład Pierre Chaunu, mój rówieśnik, zajmujący się historią XVI
i XVII wieku, był jednym z rzeczników protestantyzmu francuskiego w naszej epoce.
Dodam też, że na wielu uniwersytetach francuskich (a szczególnie na Uniwersytecie
Panthéon-Sorbonne, czyli Paris I) istnieją silne ośrodki historii religijnej okresu klasycznego,
od XVI do XVIII wieku, i prowadzi się tam też debaty dotyczące współczesności
i przyszłości. Nie jestem więc odosobniony.
Czy nie sądzi Pan Profesor, że czarnowidztwo dotyczące przyszłości wiary chrześcijańskiej
to czasem samospełniające się przepowiednie? Tak często się je powtarza…
Nie chcę się bawić w proroka. Co do mnie, to życzyłbym sobie dla chrześcijaństwa jakiejś
przyszłości, szukam dla niej uzasadnienia, ale nie wiem, czy to się spełni. Znajomość
przeszłości pozwala mi jednak coś proponować. Trzeba więc to, co mówię, traktować
raczej jako propozycję niż futurologię.
Widzi Pan zatem szansę dla chrześcijaństwa?
Tak. Moim zdaniem obecna globalizacja, która nabrała dużego przyspieszenia, jest dla
chrześcijaństwa nową szansą. Ze wszystkich bowiem religii na świecie to ono w pewnym
sensie daje obecnie globalizacji największe możliwości, ponieważ jego przesłanie –
że Chrystus-Bóg przyszedł na ziemię, że umarł i zmartwychwstał – czyni, można powiedzieć,
naród wybrany z całej ludzkości, bez różnic rasowych, klasowych ani żadnych
innych. A więc jeśli istnieje przesłanie, które skierowane jest do wszystkich, jest
nim właśnie chrześcijaństwo. Myślę, że trzeba wykorzystać szansę, jaką jest globalizacja,
żeby je lepiej pokazać światu.
Więcej na łamach wakacyjnego „Znaku”
Zamów numer