70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

W obliczu kryzysu

Prezydent Lech Kaczyński w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” zasugerował, że w obliczu kryzysu gospodarczego koncepcja PO-PiS-u może znów nabrać aktualności, choć zaznaczył, że dostrzega poważne przeszkody utrudniające jej realizację. Przez kilka dni na łamach gazet, sympatyzujących niegdyś z ideą budowania IV Rzeczypospolitej i koalicją PO i PiS, ukazywały się nostalgiczne teksty wspominające czasy (2004 i pierwsza połowa 2005 roku), gdy oba te ugrupowania zapowiadały, iż pragną wspólnie sprawować władzę w Polsce.

Pojawiły się też rozważania o tym, jakie warunki musiałyby zostać spełnione, aby ta koalicja (której nie udało się zawiązać jesienią 2005 roku) powstała. A także, jacy politycy powinni się usunąć w cień, żeby przybliżyć jej powstanie. Jednakże po kilku dniach (i po kolejnym zaostrzeniu sporu pomiędzy PO i PiS-em) cała sprawa ucichła.

Oczywiście, tej koalicji nie będzie. PO i PiS wyraźnie dominują na scenie politycznej i nie muszą na razie obawiać się pojawienia się  jakiegoś trzeciego poważnego gracza, który mógłby stanowić dla nich zagrożenie. Dobrze też widać ich przygotowania do konfrontacji w walce o prezydenturę, która rozstrzygnie się jesienią przyszłego roku. Nieformalna kampania prezydencka właściwie już się toczy.

Jest także wyraźny merytoryczny powód uniemożliwiający powstanie PO-PiS-u. Obie partie mają zupełnie inne recepty na walkę z kryzysem. Recepta rządu, sporządzona przede wszystkim przez ministra finansów Jacka Rostowskiego, polega na szukaniu oszczędności, unikaniu życia ponad stan i trzymaniu w ryzach deficytu budżetowego. Z kolei PiS domaga się aktywnej walki z kryzysem, co oznacza przede wszystkim znaczące zwiększenie wydatków państwa, a więc duży wzrost deficytu budżetowego. To dwie odmienne strategie, których nie sposób ze sobą pogodzić. Ta pierwsza wydaje mi się zdecydowanie bardziej odpowiedzialna i bezpieczniejsza dla przyszłości Polski. Między obydwoma ugrupowaniami istnieje też różnica zdań w kwestii terminu wprowadzenia w Polsce euro.

PO-PiS-u zatem nie będzie. Moim zdaniem, wcale nie należy ubolewać z tego powodu. Ten polityczny pomysł powstał w okresie niepodzielnych rządów SLD i narastającego oburzenia spowodowanego arogancją władzy i nadużywaniem jej przez rządzących, nawet z lekceważeniem prawa. Punktem zwrotnym była afera Rywina. To po jej ujawnieniu ukazały się publicystyczne teksty stawiające diagnozę, że III Rzeczpospolita okazała się tworem nieudanym i niemożliwym do naprawienia. Sformułowano plan „nowego początku”: tworzenia IV Rzeczypospolitej w opozycji do III RP. Dzieła tego miały dokonać wspólnie PiS i PO. Według mnie to był niedobry okres w historii Platformy. Diagnoza stanu Polski, prowadząca do pomysłu budowania IV Rzeczypospolitej, została sformułowana na początku lat 90. w środowisku Porozumienia Centrum, które dziesięć lat później założyło PiS. Wbrew antykomunistycznej retoryce w praktyce to polityczne przesłanie kierowało się przede wszystkim przeciwko największemu osiągnięciu pokolenia Solidarności, jakim była III Rzeczpospolita: państwo kształtowane przez nas od 1989 roku. W  jego krytyce zachwiane zostały wszelkie proporcje, poczucie miary i historycznej sprawiedliwości. Krytyka przeprowadzana przez PO była nieco bardziej stonowana i mniej wyrazista od dokonywanej przez środowisko PiS-u; nie wszyscy czołowi politycy PO w niej uczestniczyli. Wyrządziła ona jednak wiele zła nie tylko przez swą niesprawiedliwość, ale także poprzez odbieranie Polakom poczucia satysfakcji i dumy z ich dokonań. „Czarna legenda” III RP posłużyła także do  usprawiedliwienia utworzonej po wyborach z 2005 roku koalicji PiS, LPR i Samoobrony. Była to jedna z zasadniczych płaszczyzn łączących te ugrupowania, o czym z dumą mówili ich przywódcy, zawiązując tzw. Pakt Stabilizacyjny.

Logika sytuacji politycznej ukształtowanej po wyborach do Sejmu i po wyborach prezydenckich w 2005 roku doprowadziła do ostrego politycznego sporu pomiędzy PO i PiS-em. Platforma Obywatelska stała się główną polityczną nadzieją tych coraz liczniejszych Polaków, którzy nie akceptowali sposobu rządzenia Polską realizowanego przez koalicję PiS-u, LPR i Samoobrony.

Rzecz jasna, nie ulega wątpliwości, że obniżenie poziomu napięcia pomiędzy dwoma największymi ugrupowaniami politycznymi, zwłaszcza w czasach kryzysu, leży w interesie Polski. Ważne, aby dokonywało się to w prawdzie. Osobiście nie tęsknię za dyskursem politycznym PiS-u i PO z roku 2004 i pierwszej połowy 2005.

Do ważnego wydarzenie doszło 1 marca w Olsztynie. Kandydat PO − ugrupowania mającego w tym mieście poparcie na poziomie 60% – przegrał w drugiej turze z kretesem wybory prezydenckie  z kandydatem PSL. Nie sadzę, aby najważniejsze w analizie tego wydarzenia było zwrócenie uwagi na to, że wokół kandydatury wystawionego przez PSL byłego wiceprezydenta Piotra Grzymowicza skupiły się pozostałe siły polityczne − od PiS do SLD. Ważniejsze jest tu co innego. Centralne władze PO wykazały się całkowitym lekceważeniem olsztyńskich realiów, wystawiając w wyborach kandydata nieznanego i niezwiązanego z samorządową działalnością. Nie pomogło zaangażowanie się w tę kampanię premiera Tuska i wicepremiera Schetyny. Niespełna 40%, jakie w drugiej turze wyborów uzyskał kandydat PO, to konsekwencja zadufania kierownictwa PO w potęgę partyjnego szyldu ich ugrupowania i zlekceważenia wyborców.

Wybory samorządowe rządzą się własnymi prawami. Dystans pomiędzy kandydatami na samorządowców a wyborcami jest na ogół znacznie mniejszy niż w przypadku wyborów sejmowych, a znajomość kandydatów − większa. Olsztynianie dali PO ważną lekcję.

System partyjny w Polsce nabrał wyraźnych cech oligarchiczno- wodzowskich. Wpływają na to zarówno duże publiczne pieniądze, które trafiają do dyspozycji centralnych władz partyjnych, jak i kultura polityczna dominująca w głównych partiach, które stały się posłusznymi drużynami swoich wodzów. Z tego złego i szkodliwego schematu wyłamują się samorządy. Prezydenci miast zwykle pozostają niezależni, czerpiąc swą polityczną siłę z woli mieszkańców, a nie z antyszambrowania w przedpokojach gabinetów partyjnych liderów. Tej niezależności samorządów trzeba strzec z wielką pieczołowitością.

3 marca 2009       

 

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata