|

REFLEKSJE
Piękno zbawi świat (fragment)
ETIENNE BARILIER
Może piękno nie zbawia świata, lecz
obdarza nas owym pragnieniem
doskonałości, czy też skromniej:
pragnieniem lepszego, bez którego to
pragnienia świat byłby bezsprzecznie
zdany na zgubę.
„Piękno zbawi świat” – to niezwykłe
stwierdzenie wyszło spod pióra Dostojewskiego,
a dokładnie z ust księcia Myszkina,
głównego bohatera Idioty. Stwierdzenie
niezwykłe i zadziwiające. Brzmi zarazem
jak paradoks i zagadka, a każde ze składających
się na nie słów, koncepcji i wynikających
z nich przekonań wymaga osobnego
wyjaśnienia.
Co znaczy „piękno”? Co oznacza wyrażenie
„zbawić świat”? I jaki może istnieć
między nimi związek?
Zacznijmy od wyrażenia „zbawić
świat”. Nie jest ono oczywiste i ma sens
jedynie w nawiązaniu do chrześcijańskiej
wizji świata, a Dostojewski świadomie
kreował bohatera Idioty na swego rodzaju
nowego Chrystusa. Jeżeli świat potrzebuje zbawienia, oznacza to, że narażony jest
na zgubę w religijnym znaczeniu tego słowa.
Aby dostrzec wyjątkowość stwierdzenia
Dostojewskiego, wystarczy porównać
je do często współcześnie używanego sloganu
„ratować planetę”. O ile dzisiaj nie
słyszymy już o „zbawieniu świata”, o tyle
„ratowanie planety” jest wszechobecne
w różnych współczesnych mediach. Dzieli
jednak te dwa określenia przepaść, a poglądy
Dostojewskiego są bardzo odległe
od dominujących dziś idei. Ekologiczna
idea ratowania planety zastąpiła religijną
i metafizyczną koncepcję zbawienia. Tak więc określenie „zbawienie świata”
może wydawać się dzisiaj przestarzałe,
wręcz niestosowne. Czy w ogóle idea wyrażona
takimi słowami ma jeszcze prawo
bytu w XXI wieku, przynajmniej w świecie
zachodnim?
To, co odnosi się do kwestii duszy i zbawienia,
dotyczy także „piękna”. Przed
podjęciem próby zdefiniowania go musimy
przyznać, że jest to słowo, które
trudno nam wypowiadać. Oczywiście,
często posługujemy się przymiotnikiem
„piękny”, natomiast rzeczownika „piękno”
używamy rzadziej, a praktycznie nigdy
w sensie absolutu, jedynego i niepodważalnego.
Oczywiście nie odmówimy
muzyce Mozarta przywileju określenia
mianem piękna, podobnie jak malarstwu Michała Anioła, nie mówiąc
o piękności aktorki chińskiej Gong Li
czy, jeśli ktoś woli, aktorki tajwańskiej
Hsu Chi. Ale z „pięknem” jako ideą, jako
ideałem, a przede wszystkim jako rzeczywistością,
która obejmuje te wszystkie
poszczególne piękna czy piękności,
czujemy się nieswojo i nie umiemy o nim
mówić. A przecież Dostojewski to właśnie
„piękno” ma na myśli. Książę Myszkin
nie mówi o pięknie czy urodzie tej
czy innej kobiety, tego czy innego dzieła
sztuki. Mówi krótko o „pięknie”, które
zbawi świat.
Powody, dla których obawiamy się
mówić o „pięknie” w naszym wieku żelaza,
są bardzo złożone i długo trzeba by je
tłumaczyć. Lecz przyczyna, o której chcę
wspomnieć, wydaje mi się bardzo prosta,
wręcz oczywista: nauczono nas, czy też
myślimy, że nas nauczono, iż wszystko
jest względne. To, co jest piękne dla jednej
osoby, nie jest takie dla innej. Także to,
co jest dobre dla jednych, nie jest takie dla
innych. W gruncie rzeczy o gustach i kolorach
nie należy dyskutować. Odwoływanie
się do pojęcia „piękna” wydaje się nam
nieskromne, niestosowne, zarozumiałe,
ograniczone i naiwne. Co się tyczy Dobra,
przyznamy, po cichu, że zbrodnia nie jest
korzystna dla nikogo i pod żadną szerokością
geograficzną; jeżeli chodzi o Prawdę,
zgodzimy się, z nożem na gardle, że na
poziomie morza woda wrze w temperaturze
100 stopni powyżej zera, a nie poniżej.
Koniec końców przyznamy, że różne
piękna i piękności istnieją, natomiast nie
ma jedynego piękna. W takim razie po
co o nim mówić? Jaki może być sens zdania
wypowiedzianego przez księcia Myszkina:
„Piękno zbawi świat”?
Więcej na łamach majowego „Znaku”
Zamów numer
ETIENE BARILIER, szwajcarski
pisarz i eseista.
POCZĄTEK STRONY |