Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

KWIECIEŃ 2009, NUMER 647

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 



REPORTAŻ



Na grobie połóż różę
(fragment)

STANISŁAW ZASADA



Młody człowiek dał jej medal, wielki dyplom oraz dwadzieścia pięć białych i czerwonych róż. Popłakała się.

Młody człowiek miał orientalną urodę, nosił jarmułkę i mówił po angielsku. Na dyplomie z wykaligrafowanym nazwiskiem „Julianna Bartoszkiewicz” były niezrozumiałe dla niej słowa zapisane dziwnym alfabetem. I tłumaczenie: „Kto ratuje jedno życie, jakby świat cały ratował”

– Narażała siebie i dzieci – powiedziała Krystyna Bartoszkiewicz. W rękach trzymała medal, dyplom i róże.

Julianna to jej matka.

1.

Na przedwojennej, czarno-białej fotografii Julianna Bartoszkiewicz jest wysoką, elegancką brunetką. Ma duże, ciemne oczy i ładne usta.

Stojący obok przystojny mężczyzna z wąsem to jej mąż Bruno, właściciel zakładu i sklepu z meblami oraz prezes Bractwa Kurkowego w Lesznie. Do tego żużlowiec Unii Leszno (w tamtych czasach to sport elitarny). Na zawodach jeździł motocyklem DKW 350 (wtedy to szczyt marzeń).

Julianna i Bruno pobrali się w 1928 roku. Wkrótce urodziły im się dzieci: w 1929 roku – Stanisław, dwa lata później – Jerzy, cztery lata po nim – Krystyna. „Byłam oczkiem w głowie tatusia”, siedemdziesiąt lat później powie pani Krystyna.

Bartoszkiewiczowie byli zamożni. Mieszkali przy leszczyńskim rynku w kamienicy pod numerem 25. Zatrudniali piętnastu ludzi. Produkowali meble: od kuchennych po Ludwika XIV i trumny. O takich jak oni po wojnie będzie się mówiło: kapitaliści.

Wrzesień 1939. Porucznik Bruno Bartoszkiewicz poszedł na front, walczył w bitwie nad Bzurą. Po klęsce wrócił do Poznania, gdzie zatrzymał się u teściów (jeszcze na początku września teściowa zamurowała na posesji jego „dekawkę” 350).

– Zostań jeszcze trochę, aż się uspokoi – nalegali teściowie. Bali się, że Niemcy aresztują zięcia (walczył w Powstaniu Wielkopolskim).

– Nie wiem, jak Juta daje sobie radę z dziećmi – wymawiał się Bruno.

W kamienicy pod numerem 25 dzieciaki rzuciły się ojcu na szyję. Bruno Bartoszkiewicz tulił je do siebie, a najbardziej czteroletnią Krystynkę. Pani Krystyna chciałaby dziś przypomnieć sobie jak najdokładniej tamtą chwilę, ale niewiele pamięta; czteroletnie dzieci mało zachowują w pamięci.

Następnej nocy ciężkie łomotanie do drzwi. Słychać niemieckie okrzyki. Przed wyjściem z domu Bruno długo pochylał się nad łóżeczkami śpiących dzieci.

Więcej na łamach kwietniowego „Znaku”

Zamów numer

STANISŁAW ZASADA, dziennikarz- -freelancer.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.