|

TEMAT MIESIĄCA:
Spór o Jezusa. Tajemnica ukryta w historii
Jezus historii
– Chrystus
wiary (fragment)
JÓZEF MACIEJOWSKI
Z czasem pytający o Jezusa przestali
skupiać się na dogmacie, dostrzegając
przede wszystkim Jego ludzkie dzieje.
Problemem stało się pytanie, czy
Jezus – żydowski rabbi z Nazaretu,
i Chrystus – zmartwychwstały Syn Boży,
to jedna i ta sama osoba.
Osoba Jezusa Chrystusa od dwóch
tysięcy lat jest przedmiotem namysłu
i fascynacji. Zagadką i tajemnicą.
Ludzie wciąż na nowo stawiają
sobie pytanie: kim był Cieśla z Nazaretu,
ukrzyżowany w Jerozolimie około 30 roku?
Wędrownym uzdrowicielem, filozofem-
moralistą, fałszywym żydowskim mesjaszem
– czy też Synem Boga, Panem
i Zbawicielem?
Rzecz ciekawa, jako jeden z pierwszych
pytanie to zadał swoim uczniom
sam Jezus: „Za kogo ludzie uważają Syna
Człowieczego?” (Mt 16, 13). Padały wówczas
różne odpowiedzi. I tylko Szymon
Piotr wyznał: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga
żywego” (Mt 16, 16).
Jego słowa po śmierci i zmartwychwstaniu
Jezusa, i po zesłaniu Ducha
Świętego stały się fundamentem wiary
Kościoła.
Dogmat
Wiara w Jezusa Chrystusa, Boga wcielonego,
od początku budziła kontrowersje.
Co i rusz pojawiały się kwestionujące ją
nurty myśli teologicznej. Takie między innymi
jak arianizm (zaprzeczał bóstwu Jezusa)
czy doketyzm (zaprzeczał Jego człoczłowieczeństwu).
W tej sytuacji konieczne
okazały się wyznanie wiary i definicja dogmatyczna.
Sformułowano je na soborach
– Nicejskim (325; Credo) i Chalcedońskim
(451; dogmat):
Jest jeden i ten sam Syn, Pan nasz Jezus Chrystus,
(…) prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek,
ten sam złożony z duszy rozumnej i ciała,
współistotny Ojcu co do Bóstwa i współistotny
nam co do człowieczeństwa, „we wszystkim
nam podobny oprócz grzechu” (…).
Jednego i tego samego Chrystusa Pana, Syna
Jednorodzonego, należy uznawać w dwóch
naturach: bez zmieszania, bez zmiany, bez podzielenia
i bez rozłączania. Nigdy nie zanikła
różnica natur przez ich zjednoczenie, ale zostały
zachowane cechy właściwe obu natur,
także kiedy się spotkały, aby utworzyć jedną
osobę i jedną hipostazę.
Nie jest [On] rozdzielony ani podzielony
na dwie osoby, lecz jeden i ten sam – Syn, Jednorodzony,
Bóg, Słowo i Pan Jezus Chrystus
(Chalcedon).
Ta definicja, sformułowana przy pomocy
pojęć filozofii greckiej, rodzi pewne
ważne dla nas pytanie. Czy my, współcześni
chrześcijanie, rzeczywiście wierzymy
w człowieczeństwo Jezusa ze
wszystkimi Jego przypadłościami (wszystkimi
„oprócz grzechu”), takimi jak poczucie
ograniczoności i śmiertelności? A może
jesteśmy w gruncie rzeczy… doketami
wyznającymi, iż Wszechmocny i Nieśmiertelny
stał się wprawdzie człowiekiem,
ale w taki sposób, jak gdyby włożył
jedynie ludzki kostium? Na pierwszy rzut
oka: człowiek, ale w środku: Bóg z Jego
wszechmocą, wszechwiedzą i pewnością,
że wprawdzie teraz przeżywa cierpienie,
ale już wkrótce z-martwych-powstanie.
Jak wyjaśnić – albo choćby sobie wyobrazić
– zjednoczenie dwóch natur w jednej
osobie Jezusa z Nazaretu? Im więcej na
ten temat rozmyślam, tym bardziej jestem
świadom, że – stawiając takie pytania –
przypominam Augustyna, który zobaczył
kiedyś dziecko próbujące przelać morze do
wykopanego przez siebie dołka.
Prędzej ono tego dokona, aniżeli ja
zrozumiem… Mam bowiem do czynienia
z tajemnicą.
Więcej na łamach kwietniowego „Znaku”
Zamów numer
JÓZEF MACIEJOWSKI, teolog amator,
publicysta, stały
współpracownik
„Znaku”.
POCZĄTEK STRONY |