70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

O eurowyborach i upolitycznionej historii

W marcu mogliśmy obserwować przymiarki do list partyjnych w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego. W Polsce, podobnie jak w innych krajach Unii, eurowybory służą nie tylko wyłonieniu mocnych reprezentacji w ważnej instytucji unijnej.

Dla partii politycznych mają one znaczenie również jako test skali poparcia w kraju. Test wiarygodny, gdyż w tych wyborach większość obywateli, którzy pójdą do urn, będzie kierować się swoimi sympatiami politycznymi, a nie oceną znajomości problematyki europejskiej wykazywanej przez kandydatów. Dla mnie interesująca jest w tym kontekście odpowiedź na trzy pytania: 1. Jak będzie wyglądał układ sił pomiędzy PO i PiS?; 2. Jaki wynik przyniesie rywalizacja pomiędzy SLD a centrolewicową koalicją, którą firmuje Dariusz Rosati; 3. Jaki wynik uzyska „polska sekcja eurosceptycznej międzynarodówki” irlandzkiego milionera Declana Ganleya, występująca pod szyldem „Libertas”?

Przy okazji wyborów wyraźnie uwidoczniło się zjawisko do tej pory niewystępujące w polskiej polityce w tak spektakularny sposób. Myślę tu o tzw. politycznych transferach, czyli zaciągu postaci jednoznacznie identyfikowanych z jakąś opcją ideowopolityczną na listy wyborcze ugrupowania o zupełnie innym profilu. Scena polityczna w III RP nieraz już ulegała głębokim i wielokrotnym zmianom, zwłaszcza na prawicy. Zarazem dość stabilny był skład personalny klasy politycznej. Musiało to oznaczać, że wielu – także ważnych – polityków kilkakrotnie zmieniało swą partyjną przynależność. Z reguły jednak zmiany te dokonywały się w podobnej przestrzeni politycznej. Przypadek Ryszarda Czarneckiego – byłego prezesa ZChN, który zawędrował do „Samoobrony” – był czymś wyjątkowym, wzbudzającym zażenowanie i wyjaśnianym na ogół niezbyt pochlebną interpretacją cech jego charakteru.
Tym razem to PO zaprasza na swoje listy postacie z odległych rewirów. Ofertę kandydowania otrzymała Danuta Hübner, bez wątpienia świetnie znająca problematykę europejską, ale politycznie dotąd jednoznacznie kojarzona z lewicą. Dla równowagi PO złożyło też propozycję Marianowi Krzaklewskiemu, byłemu szefowi AWS i przewodniczącemu NSZZ „Solidarność” (który zresztą nie ukrywał, że wolałby kandydować z listy PiS).

Politycy PO tłumaczą swą „politykę transferową” chęcią spożytkowania dla Polski wszelkich talentów przydatnych na niwie europejskiej. Niektórzy komentatorzy zachwycają się „gambitem Sarkozy’ego” (który zapraszając do swego rządu kilka osobistości lewicy, osłabił przed wyborami parlamentarnymi Partię Socjalistyczną), zastosowanym przez PO i sprytnie osłabiającym lewicę i PiS. Nie podzielam tych zachwytów. Powodem tego nie jest niechęć do wspomnianych kandydatów, ale krytycyzm wobec sposobu pojmowania polityki przez liderów PO. W tym wypadku cel uświęca środki, a owym celem jest najwyraźniej uzyskanie możliwie największej przewagi nad PiS, nawet za cenę niespójności oferty przedkładanej wyborcom.

Platforma zasmakowała w roli „anty-PiS-u”. To prawda, że głównie z tego powodu wygrała wybory w 2007 roku. Jednak, moim zdaniem, potrzebujemy dziś ugrupowań, które mają ideową i polityczną tożsamość. Ta w wypadku PO nie tylko się nie krystalizuje, ale coraz bardziej rozmywa.

Ostatnie dni marca stały pod znakiem reakcji na publikację biografii Lecha Wałęsy, napisanej przez początkującego historyka Pawła Zyzaka i przedstawiającej przywódcę Solidarności w zdecydowanie złym świetle – także przy użyciu relacji świadków (autentycznych czy domniemanych) zachowujących anonimowość. Ostra reakcja Wałęsy, który zagroził bojkotem uroczystości rocznicowych związanych z Solidarnością, a nawet emigracją, jeśli nie ustaną ataki na niego, wywołała serię wypowiedzi ważnych osobistości, w tym premiera i marszałka Komorowskiego. Pierwszy impet ataku poszedł na IPN. Niesłusznie. Książka Zyzaka ukazała się w prywatnym wydawnictwie, a fakt, że autor był zatrudniony w krakowskim oddziale IPN, nie może tej instytucji dyskwalifikować. Wydaje się jednak, że owa reakcja stanowiła odreagowanie także i innych błędów popełnionych przez kierownictwo IPN. Ostatnio na przykład wiele osób poruszyło milczenie Instytutu w sprawie oskarżeń o agenturalność, formułowanych pod adresem Waldemara Chrostowskiego – kierowcy i ochroniarza ks. Jerzego Popiełuszki. W zasobach IPN nie było żadnych dokumentów na potwierdzenie tej tezy, a mimo to Instytut nie występował z oświadczeniem, które mogłoby przynieść ulgę człowiekowi znajdującemu się cieniu tak strasznych podejrzeń. Musiała też wywołać niesmak dezynwoltura, z jaką ważny historyk IPN wypowiadał się w sprawie rzekomej współpracy ks. Henryka Jankowskiego z SB. Rzecz dotyczy spraw zbyt poważnych, by snuć niezobowiązujące dywagacje na temat: wiedział, a może nie wiedział, że jest traktowany jako agent bądź źródło informacji…

W tej atmosferze łatwo „wylać dziecko z kąpielą” i pójść za radami doktrynalnych przeciwników IPN, zmierzających do jego likwidacji. Ogólny bilans działalności IPN jest pozytywny. Inna rzecz, iż  Janusz Kurtyka – także poprzez dobór współpracowników – nadal tej instytucji charakter strony w sporach o najnowszą historię Polski. Dobitnym tego wyrazem było nadanie wysokiej rangi książce Cenckiewicza i Gontarczyka czy dogmatyczne  interpretowanie zapisów rejestracyjnych agentów, sporządzanych przez SB, jako w pełni wiarygodnego dowodu ich współpracy.

Instytut Pamięci Narodowej z pewnością potrzebuje kierownictwa, które reprezentowałoby znacznie szerszą  paletę poglądów na najnowszą historię Polski i które nie wyrażałoby w sposób tak jednostronny swoich politycznych sympatii i antypatii. Warto jednak, by obecni radykalni krytycy IPN z Platformy pamiętali, że sami w dużym stopniu wpłynęli na ukształtowanie obecnych władz Instytutu. Były one dziełem „PO-PiS-u” z czasów „wzmożenia moralnego” i planów budowy IV RP. Kurtyka był kandydatem na stanowisko prezesa, wysuniętym przez PO. O tej odpowiedzialności rządzącego ugrupowania trzeba przypominać, aby następne jego kroki, podjęte w sprawie IPN, do błędów już popełnionych nie dodawały następnych.

2 kwietnia 2009

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata