|

REPORTAŻ
Na grobie połóż różę (fragment)
STANISŁAW ZASADA
Młody człowiek dał jej medal, wielki dyplom
oraz dwadzieścia pięć białych i czerwonych
róż. Popłakała się.
Młody człowiek miał orientalną urodę,
nosił jarmułkę i mówił po angielsku. Na
dyplomie z wykaligrafowanym nazwiskiem
„Julianna Bartoszkiewicz” były niezrozumiałe
dla niej słowa zapisane dziwnym
alfabetem. I tłumaczenie: „Kto ratuje
jedno życie, jakby świat cały ratował”
– Narażała siebie i dzieci – powiedziała
Krystyna Bartoszkiewicz. W rękach
trzymała medal, dyplom i róże.
Julianna to jej matka.
1.
Na przedwojennej, czarno-białej fotografii
Julianna Bartoszkiewicz jest wysoką,
elegancką brunetką. Ma duże, ciemne
oczy i ładne usta.
Stojący obok przystojny mężczyzna
z wąsem to jej mąż Bruno, właściciel zakładu
i sklepu z meblami oraz prezes Bractwa
Kurkowego w Lesznie. Do tego żużlowiec
Unii Leszno (w tamtych czasach to sport elitarny).
Na zawodach jeździł motocyklem
DKW 350 (wtedy to szczyt marzeń).
Julianna i Bruno pobrali się w 1928 roku.
Wkrótce urodziły im się dzieci: w 1929 roku – Stanisław, dwa lata później – Jerzy,
cztery lata po nim – Krystyna. „Byłam
oczkiem w głowie tatusia”, siedemdziesiąt
lat później powie pani Krystyna.
Bartoszkiewiczowie byli zamożni.
Mieszkali przy leszczyńskim rynku w kamienicy
pod numerem 25. Zatrudniali
piętnastu ludzi. Produkowali meble: od
kuchennych po Ludwika XIV i trumny.
O takich jak oni po wojnie będzie się mówiło:
kapitaliści.
Wrzesień 1939. Porucznik Bruno Bartoszkiewicz
poszedł na front, walczył w bitwie
nad Bzurą. Po klęsce wrócił do Poznania,
gdzie zatrzymał się u teściów (jeszcze
na początku września teściowa zamurowała
na posesji jego „dekawkę” 350).
– Zostań jeszcze trochę, aż się uspokoi
– nalegali teściowie. Bali się, że Niemcy
aresztują zięcia (walczył w Powstaniu
Wielkopolskim).
– Nie wiem, jak Juta daje sobie radę
z dziećmi – wymawiał się Bruno.
W kamienicy pod numerem 25 dzieciaki
rzuciły się ojcu na szyję. Bruno Bartoszkiewicz
tulił je do siebie, a najbardziej czteroletnią
Krystynkę. Pani Krystyna chciałaby
dziś przypomnieć sobie jak najdokładniej
tamtą chwilę, ale niewiele pamięta; czteroletnie
dzieci mało zachowują w pamięci.
Następnej nocy ciężkie łomotanie do
drzwi. Słychać niemieckie okrzyki. Przed
wyjściem z domu Bruno długo pochylał
się nad łóżeczkami śpiących dzieci.
Więcej na łamach kwietniowego „Znaku”
Zamów numer
STANISŁAW ZASADA, dziennikarz-
-freelancer.
POCZĄTEK STRONY |