|

ZDARZENIA – KSIĄŻKI – LUDZIE
Ludzkie i poza-ludzkie (fragment)
SŁAWOMIR BURYŁA
Giorgio Agamben,
Co zostaje z Auschwitz,
tłum. Sławomir Nowak,
Sic!, Warszawa 2008
Niełatwa w lekturze książka Giorgia
Agambena Co zostaje z Auschwitz stanowi
część trylogii pod tytułem Homo sacer,
w skład której wchodzą również: tytułowy
Homo sacer i Stan wyjątkowy. Skomplikowany
wywód tłumaczy się niebywałą złożonością
problemów, z którymi mierzy się
Agamben. Ich waga zaś i znaczenie dla namysłu
nad tym, czym był Auschwitz, ujawniają
powody, dla których warto przeczytać
książkę włoskiego filozofa.
Agamben w centrum swoich rozważań
umieszcza dwie nader istotne kategorie:
świadka i muzułmana. Przewodnikiem
zaś po rzeczywistości koncentracyjnej
czyni więźnia Auschwitz i zarazem
znakomitego prozaika – Prima Leviego.
Wespół z Michelem Foucaultem i Hannah
Arendt Levi towarzyszy swojemu rodakowi
w podróży, której celem jest nie
tyle pogłębienie wiedzy o machinie hitlerowskiego
terroru (w jego najróżniejszych
postaciach), ile rozpoznanie transformacji
zachodzących we wnętrzu ofiary
pod wpływem olbrzymiego ciśnienia
czynników zewnętrznych (co jest znamienną
cechą sytuacji granicznej). Nie
bez racji powiada Agamben, iż to właśnie
o tym aspekcie doświadczenia totalitarnego
wiemy o wiele mniej niż o administracyjnych
i politycznych mechanizmach Zagłady.
Owa niewiedza wynika między innymi
z braku odwagi w zadawaniu pytań.
Tabuizujemy je – przekonani, że odpowiedzi
nie istnieją. Wypada wszakże dodać,
iż w tym wypadku przedmiot wiedzy jest
szczególny i wymaga ostrożności oraz delikatności
od badacza (autor Stanu wyjątkowego
ma tego pełną świadomość).
Agambena zajmuje status świadka, czyli
tego, którego rolą jest przekazanie świadectwa.
Wyjątkowy charakter bycia świadkiem
wiąże się między innymi z tym, że
to, co ma on nam do zakomunikowania
(a co stanowi zadanie, którego nie może
nie podjąć), nie wyczerpuje się w materiale
dowodowym mogącym służyć w procesie karnym. Wielu z ocalałych, relacjonując
własne przeżycia, nie czyniło tego z myślą
o skazaniu oprawcy (notabene zarówno
liczba, jak i surowość orzeczonych wyroków
to w wypadku nazistowskich katów sprawa,
która do dziś budzi kontrowersje w związku
z nieadekwatnością kary do wielkości
przewinienia). Świadek ma przede wszystkim
opowiedzieć, dopiero wtedy może odczuć
coś na kształt satysfakcji, a raczej ulgi,
której doznaje każdy po uwolnieniu się od
części przygniatającego go ciężaru. Jednak
o całkowitym wyzwoleniu nie może być mowy.
Napiętnowanym pozostaje się do końca.
Do końca też na napiętnowanym spoczywa
obowiązek pamiętania.
Więcej na łamach marcowego „Znaku”
Zamów numer
SŁAWOMIR BURYŁA, historyk
literatury,
adiunkt
w Instytucie
Filologii
Polskiej UWM
w Olsztynie.
POCZĄTEK STRONY |