|

TEMAT MIESIĄCA:
Śmierć i medycyna
W szarej strefie śmierci (fragment)
Dyskusja z udziałem HALINY BORTNOWSKIEJ,
KONSTANTEGO RADZIWIŁŁA
i ZBIGNIEWA
SZAWARSKIEGO
Skala postaw związanych z problemem „śmierci na życzenie” jest
szeroka: od samobójstwa śmiertelnie chorego człowieka, poprzez
eutanazję, przerwanie uporczywej terapii, niepodjęcie takiej terapii,
aż do unikania kontaktu z lekarzami i braku troski o własne zdrowie.
W każdym miejscu na tej skali znajdujemy moment władzy, decyzji
człowieka. Czy owa wolność decydowania o własnym losie powinna
gdzieś natrafi ć na granicę?
Lekarz i algorytm
Konstanty Radziwiłł: Cały ten problem należy umieścić w kontekście historycznym.
Kiedyś ludzie nie wiedzieli, co to jest jakość życia. Umieranie i chorowanie dokonywało
się naturalnie: ludzie całe życie zdrowi najczęściej po zachorowaniu na pierwszą ciężką
chorobę w dość krótkim czasie umierali z jej powodu. Zakaz podawania trucizny na
żądanie pojawił się już 2400 lat temu w przysiędze Hipokratesa, co świadczy o tym, że
problem istniał – ale z pewnością w znacznie mniejszej skali niż teraz
Dziś pojawia się coraz więcej pytań o jakość życia, ale także sądów negujących jego bezwzględną
wartość (świętość). Dzieje się tak, ponieważ granica rozdzielająca życie od śmierci
nie jest już tak oczywista. Mamy do czynienia z wieloma stanami nieokreślonej bliskości
śmierci. Co prawda, współczesna medycyna definiuje śmierć bardzo precyzyjnie – myślę tu
przede wszystkim o śmierci mózgowej – ale i to generuje problem naszej postawy w okresie,
w którym życie już nie jest jakościowo tym, za co się je powszechnie uważa.
Halina Bortnowska: Coraz bardziej razi mnie wiara w możliwość precyzyjnego rozgraniczania:
wszystkie wymienione pojęcia stanowią pewne bieguny, ale pomiędzy nimi istnieje
jakieś continuum. Pomiędzy eutanazją a samobójstwem, pomiędzy eutanazją a niepodejmowaniem
uporczywej terapii, czy też terapii w ogóle, i tym ciekawym zjawiskiem
samobójstwa na raty, jakim jest zaniedbywanie swojego zdrowia czy wykonywanie tego,
o czym wiemy, że skróci życie. Brakuje mi w naszym towarzystwie psychologa czy psychiatry,
bo są to również zjawiska z tej domeny. Samobójstwo nieraz dokonywane jest pod
wpływem czynników psychiatrycznych, stresów związanych z urojeniami i biologicznymi
zaburzeniami funkcjonowania mózgu. Z mojej praktyki wolontariuszki hospicyjnej pamiętam,
że na oddziale nigdy nie rozmawialiśmy ani o przerywaniu uporczywej terapii,
ani o eutanazji – była tylko odprawa, podczas której wszyscy chwilę myśleli, następnie
ordynator mówił na przykład: „Pani Iksińskiej nie będziemy już podawać krwi”. Ktoś czasem
zaprotestował: „Nie, ona tak czeka, aż wnuczka przyjedzie”. Ordynator: „No dobrze,
to jeszcze raz. A wnuczkę to trzeba jakoś pospieszyć, niech ona już nie zwleka!”. I tyle. Nie
padały żadne z terminów wymienionych w pytaniu. Była za to chwila refleksji.
K.R.: Najważniejsza jest właśnie ta chwila refleksji. To wtedy dzieją się rzeczy ważne –
i trzeba je jakoś uporządkować.
H.B.: Trzeba – ale nie za ostro, bo czasami jest dobrze, jeżeli ludzie mogą zostać przy
swoich zasadach – ostatecznie zaakceptować praktyczną decyzję dotyczącą postępowania.
To jest chyba najważniejsza rzecz, na której mi zależy: aby mógł zaistnieć konsensus
niezależnie od tego, jaką siatką pojęciową operujemy. Jeżeli unikniemy nazw budzących
opór, a skupimy się na czymś mniej nazwanym, może to wszystkim wyjść na dobre.
Porozumienie dotyczy tego, co robić, to znaczy, jakie czynności podjąć lub nie…
Z drugiej strony, istnieje ważny aspekt prawny tego problemu – tutaj nie możemy
się obyć bez wyraźniejszych określeń, choć prawo nie może normować wszystkiego.
Standard jest jedną rzeczą; drugą jest wierność temu standardowi, która już jest nie
tak „twarda” jak litera standardu. Na jednym biegunie jest sytuacja, w której, jak czytałam
w prasie, pewna pielęgniarka w Paryżu, nie mogąc znieść cierpienia jej pacjentów
w domu opieki, na własną rękę wzięła się za wykonywanie czegoś, co sama nazwała
eutanazją. Dlaczego nie było superwizji? Dlaczego ta osoba, tracąc równowagę etyczną
i rozeznanie sytuacji, odbiegła od standardu aż tak daleko? Standardem jest dla mnie
superwizja. Jeżeli ktoś, kto się opiekuje ludźmi w fazie terminalnej, jest pozostawiony
sam, to znaczy, że już popełniono grzech podstawowy.
K.R.: Jeżeli taka sytuacja się zdarza, oznacza to, że ktoś nie postępował zgodnie z obowiązującym
w danej sytuacji algorytmem. Jako przedstawiciel lekarzy upierałbym się przy
tym, że w każdej sytuacji, przed którą staje lekarz, musi obowiązywać pewien algorytm postępowania. To nie jest tylko kwestia nadzoru, bo przecież dwóch czy trzech lekarzy
również może się pomylić. Chodzi o to, żeby mieli pewne dyrektywy, zgodnie z którymi
powinni postępować. Oczywiście, każdy pacjent jest inny i wymaga indywidualnego podejścia,
ale ma się to dziać w granicach profesjonalizmu, który nie może być oparty na
każdorazowym, osobistym przemyśleniu. Aplikowanie odpowiednich dawek środków
przeciwbólowych czy przeciwdepresyjnych musi być dostosowane do określonej sytuacji,
nie może zaś polegać na tym, że człowiek obmyśla to za każdym razem na nowo.
H.B.: W incydentach, o których wspomniałam, nie chodziło o pomyłki, lecz o głęboką
dezorientację. W pracy zespołowej dezorientacja jest o wiele mniej prawdopodobna.
Myślę, że chodzi o pewną dialektykę między uzgodnionym algorytmem, który musi
istnieć i być w miarę wyraźny, a zastanawianiem się i decydowaniem, do której pozycji
dana sytuacja pasuje.
Zbigniew Szawarski: Pan Doktor ma oczywiście rację mówiąc, że w medycynie i sytuacjach
klinicznych obowiązują pewne standardy postępowania. Lecz z drugiej strony, każda
decyzja kliniczna jest decyzją moralną, a obawiam się, że w wypadku etyki nie ma algorytmów.
Nawet klasyczny imperatyw kategoryczny Kanta, modelowy wręcz przykład
myślenia algorytmicznego w etyce, ma swoje wady i nie da się zastosować do wszystkich
sytuacji i konfliktów moralnych. Każdy z nas jest inny, ma inną historię życia, inny system
wartości, doświadczenia i przekonania religijne – lekarz w danej sytuacji musi więc dostosować
algorytm kliniczny do algorytmu moralnego. W większości przypadków w konkretnej
i jednoznacznie określonej algorytmem klinicznym sytuacji stosuje się na przykład
transfuzję krwi. Ale nie czyni się tego w przypadku świadków Jehowy. W pewnych sytuacjach
ratuję każde życie, bo taki jest algorytm medycyny, w innych, biorąc pod uwagę
dobro pacjenta, postępuję wbrew standardom klinicznym i nie podaję na przykład ratującej
życie dawki antybiotyku. Uwzględniając to, do czego zobowiązuje mnie sumienie,
myślenie, deliberacja moralna – obojętnie, jak to nazwiemy – podejmuję decyzję moralną
pod maską decyzji klinicznej i biorę za to pełną odpowiedzialność.
Więcej na łamach czerwcowego „Znaku”
Zamów numer
KONSTANTY RADZIWIŁŁ,
lekarz, prezes
Naczelnej Izby
Lekarskiej,
prezydent
elekt Stałego
Komitetu
Lekarzy
Europejskich.
HALINA BORTNOWSKA, publicystka,
działaczka
społeczna,
prezes Rady
Helsińskiej
Fundacji Praw
Człowieka.
ZBIGNIEW SZAWARSKI, etyk, profesor
UW, sekretarz
Komitetu Etyki
w Nauce PAN.
POCZĄTEK STRONY |