70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nie-zwykła Polska…?

Jeszcze 20 lat temu o Polsce sporo mówiono w japońskich mediach. Trudno się dziwić – w końcu rok 1989 był i jest symboliczny nie tylko dla nas,  Polaków. Tyle tylko, że dziś dla przeciętnego Japończyka Polska stała się zwyczajnym europejskim krajem. Czy zyskując wolność, straciliśmy na naszej wyjątkowości? O Polskę i Polaków pytamy profesor Yamadę Tomoko z Uniwersytetu Meiji w Tokio, historyk specjalizującą się w historii Polski, która w latach osiemdziesiątych studiowała na Uniwersytecie Warszawskim, aktualnie gościnnie wykładającą w Katedrze Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

To dosyć trywialne pytanie, ale jak zaczęła się Pani Profesor przygoda z Polską?

Zaczęła się bardzo zwyczajnie – studiowałam historię Europy Wschodniej na Uniwersytecie Meiji w Tokio, z czasem zaczęłam się specjalizować w historii Polski, zwłaszcza w okresie jej rozbiorów. W 1983 roku otrzymałam od polskiego rządu stypendium, dzięki któremu mogłam rozpocząć studia na Uniwersytecie Warszawskim i poznać kraj, o którym do tej pory tylko czytałam i słyszałam.

Zatem spakowała Pani walizki i ruszyła w nieznane… 

Dziś lot na trasie Tokio–Warszawa trwa kilkanaście godzin. W latach 80. dotarcie do Polski dla zwykłej studentki z Japonii było prawdziwą, wielką wyprawą. Podróż do Warszawy zajęła mi dziesieć dni. Najpierw z Yokohamy (gdzie wówczas mieszkałam) płynęłam statkiem do Nachodki. Z Nachodki pojechałam koleją transsyberyjską do Chabarowska, a stamtąd czekała mnie jeszcze przeprawa samolotem do Moskwy oraz podróż pociągiem do Warszawy z przesiadką w Leningradzie. W tamtych czasach to była najtańsza z możliwych podróży.

Jak przywitała Panią Profesor nasza stolica? Czy, jak się często mówi, polska „szara rzeczywistość” tego okresu była naprawdę szara? 

Z tego, co pamiętam, do Warszawy przyjechałam nocą. Było zimno, a ja nikogo nie znałam i nikt mnie na dworcu nie oczekiwał. Byłam przerażona, fizycznie wykończona, a jednocześnie szczęśliwa, że wreszcie dotarłam do celu swojej podróży. Lekarstwem na moje zagubienie okazała się przypadkiem zawarta na statku z Yokohamy znajomość z Polakiem, który zostawił mi swój numer telefonu. Zadzwoniłam do niego po przyjeździe i to on pomógł mi w pierwszych chwilach mojego pobytu w Warszawie.

Jednym słowem, szok kulturowy był nie do uniknięcia.

Różnica między Japonią tego okresu a Polską była ogromna. Ale mówiąc szczerze, z początku najbardziej doskwierała mi tęsknota za rodziną, a nie pustki w sklepach. Oczywiście, ja też musiałam stać w kolejkach, też miałam kartki na jedzenie (kartki te mam zresztą do dziś, zachowane na pamiątkę). Jednak mimo tych trudnych czasów poznałam wielu życzliwych Polaków, na których pomoc zawsze mogłam liczyć. Z niektórymi do dziś utrzymuję kontakt. Pewnie wyda się to Pani dziwne, ale Warszawa była dla mnie bardziej europejska niż Moskwa czy Sankt Petersburg.

Zastanawiam się, co o Polsce w tamtych czasach wiedział przeciętny Japończyk… 

W Japonii zainteresowanie Polską wzrosło szczególnie w drugiej połowie lat 70., przede wszystkim w środowisku dziennikarzy, studentów i pracowników umysłowych, tak zwanych nowych lewicowców. Złożyło się na to kilka czynników. Wydarzenia w Czechosłowacji uświadomiły wielu z nas, że rzeczywistość w bloku wschodnim wcale nie jest tak kolorowa. Poza tym w 1971 roku podpisano porozumienie o polsko-japońskiej współpracy naukowo-technicznej, które ponownie zawarto w 1978 roku. Od tego czasu wiadomości z Polski i o Polsce pojawiały się coraz częściej w japońskiej telewizji. Wiadomość o wyborze Karola Wojtyły na papieża, a także relacje z jego pierwszej wizyty w Polsce były głośno komentowane w japońskich mediach. W maju 1980 roku z oficjalną wizytą do Japonii udała się delegacja Solidarności z Lechem Wałęsą na czele. Od kiedy w Stoczni Gdańskiej rozpoczął się strajk i zorganizowano Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, relacje z Polski pojawiały się w telewizji i gazetach niemal codziennie. Można powiedzieć, że taki medialny boom na Polskę pojawił się na początku lat 80. i trwał aż do ich końca, bo najwięcej artykułów, reportaży i tłumaczeń dotyczących Solidarności i sytuacji polityczno-gospodarczej Polski powstało właśnie w tym okresie.

Bardzo istotną rolę w uświadomieniu zwykłym Japończykom sytuacji w Polsce odegrały filmy Wajdy, które cieszyły się niezwykłą popularnością. Człowiek z marmuru i Człowiek z żelaza były grane w 1979 i 1981 roku w Tokio. Ale już w latach 60. serca wielu Japończyków poruszyły filmowe obrazy takie jak Kanał czy Popiół i diament. Filmy te ukształtowały w Japończykach silne przekonanie, że Polacy to naród, który niezłomnie walczy o swoją wolność, mimo przeciwności losu.

Wracając do Solidarności. Na kartkach współczesnej historii Polski zapisała się ona jako symbol polskiej walki o wolność. Czy podobnie jest postrzegana w Japonii? 

Tak, w Japonii do dziś na członków Solidarności patrzy się z wielkim szacunkiem. Pamiętam, że dzień po wprowadzeniu stanu wojennego, rankiem 14 grudnia, przed ambasadą PRL w Tokio zorganizowano kilkusetosobowy wiec protestacyjny. Jeszcze tego samego dnia zawiązano Koło Pomocy Polakom, składający się z Polek mieszkających w Japonii i japońskich wolontariuszek. Premier Zenko Suzuki w swoim telewizyjnym wystąpieniu ostro zaatakował generała Jaruzelskiego. Minister spraw zagranicznych Shintaro Abe podczas swojej oficjalnej wizyty w Polsce w 1985 roku uznał za wskazane pokazać się jako zwolennik Solidarności i bardzo skrytykował zarówno stan wojenny, jak i represjonowanie jej działaczy. 

A po stanie wojennym, wprawdzie nie od razu, ale już niebawem przyszedł symboliczny rok 1989 i Okrągły Stół. Jak przyjęto jego postanowienia w Japonii? 

Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie. Na pewno byliśmy zaskoczeni. A jeśli o mnie chodzi, to kiedy już opadły pierwsze emocje, zaczęłam się cieszyć – cieszyć na myśl o wolnej Polsce. Równocześnie nie miałam pojęcia i nie potrafiłam sobie w ogóle wyobrazić tego, co będzie się w Polsce dziać. Myśli o tym mnie przerażały, miałam tyle wątpliwości, że w tym zwątpieniu potrafiłam się tylko modlić.

Rok 1989 jest symboliczny nie tylko dla Polski. Upłynęło od niego równo 20 lat. W związku z tym w naszym kraju trwa dyskusja nad tym, jaką rolę odegrał Okrągły Stół w upadku komunizmu w innych państwach bloku wschodniego. W końcu dla milionów ludzi na świecie to zburzenie muru berlińskiego, a nie Okrągły Stół jest symbolem końca komunizmu i symbolem początku jednej Europy…

Rzeczywiście, po polskim Okrągłym Stole zaczęły upadać kolejne reżimy: w Czechosłowacji, w Rumunii, zburzono mur berliński. Myślę, że dla zwykłych ludzi zburzenie muru na zawsze pozostanie symbolem końca komunizmu. Przecież to było coś absolutnie fenomenalnego, bardzo spontanicznego i symbolicznego. Ale ja jestem naukowcem, dla mnie i dla wielu innych zajmujących się tą tematyką to właśnie Okrągły Stół pozostanie prawdziwym symbolem upadku komunizmu w Europie Wschodniej, bo od niego wszystko się zaczęło. Muszę jeszcze dodać, że oceny znaczenia 1989 roku w perspektywie światowej przyszły do Japonii z opóźnieniem. Dopiero w pierwszej połowie lat 90. zaczęto debatować na temat wydarzeń w Europie. Wynikało to z konieczności przetłumaczenia mnóstwa publikacji, by zdobyć materiały źródłowe do dyskusji w swoim gronie. 

Czym zatem, zdaniem Pani Profesor, różniła się droga odejścia od komunizmu w Polsce od innych krajów bloku wschodniego? 

Uważam, że różnica polega na specyficznym charakterze Polaków. W porównaniu na przykład z Czechami jesteście bardziej patriotyczni, żarliwi, religijni. Myślę, że Wasz papież, Jan Paweł II, również odegrał ważną rolę w Waszej walce o wolność. Ale wracając do Czechów. Oni najpierw myślą, potem robią, a Polacy, myślą i robią jednocześnie, niekoniecznie zastanawiając się nad konsekwencjami. Poza tym w Polsce nastroje antyrosyjskie były bardzo silne i miały długą historię. Nie dziwi mnie to zresztą. W Polsce przejście z systemu socjalistycznego do systemu kapitalistycznego oznaczało wielką rewolucję gospodarczą, a w mniejszym stopniu rewolucję ideologiczną, jak to miało miejsce w innych krajach bloku wschodniego. 

Czy zna Pani Profesor takie określenie, że „Polska to najweselszy barak w obozie socjalistycznym”? 

Tak, słyszałam je. Polski socjalizm był taki trochę z „przymrużeniem oka”. Ani nie było całkowitej kolektywizacji, ani sytuacja Kościoła nie była tak zła, jak gdzie indziej. Poza tym działały kabarety ze słynnym PRL-owskim poczuciem humoru.

Gdyby miała Pani Profesor wymienić kluczowe postacie przełomu, które zaistniały w świadomości międzynarodowej,  kto znalazłby się na tej liście?

Z pewnością Lech Wałęsa. [t]To chyba jedyny Polak, który nadal jest rozpoznawany w Japonii. Odwiedzał zresztą Japonię wiele razy. U nas ludzie go nadal pamiętają i szanują, jest uważany za bohatera narodowego, dlatego jestem zszokowana tym skandalem, jaki dzieje się wokół jego osoby w ostatnim czasie w Polsce. Nie rozumiem tego. A inne postacie? Ważny był też generał Jaruzelski, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek…

Powiem też przy okazji, że bardzo zapadła mi w pamięć postać księdza Jerzego Popiełuszki. Pamiętam, że gdy byłam na studiach w Polsce, ciągle o nim mówiono. Miałam znajomą, która chodziła do kościoła, żeby go słuchać. Pamiętam, że jego śmierć bardzo wszystkimi wstrząsnęła. Na jego pogrzebie były tłumy ludzi i panowała cisza. Ja też tam byłam. 

No właśnie, sprawa księdza Popiełuszki jest przykładem tego, że Polska wciąż rozlicza się z czasów komunizmu i rozliczyć się nie może. Od dłuższego czasu trwa u nas dyskusja na ten temat, media informują o kolejnych współpracownikach SB ze świata polityki, kultury, nauki, o kolejnych aferach. Dla jednych to poszukiwanie prawdy, dla innych „polowanie na czarownice”, które ich zdaniem wymknęło się spod kontroli. Ostatnio dużo też się mówi o roli Instytutu Pamięci Narodowej…

Rozliczanie i dążenie do odkrycia prawdy jest naturalne. Naturalne jest też to, że długo trwa. Ja jestem jednak zdania, że rozliczanie ludzi z historii powinno odbywać się dopiero po ich śmierci. Zapewne wielu powiedziało to przede mną, ale powiem to raz jeszcze: Polacy jednoczą się, gdy jest im ciężko, a kiedy przychodzi dobry czas, zaczynają się kłócić.

Co zdaniem Pani Profesor zmieniło się w Polsce przez te 20 lat?

Kiedyś Wałęsa powiedział, że Polacy powinni zmienić ojczyznę w drugą Japonię, ale teraz sytuacja polityczna i gospodarcza Japonii jest kiepska. W Polsce za to jest dobrze – jest wolność słowa, ludzie mogą robić, co chcą, i wyjeżdżać, gdzie chcą. Nie muszą bać się ZOMO, milicji, a gospodarka dobrze się rozwija. Polska należy do Unii Europejskiej i, paradoksalnie, dla większości Japończyków stała się teraz po prostu zwyczajnym europejskim krajem. Muszę ze smutkiem stwierdzić, że obecnie wśród młodych Japończyków mało kto interesuje się Polską, ruchem Solidarności, niewiele młodych osób wie cokolwiek o Polsce. Choć to rozumiem, jest mi też przykro, że tylu młodych Polaków emigruje i woli pracować w innych krajach. Czy to po to ich rodzice walczyli o wolność Polski?

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata