|

REPORTAŻ
Pielgrzym w oknie (fragment)
GRZEGORZ SZYMANIK
Ziemię spod Lublina wsypała do
mydelniczki. W drogę powrotną
zabrała jeszcze książki w błyszczącej
walizie i klawiaturę. „Czasu nie było.
Teraz jest, ale ja już stara”, mówi
Halinka. I pociąg rusza. Mija wioski,
las i brzozy. Brzozy, las, brzozy.
Wszystko miga, zlewa się w jedną,
bielutką ścianę bez końca. Pociąg
mknie przez Syberię. Szybko, jak
życie Halinki.
Kilka rzeczy wie na pewno:
Miasto to Golub-Dobrzyń.
Nazwisko to Gizińscy.
Liczba to 1680.
Tysiąc sześćset osiemdziesiąt, bo tyle osób nosi w Polsce to nazwisko. Której
z nich szuka? Pamięta portret dziadka
(może pradziadka), który wisiał w pokoju
babci. W eleganckim, galowym mundurze
stał dziadek z wąsem, wstęgą przepasany.
Mówili, że miał dwa metry wzrostu.
Jakie to wojsko – nie pamięta. Wysłała do
Petersburga pytanie: „Czy dziadek mógł
być w carskiej gwardii?”. „Nie mógł” –
odpowiedział Petersburg. Napisała też
do pewnego profesora, który nosi takie
samo nazwisko. Może coś wie, zna rodzinę?
Profesor zaprzeczył: nie, na pewno
nie, to nie rodzina, nie zna… Halinka
myśli: „Może on bojał się?” A wiadomo,
kto pytał? Z Syberii… jeszcze może czego chcieli: pieniędzy albo, nie daj Boże, sprowadzić
się? Lecz ona nigdy o nic nie prosiła.
I prosić nie będzie.
Żeleznogorsk
Całe życie spędziła w Żeleznogorsku,
choć on nie istniał. Owszem, były domy,
ulice, ludzie. Ale nikt, prawie nikt, o tym
nie wiedział, a ci, którzy wiedzieli, nie
mówili „Żeleznogorsk”, tylko „Dziewiątka”,
„Krasnojarsk–26” albo po prostu –
„Atom grad”.
W „Atomgradzie” wytwarzano pluton.
W przemysłowym kompleksie dwadzieścia
metrów pod ziemią, w tunelach maszerowali
robotnicy mrówki. Pluton produkowano
fabrycznie, jak czekoladę albo
konserwy. Energia wytwarzana przy jego
produkcji ogrzewała całe miasto. Domy,
ulice, ludzi. Ciepło było w mieście, którego
nie było.
I dopiero niedawno, po rozpadzie Imperium,
kiedy kupiło się nową mapę, dziwów
było co niemiara. Żeleznogorsk?
Obok Krasnojarska? Skąd to tutaj? Takie
same nowe punkty pojawiły się w innych
miejscach na mapie Rosji. Wszystkie nazywają
się „Żeleznogorsk”. Jest Żeleznogorsk
obok Irkucka, w obwodzie kurskim,
a nawet pod kołem podbiegunowym.
Wszędzie tam, gdzie kiedyś produkowano
coś ważnego, jest teraz Żeleznogorsk.
Ten pani Halinki wciąż nie jest otwarty
dla wszystkich. „Ale przynajmniej na mapie
można pokazać, list wysłać”.
A pociąg już mija rzekę, wtacza się na
zakręt. Teraz popędzi po półkolu, aż człowiekowi
zacznie się wydawać, że jedzie
w kółko – i że nigdy nie przestanie.
– Chciałabym wiedzieć – wzdycha Halinka
– kak to wsio, kak naprawdę było.
Więcej na łamach czerwcowego „Znaku”
Zamów numer
GRZEGORZ SZYMANIK, student
dziennikarstwa
i polonistyki UW.
POCZĄTEK STRONY |