|

REPORTAŻ
Dlaczego Wschód? (fragment)
MAGDALENA BOŻYK
Tutaj, na północy, właściwie byłym południu, które kiedyś
stanie się wschodem, aby może kiedyś być najbardziej
zachodnią częścią jakiejś nowej przestrzeni…
Dragan Velikić
1.
W pociągu do Zielonej Góry siedzę w przedziale
z kierowcą ciężarówki.
– Na Wschód? Kocham tam jeździć!
Tam za pieniądze wszystko możesz! Na
granicy czekasz? Płacisz, jedziesz. Kiedyś
to jak ambasador jechałem! Inni w kolejce
stali, a ja pasem dla VIP-ów. Policja łapie
– płacisz, jedziesz. Wszystko można.
I to jest normalne. Można się dogadać.
Mam takiego znajomego. Urobiony jest.
Handluje samochodami. Ma pracowników,
wszystko samo hula. Ale nie usiedzi
spokojnie, żeby czegoś nie skręcić.
– Jak to „skręcić”?
– No, wie pani…
Patrzy na mnie przez chwilę i uśmiecha
się.
– No, skręcić…Te ich ciemne szyby.
Rozlatującą się ładą taki jeździ, ale ciemne
szyby ma. Wie pani, oni lubią się pokazać.
Bywało, że dwa razy w tygodniu
tam byłem. Teraz to nie ma po co. Jak
jest Juszczenko, to nic się nie da zrobić. Wszyscy na niego narzekają. Poblokował,
pozmieniał. Wszyscy są niezadowoleni.
Dawniej było lepiej.
Co to znaczy „Wschód”? Najprościej
rzecz ujmując, „Wschód” dla przeciętnego
Polaka jest to teren rozciągający się za
wschodnią granicą Polski, zamieszkiwany
przez „rusków”. „Rusek” niekiedy okazuje
się Ukraińcem, Białorusinem, Litwinem,
Rosjaninem albo nawet Polakiem,
ale przeważnie jest po prostu „ruskiem”.
Wschód zlewa się w całość nie tylko poprzez
jednolicie nazywaną ludność, reprezentującą
dawniej Związek Radziecki,
łączy go również kilka charakterystycznych
cech: między innymi granice
i pociągi.
Granice zdominowane są przez podróżnych
szmuglerów. Niekiedy jest to
główny zawód, niekiedy drugi obok na
przykład nauczycielskiego, niekiedy jest
to zajęcie dorywcze – skoro przekracza
się granicę, można przy okazji przez nią
coś przewieźć, a potem sprzedać z drobnym
zyskiem. Szmuglerzy zawodowcy
znają nazwiska celników oraz dni, w których
poszczególni z nich obejmują zmianę.
Jeśli podróżują pociągiem, to zanim
przekroczą granicę, wyrobionymi zwinnymi
ruchami odkręcają ściany wagonu,
następnie siedziska i podłogi, umieszczają
w nich popakowane papierosy i alkohol,
a po przywróceniu wagonowi jego pierwotnego
wyglądu obwiązują się workami
ze spirytusem i wkładają pończochy,
w które ładują kolejne pudełka papierosów.
Kanty papierosowych pudełek zaokrąglają
tak, aby pogrubione towarem
ciała nie prowokowały swoimi zbyt równymi
kształtami. Szmuglerzy okazyjni
mają ze sobą po prostu trochę większy
zapas alkoholu i papierosów, jeśli zapas jest większy, niż pozwala prawo, obdarowują
nim pasażera sąsiada, który po przekroczeniu
granicy oddaje towar.
W pociągach o pewnej porze dnia
z siedzisk robią się półki, na których w pożyczonej
pościeli układają się przebrane
w piżamy lub dresy zmęczone ciała podróżnych,
by przejechać dwieście kilometrów
w ciągu dwunastu godzin.
Więcej na łamach marcowego „Znaku”
Zamów numer
MAGDALENA BOŻYK, etnolog,
antropolog
kultury.
POCZĄTEK STRONY |