|

REFLEKSJE
„Piękno
jest okrutne...” (fragment)
Z TADEUSZEM RÓŻEWICZEM
rozmawia Krystyna Czerni
Zewnętrzny tryb naszego życia
był prawie urzędniczy, mieszczański.
To nie było, jak to się czasem słyszy o warszawskiej
cyganerii: Uniechowski w Ziemiańskiej,
Fischer, Gombrowicz… Przede
wszystkim my nie bardzo mieliśmy
pieniądze, przecież w młodości sprawa
spodni, butów, koszuli, to były zagadnienia!
Pan często mówi o tym, ile zawdzięcza malarzom,
jak Pan zasypiał i budził się w pracowniach,
przy rodzących się obrazach.
Nocne rozmowy, wspólne przygody…
Tak, tylko te nasze przygody nie były
znów takie malownicze, raczej bardzo
skromne. Zewnętrzny tryb naszego życia
był prawie urzędniczy, mieszczański.
To nie było, jak to się czasem słyszy o warszawskiej
cyganerii: Uniechowski w Ziemiańskiej,
Fischer, Gombrowicz… Przede
wszystkim my nie bardzo mieliśmy
pieniądze, przecież w młodości sprawa
spodni, butów, koszuli, to były zagadnienia!
To ci gówniarze, co teraz przyszli do
władzy, zarzucają nam, że nasze pokolenie
robiło kariery za czasów „kultu jednostki”.
A myśmy się cieszyli, że możemy
iść do teatru i w ogóle bilet kupić! Wszystko
było problemem, wszystko: marynarka,
spodnie, wyżywienie po prostu. Malarze
też strasznie bidowali. Dopiero później
trochę nam się poprawiło.
Pamiętam na przykład takiego „szalonego”
Sylwestra w Niedzicy, kiedy Hania
Porębska porwała do tańca Jurka, a ona
miała dużo czaru… I na sobie mnóstwo
strusich piór, nie wiem z jakiego antykwariatu.
Różne rzeczy się działy, przede
wszystkim Jurek dość szybko się urżnął,
Hania go transportowała do pokoju i wsadziła
do wanny, jakieś takie historie…
Czy dzisiaj też przyjaźni się Pan z artystami?
Wielokrotnie mówił Pan o tym, jak
bardzo potrzebne jest Panu malarstwo –
w poezji i w życiu. Teraz już rzadziej odwiedza
Pan Kraków, ale czy śledzi Pan na
przykład to, co dzieje się w sztuce we Wrocławiu?
Czasem zapraszają mnie różni artyści, ale
już raczej odmawiam, nie mam siły. Malarz,
którego odwiedzam w pracowni, to
Get-Stankiewicz – dużo z nim rozmawiam,
jestem ciekaw jego warsztatu. Robiliśmy
wspólnie projekt Zabawy przyjemne i pożyteczne.
Z wrocławskich artystów ciekawy
jest Aleksiun, sprezentował mi kiedyś
taki domek, który jest jakby symbolem
Zamku Kafki. Mały, zamknięty, biały domek.
Bardzo ładny, stoi tam gdzieś u Geta
w pracowni. Interesowałem się jeszcze Lebensteinem,
który ilustrował Biblię w tłumaczeniu
Miłosza, choć to nie było malarstwo,
z którym czułem się uczuciowo
związany. Ono było dobre, ciekawe, ale
wie Pani, jak to jest… Kocham, powiedzmy,
Klee, Cézanne jest dla mnie obcym
malarzem, po prostu nie mam z nim żadnego
kontaktu, całe dziesiątki lat. I to, że
od niego „zaczęło się” współczesne malarstwo,
nic mnie nie obchodzi. Tylko raz,
kiedy byłem w Londynie, kolega mnie zaprowadził
i pokazał jego pierwsze płótna,
jeszcze prymitywne, bo to był samouk,
nawet nogi czy ręki nie umiał dobrze
namalować. Zobaczyłem dwie czy trzy jego
„góry” – dopiero wtedy coś poczułem.
A te najważniejsze, reprezentacyjne obrazy
wydawały mi się zawsze zimne…
W Musée d’Orsay jest taki jego wczesny, zielony
pejzaż z mostkiem – szary, niepozorny.
Cudo! No a martwe natury? Nowosielski
najbardziej je właśnie cenił.
No, ale nie ma obowiązku. Moja żona na
przykład ceni zupełnie innych malarzy
i pisarzy. Bardzo ciekawi ją Singer, którego
ja w ogóle nie czytuję, chociaż „Noblista”.
Tak to przecież w sztuce jest. Ja na
przykład bardzo się interesowałem malarstwem
Bacona, i to od dziesiątków
lat, kiedy w Polsce w ogóle nie wiedzieli,
że taki malarz istnieje. To jeszcze nie
świadczy, że to mój ulubiony malarz. Ja
kocham Czechowa, nie Becketta – ale bez
Becketta nie ma współczesnej dramaturgii!
Zresztą z Baconem już się rozstałem,
teraz bardziej mnie ciekawi jego przyjaciel,
Lucien Freud, według mnie niezwykły.
On te wszystkie flaki, ochłapy Bacona
zgarnął z powrotem do środka i pociągnął
taką twardą, błyszczącą powierzchnią,
jak z dobrze wyprawionej skóry. Oczywiście
modele są przeważnie obrzydliwe. Na
przykład ten portret z psem, dama trzyma
takiego białego psa… Bardzo ciekawy,
jątrzący malarz. A ostatnio, szczerze
mówiąc, intrygował mnie Balthus. Wie
Pani, że w szwajcarskim słowniku sztuki
współczesnej z lat 60. w ogóle nie ma
jego hasła? Uważam, że ma kilka genialnych
obrazów.
Więcej na łamach marcowego „Znaku”
Zamów numer
TADEUSZ RÓŻEWICZ, poeta,
dramaturg,
prozaik
i scenarzysta.
POCZĄTEK STRONY |