Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

CZERWIEC 2009, NUMER 649

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


TEMAT MIESIĄCA:

Śmierć i medycyna



W szarej strefie śmierci
(fragment)

Dyskusja z udziałem HALINY BORTNOWSKIEJ,

KONSTANTEGO RADZIWIŁŁA i ZBIGNIEWA

SZAWARSKIEGO


Skala postaw związanych z problemem „śmierci na życzenie” jest szeroka: od samobójstwa śmiertelnie chorego człowieka, poprzez eutanazję, przerwanie uporczywej terapii, niepodjęcie takiej terapii, aż do unikania kontaktu z lekarzami i braku troski o własne zdrowie. W każdym miejscu na tej skali znajdujemy moment władzy, decyzji człowieka. Czy owa wolność decydowania o własnym losie powinna gdzieś natrafi ć na granicę?

Lekarz i algorytm

Konstanty Radziwiłł: Cały ten problem należy umieścić w kontekście historycznym. Kiedyś ludzie nie wiedzieli, co to jest jakość życia. Umieranie i chorowanie dokonywało się naturalnie: ludzie całe życie zdrowi najczęściej po zachorowaniu na pierwszą ciężką chorobę w dość krótkim czasie umierali z jej powodu. Zakaz podawania trucizny na żądanie pojawił się już 2400 lat temu w przysiędze Hipokratesa, co świadczy o tym, że problem istniał – ale z pewnością w znacznie mniejszej skali niż teraz

Dziś pojawia się coraz więcej pytań o jakość życia, ale także sądów negujących jego bezwzględną wartość (świętość). Dzieje się tak, ponieważ granica rozdzielająca życie od śmierci nie jest już tak oczywista. Mamy do czynienia z wieloma stanami nieokreślonej bliskości śmierci. Co prawda, współczesna medycyna definiuje śmierć bardzo precyzyjnie – myślę tu przede wszystkim o śmierci mózgowej – ale i to generuje problem naszej postawy w okresie, w którym życie już nie jest jakościowo tym, za co się je powszechnie uważa.

Halina Bortnowska: Coraz bardziej razi mnie wiara w możliwość precyzyjnego rozgraniczania: wszystkie wymienione pojęcia stanowią pewne bieguny, ale pomiędzy nimi istnieje jakieś continuum. Pomiędzy eutanazją a samobójstwem, pomiędzy eutanazją a niepodejmowaniem uporczywej terapii, czy też terapii w ogóle, i tym ciekawym zjawiskiem samobójstwa na raty, jakim jest zaniedbywanie swojego zdrowia czy wykonywanie tego, o czym wiemy, że skróci życie. Brakuje mi w naszym towarzystwie psychologa czy psychiatry, bo są to również zjawiska z tej domeny. Samobójstwo nieraz dokonywane jest pod wpływem czynników psychiatrycznych, stresów związanych z urojeniami i biologicznymi zaburzeniami funkcjonowania mózgu. Z mojej praktyki wolontariuszki hospicyjnej pamiętam, że na oddziale nigdy nie rozmawialiśmy ani o przerywaniu uporczywej terapii, ani o eutanazji – była tylko odprawa, podczas której wszyscy chwilę myśleli, następnie ordynator mówił na przykład: „Pani Iksińskiej nie będziemy już podawać krwi”. Ktoś czasem zaprotestował: „Nie, ona tak czeka, aż wnuczka przyjedzie”. Ordynator: „No dobrze, to jeszcze raz. A wnuczkę to trzeba jakoś pospieszyć, niech ona już nie zwleka!”. I tyle. Nie padały żadne z terminów wymienionych w pytaniu. Była za to chwila refleksji.

K.R.: Najważniejsza jest właśnie ta chwila refleksji. To wtedy dzieją się rzeczy ważne – i trzeba je jakoś uporządkować.

H.B.: Trzeba – ale nie za ostro, bo czasami jest dobrze, jeżeli ludzie mogą zostać przy swoich zasadach – ostatecznie zaakceptować praktyczną decyzję dotyczącą postępowania. To jest chyba najważniejsza rzecz, na której mi zależy: aby mógł zaistnieć konsensus niezależnie od tego, jaką siatką pojęciową operujemy. Jeżeli unikniemy nazw budzących opór, a skupimy się na czymś mniej nazwanym, może to wszystkim wyjść na dobre. Porozumienie dotyczy tego, co robić, to znaczy, jakie czynności podjąć lub nie…

Z drugiej strony, istnieje ważny aspekt prawny tego problemu – tutaj nie możemy się obyć bez wyraźniejszych określeń, choć prawo nie może normować wszystkiego. Standard jest jedną rzeczą; drugą jest wierność temu standardowi, która już jest nie tak „twarda” jak litera standardu. Na jednym biegunie jest sytuacja, w której, jak czytałam w prasie, pewna pielęgniarka w Paryżu, nie mogąc znieść cierpienia jej pacjentów w domu opieki, na własną rękę wzięła się za wykonywanie czegoś, co sama nazwała eutanazją. Dlaczego nie było superwizji? Dlaczego ta osoba, tracąc równowagę etyczną i rozeznanie sytuacji, odbiegła od standardu aż tak daleko? Standardem jest dla mnie superwizja. Jeżeli ktoś, kto się opiekuje ludźmi w fazie terminalnej, jest pozostawiony sam, to znaczy, że już popełniono grzech podstawowy.

K.R.: Jeżeli taka sytuacja się zdarza, oznacza to, że ktoś nie postępował zgodnie z obowiązującym w danej sytuacji algorytmem. Jako przedstawiciel lekarzy upierałbym się przy tym, że w każdej sytuacji, przed którą staje lekarz, musi obowiązywać pewien algorytm postępowania. To nie jest tylko kwestia nadzoru, bo przecież dwóch czy trzech lekarzy również może się pomylić. Chodzi o to, żeby mieli pewne dyrektywy, zgodnie z którymi powinni postępować. Oczywiście, każdy pacjent jest inny i wymaga indywidualnego podejścia, ale ma się to dziać w granicach profesjonalizmu, który nie może być oparty na każdorazowym, osobistym przemyśleniu. Aplikowanie odpowiednich dawek środków przeciwbólowych czy przeciwdepresyjnych musi być dostosowane do określonej sytuacji, nie może zaś polegać na tym, że człowiek obmyśla to za każdym razem na nowo.

H.B.: W incydentach, o których wspomniałam, nie chodziło o pomyłki, lecz o głęboką dezorientację. W pracy zespołowej dezorientacja jest o wiele mniej prawdopodobna. Myślę, że chodzi o pewną dialektykę między uzgodnionym algorytmem, który musi istnieć i być w miarę wyraźny, a zastanawianiem się i decydowaniem, do której pozycji dana sytuacja pasuje.

Zbigniew Szawarski: Pan Doktor ma oczywiście rację mówiąc, że w medycynie i sytuacjach klinicznych obowiązują pewne standardy postępowania. Lecz z drugiej strony, każda decyzja kliniczna jest decyzją moralną, a obawiam się, że w wypadku etyki nie ma algorytmów. Nawet klasyczny imperatyw kategoryczny Kanta, modelowy wręcz przykład myślenia algorytmicznego w etyce, ma swoje wady i nie da się zastosować do wszystkich sytuacji i konfliktów moralnych. Każdy z nas jest inny, ma inną historię życia, inny system wartości, doświadczenia i przekonania religijne – lekarz w danej sytuacji musi więc dostosować algorytm kliniczny do algorytmu moralnego. W większości przypadków w konkretnej i jednoznacznie określonej algorytmem klinicznym sytuacji stosuje się na przykład transfuzję krwi. Ale nie czyni się tego w przypadku świadków Jehowy. W pewnych sytuacjach ratuję każde życie, bo taki jest algorytm medycyny, w innych, biorąc pod uwagę dobro pacjenta, postępuję wbrew standardom klinicznym i nie podaję na przykład ratującej życie dawki antybiotyku. Uwzględniając to, do czego zobowiązuje mnie sumienie, myślenie, deliberacja moralna – obojętnie, jak to nazwiemy – podejmuję decyzję moralną pod maską decyzji klinicznej i biorę za to pełną odpowiedzialność.

Więcej na łamach czerwcowego „Znaku”

Zamów numer

KONSTANTY RADZIWIŁŁ, lekarz, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, prezydent elekt Stałego Komitetu Lekarzy Europejskich.

HALINA BORTNOWSKA, publicystka, działaczka społeczna, prezes Rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

ZBIGNIEW SZAWARSKI, etyk, profesor UW, sekretarz Komitetu Etyki w Nauce PAN.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.