70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Opuszczona kurtyna. Czterdzieści lat po śmierci Jerzego Zawieyskiego

Zawieyski czuł się przede wszystkim – jak to wielokrotnie podkreślał w Dzienniku – artystą, człowiekiem pióra najpełniej realizującym się jako dramatopisarz. Jego życiową fascynacją był teatr.

Rankiem 18 czerwca 1969 pod oknami rządowej kliniki przy ul. Emilii Plater w Warszawie znaleziono roztrzaskane o bruk ciało Jerzego Zawieyskiego. Niespełna dwa miesiące wcześniej pisarz doznał wylewu krwi do mózgu, a z racji pełnionych wcześniej godności – posła na Sejm PRL i członka Rady Państwa – poddany został leczeniu w szpitalu przeznaczonym dla elit ówczesnych władz państwowych i partyjnych. Dzięki pomocy lekarzy wkrótce odzyskał przytomność, ale częściowy paraliż ograniczył jego zdolność poruszania się i zniekształcił mowę. Ostatni raz widziano go żywego w przeddzień upadku na czwartym piętrze kliniki. Nie zgłosił się żaden świadek śmierci pierwszego prezesa warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej (KIK), a niewyjaśnione okoliczności tego zdarzenia wzbudziły kontrowersje, które trwają do dziś[1]. Bez dotarcia do nowych, przekonujących dowodów odpowiedź na pytanie o przyczynę tego zgonu może być wszakże tylko hipotezą. W sferze faktów pozostają życiowe dokonania pisarza. Co z nich przetrwało w pamięci pokoleń? Jak przewartościował je upływający czas?

Zawieyski czuł się przede wszystkim – jak to wielokrotnie podkreślał w Dzienniku – artystą, człowiekiem pióra najpełniej realizującym się jako dramatopisarz. Urodzony w 1902 roku syn Jana Nowickiego i Marianny z Kicińskich, rychło odrzucił metrykalne nazwisko i chrzestne imię Henryk, by w sztuce szukać zapomnienia o problemach biednego, półsierocego dzieciństwa i wykreować siebie w nowej postaci. Jego życiową fascynacją był teatr. Po ukończeniu w 1922 roku szkoły dramatycznej, prowadzonej przez Mariana Szyjkowskiego przy Instytucie Muzycznym w Krakowie, próbował sił w aktorstwie. Występami na scenach rodzinnej Łodzi zdobył sobie uznanie Juliusza Osterwy i w 1926 roku został przyjęty do zespołu Reduty. Młody aktor miał już wtedy za sobą debiut literacki (tom poezji pt. Strzępy,ogłoszony w 1921 roku pod pseudonimem Konar-Nowicki) i nadawał ostatnie szlify pierwszemu dramatowi Rycerze świętego Graala.

Dopiero jednak trzecia ze sztuk Jerzego Zawieyskiego – jak podpisywał się od 1924 roku – zatytułowana Człowiek jest niepotrzebny doczekała się w 1934 premiery (w Teatrze Kameralnym w Częstochowie). W tym samym roku jej autor ostatecznie zrezygnował ze scenicznej kariery i skoncentrował się na twórczości literackiej. Do wybuchu II wojny światowej decyzja ta zaowocowała czterema nowymi dramatami, granymi na deskach renomowanych teatrów w Warszawie i Poznaniu, a także prezentowanymi na antenie radiowej (Achilles Chróścik). Szczególny rozgłos zyskał Powrót Przełęckiego, pomyślany jako kontynuacja utworu Stefana Żeromskiego Uciekła mi przepióreczka. Inscenizacja przygotowana w roku 1937 w Teatrze Narodowym otoczona była aurą skandalu, jako że tuż przed premierą sprzeciwiła się jej Monika Żeromska.

Zawieyski sięgnął również do form epickich i w latach 1932–1934 ogłosił dwie powieści (Gdzie jesteś przyjacielu?… oraz Daleko do rana). Ponownie wrócił do tego gatunku w okresie okupacji niemieckiej (Droga do domu oraz Noc Huberta,oba tomy wydane w 1946), już po doświadczeniach natury religijno-filozoficznej, które wyznaczyły wyraźną cezurę w jego życiu i twórczości. W 1942 roku, po z górą dwudziestu latach dystansowania się od katolicyzmu wpajanego mu w rodzinnym domu, po okresie ideowych poszukiwań i sympatyzowania z lewicowymi ugrupowaniami społeczno-politycznymi, pisarz odnalazł sens życia w Ewangelii. Odzyskaną wiarę pragnął odtąd dzielić się z innymi, katolickimi treściami wypełniał także swoje utwory. Przyjęcie nauk Chrystusa nie oznaczało wszakże dla artysty przekreślenia laickiej przeszłości i ludzi, z którymi niegdyś był związany. Przeciwnie, pomny na niedawne doznania, unikał wystawiania ocen opartych wyłącznie na kryterium światopoglądu.

Tematyka biblijna zdominowała dramaturgię Zawieyskiego aż do początku lat pięćdziesiątych. Napisany w 1944 Dzień sądu, w ośmiu obrazach relacjonujący kaźń Chrystusa, otrzymał pierwszą nagrodę w konkursie Tajnej Rady Teatralnej oraz Biura Informacji i Propagandy Delegatury Rządu. Mąż doskonały, grany w Krakowie wiosną 1945, wzruszał widzów alegorycznym przedstawieniem losów Hioba, nieodparcie kojarzącym się ówczesnym Polakom z hekatombą warszawskich powstańców. W zestawieniu Najczęściej grywani autorzy, opublikowanym w 1949 roku przez Stanisława Marczaka-Oborskiego na łamach „Teatru” (nr 9), Zawieyski lokował się na piątej pozycji w kraju, mając w swym dorobku z lat 1945–1949 (podobnie jak Anna Świrszczyńska) trzynaście wystawień. Popularność ta na ogół szła w parze z uznaniem krytyki i – jak można wnosić na podstawie piastowanego w latach 1947–1949 stanowiska wiceprezesa Związku Zawodowego Literatów Polskich (od 1949 Związku Literatów Polskich) – łączyła się też ze środowiskowym autorytetem.

Twórczość dramatyczną Zawieyskiego docenili również polscy biskupi, honorując ją w roku 1949 nagrodą Episkopatu. Oprócz pochwały dla artysty był w tym wyróżnieniu podziw dla człowieka i katolika. Autor Męża doskonałego płacił bowiem już w tym czasie wysoką cenę za to, że na szczecińskim zjeździe pisarzy w styczniu 1949 roku – jako jeden z nielicznych – opowiedział się przeciwko niepodzielnemu dyktatowi socrealizmu. Zaliczony przez władze do grona ideowych przeciwników, miał być odtąd skazany na zapomnienie jako literat, w sensie metaforycznym – wręcz „skreślony z listy żyjących”[2]. Ograniczenia w prawie do publikacji utworów, brak dostępu do teatralnego afisza, a co za tym idzie, pisanie „do szuflady” i poważne, materialne kłopoty nie zdołały jednak zmusić Zawieyskiego do zmiany przekonań. Przeciwnie, to przedstawiciele najwyższych władz państwowych wyciągnęli do niego rękę w 1956 roku i zaoferowali mu miejsce nie tylko na okładkach książek, ale także w polityce.

Literat wybrany w październiku 1956 roku na stanowisko prezesa warszawskiego KIK-u, a potem ponownie obdarzony godnością wiceprezesa ZLP, został w roku 1957 także posłem na Sejm PRL i członkiem Rady Państwa. Nie zaprzestał jednak traktować pióra jako podstawowego narzędzia swojej pracy. W okresie przymusowego milczenia rozszerzył repertuar tematyczny swojej dramaturgii głównie o wątki antyczne, później inspiracje czerpał przede wszystkim ze współczesności i coraz chętniej sięgał po nowatorskie formy. Chociaż głosy krytyki nie zawsze były Zawieyskiemu przychylne, w zestawieniu najpopularniejszych polskich autorów dramatycznych obejmującym lata 1956–1958 autora Miłości Anny, Wysokiej ściany i Masek Marii Dominiki ponownie sklasyfikowano na piątym miejscu[3].

Lata sześćdziesiąte ugruntowały literacką pozycję Zawieyskiego. Ceniony jako dramatopisarz, miał w swoim dorobku także między innymi tomy opowiadań (Pokój głębi, wyd. 1956, i Romans z ojczyzną,wyd. 1963), napisany prozą poetycką Notatnik liryczny z 1956 roku, zbiór esejów (Próby ognia i czasu z 1958), scenariusze filmowe (Prawdziwy koniec wielkiej wojny ukończony w 1956, Odwiedziny prezydenta z 1960), kolejne powieści zakrojone jako panoramiczny obraz polskiej historii i teatru (Wawrzyny i cyprysy oraz Konrad nie chce zejść ze sceny, wyd. 1966) oraz wyimkowe publikacje z Dziennika (Brzegiem cienia, wyd.1960, W alei bezpożytecznych rozmyślań, wyd. 1965). Uznaniu widzów i czytelników coraz częściej towarzyszyły jednak kłopoty z państwową cenzurą.

Batalia Zawieyskiego o dopuszczenie własnej sztuki na afisz osiągnęła apogeum w roku 1967, podczas prób do wystawienia w Teatrze Narodowym dramatu Gdy płoną lasy… Spektakl przygotowywany przez Kazimierza Dejmka przez ponad rok poddawany był ocenom najwyższych ministerialnych urzędników i partyjnych propagandzistów. Nie podobał im się kontrowersyjny temat kampanii wrześniowej, wymuszali formalne poprawki, przesuwali termin premiery, by w końcu – po zamieszaniu wokół pamiętnej inscenizacji Mickiewiczowskich Dziadów –całkowicie wykreślić dzieło Zawieyskiego z repertuaru teatru. Podpis katolickiego dramatopisarza pod interpelacją wystosowaną przez Koło Poselskie „Znak” w marcu 1968, a potem mowa wygłoszona 10 kwietnia 1968 roku na forum parlamentu nasiliły czujność państwowych cenzorów. Tom esejów Korzenie, oddany do składania 9 listopada 1968 roku, podpisany został do druku 20 czerwca 1968, tj. dwa dni po zgonie autora.

Innych pośmiertnych wydań spuścizny Zawieyskiego było zaledwie kilka. Poza trzema wznowionymi tytułami opowiadań i powieści w latach siedemdziesiątych ukazały się tylko cztery inne książki, zawierające eseje i szkice oraz opowiadania. W następnej dekadzie przygotowana została przez wydawnictwo Pax pięciotomowa edycja Dzieł, w której obok dramatów ogłoszono wybór z dziennika pisarza. W latach 2000 i 2002 opublikowano w formie książkowej korespondencję pisarza, kolejno z Zofią Nałkowską i Zbigniewem Herbertem.

Sztuki Zawieyskiego również nie cieszyły się wielkim powodzeniem. Po roku 1969 odnotowano tylko dwie komediowe prapremiery (Bartleby wTeatrze Dramatycznym w Warszawie w 1973 roku oraz Ziemia nie jest jedyna w Teatrze Polskim we Wrocławiu w 1981). Ponownie zaś trafiły na teatralny afisz dwa kolejne utwory (Wysoka ściana we Wrocławskim Teatrze Współczesnym im. Edmunda Wiercińskiego w 1980 i Powrót Przełęckiego w Teatrze Ochoty w Warszawie w 1995). Scena Teatru Telewizji, na której w 1967 roku wystawiono Krzyk w próżni świata (powtórzenie w 1989), pokazała później jeszcze trzy spektakle tego samego twórcy: Ocalenie Jakuba (premiera w 1976), Gdy płoną lasy… (premiera w 1983, powtórzenie w 1984) oraz Miecz obosieczny (premiera w 1989). Mierzona liczbą wydawanych książek i teatralnych inscenizacji popularność Zawieyskiego jako pisarza zdaje się zamierać. Czy zapamiętano go w innych rolach?

Działalność polityczna, którą artysta rozpoczął wraz z podjęciem w roku 1956 decyzji o kandydowaniu do Sejmu PRL, nie była jego życiową pasją. Czynne zaangażowanie w sprawy państwa tłumaczył poczuciem obowiązku obywatela i katolika zarazem. Nadzieja na kontynuację „odwilżowych” zmian popchnęła literata do podjęcia się misji nieoficjalnego pośrednika między najwyższymi przedstawicielami władz kościelnych i partyjnych. Kardynała Wyszyńskiego Zawieyski znał osobiście, od początku lat pięćdziesiątych był zapraszany na prywatne audiencje do Pałacu Arcybiskupów Warszawskich i traktowany przez gospodarza jak przyjaciel. Przez Władysława Gomułkę został dostrzeżony jesienią 1956 roku, obdarzony pozorami sympatii i wkrótce potem wykorzystany do nieformalnego kontaktowania się z prymasem. Na bezpośrednie i regularne spotkania z I sekretarzem KC PZPR pozwoliły katolickiemu twórcy uzyskane w 1957 roku poselski mandat i godność członka Rady Państwa – reprezentanta poselskiego Koła „Znak”[4]. Kosztem wielu osobistych wyrzeczeń przez trzy kolejne sejmowe kadencje prezes KIK starał się doprowadzić do nawiązania trwałego dialogu między tymi dwoma  polskimi „mężami opatrznościowymi” – jak ich oceniał – a co za tym idzie, poprawić napięte stosunki Kościół – państwo.

Kres aktywnemu udziałowi pisarza w polityce położyły dopiero wydarzenia z marca 1968 roku i interpelacja Koła „Znak” w sprawie represjonowanej przez władze młodzieży akademickiej. Po mowie sejmowej, którą Zawieyski wygłosił podczas debaty nad tym dokumentem 10 kwietnia 1968 roku, ostatecznie uznany został za element reakcyjny i w trybie natychmiastowym wykluczony ze składu Rady Państwa. Niedługo potem na życzenie władz partyjnych skreślono go z listy kandydatów na posłów ubiegających się o mandat w następnej kadencji.

Pamięć o tej sferze działalności Zawieyskiego przetrwała. Co więcej, wiedza zastrzeżona ongiś dla wąskiego grona wtajemniczonych, z biegiem czasu staje się coraz bardziej dostępna[5]. Marian Brandys, który znał pisarza osobiście i po latach sportretował go w eseju pt. Z dwóch stron drzwi[6], wiele trudu musiał włożyć w zrekonstruowanie politycznych uwikłań posła-literata. Swoją ocenę kolegi po piórze eseista zawarł w porównaniu z Rejtanem, które narzucało mu się nieodparcie, zwłaszcza po ostatnim sejmowym przemówieniu Zawieyskiego. Ryszard Kapuściński tak skomentował ten esej:

Tuż po wprowadzeniu stanu wojennego dostałam do ręki wydany w drugim obiegu świeżo ukończony esej Z dwóch stron drzwi. Było po godzinie policyjnej, na ulicach stało wojsko. Ja ukrywałam się wtedy przed internowaniem i czytałam tę historię o geście Rejtana i o sejmowym wystąpieniu Jerzego Zawieyskiego w 1968 roku z poczuciem, że Brandys mówi wprost do mnie o tym, co teraz dzieje się w Polsce. Sejm miał akurat zatwierdzić wprowadzenie stanu wojennego i w powietrzu wisiała jednak nadzieja, że pojawi się jakiś –  choćby skromny i na miarę epoki –  Rejtan czy Zawieyski…[7]

Do artystycznej wizji Brandysa badacze dokładali później coraz to nowe fakty i chociaż różnili się w ocenie konkretnych kroków podejmowanych przez autora Romansu z ojczyzną, to w jednym pozostawali zgodni. Zawieyski miał swój – i to wcale nie mały – udział w tym, że w historię nieustannych za czasów PRL-u napięć pomiędzy państwem i Kościołem wplotły się także akcenty niosące odprężenie.

Pierwszy prezes warszawskiego KIK-u nie był wszakże postacią posągową. Część środowisk katolickich długo nie potrafiła zapomnieć o jego ateistycznej przeszłości, a potem nieufnie odnosiła się do udziału katolickiego posła w Radzie Państwa, zarzucając mu zbytnią ugodowość wobec komunistycznych władz. W przyjaźni, która łączyła Zawieyskiego z prymasem Wyszyńskim, zdarzały się wielomiesięczne epizody swoistego buntu pisarza przeciw polityce prowadzonej przez kardynała. Różniło ich także odmienne podejście do reform Soboru Watykańskiego II (kiedy gorący entuzjazm literata spotykał się z powściągliwą aprobatą biskupa) czy stosunek do tradycyjnej polskiej obrzędowości religijnej (celebrowanej z rozmysłem przez prymasa i z trudem akceptowanej przez intelektualistę skupionego na ewangelicznym przekazie wiary). Chwalony przez swego arcypasterza autor religijnych rozważań (Owoc czasu swego z 1949 czy Ave Maria z 1958) miał w swoim dorobku także esej Droga katechumena, który po ogłoszeniu w miesięczniku „Znak” wzbudził stanowczy sprzeciw prymasa[8].

Tajemnicą poliszynela były skłonności homoseksualne Zawieyskiego. Układając sobie życie ze Stanisławem Trębaczkiewiczem, czyniąc go swoim współlokatorem i współwłaścicielem majątku oraz dążąc do ustanowienia swoim spadkobiercą, pisarz demonstracyjnie podkreślał, że w tej zażyłości nie ma nic, co oddalałoby go od Boga. Nawet pobłogosławienie przez kardynała Wyszyńskiego zamieszkanego przez obu panów domku w Konstancinie[9], nie ucięło wszakże dyskusji na temat emocjonalnych powikłań psychiki pisarza. Wspólny grób, w którym Zawieyski i Trębaczkiewicz spoczęli na cmentarzu w podwarszawskich Laskach, również nie zamknął tematu. Dawne domysły i doniesienia (także o innych sercowych podbojach pierwszego prezesa KIK) powracają w nowych publikacjach. W sensacyjnym tonie podjęła ostatnio tę problematykę Joanna Siedlecka[10], a z pozycji krytyki literackiej spod znaku gender studies uczuciowość katolickiego literata rozważał Krzysztof Tomasik[11].

W opracowaniach dotyczących Zawieyskiego przeważają jednak ujęcia historycznoliterackie. Poza pokaźną listą artykułów dotyczących poszczególnych utworów, analiz religijnej tematyki oraz gatunkowych klasyfikacji[12] ukazała się też w 1985 roku monograficzna książka Jerzego Zdzisława Brudnickiego pt. Jerzy Zawieyski. Białe plamy i nieścisłości nie zniknęły wszakże z biografii pisarza. Tymczasem na pełne wykorzystanie czeka publikowany dotąd wyimkowo Dziennik z lat 1955–1969. Zachowany zarówno w postaci manuskryptu (w Bibliotece Narodowej w Warszawie), jak i maszynopisu (w Bibliotece Ossolineum we Wrocławiu) zawiera nie tylko osobiste, literackie dywagacje. Autor pomieścił w nim także faktograficzny zapis najważniejszych wydarzeń kulturalnych i społeczno-politycznych, dał obraz polskiej religijności i mentalności ludzi uwikłanych w komunistyczny system. Diariusz cytowany jest jako źródło w pracach historyków badających dzieje PRL-u[13], wnosi też wiele ciekawych szczegółów w opisy życia literackiego w tym okresie[14].

Sięgnięcie do Dziennika z pewnością nie rozstrzygnie wszystkich wątpliwości dotyczących Zawieyskiego. Notatki te powinny być jednak lekturą obowiązkową dla wszystkich, którzy zechcą uczynić użytek z materiałów dotyczących prezesa KIK-u zgromadzonych w archiwum IPN. Raporty z podsłuchów telefonicznych i mieszkaniowych, donosy tajnych agentów, kopie listów, szkice sytuacyjne rozkładu mieszkania (z podkreśleniem sposobu ustawienia łóżek obu lokatorów) nie tylko odzierają pisarza z wszelkiej prywatności. Pozbawione kontekstu dokumenty wyprodukowane przez tajne służby stworzą portret równie zamazany jak ten szkicowany w rocznicowych laurkach. Nad dziełami brązowników nie trzeba wszakże zbyt długo się pochylać. Zapoznanie się z dowodami inwigilacji jest dla biografa Zawieyskiego koniecznością, nawet jeśli towarzyszy temu niesmak połączony z irytacją i zażenowaniem. Czy przybliżony obraz autora może w czymkolwiek pomóc lub zaszkodzić jego dziełom? Udzielmy w tej kwestii głosu samemu Zawieyskiemu:

W rozdziale L’oeuvre et l’homme mówi Mauriac o tych pisarzach, których biografia jest równie ciekawa i niezwykła, co ich dzieło. Za ich życia fascynuje nas ich dzieło, po śmierci – ich biografia. Ale gdy się nasycimy „gorszącymi” faktami, bo takie fakty najbardziej interesują potomnych w życiu pisarzy – wówczas zaczyna na nowo odżywać ich dzieło. Biografia blednie, zanika w pamięci pokoleń, pozostaje dzieło[15].


[1] Jako potwierdzenie oficjalnej wersji o samobójstwie odczytywana była nieobecność na pogrzebie prymasa Stefana Wyszyńskiego, zaprzyjaźnionego z Zawieyskim. Wśród bliskich znajomych pisarza pojawiały się wątpliwości – wyrażone m.in. przez Stefana Kisielewskiego – czy pisarz wyskoczył rozmyślnie, czy wypadł w zamroczeniu (S. Kisielewski, Dzienniki, Warszawa 1996, wyd. nast. tamże 1997, 1998, 2001). Współczesny historyk i publicysta Dariusz Baliszewski broni hipotezy, że Zawieyski padł ofiarą zbrodni (D. Baliszewski, Upadek z wysokości,„Wprost” 2005, nr 26.

[2] O sytuacji w środowisku literackim w 1949 roku Zawieyski pisał kilka lat później: „Pisarze poważni zajęli się przekładami lub milczeli, skreśleni w wielu wypadkach >>z listy żyjących<<, jak to było z Szaniawskim i ze mną, o czym powiadomił pisarzy minister Sokorski na zjeździe dramaturgów w Oborach i na Zjeździe Plastyków w Warszawie” (J. Zawieyski, Mój rachunek pamięci, w: Rachunek pamięci, red. W. Bieńkowski, H. Boguszewska, P. Jasienica i J. Kornacki; tom zbiorowy złożony w 1956 roku w Czytelniku, zatrzymany przez cenzurę w 1957. Cytat na podstawie egzemplarza korektorskiego zachowanego w archiwum „Kultury” w Maisons-Laffitte.

[3] S. Marczak-Oborski, Cyfry repertuarowe 1956/7 i 1957/8. „Dialog” 1958, nr 11.

[4] Zawieyski wszedł w skład Rady Państwa w lutym 1957 roku. W 1961 odebrano mu prawo reprezentowania Koła „Znak” i oficjalnie uznano go za członka bezpartyjnego.

[5] Z większych prac poświęconych politycznej działalności Zawieyskiego zob. np.: Z. Nosowski, Wierzę, że chodzi w tym bałaganie o Polskę… (Jerzy Zawieyski jako polityk w świetle dziennika), „Więź” 1986, nr 7/8; A. Friszke, Łagodzić kanty, usuwać konflikty. Jerzy Zawieyski po Październiku’56, w: Pośród spraw publicznych i teatralnych, red…. Warszawa 1998; B. Tyszkiewicz, Naiwny i heroiczny. Jerzy Zawieyski jako mediator pomiędzy kardynałem Stefanem Wyszyńskim a Władysławem Gomułką, „Zeszyty Historyczne”, Paryż 2006, z. 156.

[6] M. Brandys, Z dwóch stron drzwi, Warszawa 1982.

[7] Natura – reporter, z Ryszardem Kapuścińskim rozmawia J. Szczęsna, „Gazeta Wyborcza” 1998, nr 1.

[8] J. Zawieyski, Droga katechumena, „Znak” 1958, nr 1 (43), przedruk w: tenże, Droga katechumena, Warszawa 1971. Szerzej na ten temat zob.: B. Tyszkiewicz, „Wicher z pustyni”, czyli polska „Antygona” w algierskiej szacie (Biograficzne tropy w dramaturgii Jerzego Zawieyskiego), „Pamiętnik Literacki” 2009, z. 2 (w druku).

[9] Zob. na ten temat J. Zawieyski, Dziennik, rękopis (akc. 9292/1–31) w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie [zapis z] 15 VI 1964, z. 22, s. 35.

[10] J. Siedlecka, Mości Zawieyski, już czas, pora skakać!, w: taż, Obława. Losy pisarzy represjonowanych, Warszawa 2005.

[11] K. Tomasik, Katolik, pisarz, homoseksualista. O Jerzym Zawieyskim, w: tenże, Homobiografie, Warszawa 2008.

[12] Szeroki wybór opracowań oraz bibliografię twórczości Zawieyskiego znaleźć można m.in. w słowniku Współcześni polscy pisarze i badacze literatury, t. 9, 10, Warszawa 2004, 2007.

[13] Np. A. Friszke, Koło posłów „Znak” w Sejmie PRL 1957– 1976, Warszawa 2002; J. Eisler, Polski rok 1968, Warszawa 2006.

[14] Jako źródło tego rodzaju dziennik pokazany został w artykule B. Tyszkiewicz, Odwilż u literatów. Rok 1956 w „Dzienniku” Jerzego Zawieyskiego, „Pamiętnik Literacki” 2006, z. 2.

[15] J. Zawieyski, Dziennik, jw. [zapis z] 9 I 1958, z. 9, s. 12. Chodzi o rozdział z czytanej w oryginale książki F. Mauriaca pt. Journal.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata