|

TEMAT MIESIĄCA:
Piękna Dwudziestoletnia. 1989–2009
Poszerzanie współpracy
jest formą ewangelizacji
(fragment)
Z ABP. TADEUSZEM GOCŁOWSKIM
rozmawia Adam Hlebowicz
Polityka to roztropna troska o dobro wspólne. Przy takim
rozumieniu polityki – bez względu na to, kto aktualnie
rządzi – udawałoby się Polskę reformować, zmieniać.
Co się udało, a co się nie udało, zdaniem Księdza Arcybiskupa, jeśli chodzi o dwudziestoletnie
funkcjonowanie III Rzeczypospolitej?
Pozwoli Pan, że użyję metafory sportowej. Jeśli ktoś chce tak od razu, bez treningu,
uzyskać doskonały wynik na setkę, to jest to niemożliwe. Nie da się przejść od państwa
totalitarnego do wolności – i od razu wszystko dobrze robić. Kiedy popatrzymy
na dzieje III RP etapowo, zobaczymy, jak wiele się zmieniało w nas, w Polsce, w poszczególnych
okresach ostatnich lat. Jedna z podstawowych spraw to brak doświadczenia
parlamentarnego. Nie było przecież suwerennego państwa ani suwerennego
społeczeństwa. Wydaje się jednak, że – po tym bardzo trudnym okresie, jakim był PRL
– udało się nam stworzyć państwo i struktury normalności.
Zaryzykuję twierdzenie, że jako naród w dużej mierze utraciliśmy naszą jedność i solidarność
z okresu lat 80. Z drugiej strony jednak mam głębokie przekonanie, że to zwykli obywatele
sami przeprowadzili wiele fundamentalnych zmian w III RP. Myślę tu na przykład o średnim
i drobnym biznesie, o błyskawicznej komputeryzacji Polski, o nauce języków przez młode pokolenie.
To przecież nie państwo stworzyło system tych zmian. A zatem: jako naród staliśmy
się mniej solidarni, mniej zwarci, ale jako indywidualiści sprawdziliśmy się doskonale…
Trzeba pamiętać o takiej cesze Polaków, która nas niesamowicie mobilizuje w opresji,
jesteśmy wówczas bardziej zwarci, bardziej otwarci na siebie nawzajem. Wtedy
cel był jeden dla wszystkich – suwerenne państwo. Kiedy został on osiągnięty,
pojawiły się indywidualne życzenia każdej z osób. Nastąpił tzw. pluralizm myśli,
postaw, interesów. W warunkach wolności lepiej widać różnice pomiędzy ludźmi:
większe zdolności oraz ambicje jednych i nieporadność czy zagubienie drugich.
Każdy chce mieć dobre warunki ekonomiczne, dobrą pracę i pensję, nie każdy może
to jednak osiągnąć.
Podkreśliłbym tu jeszcze jedno: mimo izolacji i tzw. żelaznej kurtyny Polacy przez
cały okres powojenny starali się mieć jakieś indywidualne kontakty z Zachodem. To
też nas przygotowywało do warunków wolności i konkurencji.
A co z ludźmi najuboższymi w III RP? W PRL nie było ich widać, a propaganda komunistyczna
nie dopuszczała myśli o istnieniu ludzi bezdomnych czy bezrobotnych. Szczególny
przypadek to pracownicy pegeerów, którym odrodzona Polska właściwie niczego nie zaproponowała.
Pegeery były różne. Takie, które wcale dobrze prosperowały (zależało to od sprawnego
kierownictwa), ale i takie – tych była zdecydowana większość – które działały fatalnie.
Tyle że w PRL ten fatalnie prosperujący pegeer dostawał większą subwencję państwową,
ażeby mógł dalej istnieć, a ten sprawnie zarządzany – mniejszą, bo i tak sobie poradzi.
To rodziło frustrację, poczucie niesprawiedliwości, zanik konkurencji.
To, że w odrodzonej Polsce nic lub prawie nic nie zrobiono dla tych środowisk, to –
w moim przekonaniu – jeden z najpoważniejszych błędów III RP. Wydaje mi się, że należało
ziemię pegeerowską podzielić pomiędzy ludzi, tamtejszych pracowników, aby
mieli możliwość pracy na swoim. Oczywiście, w pierwszym etapie trzeba by ich było
wesprzeć pomocą państwową, ale potem o ich losach decydowałoby już życie i indywidualne
umiejętności. Takie zachowanie wyzwoliłoby pewnie, przynajmniej u części
z nich, poczucie własności i odpowiedzialności. Tymczasem te olbrzymie tereny wydzierżawiano
lub sprzedawano ludziom obrotnym, którzy niekoniecznie chcieli czy
mogli się liczyć z dotychczasowymi pracownikami. Nigdy nie zapomnę wizytacji parafii
w niewielkiej miejscowości w archidiecezji gdańskiej. Po Mszy wyszedłem na rynek
i spotkałem się z grupą miejscowych. Pytam: jaka jest u was sytuacja po pegeerze? Mówią:
trudna. Do najbliższej większej miejscowości, Wejherowa, gdzie jest praca, mamy
20 km i kiepski dojazd. Ale co robić, wstajemy o 4 rano, wracamy do domów o 5 po
południu, staramy się dźwigać ze swojej biedy. Proszę jednak popatrzeć na tamtą grupę
ludzi, którzy stoją pod kioskiem. Oni nie chcą wstawać rano do pracy, dlatego żyją
w biedzie. Kwitnie alkoholizm, rodziny się rozpadają, młodzi wchodzą w różne społeczne
patologie.
Więcej na łamach majowego „Znaku”
Zamów numer
Abp TADEUSZ GOCŁOWSKI CM, emeryt.
metropolita
gdański,
b. współprzewodniczący
Komisji
Wspólnej Rządu
i Episkopatu,
uczestnik
rozmów
w Magdalence.
POCZĄTEK STRONY |