|

REFLEKSJE
Cud wiosny, misterium życia
(fragment)
JERZY SURDYKOWSKI
Motyw niepokalanego poczęcia, chrztu,
cudów, Zmartwychwstania przewija się
przez opowieści o indyjskim Krisznie,
perskim Mitrze, frygijskim Attis
i innych jeszcze boskich lub
półboskich postaciach. Czy to znaczy,
że chrześcijańska Wielkanoc jest
falsyfikatem? Zdarza się tak mniemać
ludziom małego ducha.
Idzie wiosna. Ale może dopiero przedwiośnie
się zapowiada, kusząc nas pierwszymi
kiełkami w wilgotnej jeszcze od śniegu
ziemi. Poeci już widzą pleniące się kwiecie,
zakochani – albo ci, którzy dopiero
się zakochają – już marzą o swojej miłości.
„Kiedyś wiosna otworzy na ścieżaj
pestki serc rozłupane na pół” – jak pięknie
pisał Bruno Jasieński, by nie wspomnieć
co bardziej oklepanych cytatów wiosennych.
Jak co roku odradza się nowe życie,
jak co roku powtarza się cud pękania
ziarna nabrzmiałego od soków, które
wkrótce wyda utrzymujący świat przy
życiu plon. Ożywcza pora młodości, nadziei,
oczyszczenia i tej najbardziej pociągającej,
a najbardziej tajemnej tajemnicy,
jaką jest płodność. Odkąd człowiek został
wygnany z Raju (jeśli w ogóle tam przebywał)
i musiał sam troszczyć się o pożywienie,
z obawą i nadzieją spogląda na
ten wiosenny cud, pomaga mu, jak potrafi,
i święcie wierzy, że wszystko powtórzy
się już za rok. Zna, to nie oznacza, że rozumie.
Dlatego od prawieków obłaskawia
ten cud magią i obrzędami, ustawia ołtarzyki
stosownym bożkom, którzy mają być
pośrednikami między jego nadzieją a tajemnicą
powtarzającego się odrodzenia
i plonu. Nasza chrześcijańska Wielkanoc
(w tym roku przypada ona trochę później,
bo w kwietniu) też jest korzeniami zanurzona
w tych pradawnych wierzeniach.
Topienie Marzanny, czyli Lai Kratong
Któż z nas nie topił Marzanny, a przynajmniej
o tym obyczaju nie słyszał? 21 marca
to koniec astronomicznej zimy, a początek
wiosny. Nietrudno zauważyć ten znamienny
dzień w roku, kiedy długość skracającej
się stopniowo nocy zrówna się nareszcie
z czasem trwania coraz dłuższego
i bardziej słonecznego dnia. Podobnie jak
równonoc jesienną, ale nie kojarzy się
ona z młodością i kiełkowaniem; ze starczym
usychaniem raczej, bo syt plonów świat układa się do zimowego snu. Obojętne,
jak nazwiemy miesiące, czy na cyklach
Księżyca czy Słońca oprzemy ich następstwo,
zawsze równonoc będzie chwilą
magiczną, podniosłą, ale i groźną. Kiedyś
w Finlandii widziałem w porze przedwiosennej
wystawione w oknach figurki
wiedźm, czarownic i upiorów. Myślałem,
że to dziecinne wygłupy, tak jak amerykański
Halloween, ale miejscowi wytłumaczyli
mi, że to zanikający zabobon ich
dziadków lub rodziców, którzy nie zapomnieli
jeszcze o swych wiejskich korzeniach.
Zarówno wiosenna, jak jesienna
równonoc to wzmożona aktywność złych
duchów i upiorów, które szukają okazji
do szkodzenia ludziom lub zwierzętom,
więc w ten sposób próbujemy odstraszyć
strzygi i inne paskudztwa. Podobno ten
sam zwyczaj praktykowany bywa jeszcze
w północnej Szwecji, ale kiedyś tak wierzyli
również nasi słowiańscy przodkowie.
We wschodniej Polsce do dziś pali się
w Wielkim Poście ogniska na krańcach wsi
dla odstraszenia złych duchów.
W dawnej Słowiańszczyźnie nadejście
wiosny zwiastowały „jare gody”, których
centralną postacią była właśnie Marzanna:
może boginka zimy, może i śmierci,
w sam raz nadająca się na uosobienie
zła, które trzeba zrzucić z siebie w dniach
wiosennego samooczyszczenia. Tak jak
po zimie sprzątamy izby i porządkujemy
obejście, tak wypadałoby uprzątnąć duszę
i sumienie, tym bardziej że złe moce
też wiosną budzą się do życia. Starożytni
mieli na to kozła ofiarnego, którego
symbolicznie obarczano wadami, przewinami
i grzechami społeczności całej osady
lub plemienia, a potem wyganiano na
zatracenie albo zabijano bogom na ofiarę.
Dlatego też kukłę Marzanny topiono lub
palono: oba żywioły – woda i ogień – są
pierwotne, dzikie i oczyszczające. Ale być
może zimowa i tak nędznie stracona Marzanna
– którą zaraz po spaleniu lub utopieniu
zastępowała w dawnych czasach
letnia Dziewanna – symbolizuje też rytuał
płodności i odradzającego się po zimie
życia.
Więcej na łamach marcowego „Znaku”
Zamów numer
JERZY SURDYKOWSKI, pisarz,
publicysta,
obieżyświat.
Wydał między
innymi powieść
S.O.S
i tom esejów
filozoficznych
Wołanie o sens.
POCZĄTEK STRONY |