70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ucieczka od odpowiedzialności. O Posłuszeństwie wobec autorytetu

Nieposłuszeństwo wobec władzy jako akt wolności, jako akt racjonalny, jako objawienie się działania w człowieku głosu sumienia, nieposłuszeństwo jako fakt etycznie elitarny – jeśliby te określenia miały wpłynąć tylko na przeformułowanie głębokich warstw polskiej pedagogiki i dydaktyki nieustannie miotających się pomiędzy karykaturami dwóch skrajnych koncepcji wychowania do posłuszeństwa i wychowania do wolności, to społeczna korzyść z lektury tekstu Milgrama byłaby ogromna.

Posłuszeństwo? Autorytet? Powiedzmy wprost: tytuł książki Stanleya Milgrama – Posłuszeństwo wobec autorytetu – nie zachęca do lektury. Uczciwie i precyzyjnie określa obszar refleksji, co jednak nie zapowiada przyjemności poznawczych, nie sygnalizuje wiele nowego. Czegóż się bowiem po takim sformułowaniu można spodziewać: że posłuszeństwo wobec autorytetu jest powszechnikiem kulturowym? Że jest ono koniecznie potrzebne? Że piękniejsze posłuszeństwo od nieposłuszeństwa?

Tymczasem opublikowana po raz pierwszy w USA w roku 1974 książka Milgrama nie podtrzymuje funkcjonujących potocznie mniemań na temat istoty autorytetu i posłuszeństwa wobec niego. Milgram nie dołącza do jednogłosu wieszczącego kryzys cywilizacji zachodniej z powodu upadku autorytetów. Wręcz przeciwnie: przeprowadzone przez niego testy z zakresu psychologii społecznej dowodzą, że naturę ludzką charakteryzuje niebywała skłonność do posłuszeństwa wobec poleceń osób uznanych za autorytety, w tym szczególnie osób reprezentujących jakąś instytucję. W rozróżnieniu Józefa Marii Bocheńskiego[1] byłaby to bardziej skłonność do posłuszeństwa wobec autorytetu deontycznego – „szefa” – niż wobec autorytetu epistemicznego – autorytetu „wiedzącego”. I jeśli cokolwiek, to właśnie ta opisana przez Milgrama, skądinąd wartościowa, gotowość do podporządkowania się prawomocnej władzy może stać się przyczyną końca naszej cywilizacji. W każdym razie bezmyślne posłuszeństwo to zjawisko bardziej niepokojące niż brak posłuszeństwa.

Nieposłuszeństwo wobec władzy jako akt wolności, jako akt racjonalny, jako objawienie się działania w człowieku głosu sumienia, nieposłuszeństwo jako fakt etycznie elitarny – jeśliby te określenia miały wpłynąć tylko na przeformułowanie głębokich warstw polskiej pedagogiki i dydaktyki nieustannie miotających się pomiędzy karykaturami dwóch skrajnych koncepcji wychowania do posłuszeństwa i wychowania do wolności, to społeczna korzyść z lektury tekstu Milgrama byłaby ogromna. Pomiędzy tymi dwiema koncepcjami rozpościera się bowiem codzienność, w której dzieci posłuszne wolimy od nieposłusznych. Tymczasem tę codzienność powinny zapełnić dzieci myślące, na przykład takie, które – w nieco prostszej realizacji słownej – zapytują, co robić, jeśli polecenie władzy jest sprzeczne z przykazaniami Bożymi. Do czasu, kiedy takie pytania padają, o przyszłość cywilizacji nie trzeba się kłopotać.

Na czym polega doniosłość badań Milgrama, skoro należą one do zestawu klasycznych już opracowań, „najczęściej cytowanych książek psychologicznych w całych dziejach psychologii”, jak pisze w okładkowej rekomendacji prof. Jerzy Siuta? Na czym polega waga książki, której tłumaczenie zapełniło po trzydziestu czterech latach od pierwszego wydania amerykańskiego poważną lukę na polskich półkach księgarskich?

Kolejna – poza stwierdzeniem ludzkiej predylekcji do posłuszeństwa – teza badań Milgrama jest bardziej szokująca. Opisanej cesze natury ludzkiej towarzyszy bowiem moralna pułapka: dyspozycja do delegowania odpowiedzialności za własne decyzje i czyny. Tę dyspozycję znamy z historii (np. zeznania oskarżonych w procesie norymberskim), znamy też z codzienności („Wykonuję polecenie służbowe”). „Zanik poczucia odpowiedzialności jest najbardziej dalekosiężną konsekwencją podporządkowania się władzy [autorytetu]” – wnioskuje Milgram (s. 26). Innymi słowy, posłuszeństwo wobec autorytetu niesie ze sobą niebezpieczeństwo uśpienia w człowieku tego, co najbardziej ludzkie: poczucia wolności połączonego z poczuciem odpowiedzialności. A może powiedzmy mocniej: doświadczenia wolności połączonego z doświadczeniem odpowiedzialności. Jest więc w jakiejś mierze Posłuszeństwo wobec autorytetu remakiem Frommowskiej Ucieczki od wolności (wyd. 1941). Podporządkowujemy się autorytetowi, by rezygnując z wolności, nie żyć pod presją odpowiedzialności. Uzmysłowienie sobie tych często podświadomych mechanizmów rządzących naszymi motywacjami jest istotne, bo przecież bez względu na to, czy podjęliśmy jakąś decyzję pod wpływem autorytetu czy samodzielnie, to właśnie my jesteśmy za nią odpowiedzialni. Nie tylko w sensie prawnym. Zwłaszcza nie w sensie prawnym.

Oto przykład, który zobrazuje wagę tych rozważań, by świat wartości, o których tu mówimy, ucieleśnił się w konkretnej, choć może skrajnej, sytuacji egzystencjalnej:

Lista niehumanitarnych działań podejmowanych przez zwykłych Amerykanów podczas konfliktu wietnamskiego jest zbyt długa, aby szczegółowo ją tutaj przedstawiać. (…) Możemy jedynie powtórzyć, że nasi żołnierze rutynowo palili wioski, przyjmowali taktykę „stref wolnego ognia”, szeroko wykorzystywali napalm, stosowali najbardziej zaawansowane technologie przeciwko prymitywnym armiom, ogołacali ogromne obszary kraju, dla doraźnych celów wojskowych zmuszali do ewakuacji ludzi chorych i starych oraz zgładzili setki nieuzbrojonych cywilów.

Psychologowi działania te nie wydają się bezosobowymi wydarzeniami historycznymi, ale raczej działaniami podejmowanymi przez ludzi takich jak my, którzy zostali zmienieni przez władzę i tym samym stracili całe poczucie indywidualnej odpowiedzialności za swoje działania (Milgram, s. 193).

Jeśli jesteśmy odpowiedzialni nawet w sytuacji próby przymusu (przymus całkowity znosi ponoszenie odpowiedzialności, jak wykazał Roman Ingarden[2]), to także w innych, „normalnych” okolicznościach owa odpowiedzialność nie ulega kwestii. Jeśli bowiem autorytet rozumie się jako coś, co skłania nas do pewnego rodzaju posłuszeństwa, to jest to taka uległość, która – przypomnijmy choćby za Hannah Arendt[3] – nie wyklucza wolności. Eksperymenty przeprowadzone przez Milgrama potwierdzają ten dezyderat w tym sensie, że notują także przypadki ludzi sprzeciwiających się władzy. W czasie eksperymentu, który polegał, w znacznym uproszczeniu mówiąc, na podawaniu w warunkach laboratoryjnych wstrząsów elektrycznych ludziom jako kary za złą odpowiedź (w istocie wstrząsów nie podawano, lecz badano człowieka, czy jest gotów podać wstrząsy, jak długo jest w stanie to robić itd.), zanotowano również i takie postawy:

EKSPERYMENTATOR: Jest bezwzględnie konieczne, aby pan kontynuował.

PAN RENSALEER: Cóż, nie będę – nie, kiedy ten człowiek krzyczy, aby go wypuścić.

EKSPERYMENTATOR: Nie ma pan innego wyboru.

PAN RENSALEER: Właśnie, że mamwybór. (Sceptycznie i z oburzeniem): Dlaczego miałbym nie mieć wyboru? Przyszedłem tutaj z własnej, nieprzymuszonej woli. Myślałem, że będę mógł pomóc w projekcie badawczym. Ale jeśli mam kogoś krzywdzić, żeby to zrobić, albo jeśli byłbym na jego miejscu, też bym tam nie został. Nie mogę kontynuować. Bardzo mi przykro. Myślę, że już prawdopodobnie posunąłem się za daleko (S. Milgram, s. 68).

W dyskusjach o autorytecie często pomija się niezwykle ważny moment – kwestię jego uzasadnienia. Przeciwnicy autorytetu twierdzą, że korzystanie z niego jest irracjonalne, a więc niedopuszczalne, przynajmniej jeśli chodzi o dyskurs naukowy (nie można wierzyć swoim poprzednikom). Tymczasem autorytet wymaga, jak zauważył Ricoeur[4], jedynie udzielenia rozumnego kredytu zaufania. Skoro udzielenie kredytu zaufania, jak każdego kredytu, wiąże się z pewnym ryzykiem, należy je po prostu zminimalizować. Dlatego współczesnej kulturze nie wystarczy jedynie pouczenie: „Nie kłam”, potrzeba jeszcze ostrożności, a więc wskazówka: „Nie daj się okłamać”. Nie daj się okłamać – myśl. Parafrazując św. Augustyna: „Myśl – i rób, czego chcą inni”.

Milgram nie wypowiada się przeciw autorytetowi. Narzędziami eksperymentalnymi dowodzi jego paradoksalności, którą wskazywał także Ricoeur. „Ze dwojej złożony natury” autorytet lokuje się w polu napięcia: przechowuje tradycję, zmuszając do zmian; jest źródłem wiedzy i kryterium jej prawdziwości; można go przeciwstawić przymusowi, ale i perswazji; to więcej niż porada, ale mniej niż rozkaz[5]. Paradoksalność autorytetu powoduje, że refleksja nad nim jeszcze długo nie pozostanie jałowa.

      Posłuszeństwo wobec autorytetu to książka specjalistyczna. Jej struktura podporządkowuje się specyfice opracowań z zakresu psychologii. Dokładne opisy eksperymentów, dane liczbowe, tabele, wykresy, rysunki, zdjęcia – czytelnik przyzwyczajony do narracji lub czystego dyskursu może się zniechęcić, wstępnie przeglądając tekst. Ale jeśli nie zniechęci go ani tytuł, ani tabele i wykresy, zostanie przygotowany do próby odpowiedzi napytanie, jak „ludzie mogli podawać coraz bardziej niebezpieczne wstrząsy elektryczne drugiemu człowiekowi tylko dlatego, że zostali o to poproszeni przez profesora odpowiedzialnego za eksperyment”[6]. A tego pytania nie można dołączyć do zestawu pytań retorycznych. Eksperymentalny konkret otwiera pole namysłu dla niejednej nieeksperymentalnej profesji.


Stanley Milgram, Posłuszeństwo wobec autorytetu, przeł. Małgorzata Hołda, WAM, Kraków 2008, ss. 248.

 


[1] J. M. Bocheński, Co to jest autorytet?, w: tenże, Logika i filozofia. Wybór pism, naukowo opracował J. Parys, Warszawa 1993.

[2] R. Ingarden, O odpowiedzialności i jej podstawach ontycznych, w: tenże, Książeczka o człowieku, Kraków 1999.

[3] H. Arendt, Co to jest autorytet?, w: taż, Między czasem minionym a przyszłym. Osiem ćwiczeń z myśli politycznej, tłum. M. Godyń, W. Madej, wstępem poprzedził P. Śpiewak, Warszawa 1994.

[4] P. Ricoeur, Paradoks autorytetu, tłum. J. Migasiński, w zb.: Oświecenie dzisiaj. Rozmowy w Castel Gandolfo, przygotował i przedmową opatrzył K. Michalski, Kraków 1999.

[5] H. Arendt, Co to jest autorytet?, dz. cyt., s. 115.

[6] J. S. Bruner, Słowo wstępne, w: S. Milgram, Posłuszeństwo wobec autoryteu, dz. cyt., s. 9.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata