Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

CZERWIEC 2009, NUMER 649

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


ZDARZENIA – KSIĄŻKI – LUDZIE




Gorzkie prawdy
(fragment)

SŁAWOMIR BURYŁA


Barbara Stanisławczyk,

Czterdzieści twardych

Rebis, Poznań 2008

Mówiąc nieskromnie, przez ostatnie lata przeczytałem sporo z tego, co się ukazało na temat Zagłady. Są w tej grupie teksty wspomnieniowe, reportażowe, jest literatura piękna. O Czterdziestu twardych wiedziałem od dawna, wszak pierwsze wydanie książki Barbary Stanisławczyk ukazało się dwanaście lat temu. Nie potrafię dziś powiedzieć, dlaczego wcześniej nie sięgnąłem po ten tom. Raz czy dwa przejrzałem pobieżnie jego treść, tak by się zorientować, czego dotyczy. Wiedziałem więc, że chodzi o ukrywanie Żydów przez Polaków. To mi wystarczało.

Całkiem niedawno – bazując na utworach prozatorskich i tekstach wspomnieniowych – opublikowałem szkic o donosach na Żydów. Gdybym teraz, po lekturze Czterdziestu twardych, miał napisać go od nowa, nie zmieniłbym nic w jego zasadniczych fragmentach. Jedynie bardziej wyeksponowałbym rolę strachu jako jednego z powodów, dla których wydawano Żydów. Tak się stało, że druga edycja reportaży Stanisławczyk sąsiaduje w czasie z polskim przekładem Daniela w jaskini lwa Nechamy Tec. Autorka biografii Oswalda Rufeisena czyni takie oto wyznanie, które dobrze koresponduje z treścią Czterdziestu twardych:

Oswald uważał, że podczas wojny każdy Żyd miał obowiązek ratowania innych Żydów, i to bez względu na ryzyko własne. Dla Polaka ratowanie Żydów nie było ani powinnością, ani obowiązkiem. Polak, który ryzykował własne życie dla Żydów, dokonywał czynu wykraczającego poza granice obowiązku. Niesienie ratunku należałoby tutaj rozpatrywać na płaszczyźnie moralnej wyższego rzędu, a zdradę takiego czynu jako szczególnie zasługującą na potępienie.

Jakże przejmująca i prawdziwa jest książka Stanisławczyk. Reporterka unika moralistyki. Jest do bólu szczera. To opowieść o zwyczajnym-niezwyczajnym heroizmie, o heroizmie, który onieśmiela, gdyż nie wije dla siebie wieńca laurowego. Czytając króciutki tekst Pszczoły uciekają od śmierci, nie sposób pozbyć się skojarzeń z powojennym opowiadaniem Jerzego Andrzejewskiego Przed sądem (ze zbioru Noc, w którym znajduje się słynny Wielki Tydzień). Poznajemy tam losy dwóch Polaków, z których jeden nie wytrzymuje przesłuchania i wydaje przyjaciela, wskazując Niemcom miejsce, gdzie w czasie wrześniowej ucieczki wycofujące się formacje polskie zakopały broń. W finalnej scenie zdradzony przebacza zdrajcy. Andrzejewski przyprawia swą opowieść niemałą dawką moralizatorstwa i patosu. Kto chce poznać mniej wzniosły, ale pewnie bardziej przekonujący obraz ludzkich postaw w sytuacjach granicznych, niech sięgnie po Pszczoły uciekają od śmierci. Stanisławczyk przedstawia inwariant zdarzenia, o którym traktuje Przed sądem. Aresztowany Żyd załamuje się i podaje hitlerowcom adres zagrody chłopa, w której go ukrywano. Ginie od kuli żandarma, wkrótce potem zostanie rozstrzelany ów chłop – ojciec rodziny. Nie ma pojednania, nie ma przebaczenia, jest tylko gorycz, są niezagojone rany. Żona zabitego chłopa nie potrafi zrozumieć, dlaczego Żyd, któremu dali schronienie, ich wydał. W tej opowieści nie ma pocieszenia ani happy endu z żydowskimi pieniędzmi w tle. Po wojnie nie zjawił się (bo niby dlaczego miał się zjawić?) bogaty Żyd, by wynagrodzić im krzywdę.

Więcej na łamach czerwcowego „Znaku”

Zamów numer

SŁAWOMIR BURYŁA, historyk literatury, adiunkt w Instytucie Filologii Polskiej UWM w Olsztynie.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.