Strona główna Miesięcznika ZNAK

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

MARZEC 2009, NUMER 646

Strona główna


Lista mailingowa
Jeżeli chcesz otrzymywać aktualne informacje o nowościach w miesięczniku ZNAK i wydarzeniach organizowanych przez SIW Znak wpisz swój e-mail.

 


REFLEKSJE



„Piękno jest okrutne...”
(fragment)

Z TADEUSZEM RÓŻEWICZEM

rozmawia Krystyna Czerni

Zewnętrzny tryb naszego życia był prawie urzędniczy, mieszczański. To nie było, jak to się czasem słyszy o warszawskiej cyganerii: Uniechowski w Ziemiańskiej, Fischer, Gombrowicz… Przede wszystkim my nie bardzo mieliśmy pieniądze, przecież w młodości sprawa spodni, butów, koszuli, to były zagadnienia!

Pan często mówi o tym, ile zawdzięcza malarzom, jak Pan zasypiał i budził się w pracowniach, przy rodzących się obrazach. Nocne rozmowy, wspólne przygody…

Tak, tylko te nasze przygody nie były znów takie malownicze, raczej bardzo skromne. Zewnętrzny tryb naszego życia był prawie urzędniczy, mieszczański. To nie było, jak to się czasem słyszy o warszawskiej cyganerii: Uniechowski w Ziemiańskiej, Fischer, Gombrowicz… Przede wszystkim my nie bardzo mieliśmy pieniądze, przecież w młodości sprawa spodni, butów, koszuli, to były zagadnienia! To ci gówniarze, co teraz przyszli do władzy, zarzucają nam, że nasze pokolenie robiło kariery za czasów „kultu jednostki”. A myśmy się cieszyli, że możemy iść do teatru i w ogóle bilet kupić! Wszystko było problemem, wszystko: marynarka, spodnie, wyżywienie po prostu. Malarze też strasznie bidowali. Dopiero później trochę nam się poprawiło.

Pamiętam na przykład takiego „szalonego” Sylwestra w Niedzicy, kiedy Hania Porębska porwała do tańca Jurka, a ona miała dużo czaru… I na sobie mnóstwo strusich piór, nie wiem z jakiego antykwariatu. Różne rzeczy się działy, przede wszystkim Jurek dość szybko się urżnął, Hania go transportowała do pokoju i wsadziła do wanny, jakieś takie historie…

Czy dzisiaj też przyjaźni się Pan z artystami? Wielokrotnie mówił Pan o tym, jak bardzo potrzebne jest Panu malarstwo – w poezji i w życiu. Teraz już rzadziej odwiedza Pan Kraków, ale czy śledzi Pan na przykład to, co dzieje się w sztuce we Wrocławiu?

Czasem zapraszają mnie różni artyści, ale już raczej odmawiam, nie mam siły. Malarz, którego odwiedzam w pracowni, to Get-Stankiewicz – dużo z nim rozmawiam, jestem ciekaw jego warsztatu. Robiliśmy wspólnie projekt Zabawy przyjemne i pożyteczne. Z wrocławskich artystów ciekawy jest Aleksiun, sprezentował mi kiedyś taki domek, który jest jakby symbolem Zamku Kafki. Mały, zamknięty, biały domek. Bardzo ładny, stoi tam gdzieś u Geta w pracowni. Interesowałem się jeszcze Lebensteinem, który ilustrował Biblię w tłumaczeniu Miłosza, choć to nie było malarstwo, z którym czułem się uczuciowo związany. Ono było dobre, ciekawe, ale wie Pani, jak to jest… Kocham, powiedzmy, Klee, Cézanne jest dla mnie obcym malarzem, po prostu nie mam z nim żadnego kontaktu, całe dziesiątki lat. I to, że od niego „zaczęło się” współczesne malarstwo, nic mnie nie obchodzi. Tylko raz, kiedy byłem w Londynie, kolega mnie zaprowadził i pokazał jego pierwsze płótna, jeszcze prymitywne, bo to był samouk, nawet nogi czy ręki nie umiał dobrze namalować. Zobaczyłem dwie czy trzy jego „góry” – dopiero wtedy coś poczułem. A te najważniejsze, reprezentacyjne obrazy wydawały mi się zawsze zimne…

W Musée d’Orsay jest taki jego wczesny, zielony pejzaż z mostkiem – szary, niepozorny. Cudo! No a martwe natury? Nowosielski najbardziej je właśnie cenił.

No, ale nie ma obowiązku. Moja żona na przykład ceni zupełnie innych malarzy i pisarzy. Bardzo ciekawi ją Singer, którego ja w ogóle nie czytuję, chociaż „Noblista”. Tak to przecież w sztuce jest. Ja na przykład bardzo się interesowałem malarstwem Bacona, i to od dziesiątków lat, kiedy w Polsce w ogóle nie wiedzieli, że taki malarz istnieje. To jeszcze nie świadczy, że to mój ulubiony malarz. Ja kocham Czechowa, nie Becketta – ale bez Becketta nie ma współczesnej dramaturgii! Zresztą z Baconem już się rozstałem, teraz bardziej mnie ciekawi jego przyjaciel, Lucien Freud, według mnie niezwykły. On te wszystkie flaki, ochłapy Bacona zgarnął z powrotem do środka i pociągnął taką twardą, błyszczącą powierzchnią, jak z dobrze wyprawionej skóry. Oczywiście modele są przeważnie obrzydliwe. Na przykład ten portret z psem, dama trzyma takiego białego psa… Bardzo ciekawy, jątrzący malarz. A ostatnio, szczerze mówiąc, intrygował mnie Balthus. Wie Pani, że w szwajcarskim słowniku sztuki współczesnej z lat 60. w ogóle nie ma jego hasła? Uważam, że ma kilka genialnych obrazów.

Więcej na łamach marcowego „Znaku”

Zamów numer

TADEUSZ RÓŻEWICZ, poeta, dramaturg, prozaik i scenarzysta.

 

 

POCZĄTEK STRONY

Szukaj na stronach Wydawnictwa ZNAK

 

 

 


E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by SIW ZNAK Sp. z o.o.
Strona wykonana przez Akrateia Inc.