|

TEMAT MIESIĄCA:
Spór o Jezusa. Tajemnica ukryta w historii
Jezus historyczny
w perspektywie dogmatycznej
(fragment)
KS. GRZEGORZ STRZELCZYK
Jeśli wierzymy, że chrześcijaństwo opiera się na tym, iż w „pełni
czasu” Bóg wszedł w ludzką historię jako prawdziwy człowiek,
działający w niej ludzki podmiot, to dzieje tego człowieka mają
fundamentalne znaczenie dla zrozumienia chrześcijaństwa.
Określenie: „badania nad historycznym Jezusem” i wyrażenia jemu pokrewne (w tym
funkcjonujące jako międzynarodowy termin techniczny: Jesus quest), jeśli już budzą we
współczesnych katolikach jakiekolwiek skojarzenia, nie są one zazwyczaj pozytywne.
Nietrudno zresztą wskazać na główny czynnik, który ten rodzaj skojarzeń sprowokował.
Jest nim swoisty „grzech początków” historycznego podejścia do postaci Jezusa.
Począwszy od uchodzącego za inicjatora całego ruchu Hermanna Reimarusa
(1694–1768) aż po czasy nam współczesne, sporo badaczy, jak się wydaje, koncentrowało
się na wykazywaniu, że chrześcijanie muszą się mylić w swoim sposobie prezentowania
postaci Jezusa, zaś kościelny Jego wizerunek ma niewiele (lub nic zgoła)
wspólnego z prawdą historyczną. Głęboka nieraz ideologizacja „rekonstruowanych”
obrazów rozpalała konflikt i podsycała nieufność wobec całego nurtu badań
i z upływem lat doprowadziła do radykalnie sceptycznego wniosku: wiarygodne odtworzenie
historii Jezusa nie jest chyba w ogóle możliwe, zresztą nic interesującego
dla chrześcijan by z tego nie wyniknęło – za ważny należy uznać wyłącznie ten
obraz Chrystusa, który przetrwał w popaschalnym kerygmacie: nauczaniu pierwszych
chrześcijańskich wspólnot. Na skutek powyższego rozumowania Jezusa historii
i Chrystusa wiary ujmowano jako dwie różne w istocie postaci po dwóch stronach
ideologicznej barykady. To więcej niż trzeba, by u wielu chrześcijan utrwalił się jeśli nie otwarcie negatywny, to przynajmniej naznaczony dużą dozą podejrzliwości stosunek
do badań nad historycznym Jezusem.
Nie jest moją intencją przedstawienie wszystkich aspektów złożonej problematyki
Jesus quest. Chciałbym raczej zwrócić uwagę, że mimo wszelkich zastrzeżeń, jakie wobec
historycznych badań nad postacią Jezusa zgłaszać można i zapewne zgłaszać się będzie, chrześcijanie nie powinni ich ignorować – nie tylko dlatego, że de facto są prowadzone,
zatem należałoby się jakoś do nich odnieść. Przyczyna leży, według mnie,
znacznie głębiej. I ma zdecydowanie teologiczny charakter. Syntetycznie można ją sformułować
w sposób następujący: jeśli wierzymy, że chrześcijaństwo opiera się na tym,
iż w „pełni czasu” Bóg wszedł w ludzką historię jako prawdziwy człowiek, działający
w niej ludzki podmiot, to dzieje tego człowieka mają fundamentalne znaczenie dla
zrozumienia chrześcijaństwa. Czyli dla zrozumienia tego, kim jesteśmy, jaka jest nasza
sytuacja przed Bogiem i w świecie. Innymi słowy: tym, co zachęca nas, jeśli nie wręcz
przymusza, do zainteresowania się historią Jezusa z Nazaretu, jest… chrystologiczny
dogmat, czyli najbardziej podstawowe sformułowanie chrześcijańskiego rozumienia
tożsamości Chrystusa.
„Prawdziwy człowiek” – czyli…
Tak ujęta teza wymaga, oczywiście, kolejnych wyjaśnień, zwłaszcza w odniesieniu do
jej części „dogmatycznej”. O ile bowiem w powszechnej świadomości chrześcijan jako
tako zadomowione są sformułowania Credo nicejsko-konstantynopolitańskiego, o tyle
już formuła Soboru Chalcedońskiego z roku 451, określająca ortodoksyjne rozumienie
tożsamości Chrystusa, jest w tejże świadomości w zasadzie nieobecna. I choć brak
to raczej niezawiniony (formuła ta nigdy nie była używana w liturgii), może mieć dość
poważne konsekwencje.
Naturalną perspektywę Nicei (325 rok) stanowiło uwypuklanie boskości Chrystusa
przeciw odrzucającemu ją w imię czystości monoteizmu Ariuszowi. Dlatego (wobec całej
serii określeń akcentujących boskość) człowieczeństwo – niekwestionowane – schodzi,
rzecz jasna, na dalszy plan. Credo zaś po stwierdzeniu wcielenia podejmuje natychmiast
kwestię śmierci i zmartwychwstania. Niewiele zostało tu z historii Jezusa. Po kolejnych
stu mniej więcej latach niejaki Eutyches poszedł znacznie dalej, dowodząc, że
po wcieleniu można wyznawać już wyłącznie jedną naturę Chrystusa: boską. Realność
człowieczeństwa Jezusa została wtedy radykalnie zakwestionowana.
Więcej na łamach kwietniowego „Znaku”
Zamów numer
KS. GRZEGORZ STRZELCZYK, dr teologii
dogmatycznej,
pracownik
Wydziału
Teologicznego
UŚ, autor
podręcznika
do chrystologii.
POCZĄTEK STRONY |