70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

W obronie Miłosza

Chociaż przez autokomentarze Miłosz chciał wywrzeć wpływ na sposób odbioru siebie i swoich utworów, nie mógł zapobiec przyklejaniu sobie etykietek w rodzaju: katastrofista, moralista, poeta polityczny, poeta metafizyczny, wieszcz, komunista, kryptokomunista itd.

…jesteśmy bezbronni wobec czasu, który nastanie po naszej śmierci, wobec wszelkich przemian smaku, obyczajów, skali wartości, mód. Będą z nas brali, co im wygodne, odrzucali, co im niepotrzebne, i któż może przewidzieć, na ile ten obraz będzie podobny do naszego obrazu samych siebie?

Czesław Miłosz, Rok myśliwego 

 

Decyzja o pozostaniu poza granicami PRL, jaką Miłosz podjął w 1951 roku, spowodowała zakaz wydawania jego tekstów i podawania informacji o nim w encyklopediach i kompendiach literackich, co spowodowało, że zanim otrzymał Nagrodę Nobla w 1980 roku, był pisarzem ogółowi polskiego społeczeństwa nieznanym. Wyjątek stanowiły osoby zaprzyjaźnione i nieliczni czytelnicy mający dostęp do publikacji „Kultury” paryskiej lub druków tzw. drugiego obiegu. Ponadtrzydziestoletnia nieobecność na rynku wydawniczym i w świadomości polskich czytelników, nagłe pojawienie się masy tekstów, do których odbioru tylko nieliczni z polskich filologów i miłośników literatury byli przygotowani, stały się przyczyną paradoksalnych ocen i sporów literackich oraz ideologicznych, jak to przewidzieli niektórzy literaturoznawcy. Nagroda Nobla i wywalczone przez „Solidarność” złagodzenie cenzury wpłynęły na szerszą recepcję tekstów Miłosza w kraju oraz pojawienie się entuzjastycznych recenzji i laudacji z tej okazji. Miłosz awansował do roli wieszcza, mimo że bronił się przed przypisywaniem mu różnorodnych zasług, bo dostrzegał, iż jego teksty odczytywane są zbyt powierzchownie. Odczuwał sprzeczność między postrzeganiem siebie przez innych a ekspresją literackiego „ja”; w krytyce widział romantyczne tendencje utożsamiania literatury z życiem. Wyjaśniał, że to, co niektórzy uważają za patriotyzm i zaangażowanie społeczne, było zdeterminowane pewnymi koniecznościami, konkretną rzeczywistością historyczną, a często zbiegiem okoliczności i przypadkiem. Nie chciał być postrzegany jako pisarz polityczny, ale jako filozoficzny i medytujący poeta. Nie zgadzał się, że się go odczytuje jako moralistę, ponieważ inaczej pojmował moralność, twierdząc:

nie widzę żadnych specjalnie moralnych zasad w całej swojej twórczości. Raczej widzę, że jakimś cudownym zrządzeniem nie zbłaźniłem się tak jak różni moi koledzy. Ale to wynikało znowu nie z mojej silnej woli, czy wskutek mojego poczucia moralnego, tylko – w dużym stopniu – wskutek różnych układów, bardzo szczęśliwych okoliczności. (…) jestem na pewno bardzo daleki od tego obrazu etyki, który mam, ale do którego ani ja, ani moja twórczość nie pasują. Uważam siebie za człowieka, który nie dorasta do pewnego ideału. Moje życie nie ułożyło się tak, jak bym chciał, żeby się ułożyło – według wysokich zasad moralnych (AP, 128)[1].

Chociaż przez autokomentarze chciał wywrzeć wpływ na sposób odbioru siebie i swoich utworów, nie mógł zapobiec przyklejaniu sobie etykietek w rodzaju: katastrofista, moralista, poeta polityczny, poeta metafizyczny, wieszcz, komunista, kryptokomunista itd. Pisarz był świadomy tego, że w pewnym stopniu sam sobie zawinił, bo projektował swoją postać w rozmaitych rolach i przyjmował różne maski, prowadząc grę z czytelnikiem, w której zacierały się granice między rzeczywistością a fikcją:

Moja przeszłość zmienia się zależnie od tego, jaki sens nadają jej moje postanowienia i czyny teraz, w tej chwili (NZ, 124).

Jedną z moich literackich rozrywek było prowadzić czytelnika w jakimś kierunku i następnie poplątać mu ścieżki, tak żeby stracił pewność, co zresztą powodowało wiele nieporozumień (RE, 100). wszystkie biografie są fałszywe, nie wyłączając mojej, którą z tego abecadła czytelnik skłonny byłby wysnuwać (AM, 64).

Rozproszona po różnych tekstach jego autobiografia, będąca kreacją literackiego „ja”, podporządkowana jest artystycznej koncepcji poszukiwania samego siebie. Jej otwarta kompozycja pozwala Miłoszowi na ciągłe przywoływanie epizodów z przeszłości, które z jakichś powodów są dla niego ważne i chce, by zapamiętali je czytelnicy. Jest procesem przyjmującym postać przemilczeń i jakby niechętnego, wstrzemięźliwego, a równocześnie niejednoznacznego przedstawiania drobnych faktów z życia, ciągłym uzupełnianiem szczegółów, ujawnianiem sekretów, stałej korektury własnego wizerunku z różnych punktów widzenia.

Nieśmiałe i powściągliwe głosy niechętne pisarzowi odzywały się rzadko. Teksty pisane i wydawane przez siedemdziesiąt lat, odkrywające przed czytelnikiem meandry burzliwego i długiego życia, stały się dla Miłosza pułapką – kiedy ukazały się wszystkie na polskim rynku wydawniczym w krótkim czasie i zaczęto je interpretować dosłownie, jakby nie były tekstami literackimi lub paraliterackimi, ale formą zeznania – czego przykładem jest praca Jana Majdy[2].

Sam tytuł rozprawki Awersja Czesława Miłosza do Polaków i polskości stał się powodem, by bliżej przypatrzeć się temu osobliwemu krytycznemu głosowi, który polskie prace naukowe z różnych powodów przemilczały.

Zagadnieniami, na których się skupił Jan Majda, jest stosunek Miłosza do Polski i Polaków, do katolickonarodowej wersji patriotyzmu, religii katolickiej, literatury polskiej oraz języka. Ujawniają się one w osobistych „wyznaniach” Miłosza.

Szczegółowa analiza tekstu krakowskiego uczonego pozwala stwierdzić, że nie odpowiada on żądaniom stawianym pracy naukowej lub popularnonaukowej, ale jest klasycznym przykładem kreacji obrazu wroga. Opiera się na stereotypach: Polaka patrioty i katolika, polskiego pisarza jako duchowego przewodnika narodu, zaangażowanego w żywotne sprawy społeczno-polityczne kraju, który swoją postawą daje/powinien dać przykład do naśladowania, oraz profesora – człowieka o wszechstronnej wiedzy, mogącego się wypowiadać kompetentnie na dowolne tematy. Z tego punktu widzenia obszerną twórczość Miłosza autor poddaje selekcji, redukcji, uproszczeniom oraz zafałszowaniom, wybierając to, co pokazuje, że Noblista nie tylko nie wykazuje pożądanych cech i postaw, ale wręcz przeciwnie. „Złem” jest brak patriotyzmu, niechęć do polskiej wersji katolicyzmu, niewywiązywanie się z roli pisarza narodowego oraz niekompetencja zawodowa. Swoje zadanie jako filologa Majda upatruje w tym, by owo „zło” udokumentować odpowiednimi cytatami, zdemaskować, napiętnować za pomocą odpowiedniego komentarza. Cała energia ukierunkowana jest na poszukiwanie argumentów potwierdzających przyjęte z góry założenie. Obiekt swojej antypatii Majda wyposaża w wyłącznie negatywne cechy, by móc następnie zdystansować się wobec niego, dowartościowując równocześnie siebie zgodnie z zasadą: „Wiem, co jest dobre, właściwe, i odpowiadam normie”.Zbudowana opozycja: ja – on, dobry – zły, prawdziwy – fałszywy itd., pozwala na przypisanie „jemu” wykazywanych win. W celu potwierdzenia zarzutów i legitymacji oskarżenia powołuje świadków, by uzasadnić, że inni też mają takie samo lub podobne zdanie. Mając za sobą poparcie, oskarżyciel występuje w imieniu grupy lub całości i wypowiada sądy jako „my”, dochodząc do konkluzji: on nie jest nasz, bo… Dowody przewinień gromadzi różnymi sposobami, na przykład poprzez preparowanie cytatów, insynuację, celowe rozmijanie się z prawdą historyczną itp., by na tej podstawie wysnuć wnioski i przypuszczenia co do cech charakteru i skłonności (niemoralność, ignorancja, bezczelność, chora psychika) oraz zamiarów oskarżonego. Ponieważ ujawniony wróg może być zagrożeniem dla„nas”, konieczna jest mobilizacja społeczna poprzez rozpowszechnienie obrazu wroga za pomocą środków masowego przekazu (gazeta, książka, Internet) oraz sugestia, jak się przed „nim” bronić.

Wyżej przedstawiony sposób uprawiania krytyki przez Jana Majdę ilustruję wybranymi przykładami.

Manipulowanie cytatami i redukcja kontekstu

Autor rozprawki wyraża zdanie, że Miłosz w paszkwilancki sposób ocenia kraj i Polaków. Na potwierdzenie swojego sądu przywołuje autorytety profesorów, krytyków i publicystów, by wykazać, że w takiej ocenie nie jest odosobniony.

Na pierwszego świadka powołuje Bożenę Chrząstowską[3], pisząc, że autorka „przytacza kilka antypolskich wypowiedzi tego noblisty (…)” (Majda, 76); „Tu profesor Chrząstowska ma absolutną rację, bo ten niby >>polski<< noblista nie tylko, że nie buduje wymienionych przez nią składników polskości, ale sobie z nich nieustannie kpi” (Majda, 77).

Porównując rzeczywiste stanowisko Chrząstowskiej z opinią Majdy, trzeba stwierdzić, że poprzez redukcję wypowiedzi krytyk nie oddał adekwatnie intencji autorki, która wyraźnie akcentuje polskość i chrześcijański duch utworów Miłosza oraz przestrzega, by je odczytywać na tle całego jego systemu myślowego, a nie pojedynczych wypowiedzi. Profesor Chrząstowska nigdzie nie postawiła zarzutu, że Miłosz jest antypolski. Spreparowany przez Majdę cytat, łączący dwa zdania w jedno, w konsekwencji nadał wypowiedzi nową treść. Autor rozprawki nie zwrócił również uwagi na to, że wyraz „polskość” Chrząstowska umieszcza w cudzysłowie, co zgodnie z zasadami interpunkcji polskiej wskazuje na jego inne znaczenie niż podstawowe.

Drugim świadkiem „alergicznych, czyli chorych buntów Miłosza (…) przeciw polskości” (Majda, 77) ma być Aleksander Fiut, który w pracy Moment wieczny, analizując wyznanie poety:„Nie urodziłem się w Polsce, nie wychowałem się w Polsce, ale piszę po polsku (…). Przyznaję się, na >>polskość<< jestem alergiczny”, rzekomo potwierdza identyczne spostrzeżenie Chrząstowskiej. Majda pisze, że tematowi stosunku Miłosza do polskości Fiut poświęcił cały rozdział (około 12 stron), ale nie wyprowadza z lektury wniosków zgodnych z zamierzeniami autora, lecz fałszuje je. Profesor Fiut wyjaśnia genezę tego zwięzłego zdania, stwierdzając, że Miłosz głęboko przeżywał rozterki związane z polskością, w których uwidaczniają się ambiwalentne uczucia – miłość i nienawiść, przywiązanie i odraza, współczucie i obojętność. Przyczyn takiego stosunku do problematyki narodowej upatruje w tym, że poeta wyrósł w żywych tradycjach wielokulturowego i wielojęzykowego Wielkiego Księstwa Litewskiego, z awersją do szowinizmu i agresywnego nacjonalizmu, również polskiego, oraz narodowej wersji katolicyzmu[4]. Z innych wywiadów Miłosza z Fiutem wynika, że Noblista rozróżniał dwa typy poczucia narodowego – patriotyzm wschodni, kresowy i nacjonalizm lechicki. Patriotyzm ziem wschodnich oznaczał dla niego więź z niepartykularnie pojętym narodem, wieloetnicznym państwem, możliwością wyboru narodowości, kiedy taka opcja z jakichś powodów byłaby konieczna, oraz religijnością metafizyczną. Patriotyzm lechicki według niego łączył się z etnocentryzmem, niechęcią wobec innych, partykularyzmem i przekonaniem o swojej wyjątkowości (AP, 263; SO, 173–174).

Przytoczone z książki Fiuta zdanie, że „Miłosz (…) oskarża tyleż naród, co jego język” (Majda, 77), jest wyrwane z kontekstu i niewyjaśnione. „Oskarżenie języka” ma związek z wierszem Moja wierna mowo.Na szerokim tle sytuacyjnym Fiut pokazuje, że Miłosz dostrzegał pewną analogię między losem pisarzy emigrantów z czasów romantyzmu a sobą, konstatując, że jego poprzednicy mieli jednak większą możliwość oddziaływania na rodaków. Z powodu izolacji od kraju i środowiska emigracyjnego, osłabienia wiary w moc poezji w czasach współczesnych, a także zmian w języku, które dokonały się po jego wyjeździe za granicę, stracił możliwość komunikacji z Polakami. Język, którym się posługiwał i który pielęgnował, był jego jedyną ojczyzną. Miłosz może uważać się za kontynuatora nieskażonej przez system totalitarny polszczyzny.

W pracy Majdy jest ponad 200 odsyłaczy do literatury prymarnej i sekundarnej. Krótkie cytaty z dzieł Miłosza, dotyczące pojęć: „Polak”, „Polska”, „katolik”, „Kościół”, robią wrażenie, jakby były wybrane z tekstów elektronicznie lub mechanicznie, a krakowski krytyk odgadywał i interpretował ich sens bez uwzględnienia tekstu im towarzyszącego.

Nieznajomość lektury, z której przytoczony jest cytat

Przytaczanie cytatów na potwierdzenie własnych sądów nie oznacza, że Majda zna treść tekstu, z którego je zaczerpnął. Przykładem jest interpretacja zdania z pracy Andrzeja Romanowskiego[5] Czy Czesław Miłosz musiał pisać po polsku:

Andrzej Romanowski (…), interpretując twórczość poety, puentuje: „Miłosz nie jest – i nigdy nie był – >>polski<<, w tym znaczeniu, jakie słowu temu przypisywała myśl nacjonalistyczna. Skłócony całe życie z >>prawdziwymi Polakami<<, schronił się we własną >>domową<< mitologię: Wielkiego Księstwa Litewskiego, Litwin polskojęzyczny (Majda, 79).

Gdyby Majda przeczytał wyżej wymieniony artykuł, wiedziałby, że ta wypowiedź nie jest żadną puentą, ale początkowym fragmentem artykułu, i nic nie wskazuje na to, by Romanowski posądzał Miłosza o awersję do Polaków. Na tle pojęcia tzw. przynależności etnicznej na pograniczach i w szerokim kontekście historycznym Romanowski systematycznie wyjaśnia oświadczenie Miłosza, że jest Litwinem, ponieważ stale wywołuje ono nieporozumienia. Wychodzi od stwierdzenia, że nazwa „Litwin” używana była na oznaczenie mieszkańca dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, w tym i Polaków (co nie było równoznaczne ani z użyciem języka, ani poczuciem przynależności etnicznej, ponieważ mieszkali tam Polacy, Rusini, Tatarzy, Litwini i Żydzi) i miała charakter polityczno-geograficzny, a nie etniczno-językowy. Mieszkańcy Wielkiego Księstwa Litewskiego mogli uważać się za obywateli tego Księstwa i równocześnie obywateli Rzeczypospolitej, gdyż stanowiło ono jej integralną, chociaż autonomiczną część. Po utracie niepodległości widziano Rzeczpospolitą ciągle w granicach przedrozbiorowych, ponieważ nie akceptowano narzuconych granic politycznych, a wewnętrznych granic nie było. Miłosz, sięgając do swojego XVII-wiecznego rodowodu, mógł „szukać ojczyzny” w Wielkim Księstwie Litewskim lub nawet szerzej w państwie Obojga Narodów.

Można tu jeszcze dodać, że na początku XX wieku na rubieżach wschodnich powstawały różne koncepcje odrodzenia Wielkiego Księstwa Litewskiego[6]. Kult tradycji, w którym Miłosz żył, utrwalała ponadto zdobywana poprzez naukę wiedza historyczna, a także potrzeba mitologizacji, charakterystyczna dla każdego patriotyzmu (AP, 153, 156 i n.).

W związku z wydarzeniami politycznymi zmieniała się świadomość społeczna, narodowa i kulturowa mieszkańców ziem kresowych. Zmianom uległy również pojęcia narodu, narodowości i państwa, a więc także pojęcia „Litwa” i „litewski”, które obecnie łączą się z małym nadbałtyckim krajem oraz językiem z grupy ugrofińskiej i nie są równoznaczne ze znaczeniem wyrazu „Litwin” użytym przez Miłosza. Romanowski podkreśla, że europejskie dziedzictwo kulturowe, to znaczy cała kultura duchowa i materialna na Litwie, wyrażało się w polszczyźnie i było dominujące. Przesunięcie granic politycznych i kulturowych po I wojnie światowej, inkorporacja do Polski w roku 1922 centralnej Litwy, gdzie zamieszkała rodzina po powrocie z Rosji, spowodowały, że Miłosz chodził do polskiej szkoły i studiował na polskim uniwersytecie. Jego kontakt z miejscem urodzenia ze względów politycznych był ograniczony, mimo że dziadkowie ze strony matki pozostali w nowo utworzonym państwie litewskim. Wnioski, jakie wynikają z artykułu, są takie, że Miłosz, rosnąc w Wilnie, nie mógł inaczej pisać niż po polsku. Można tylko spekulować, czy zrelituanizowany Miłosz, zostając w międzywojennym Kownie i pisząc po litewsku (w języku, w którym od dzieciństwa nie wzrastał, w języku o krótkiej tradycji literackiej), mógłby się wybić na taki poziom literacki. Romanowski z empatią i wyczuciem kontekstu historycznego pokazuje, że na pograniczu, gdzie sąsiadowało kilka narodowości, inaczej kształtuje się tożsamość etniczna, co uwzględnia współczesna socjologia, wyróżniając dwa typy tożsamości: tożsamość etniczną grupową i tożsamość etniczną jednostki. Pierwszą pojmuje się jako wartości kanoniczne realizowane i/lub postulowane przez grupę, jej mity i symbole wynikające ze wspólnej historii, drugą – jako kształtowaną w rodzinie. Tożsamość grupy pogranicza formuje się pod wpływem dwóch lub wielu kultur narodowych. Zwykle jednostka musi jedną z nich uznać za ważniejszą i przyjąć ją lub wyboru unikać, ale mieć świadomość, że osoby niemające takiego problemu, tzn. wychowane w jednej kulturze, będą to mniej lub bardziej świadomie kwestionować. Określenie przynależności etnicznej na styku kultur jest problematyczne z powodu zachodzących tam procesów amalgamacji, w wyniku których powstają nowe kategorie transkulturowe, transetniczne. Tak jest również w przypadku Miłosza.

Innym przykładem na to, że Majda nie zna treści wywiadu Jerzego Illga z Miłoszem Grozi nam płaskość i wulgarność z 1996 roku, jest insynuacja: „Oceniając nasze stosunki w obecnej naszej niepodległej Rzeczypospolitej, Miłosz w wywiadzie z 1996 r. w >>Tygodniku Powszechnym<< znów brutalnie ocenił naszą rzeczywistość: >>Polsce grozi płaskość i wulgarność<<” (Majda, 98).

Wypowiedź Noblisty nie ma żadnych znamion brutalizmu, lecz jest rozważaniem filozofa na temat braku zainteresowania sprawami duchowymi i metafizycznymi w Polsce. Miłosz stwierdza, że wbrew powszechnemu mniemaniu i oficjalnym statystykom Polska nie jest krajem bardzo religijnym. Przyczyn tego upatruje w płasko pojętym pozytywizmie, materializmie i racjonalizmie oraz niechęci polskich intelektualistów do drążenia skomplikowanych problemów religijnych. Z wywiadu wynika, że Miłosz jest przeciwnikiem uproszczonej, popularnej wśród polskiego społeczeństwa heroiczno-martyrologicznej wizji historii Polski, opartej nie na naukowej historiografii, ale na literaturze pięknej, która ubóstwiała zwycięstwa, natomiast klęski i niepowodzenia wiązała z ingerencjami, intrygami, agresją sąsiadów i obcych, postrzegając Polskę jako przedmurze katolicyzmu, atakowane przez siły masonerii, komunizmu, żydostwa itp. Cytowane przez Majdę zdanie, że „Polsce grozi płaskość i wulgarność”, dotyczy konkretnie tygodnika „Nie” redagowanego przez Urbana i jego popularności wśród około miliona czytelników.

Przytaczanie cytatów z tekstów, których Majda nie zna, prowadzi do groteskowych wniosków. Przykładem tego jest posądzenie Miłosza o socjopatię:

Te wszystkie wymienione dotąd przez Miłosza paszkwilanckie oceny polskości doprowadzały go nieraz do patologicznych stanów duchowych, kiedy to marzył o totalnym zniszczeniu Polski. W swojej książce Rodzinna Europa pisze o swoim planie zniszczenia Polski wręcz: „nad tym właśnie kawałkiem Europy ciąży przekleństwo, że nie ma żadnej rady. I być może, gdyby mi dano sposób, wysadziłbym ten kraj w powietrze, żeby matki nie opłakiwały zabitych na barykadach siedemnastoletnich synów i córek, żeby trawa nie rosła na popiołach Treblinki. Majdanka i Oświęcimia (…)”.To zbrodnicze marzenie Miłosza jakże jest charakterystyczne: nie planuje on zniszczenia totalitaryzmów, które zafundowały Polakom kilka Oświęcimiów i Katyniów, lecz chciałby się ponownie zemścić nad potomkami ludzi, którzy cierpieli i umierali w katorżniczych obozach śmierci. Chciałby jeszcze spotęgować zbrodnie totalitaryzmów, bo chciałby ponownie wysadzić całą Polskę… (Majda, 98–99).

Fragment Rodzinnej Europy, zatytułowany Intermezzo, z którego krytyk zaczerpnął cytat, jest liryczną prozą artystyczną. Narrator pełen bólu przypomina sobie niedawno rozgrywające się tragedie w wiosce, których ofiarami była bezbronna ludność. Ponieważ na tym terenie dramaty ludzkie stale się powtarzały w związku z toczącymi się wojnami i rewolucjami, opowiadający buntuje się przeciwko ciążącemu fatum i bezsilności. Owo „wysadzenie kraju w powietrze” jest metaforą, poetyckim aktem litości wobec tych wszystkich, którzy przez los skazani są na opłakiwanie swoich bliskich, dlatego kończy swoją miniaturę zdaniem: „i wtedy wysadza się jej przedmiot w powietrze przynajmniej subiektywnie, tj. owłada nami jedno pragnienie: żeby nie patrzeć. Bo jest gatunek litości, którego nie można udźwignąć”. Niestety, Majda nie zacytował tego zdania, fałszując sens wypowiedzi Miłosza i wyciągając niedorzeczne wnioski.

Nieznajomość tekstów Miłosza (lub bardzo powierzchowna ich lektura) i rozpraw krytycznych o nim pokazuje, jak przez redukcję tekstu można uzasadnić najbardziej absurdalną tezę.

Pomijanie kontekstu

W rozdziale Demoniczny stosunek Miłosza do historii Polski Majda stwierdza, że Miłosz „złośliwie” i „paszkwilancko, w sposób demoniczny, bo w brutalnych czarnych kolorach” ocenia ważne okresy historii Polski, widząc w nich wyłącznie „patologiczne zjawiska”, szkaluje stosunki społeczne, ważne wydarzenia historyczne i wybitnych bohaterów (Majda, 86–87). Jednym z przykładów Miłoszowego „demonizmu” jest jego komentarz obchodów 577 rocznicy bitwy pod Grunwaldem: „Tego rodzaju plugawy nonsens w przeszłości mnie gniewał i doprowadzał do rozpaczy”. Krytyk nie dostrzegł lub nie chciał dostrzec, że słowa te nie odnoszą się do bitwy pod Grunwaldem, ale są ironicznym komentarzem do relacji z obchodów tego święta, zamieszczonej w londyńskim „Pulsie”, którą Miłosz przytoczył:

Rozbrzmiewają fanfary… – relacjonuje specjalny wysłannik „Trybuny Ludu” – po odegraniu hymnu narodowego i po wystąpieniu sekretarza Komitetu Centralnego tow. Bednarskiego zaczyna się widowisko poetycko-muzyczne według scenariusza Bohdana Głuszczaka, dyrektora olsztyńskiej Pantomimy Głuchych. Przy dźwiękach Bogurodzicy, Gaude Mater Polonia, Roty, muzyki Fryderyka Chopina, Feliksa Nowowiejskiego i Sergiusza Prokofiewa na tle błękitnego nieba, nad koroną amfiteatru pojawiają się choreograficzne układy [?] symbolizujące jedność Polski i jej dzieje (…). Członek Biura Politycznego, przewodniczący ogólnopolskiego Komitetu Grunwaldzkiego tow. Barcikowski przyjmuje od młodzieży zobowiązania podjęcia działań służących do krzewienia idei grunwaldzkiej…(RM, 72).

Autor krytycznej rozprawki nie zwrócił uwagi na datę zapisu: 28 IX 1987 roku. System PRL był wówczas w stanie agonalnym; poparcie dla rządu podtrzymywano sztucznie za pomocą starannie wyreżyserowanych akcji i imprez nadużywających uczuć patriotycznych. Opuszczając kontekst, Majda zafałszował intencję Miłosza.

W części rozprawki zatytułowanej Awersja Miłosza do polskiego katolicyzmuMajda chce udowodnić, że Miłosz obsesyjnie dyskredytuje katolicyzm jako składnik polskiej tożsamości, przytaczając na s. 108 cytat z Rodzinnej Europy: „Przyrzekłem sobie, że nie zawrę nigdy przymierza z polskim katolicyzmem – niekoniecznie używając tego terminu – czyli nie poddam się małpom”. Powyższe zdanie sugeruje, jakoby Miłosz zrównywał polskich katolików lub polski katolicyzm z małpami. Z kontekstu wynika, że wyraz „małpy” odnosi się do ludzi z tzw. dobrego towarzystwa, biorących udział w uroczystościach kościelnych bez zaangażowania uczuciowego, prawdziwej religijności, traktujących praktyki religijne jako okazję do spotkań towarzyskich, pokazania się itd.:

Po wyjściu z niego odbywała się defilada na deptaku. Oficerowie salutowali, mecenasowie i doktorzy rozdzielali ukłony, kobiety pokazywały sobie uśmiechy, futra i kapelusze. Posuwając się w tym tłumie, albo stojąc na skwerku, byłem naładowany nienawiścią aż do pęknięcia. Człowiek, moim zdaniem, coś znaczył tylko przez swoją namiętność – do przyrody, myślistwa czy literatury, byle wkładał w to całego siebie. Ale to były małpy. Jaki jest ich sens? Po co istnieją? (…) Spójrz no na ich mizdrzenie się, intryżki, wzajemne względy, zabiegi o pieniądz i pokazanie się. Nic poza tym w nich nie ma. (…) Udział w obrzędach z małpami poniżał mnie. Religia jest rzeczą świętą (RE, 69–70).

Interpretacja cytatu bez uwzględnienia tekstu, z którym łączy się pod względem znaczeniowym lub ideowym, jest nienaukową spekulacją.

Niewyczuwanie konwencji stylistycznej 

W przynależności Miłosza w czasach gimnazjalnych do tzw. loży Majda dopatruje się „obsesyjnej nienawiści do polskości” i „buntu przeciw polskim organizacjom i ludziom” (Majda, 82). Cytuje Miłosza:

W każdym razie już w szkole średniej trafiłem do czegoś w rodzaju >>loży<< – tego słowa używam nie w znaczeniu dosłownym, tylko na oznaczenie spiskowań elity, do której trzeba być przyjętym. I ta elita była usposobiona pogardliwie do „dobrze myślących”, tj. do całego splotu polskiego nacjonalizmu, Sienkiewicza, korporacji studenckich w deklach etc. Kiedy skończyłem szkołę, moje mgliste polityczne opinie w jednym tylko były zupełnie skrystalizowane: nie znosiłem polskich nacjonalistów i mój cały bunt przeciwko harcerstwu, następnie przeciwko prefektowi i innym autorytetom tak się głównie wyładowywał.

Owo niemoralne uczucie, zdaniem Majdy, rozwija się w chłopcu od roku 1921, kiedy stał się uczniem gimnazjalnym w Wilnie.Krytyk nie wziął w ogóle pod uwagę stylizacji językowej tego rozdziału Rodzinnej Europy. Miłosz opowiada z pobłażliwym uśmiechem o różnorodnych problemach lat dojrzewania i wchodzenia w dorosłość (palenie papierosów, protest przeciwko zaświadczeniom odbycia spowiedzi itd.), wczuwając się w psychikę dziecka i młodzieńca zbuntowanego przeciwko nakazom i zakazom wychowawców, szczególnie prefekta księdza Chomskiego, troszczącego się o wychowanie moralne gimnazjalistów.

Jan Majda nie uwzględnia humorystycznego lub ironicznego dystansu Miłosza do przedstawianych faktów ani perspektywy nadawczej narratora, co w konsekwencji daje wnioski niezgodne z prawdą.

W rozdziale Miłosz szydzi z języka polskiego Majdauzasadnia awersję pisarza do polszczyzny i „do dźwiękowych cech naszego języka” cytatami z Prywatnych obowiązków:

Ten język w ubóstwie form literackich codziennego spożycia pobiłby chyba wszystkie rekordy; jest stale zagrożony przez ciamkanie, syczenie, bełkotanie, przez arytmię i bezkształtność. Nie mogę wybaczyć tym moim nieznanym poprzednikom, którzy nie uporządkowali mowy polskiej i zostawili mi niechlujność fonetyczną wszelkich prze, przy, ści.

To, w czym Majda upatruje szyderstwo z polszczyzny, jest delikatnym humorem wobec niełatwego systemu fonologicznego polszczyzny, bogatego w konsonanty, który stanowi oporną materię dla poetów, a także sprawia kłopoty obcokrajowcom, którzy nie odróżniają dźwięków bliskich pod względem artykulacyjnym. Bardziej żenujący jest jednak sposób argumentacji i dawane rady:

Trzeba by tylko doradzić temu nobliście, żeby nie cedził przez zamknięte zęby polskich słów, gdy mówi, a wtedy ich melodia będzie się też podobać cudzoziemcom. Sam widziałem, jak przyjeżdżają obcy turyści do Polski i idą do naszego teatru, później wielu z nich mi powiedziało, że z przyjemnością godzinami by słuchali melodii naszego języka wypowiadanego przez aktorów. Niech i Miłosz nauczy się aktorskiej wymowy polskiego języka, to go może nie będzie zniekształcał amerykańskimi „łujami” (Majda, 106).

Stosunek do języka jako niedoskonałego medium przekazywania myśli jest problemem o wiele bardziej skomplikowanym w rozważaniach Miłosza, wymaga gruntownego zbadania i nie ogranicza się do tak mało istotnych spraw jak te, na których skupił się Majda.

Upraszczanie problematyki historycznej i kwestionowanie prawd historycznych 

Za „cwaniackie zbezczeszczenie wielkich wydarzeń politycznych i bohatera hymnu polskiego” uważa Jan Majda (88) wypowiedź Miłosza, że Konstytucja 3 maja została ułożona przez masonów i że masonem był generał Henryk Dąbrowski.

Jest historyczną prawdą, że wśród twórców tejże Konstytucji byli masoni, na przykład Ignacy Potocki, Kazimierz Sapieha (nestor). Również dowódca Legionów był członkiem loży masońskiej[7]. Pojęcie „mason” jest w polszczyźnie obciążone negatywnymi konotacjami, na co wpłynęło wiele przyczyn, między innymi popularne teorie spiskowe dotyczące wolnomularstwa, grożąca katolikom od 1917 roku ekskomunika za przynależność do loży, nielegalność organizacji tego typu w określonym czasie/państwie, użycie wyrazów „mason”, „masoneria” w funkcji inwektywy itp. Ale czy z tych powodów należy zaprzeczać prawdzie historycznej? Oczywiście, loże masońskie były/są zróżnicowane pod względem ideologicznym, ale w wypadku Konstytucji 3 maja były spiskiem w walce o wolność i suwerenność Polski. Loża gwarantowała uczestnikom prac jednomyślność i bezwzględne zachowanie tajemnicy w tak ważnym przedsięwzięciu.

Jan Majda obwinia Miłosza o szydzenie ze stanu oświaty w Zniewolonym umyśle:

A już zwykłą obelgą jest insynuacja Miłosza, jakoby w Polsce panował analfabetyzm. Prawda jest taka, że niebawem po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. zaprowadzono u nas obowiązkowe kształcenie młodzieży, a dziś jesteśmy w światowej czołówce w dziedzinie edukacji w szkołach średnich i wyższych (Majda, 102).

Niestety, mimo wielkiego postępu w dziedzinie oświaty na szczeblu podstawowym analfabetyzm na wsi do końca dwudziestolecia był poważnym i dalekim od rozwiązania problemem[8]. Tego spadku po zaborach nie dało się szybko usunąć. Również po II wojnie analfabetyzm był powszechny. Władze PRL wprawdzie ogłosiły, że analfabetyzm został zlikwidowany, jednak istnieje wiele dokumentów świadczących o tym, że sukces alfabetyzacji społeczeństwa w PRL, który przedstawia literatura sprzed 1989 roku, jest obciążony balastem propagandy[9].

Niezrozumienie tego, co powiedział Miłosz, wynika ze zbyt powierzchownej lektury jego tekstów oraz uproszczonej interpretacji faktów historycznych.

Inne insynuacje i fałszerstwa

Jednym z niepotwierdzonych zarzutów pod adresem Miłosza jest jego udział w czasach szkolnych i studenckich w antypolskich organizacjach oraz zawieranie antypolskich sojuszów i przyjaźni z Żydami (Majda,82–83).

Pet i Akademicki Klub Włóczęgów nie miały charakteru antypolskiego, były tolerowane lub popierane przez piłsudczyków jako przeciwwaga ugrupowań nacjonalistycznych. Jako sympatyk lewicy Miłosz miał okazję poznać bliżej Żydów, kontaktował się z pisarzami pochodzenia żydowskiego, okazując zainteresowanie ich kulturą, co było niełatwe mimo wspólnego języka: „Do wewnętrznego kręgu, gdzie grało się misterium rasowe i narodowe, miałem dostęp zamknięty”(RE, 87). Poeta wyraźnie mówi, że wspólnoty katolicka i żydowska w Wilnie żyły w zupełnej izolacji. Ich wzajemna nieprzenikalność spowodowana była gettoizacją Żydów, różnicami zawodowymi i odmiennym rytem obyczajowym, wyznaczonym przez religie.

W rozdziale zatytułowanym Ocena międzywojennego dwudziestolecia Majda stwierdza, że Miłosz z nienawiścią i pesymizmem przedstawia rzeczywistość tamtego okresu i nie dostrzega osiągnięć Polski międzywojennej (Majda, 90). Swoje stanowisko Majda popiera fragmentem artykułu Elżbiety Morawiec Metamorfozy Miłosza, w którym publicystka buntuje się przeciwko dyskredytowaniu przez Miłosza międzywojennej historii Polski w książce Wyprawa w Dwudziestolecie,pytając:

Gdzie są [u Miłosza] polskie uniwersytety, choćby ten macierzysty [dla Noblisty] – Stefana Batorego w Wilnie, ze swoją świetną humanistyką – Zdziechowskiego, Kridla, Ehrenkreuza, gdzie szkoła lwowska matematyków i filozofów Uniwersytetu Jana Kazimierza, dorobek wielkiego uczonego Leona Petrażyckiego, gdzie odrodzony Uniwersytet Warszawski, gdzie Uniwersytet Jagielloński i jego wybitni nauczyciele? A kulturotwórcza rola wielkich miast – Krakowa, Lwowa, Wilna, Warszawy?

Na powyższe pytania autorki, z którą solidaryzuje się Majda, trzeba odpowiedzieć, że czym innym jest pamięć indywidualna, czym innym historia. W przeszłości każdy szuka swojego świata, który przeżył. Miłosz nie jest autorem naukowych prac historycznych, dlatego nie mógł i nie miał obowiązku naukowo i obiektywnie przedstawić faktów społeczno-polityczno-kulturalnych Polski żadnego okresu historycznego. Pisarz oceniał rzeczywistość polską z perspektywy własnych przeżyć i według własnej hierarchii ważności.Nieprawdą jest, że nie docenia wysokiego poziomu nauki w ówczesnej szkole. W Rodzinnej Europie i w wywiadachmówi na przykład o wykładach dogmatyki, historii Kościoła, apologetyki, które dorównywały nauce w niższych seminariach duchownych, o dobrym zaopatrzeniu gabinetu biologicznego w nowoczesne mikroskopy, o wysokiej klasie pedagogów, na przykład nauczycielu biologii, docencie uniwersytetu, który rozwijał zainteresowania uczniów w Kole Miłośników Przyrody i stymulował pisanie referatów naukowych, o nauczycielu łaciny, który przywiązywał wielką wagę do estetyki tłumaczeń, itd. (RE, 62–63; AP, 202–203, 213).

Krytyczny stosunek Miłosza do stosunków wewnętrznych w międzywojniu uważa Majda za paszkwil:

wymieńmy dalsze Miłoszowe paszkwile: „w Polsce rasistowski nacjonalizm dął w trąby katolickie i nieraz błogosławiono go z kościelnych ambon” (…); panowała „aura frazeologii i nacjonalistycznego bełkotu”. „Tak więc pod dyktaturą >>pułkowników<< parlament był fikcją, utworzoną, żeby nie być w tyle za sąsiadami, ale otwarci faszyści stanowili, kokietowaną co prawda, opozycję. Partia komunistyczna była zakazana, ale ukazywało się sporo pism głoszących jej idee (…), kraj był w stanie paraliżu. Szerokie masy nie miały żadnego wpływu na rządy (Majda, 88–89); (…) a sprawy polskiego katolicyzmu w tym okresie w jeszcze czarniejszych, bo wręcz szyderczych odcieniach. Bo czy można określić inaczej jego ocenę międzywojennych częstochowskich uroczystości: „A kto dzisiaj odważy się pisać o Ślubowaniach Jasnogórskich? Czym były? Przedsięwzięciem faszyzacji Polski, dostarczaniem pociągów pełnych młodzieży z wpiętym w koszulę znakiem oenerowskiego Szczerbca. I razem z tym >>Rycerz Niepokalanej<< i >>Mały Dziennik<< z Niepokalanowa. (…) A ostatnie lata przed 1939 to tylko bezsilne przyglądanie się kropionemu święconą wodą gałgaństwu” (Majda, 110).

Miłosz jest naocznym świadkiem najważniejszych wydarzeń XX wieku, częściej mówi o negatywnych zjawiskach niż pozytywnych i śmiało wyraża swoje sympatie i antypatie, nie schlebiając potocznej opinii, nie deklarując swojej miłości do ojczyzny i narodu. W ocenach sytuacji społeczno-politycznej wyraża rozgoryczenie i rozczarowanie pokolenia, które marzyło o wyzwolonej Polsce jako kraju demokratycznym, tymczasem w drugim dziesięcioleciu RP dały się zauważyć próby faszyzacji życia w kraju i kroki ku totalitaryzacji, co potwierdzają historycy[10]. Dalekowzroczny Miłosz zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa programu endecji, która w planie polityki narodowej dyskryminowała mniejszości narodowe, oceniane na 35–37%, oraz przy gwarancji pełnej swobody wiary i obrządku przyznała Kościołowi katolickiemu w wieloreligijnym państwie naczelne miejsce[11]. Miłosz znał z autopsji wrogość prasy oraz nacjonalistycznych organizacji, zwłaszcza Obozu Narodowo-Radykalnego wobec idei socjalizmu, komunizmu i wszystkiego, co miało charakter liberalny i laicki[12]. Czasopisma, o których mówi, publikowały tolerowane przez Kościół artykuły o treści antysemickiej[13]. Miłosz jest zdecydowanym wrogiem wykorzystywania uczuć religijnych do celów politycznych. Krytycznie ocenia zjazdy młodzieży na Ślubowania Jasnogórskie w okresie międzywojennym, którym obecnie nie poświęca się uwagi i większości Polaków nieznana jest towarzysząca im propaganda, aby zwyciężyć „zło”– bolszewizm, komunizm, wolnomyślicielstwo, neopogaństwo, masonów –i zjednoczyć naród w walce o Katolickie Państwo Narodu Polskiego. Może gdyby obraz zjazdu był pełniejszy lub gdyby krytyk znał z historiografii kontekst sytuacyjny, w jakim odbywały się uroczystości, zrozumiałby, o co Miłoszowi chodziło w tych dosadnych, ale oszczędnych sformułowaniach.

Częściowe prawdy

Stwierdzenie Majdy, że Miłosz „[p]rawie wszystkich patriotów będzie określać pejoratywnym terminem – nacjonaliści” (Majda, 83), nie jest prawdą. Pojęć „patriota” i „nacjonalista” Miłosz nie utożsamia. Prawdą jest, że Miłosz emocjonalnie reagował na skrajny nacjonalizm. Jego stosunek do nacjonalistów jest jednak zróżnicowany i zmienny w czasie, zależy od fazy rozwojowej przedstawianego „ja”, jego autorefleksji, wewnętrznego rozprawiania się z problemami oraz generalizacją różnorodnych doświadczeń zewnętrznych i wewnętrznych. Nieuświadomiona awersja do nacjonalizmu z okresu dzieciństwa była związana z wpływem najbliższego środowiska rodzinnego, w którym istotną rolę odgrywała kultywowana pamięć historyczna oraz idealizowany obraz siebie w porównaniu z obrazem innych, a także stereotypy, uprzedzenia oraz indywidualne negatywne doświadczenia z „obcym”, na co autor patrzy z pewną dozą ironii:

Obsesyjna nienawiść do wyznawców idei Narodu. (…) Poza tym szalę przeważyła nieufność do Polaków „rdzennych”. Moja rodzina uprawiała kult odrębności (…) Wielkie Księstwo Litewskie było „lepsze”. Polska była „gorsza”, bo co poczęłaby bez nas, bez naszych królów, bez naszych poetów i polityków? (…) Polacy „stamtąd”, tj. z etnicznego centrum, mieli opinię płytkich, niepoważnych, a przy tym oszustów (…). Mniej czy bardziej niechętny ton, jakim o nich mówiono, nie mógł we mnie wzbudzić pociągu do ich ulubionej ideologii, ubóstwiającej Naród.

Majda nie dostrzega tej ironii i wnioskuje, że awersja Noblisty do Polaków miała swój początek w dzieciństwie, rozwijała i pogłębiała się w miarę upływu czasu. W tym wypadku nie idzie ani o rozwój, ani o pogłębianie się niechęci do nacjonalistów, ale stopniowe uświadamianie sobie istoty tej ideologii i konsekwencji wcielania jej w życie. Inny charakter ma ta antypatia w czasach późniejszych, kiedy jako dojrzały młodzieniec, obserwując bojkoty, pikietowanie sklepów żydowskich, pogromy, pacyfikację wsi litewskich i białoruskich, niszczenie cerkwi i zajścia antysemickie na uniwersytetach, czynnie działał przeciwko niektórym przejawom polityki endeckiej w radiu wileńskim lub ostrzegał przed skutkami ksenofobicznej polityki nacjonalistycznej w swoich najwcześniejszych publikacjach (C. Miłosz, Dane do poematów, AŻ, 57–58).W czasie okupacji Miłosz sceptycznie odnosił się do toczącej się w podziemiu walki o przyszłą władzę w Polsce i przygotowań do stworzenia państwa o ustroju prawicowym, będącym przedmurzem chrześcijaństwa na Wschodzie, wspartym na zachodnich aliantach. Taka koncepcja była mu obca i stała się jedną z przyczyn nieangażowania się w działalność podziemia, a później niepodjęcia kontaktów z emigracją londyńską.

Inne zarzuty pod adresem Miłosza

Wychodząc od romantycznego stereotypu Polaka, który jest gotów poświęcić swe życie dla idei, Majda mówi, że

Miłosz nie tylko nie brał udziału w walce podziemnej, ale do tej walki, jak również do Państwa Podziemnego i polskiego rządu londyńskiego (…) odnosił się z dużą niechęcią. (…) Miłosz był wtedy [w czasach okupacji – K.Ch.] zwolennikiem narodowej bierności i lojalności wobec okupantów. Uważał, że partyzantka, konspiracja to nonsens (Majda, 93).

Wielu poetów podczas okupacji podnosiło nas na duchu swoimi wierszami, wielu też było w partyzantce, tymczasem Miłosz nie tylko nie walczył, ale jeszcze szydzi z tych, którzy walczyli (Majda, 94).

Trudno czynić komuś zarzut, że nie kieruje się patriotycznym hasłem: „Hej, kto Polak, na bagnety!”, i nie bierze udziału w konspiracji i walce z powodu braku wiary w sens takiego przedsięwzięcia, najzwyklejszego ludzkiego strachu, bagażu doświadczeń (I wojna światowa, rewolucja październikowa, wkroczenie Armii Czerwonej do Wilna, wojna polsko-sowiecka i agresja hitlerowska), braku entuzjazmu do działań zbiorowych i nieufności do egzaltacji narodowych. Sam Noblista wielokrotnie powtarza, że nie jest dumny z siebie i swoich decyzji (RE, 200–202). Nieprawdą jest natomiast, że Miłosz szydził z walczących powstańców warszawskich.Prawdą jest, że Miłosz nie pisał tekstów o aktualnej tematyce okupacyjnej, jakich oczekiwali od niego zwolennicy działalności konspiracyjnej. Zawsze poszukiwał języka adekwatnego do rzeczywistości, ale w czasie wojny było to niemożliwe:

Pod naporem codziennej tragedii milionów ludzkich istnień słowo pękało i rozsypywało się, wszystkie dotychczasowe sposoby jego kształtowania były na nic. Bełkot emocjonalny, wówczas powszechny, zawstydzał mnie i robiłem sobie wyrzuty, ile razy zdarzyło mi się napisać coś, co mogłoby schlebiać ludziom oczekującym takiego właśnie bełkotu (RE, 198).

Postawił sobie inne zadanie – walkę z rozpaczą: świadome przedstawienie normalności w nienormalnych czasach, jak pokazują to wiersze ze zbioru Świat. Poema naiwne.

Miłosz nigdy się nie wybielał, wręcz przeciwnie – oskarżał się, pokazując swoje słabości, zwątpienia, błędy, różnorodne aspekty i paradoksy swojej osobowości.

Agresja językowa

Najsmutniejszym zjawiskiem, które można obserwować na przykładzie pracy Majdy, jest szerząca się agresja językowa, która dotknęła nawet humanistyczną elitę intelektualną. Dyskryminujący i pamfletowy sposób pisania koresponduje z powszechną atmosferą rozprawiania się z różnymi wrogami, co ma niewątpliwie swoje źródło w różnych zagrożeniach, kryzysach, stresach i gwałtownych zmianach w Polsce.

Całą swoją energię Majda skupia na naczelnej idei, aby Miłosza przedstawić jako człowieka opętanego awersją do wszystkiego, co polskie. Za cel stawia sobie pozbawienie wroga twarzy, demontaż jego pozytywnego obrazu. Deprecjacji pisarza służą środki językowe oddające niskie emocje nienawiści, lekceważenia, które można zebrać w pewne kręgi tematyczne. Ponieważ w omawianej pracy pejoratywów jest ogromna liczba, ograniczam się do podania kilku przykładów, które ogniskują się wokół tematów:

a) czynności pisarskie

Miłosz kpi z polskich zwycięstw (87), bezcześci wielkie wydarzenia polityczne, bohatera hymnu narodowego (88), dyskwalifikuje kraj, naszą historię, kulturę, powietrze polskie (94, 98), oczernia współczesną młodzież (95), szydzi z nas; szydzi z tych, co walczyli (90, 94), potępia działalność naszych partyzantów (93), potęguje ataki na nas (96), degraduje historię Polski i paszkwiluje jej kulturę (100), nie widzi w dziejach naszego kraju żadnego sacrum, tylko nas profanuje (100), każdą polską grupę społeczną złośliwie dyskredytuje, wymyślając jej urojone przez siebie jakieś ułomności (103), szerzy paszkwilanckie opinie o naszej postawie (109), uprawia rodzaj literackiego szpiegostwa, poluje na plotkarskie insynuacje (128);

b) wypowiedzi Miłosza o Polsce i Polakach

brednie szkalujące naszą przeszłość (87), paszkwile (88), szczytem czarnowidztwa i pogardy jest obraz naszej historii międzywojennej (98), poemat Stolica to paszkwilancka satyra, zawierająca rusofilskie obelgi (91), awersja noblisty do Polski przeradza się w perwersyjne zacietrzewienie (97), złośliwym absurdem i obelgą na polskość jest stwierdzenie zawarte w książce Prywatne obowiązki,że Polska jest krajem ze „słomianymi strzechami” (102), obelgą jest insynuacja Miłosza, jakoby w Polsce panował analfabetyzm (102), oszczerstwem jest, że Polaków cechuje lekkomyślność, pijaństwo, brak talentu do urządzania życia (103), drwiącymi wydymałkami są stwierdzenia, że Polska nie ma takich powieściopisarzy jak François Mauriac (124), informacje o polskich pisarzach XIX i XX wieku to żenujące bujdy (129);

c) sposób wypowiadania się o Polsce i Polakach

historyczne obrazy naszego kraju przedstawia w sposób demoniczny, w brutalnych czarnych kolorach (87), fakty skomentuje z drwiną i nienawiścią (87–88), paszkwilancko określa Piłsudskiego masonem (88), złośliwie wyolbrzymia pewne potknięcia polityczne dwudziestolecia (89), broni się przed patriotyzmem jak przed tyfusem (94), większość ocen formułował ze złośliwością (94), brutalnie ocenia naszą rzeczywistość (98), dyskwalifikuje nie tylko naszą historię i kulturę z obsesyjnym zacietrzewieniem (98), zniekształca pewne zdarzenia historyczne, sto razy fałszywiej niż marksistowscy ideolodzy (96), obsesyjnie dyskredytuje składniki naszej tożsamości (108);

d) jakość wypowiedzi na temat polskości

Nienawiść Miłosza do polskości jest chorobliwa i brutalna (85), w polskiej historii widzi Miłosz (…) tylko jakieś patologiczne zjawiska (87), oceny rzeczywistości międzywojennej są oszczercze (88), stawia naszej stolicy czarne, szowinistyczne oceny (91), złośliwie kpi z naszego języka (106), obelżywie znieważa język polski i Polaków (107), wypowiedzi Miłosza na temat religijności Polaków są błędne (110), demoniczna teologia Miłosza jest kabaretową demagogią (112), ignoranckie insynuacje ujawniają się w ocenie polskich teologów (113), pisząc o romantykach, jest chyba w stanie schizofrenicznym (97), ma zbrodnicze marzenie zniszczyć Polskę (99), awersja do Polski jest patologiczna (104), polskość wywołuje w jego psychice chorobowe alergiczne uczucia (113), „alergiczne” oceny naszego życia narodowego mają charakter schizofreniczny (113).

Jak już powiedziałam, Majda, werbalizując swoje zarzuty wobec Miłosza, występuje jako przedstawiciel ogółu Polaków, budując opozycję „on”kosmopolityczny Litwin – „my”patriotyczniPolacy, niesprawiedliwie atakowani przez tego obcokrajowca. Owo „my”odnosi się nie tylko do czasów współczesnych, ale i głębokiej historii:

obecny Miłosz już nie jest jednym z nas, lecz człowiekiem zewnętrznym i zupełnie narodowo nam obcym i wręcz obcokrajowcem (76); kpi sobie z naszego zwycięstwa pod Grunwaldem (87), Miłosz o naszych osiągnięciach w dwudziestoleciu (…) milczy, poluje zawsze w naszej historii na czarne małe kamyki, z których tworzy wielkie czarne skały, żeby nimi rzucać w nas i tylko szydzić – jacy to niby jesteśmy we wszystkich szczegółach życia nieudolni (90), otóż w XIX wieku mieliśmy aż trzydziestu kilku powieściopisarzy, którzy dostarczyli Polakom kilkaset powieści (121).

W mobilizacji przeciw Miłoszowi powołuje się na patriotyzm i pamięć narodową:

My jednak jesteśmy dumni, że mamy w sobie tę duchową siłę, bo dzięki niej zwycięsko przeszliśmy przez trudne momenty historyczne i ostaliśmy się jako zjednoczony Naród (103), My jednak w naszych dziejach odparliśmy miliony różnych najeźdźców, to i odeprzemy antypolskie zamiary tego profanującego nas noblisty, bo naszym odwiecznym sacrum jest patriotyzm i solidne budowanie kulturowej tożsamości narodowej. (100), Natomiast nasi nauczyciele powinni uświadomić młodzieży, jak niezdrowe treści dla nas zawierają książki tego noblisty (136).

Nagromadzone przez Majdę w różnych odmianach synonimicznych inwektywy szokują swoim prymitywizmem i niskimi emocjami. Wszystkie są jednostronne i pozwalają się streścić w zdaniu, że pisarz jest niemoralny, zachowuje się jak chory psychicznie, jego wypowiedzi wskazują na głupotę lub ignorancję, są lekceważące, krzywdzące, obrażające uczucia Polaków itd. Uczony krakowski świadomie propaguje niezgodny z rzeczywistością obraz pisarza, naruszając przy tym reguły dobrego smaku. Powstaje tylko pytanie: jaki ma w tym cel?        

Zakończenie

Majda redukuje wartość Miłosza do cech, które odpowiadają stereotypom Polaka i funkcjom polskiego pisarza w społeczeństwie. Łączy wartość pisarza z jego zaangażowaniem w sprawy społeczno-polityczne i deklaracjami patriotycznymi. Jak z tego widać, w literaturze polskiej pokutuje sprawdzony przez wieki wzorzec pisarza i jego działalności i jest nie do pomyślenia, żeby go łamać lub z nim polemizować. Niewierność roli, której odegrania wymaga od niego społeczeństwo, jest traktowane jako zdrada narodowa i jest powodem odmawiania mu zasług, nawet jeśli jest to sprzeczne z rzeczywistością. Jan Majda zajął się jednostronnie „szarymi” stronami życiorysu pisarza, jakby to one miały wpływ na wartość estetyczną jego dzieł, jakby musiały występować razem i jakby negatywna cecha anulowała automatycznie cechy pozytywne i zasługi. Przedstawiony sposób argumentacji, polegający na fałszowaniu intencji autora poprzez dowolne wyrwanie cytatów z kontekstu i ich preparowanie, zaprzeczanie faktom historycznym itp., stawia pod znakiem zapytania intelektualną uczciwość, wiarygodność i ważność, których wymaga się od pracy naukowej[14]. Nieprzestrzeganie zasady decorum ujawniające się w źle pojętej wolności słowa i agresji językowej jest niegodne humanisty. Poprzez publikację autor wpływa na kształtowanie się uprzedzeń i wrogich nastrojów społecznych; agresja indywidualna może przejść w agresję zorganizowaną. Rozprawka Jana Majdy zakłada manipulację mniej krytycznymi czytelnikami, którzy mają zaufanie do swoich nauczycieli i nie sięgają po oryginalny tekst. Tendencyjnie negatywna krytyka uprawiana w przedstawiony wyżej sposób jest nie tylko nieetyczna, ale i niepatriotyczna, szkodzi wysokiemu etosowi polskiego nauczyciela akademickiego i polskiej nauki.


[1] W artykule będę posługiwać się zapisem: AM – Abecadło Miłosza, Kraków 1997; AP – Autoportret przekorny. Aleksandra Fiuta rozmowy z Czesławem Miłoszem, Kraków 1998; D – Dar, Kraków 1999; HL – Historie ludzkie. Pierwodruki (1983–2006), „Zeszyty Literackie”, rok XXV, z. 5; NZ – Nieobjęta ziemia, Paryż 1984; RE – Rodzinna Europa, Paryż 1959; RM – Rok myśliwego, Kraków 2001; SO – Szukanie ojczyzny, Kraków 1992; TUR – O Turowiczu, „Tygodnik Powszechny” 1997, nr 51–52.

[2] J. Majda, Wisława Szymborska, Karol Wojtyła, Czesław Miłosz, Kraków 2002.

[3] B. Chrząstowska: Poezje Czesława Miłosza, Warszawa 1982, s. 18.

[4] A. Fiut, Moment wieczny. O poezji Czesława Miłosza, Warszawa 1993, s. 132–145.

[5] A. Romanowski, Czy Czesław Miłosz musiał pisać po polsku?, „Tygodnik Powszechny” 1996, nr 26.

[6] Szczegóły można znaleźć w: J. Jurkiewicz, Rozwój polskiej myśli politycznej na Litwie i Białorusi w latach 1905–1922, Poznań 1983; Tematy polsko-litewskie. Historia. Literatura. Edukacja, red. R. Traba, Olsztyn 1999.

[7] S. Małachowski-Łempicki, Wykaz polskich lóż wolnomularskich i ich członków w latach 1738–1812 poprzedzony zarysem historji wolnomularstwa polskiego i ustroju Wielkiego Wschodu Polskiego, Kraków 1929, s. 52 i n.

[8] Por. H. Zieliński: Historia Polski 1914–1939,Wrocław–Warszawa 1985, s. 308, 332–335.

[9] K. Kosiński, O nową mentalność. Życie codzienne w szkołach 1945–1956, Warszawa 2000.

[10] H. Zieliński, dz. cyt., s. 228 i n., 244, przytacza np. takie fakty: zorganizowano obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej; zgodnie z Konstytucją kwietniową z 1935 roku przesunął się punkt ciężkości władzy państwowej z sejmu na prezydenta, odpowiadającego tylko przed Bogiem i historią; z ustawy zasadniczej zniknęły artykuły mówiące o swobodzie wyrażania swych myśli i przekonań, o wolności prasy; artykuł mówiący o równości wszystkich obywateli zastąpiono sformułowaniem głoszącym, iż uprawnienia obywatelskie będą mierzone „wartością wysiłku i zasług obywatela na rzecz dobra powszechnego”, zdelegalizowano partię komunistyczną.

[11] H. Zieliński, Historia Polski…, op. cit., s. 126, pisze, że według spisu z 1931 r. rzymskich katolików było 64,8%, grekokatolików – 10,4%, prawosławnych – 11,8%, osób wyznania mojżeszowego – 9,8%, ewangelików – 2,6%, innych – 0,6%.

[12] Ibid., s. 346.

[13] R. Modras, Kościół katolicki i antysemityzm w Polsce w latach 1933–1939, Kraków 2005.

[14] U. Eco, Wie man eine wissenschaftliche Abschlussarbeit schreibt. Doktor-, Diplom- und Magisterarbeit in den Geistes- und Sozialwissenschaften, Heidelberg 1988, s. 40–45 (wyd. pol.: Jak napisać pracę dyplomową. Poradnik dla humanistów, tłum. G. Jurkowlaniec, Warszawa 2007).

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata